piątek, 20 lipca 2012

Bóg rzeczy małych, Roy Arundhati


Autor: Arundhati Roy
Tytuł oryginału: The God of Small Things
Wydawnictwo:  Zysk i S-ka , 1997
Seria:  Kameleon
Tłumaczenie: Tomasz Bieroń
Stron: 320

CYKL: KSIĄŻKI NIEDOCENIONE

Nie macie wrażenia, że czasem w zalewie nowości umyka nam jakaś wartościowa rzecz? Mam taką ukochaną powieśc i bardzo boleję nad tym, że jest mało znana i niedoceniona.
Wy też z pewnością znacie taką pozycję. Jeśli chcecie, podzielcie się doświadczeniamiJ

Arundhati Roy to indyjska działaczka społeczna i polityczna, urodzona w 1961 na prowincji Indii, mieszkająca w New Delhi. Koncentruje się głównie na publicystyce związanej ze swoją działalnością (jest zagorzałą przeciwniczką globalizacji), ale jest też wszechstronnie utalentowana, tworzy scenariusze filmowe i eseje, a w roku 1996 napisała powieść: "Bóg rzeczy małych", którą spowodowała niemałe zamieszanie w świecie literackim. Utwór ten przyniósł jej natychmiastową międzynarodową sławę (przełożono go na 17 języków) i komercyjny sukces, a w 1997 roku dzięki niemu autorka zdobyła Booker Prize.

Książkę przeczytałam w 2000 roku, kiedy ukazała się w polskim przekładzie i od razu podbiła moje serce.
"Bóg rzeczy małych", to powieść w dużym stopniu autobiograficzna. Akcja umiejscowiona jest w Kerali, w której urodziła się i dorastała autorka. Jest to stan w południowo-zachodnich Indiach, na Wybrzeżu Malabrskim. Nazwa: Kerala pochodzi od słów "kera" i "alam" (kraina palmy kokosowej) i trzeba przyznać, że jest ona wysoce adekwatna i trafna jak na określenie tak malowniczego miejsca. Arundhati Roy na tyle blisko związana jest ze środowiskiem filmowym (jej mąż Pradip Krishen jest reżyserem), że doskonale zdawała sobie sprawę, że miejsce w którym spędziła dziecińswo stanie się idealną scenerią i świetnym kontrastem dla historii, którą chciała przekazać. Kerala to teren rolniczy, z plantacjami herbaty, uprawami ryżu, palm kokosowych, kauczuku, pieprzu, wanilii i cynamonu. Wszystko to stanowi feerię barw i zapachów, którymi powieść jest przesycona.




Warto przed przystąpieniem do lektury przyswoić sobie nieco wiedzy na temat stosunków połecznych panujących w Kerali, bo jest to region niezwykły, gęsto zaludniony, a populację tworzy szczególny zlepek wielu kultur. Obok siebie współisnieje kilka religii, które koegzystują na zasadzie względnej tolerancji (niestety zdarzają się krwawe ekscesy). Większość mieszkańców (jak nestorzy rodziny głównych bohaterów powieści) to ortodoksyjni hinduiści (ok 56% społeczeństwa), poza tym żyje tu sporo chrześcijan, wyznawców islamu oraz judaizmu i innych religii. Teren ten w przeszłości wielokrotnie poddawany był wpływom brytyjskim, holenderskim i portugalskim (kolonie), silne były wpływy komunistyczne, więc nie może dziwić swoisty misz-masz kulturowy. Mieszkańcy tego regionu (tak jak bohaterowie powieści) często wykazują pro-brytyjskie lub pro-amerykańskie nastawienie. Wydawać by się mogło, że powyższe okoliczności, a także fakt, że zdarzają się małżeństwa "mieszane" - nastawia mieszkańców kosmopolitycznie i tolerancyjnie, ale Arunhati Roy szybko obala ten mit. Trzeba wyraźnie podkreślić, że pomimo fascynacji życiem "zachodnim" - ortodoksyjni Hindusi w swoich domach pod płaszczykiem nowoczesności nadal sztywno przestrzegają podziałów społecznych, kast, rozgraniczenia ról i praw mężczyzn i kobiet. Małżeństwa dopuszcza się w zasadzie tylko z przedstawicielami własnej społeczności, córki po rozwodzie trafiają poza margines społeczny, a dzieci, których rodzice się rozwiedli stają się dziećmi gorszego gatunku... Przykładem - taką swoistą "alegorią" stosunków społecznych panujących w Kerali jest w powieści postać Pappaćiego. Wygląda jak angielski dżentelmen, jeździ plymouthem, a przy każdej okazji maltretuje swoją rodzinę, odgrywając na niej własne frustracje zawodowe.

Spotkałam się z zarzutami czytelników, że książka nie spełnia oczekiwań, ponieważ nie ukazuje tradycyjnych Indii. To przecież nie miała być tradycyjna książka! Co prawda, Arundhati Roy dostarcza sporą dawkę egzotyki wraz z pejzażem, korzennymi zapachami, strojami czy z opisem tancerzy Kthakali (słynnego teatru wywodzącego się z religijnych ceremonii), ale pisarka chciała pokazać coś innego, wpływ globalizacji, kulturowy indyjsko-brytyjso-amerykański melanż.

Tej powieści potrzeba przecież szerszej perspektywy! Wtedy zaobserwujemy zjawisko podobne do tego, jakie zachodzi w Europie  - ciągłe zacieranie różnic między regionami. To dotyka nie tylko nas, staje się także udziałem innych społeczności, w tym przypadku prowincji Indii. Musimy też zdawać sobie sprawę, że każdy kraj, który chcemy poznać, ma różne oblicza (Indie, to nie tylko barwne sari) i trzeba otworzyć się na jego różne odcienie. Wyobraźmy sobie, że ktoś uparcie chce poznać Polskę tylko przez pryzmat serialu o Janosiku...(!)

Czytając powieść zyskujemy świadomość, że w coraz większym stopniu zarówno my - Europejczycy, jak i Hindusi po drugiej stronie kuli ziemskiej - jesteśmy mieszkańcami wielkiej globalnej wioski, niestety z wszystkimi wynikającymi stąd konsekwencjami. I chociaż autorka zachowuje spory dystans do tego zjawiska - zaczynamy rozumieć alterglobalistyczne dążenia Arunhati Roy już jako społecznej działaczki...

Największym atutem książki jest jej język. Autorka od pierwszej strony zachwyciła mnie liryczną stylistyką, a przy tym wykazała się niezwykłą znajomością psychologii i wrażliwości dziecka, by przedstawić świat z jego punktu widzenia. Jej proza jest pełna magii i bardzo plastyczna. Zachwyca mnie to, że że poszczególne sceny (wypełnione rekwizytami i detalami; harmonijnie i z lekkością skomponowane w rytmie: teraźniejszość - retrospekcja) przesuwają się jak kadry w gotowym scenariuszu. Nie powinno to jednak dziwić, skoro wiemy, że autorka zna świat filmowy od podszewki. Jej dramatyczna, pełna poezji i pod każdym względem wyjątkowa powieść ma DUSZĘ...Czytelnik od pierwszej strony, zatapia się w sugestywnych opisach przyrody, oddycha gorącym, pełnym kurzu - w okresie suszy i wilgotnym, parnym, przesyconym różnymi zapachami powietrzem - w okresie monsunów; a także zanurza się w dusznych od emocji relacjach bohaterów powieści.

" - To co, jakie masz plany? - spytała niepewnym głosem - Jak długo zostajesz? Już zdecydowałaś?
Rahel próbowała coś powiedzieć. Efekt był poszarpany jak kawałek blachy z puszki. Podeszła do okna i otworzyła je, aby zaczerpnąć świeżego powietrza.
- Zamknij, kiedy już się naoddychasz - powiedziała Baby Koćamma, zatrzaskując twarz jak szafę."


Bohaterami książki są biźnięta, które przejeżdżają wraz z matką po jej rozwodzie do Ajemenem - małej wioski w Kerali, gdzie żyją w miarę szczęśliwie przeżywając swoje dziecięce radości i troski, aż do momentu, gdy wydarzyło się WIELKIE ZŁO, i spowodowało, że ich dzieciństwo rozbiło się jak kruche szkło. Dramat, który się rozegrał jest osią powieści. Czytelnik rzucony zostaje w sam środek rodzinnej tragedii, po czym cofa się w czasie i przygląda się jak bohaterowie kroczą bezwiednie lub pchani są ku swemu przeznaczeniu. Jednak nie tylko tragiczny wypadek wpłynął na los tych dzieci o wrażliwych sercach i ich matki o niepokornej duszy, (tak jak mały kamyk jeszcze nie zapowiada lawiny) lecz suma różnych z pozoru nic nieznaczących zdarzeń, złych decyzji, opacznie zrozumianych słów, manipulacji i uprzedzeń społecznych.

"Może to prawda, że wszystko może się zmienić w ciągu jednego dnia. Że parędziesiąt godzin moe wpłynąć na bieg całego życia. A kiedy tak się stanie, te parędziesiąt godzin, jak ocalałe resztki spalonego domu - zwęglony zegar, osmalona fotografia, przysmalone meble - trzeba wyjąć spośród zgliszczy i obejrzeć. Zachować. Wytłumaczyć. Małe zdarzenia, zwyczajne rzeczy, stłuczone i na powrót sklejone. Nasycone nowym znaczeniem, nagle stają sie zbielałym kośćcem opowieści. A jednak teza, że wszystko zaczęło się od przyjazdu Sophie Mol do Ajemenem, jest tylko jedną z możliwych. Równie dobrze można utrzymywać, że naprawdę (...) wszystko zaczęło się w dniach, kiedy stanowiono Prawa Miłości. Prawa, które mówiły kogo i jak należy kochać. I jak bardzo."

Szperamy więc w zgliszczach i nadwęglonych skorupach utraconego dzieciństwa młodej kobiety, dokonujemy wiwisekcji jej wspomnień, przeglądu parudziesięciu godzin feralnego lata i próbujemy znaleźć jakiś wartościowy przedmiot, okruch, coś co pozwoli przywrócić jej brata do życia...


"Bóg rzeczy małych" jest wciąż książką niedocenianą... Nie mogę zgodzić się z opinią, że jest zbyt dołująca i tragiczna, bo co prawda - jest opowieścią o bolesnych powtarzających się powrotach do domu rodzinnego...o kruchości magicznego okresu jakim jest dzieciństwo i dramacie wynikającym z bycia dorosłym... o zgorzkniałości serca starej kobiety... o współczesnych Indiach, którecia - ale przecież nade wszystkim, książka niesie przesłanie, że walka o ukochaną osobę jest ciężka, ale nie beznadziejna...

Nie przeczę, że książka może być odebrana jako trudna, osobiście odbieram ją jako powieść - manifest, z mocnym akcentem na krzywdę ludzką. Prawdą jest jednak, że Arundhati Roy coś ze mną zrobiła, urzekła mnie tak, że ciągle do niej wracam i wciąż od nowa chcę czytać o uroczych bliźniętach, o dzieciach, które Bóg na chwilę stracił z oczu, a potem jakoś zapomniał się o nie upomnieć. Patronem zaś ich zostały tylko bóg rzeczy małych.



37 komentarzy:

  1. Zaintrygowałaś mnie. Będę miała tę książkę na oku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O indyjskiej kulturze wiem zbyt mało, by móc oceniać tę pozycję. Chętnie jednak po nią sięgnę i spojrzę na Indie oczami Arundhati Roy. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książkę czytałam dobrych kilka lat temu, ale pamiętam że bardzo opornie mi się ją czytało. Mimo to, cieszę się, że miałam okazję ją poznać. Wartościowa, życiowa lektura. Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny tekst napisałaś, interesujący i zachęcający do poznania książki. Nie mylisz się, że jest to mało znana lektura, do tej pory nie miałam pojęcia o jej istnieniu. Tytuł zanotowany, mam nadzieję, że uda mi się ją znaleźć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmmm...Obija mi się o pamięć ten tytuł, ale gdzie ja go widziałam? Oj nie wiem. ;) Świetny tekst Olu, widać pasję w tym, co piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  6. to dlatego, że z tą książką łączy mnie miłośc absolutna:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam książkę kilka lat temu, jak seria Kameleona zaczęła wychodzi. Strasznie mi sie podobała.

    OdpowiedzUsuń
  8. To już jesteśmy dwie. Mam nadzieję, że sięgnie po nią więcej osób:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez mam taką nadzieje. Był okres (te kilka ładnych lat wstecz), że książka była "modna", w ogóle cala seria kameleona była trendy:), ale od jakiegoś czasu zarówno o książce, jak i serii cicho, niestety.

      Usuń
    2. Mam jakiś sentyment do książek serii Kameleon i Salamandra:)

      Usuń
    3. Ja też, w domu mamy ze 40 różnych pozycji z tej serii i z Salamandry. Te kilka lat temu wychodziło mniej sieczki amerykańskiej, a więcej wartościowych pozycji. Obecnie te proporcje zdecydowanie się odwróciły.

      Usuń
  9. Chyba rzeczywiście ta książka jest bardzo niedoceniana, bo szczerze mówiąc chyba jeszcze o niej nie słyszałam - wielka szkoda! Wydaje się być trudną i wymagającą, ale jednocześnie piękną lekturę, z pewnością przeczytam!

    A jeśli już mowa o tym, co niedoceniane - moim zdaniem jest to generalnie polska literatura. Osobiście boleję nad tym, że niewiele ludzi sięga po Tyrmanda... Chociaż może to tylko moje odczucia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam już do przeczytania książkę "Zły", poszperałam i widzę, że facet sporo książek napisał. Generalnie Twoim zdaniem która jest najlepsza?

      Usuń
    2. Łoj Tyrmanda będziesz czytać? Uwielbiam, kocham go. Wiem, wiem nie żyje:). Polecam Siedem dalekich rejsów i Dziennik 1954, ale tylko wersję oryginalną.
      Recenzje obu książek znajdziesz u mnie na blogu.
      Zły to kultowa powieść, muszę sobie kiedyś odświeżyć.
      Nikt tak, jak Tyrmand nie potrafił obrazować bezlitośnie społeczeństwa, a przy tym tak pięknie pisać. Szczególnie Siedem dalekich rejsów to poezja, jeżeli chodzi o nastrój i szczegóły.
      Polecam, chociaż wielu nie trawi Tyrmanda.

      Usuń
    3. Zawsze słucham dobrych porad. Przyznaję bez bicia Tyrmanda jeszcze nie znam, ale tytuły zanotowane i z pewnością je zdobędę. Dzięki:) Oczywiście recenzji poszukam...

      Usuń
    4. Tyrmand był wielkim nonkonformista, pisał i mówił to co myślał, dlatego wielu nie odpowiadał. A ja właśnie za to go cenię i zazdroszczę mu, że miał odwagę żyć, jak chciał.
      Milej niedzieli:)

      Usuń
  10. Oj tak, masz rację - zdecydowanie za dużo książek pięknych, wspaniałych, wartościowych umyka gdzieś w zalewie nowości, przechodzi bez echa. :( Dlatego dobrze, że są blogi, na których czasem można wyczytać o różnych perełkach. :)

    "Bóg rzeczy małych" wydaje mi się być interesującą książką. Jest w niej to co najbardziej lubię: akcent autobiograficzny, informacje o odległym zakątku świata, kulturze. Z wielką chęcią przeczytam.

    Przyznam szczerze, że sama po ten tytuł bym pewnie nie sięgnęła. Czytałam kiedyś kilka pozycji z serii "Kameleon" i żadna mi się nie podobała, więc dzisiaj już mechanicznie omijam ten cykl, gdy widzę go na bibliotecznych półkach...

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swój egzemplarz kupiłam w klubie Swiat książki w pięknym wydaniu z obwolutą. Potem drugi raz musiałam kupic tańszą wieć padło na serię Kameleon, teraz widziałam w Empiku w zupełnie nowej szacie, chyba z 2010roku:
      http://www.empik.com/bog-rzeczy-malych-roy-arundhati,prod54370012,ksiazka-p

      Zgadzam się, że w Kameleonie zdarzały się różne książki na różnym poziomie:)

      Usuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. W takim razie Inglisz komon poleca poruszający dokument, który dostał Oscara pod tytułem "Przeznaczone do burdelu". To opowieść o nowojorskiej fotoreporterce, która postanawia nauczyć dzieci, zamieszkujące Dzielnice Czerwonych Latarni w Kalkucie, fotografii. To również opowieść o próbie zmiany przeznaczenia, wpływu na los, różnych determinantach. To także dokument, który porusza oraz niesie konotacje pozytywne...

    OdpowiedzUsuń
  13. Poszukam, już przeczytałam info na filmweb:) Dzięki

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękna książka... Czytałam już wieki temu, ale zapamiętałam. Fajnie, że ją przypominasz.

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja ja omijam w bibliotece szerokim lukiem... ale nastepnym razem wezme! :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Odkąd czytam znacznie więcej nowości, mam ciągle wrażenie,że umykają mi wartościowe powieści. Biblioteka jest skarbnicą takich perełek, ale ostatnio bark mi czasu na szperanie po zakurzonych półkach, mam nadzieję, że kiedyś wrócę do korzeni :)

    "Bóg rzeczy małych" wydaj się być bardzo atrakcyjną pozycją, którą chętnie bym przeczytała. Indie to pasjonujący kraj wielu barw, i jeśli autorce udało się stworzyć tak sugestywne tło jak piszesz, to na pewno jest to książka warta uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  17. Witaj:) Czytelnicy, którzy szukają takich Indii, jakie widac w filmach Bollywood zarzucają autorce, że jest "za mało indyjska", próbowałam udowodnic, że ta książka - mimo, że to nie sam folklor - to i jak jest jak najbardziej godna uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jakoś mam dość Indii ostatnio. Chyba nie moja tematyka, ale może kiedyś się skuszę, bo książka wydaje się wartościowa. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. Myślałem, żeby przeczytać coś o Chinach, ale Indie też nie byłyby złe. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Napisałaś bardzo piękną i urzekającą recenzje. W życiu bym nie spojrzała na tę książkę, gdyż z reguły nie czytam powieści osadzonych w egzotycznych klimatach, ale tym razem zrobię wyjątek, gdyż mnie zachęciłaś niezwykle skutecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezmiernie się cieszę i bardzo Ci dziękuję. Jest tu sporo egzotyki, ale to nie jest najważniejsze. To jest uniwersalny dramat człowieka.

      Usuń
  21. Jedno nie wyklucza drugiego, ja bym Chiny też brała pod uwagę:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Przepiękna recenzja i świetnie dobrane zdjęcia. Po każdym wpisie mam ochotę lecieć po daną książkę :)
    Podobnie jak jedna z osób, ja też nie lubię serii Kameleon i przez to umykają mi czasami wartościowe pozycje... muszę się przemóc :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za dobre słowo:) Witaj po "drugiej stronie lustra" i oczywiście czekam na Twoje recenzje:)

      Usuń
  23. Olu, ależ u Ciebie ruch. Nowy blog, a tylu zaglądających i komentujących. I jaka znakomita recenzja. O książce słyszałam, ale nie zostałam jeszcze zachęcona do jej lektury -- Twój tekst z kolei bardzo do mnie przemówił. Dziękuję za odwiedziny i za liczne komentarze.:))

    OdpowiedzUsuń
  24. Witaj:) Wszystkie odwiedziny mnie bardzo cieszą, zważywszy że jest to dośc "hermetyczny" świat. Dziękuję za miłe słowa. Odwiedziny u Ciebie bardzo lubię, wyczuwam pokrewieństwo dusz:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Cieszę się, że masz bloga moja droga, bo będzie można komentować Twoje świetne recenzje a nie tylko je czytać.

    A książka jest jak najbardziej doceniona - zgarnęła w końcu Nagrodę Bookera, w Polsce chyba też jest dość znana :>

    Z tej samej serii i także z Bookerem na koncie mogę polecić "ŚLEPEGO ZABÓJCĘ" Atwood.

    OdpowiedzUsuń
  26. Dziękuję za dobre słowo. Cieszę się, że ktoś docenia tę książkę, bo sama mam do niej dużo sentymentu. "Ślepego zabójcę" z pewnością przeczytam, dziękuję za rekomendację. Sama bym nie sięgnęła, bo kiedyś Atwood zanudziła mnie na śmierc, ale skoro polecasz, z pewnością warto:)

    OdpowiedzUsuń