środa, 18 lipca 2012

Chłopiec z latawcem, Hosseini Khaled


Tytuł oryginału: The Kite Runner
Autor: Hosseini Khaled
Wydawca: Bloomsbury Publishing
Rok wydania: 2008
Stron: 352

Oto moja kolejna propozycja na ciekawą, urlopową lekturę: Chłopiec z latawcem"


„Dla ciebie – tysiąc razy” -

 – słowa tak ważne i proste, płynące z serca, pełne oddania i szczerej przyjaźni… Wypowiadane w ważnych chwilach, działające jak uścisk dłoni, jak objęcie ramieniem przyjaciela…

 …ale też jednocześnie słowa, które tkwią jak drzazga i stanowią wyrzut,... które po latach ciągle wspomina się ze wstydem. Chciałoby się je zatrzeć w pamięci, a one uparcie powracają w snach, by przypominać bolesne wydarzenia…

 „Chłopiec z latawcem” to powieść przedstawiająca koleje losu mlecznych braci, ich wspólne dorastanie, a później rozłąkę. To historia chłopców, których wiele łączy i których jeszcze więcej podzieli…


 Pierwsze, co nasunęło mi się po lekturze powieści, to refleksja na temat samego tytułu. Dla polskich (europejskich) czytelników nie posiada on właściwego ciężaru znaczeniowego. Równie dobrze mógłby bzmieć: Chłopiec z wiaderkiem, z rowerkiem, z procą… Wszystko kojarzyłoby się nam jednakowo. Po prostu: chłopiec z zabawką. Latawiec – płachta i kawałek sznurka, niezbyt u nas popularny , bo co tu się czarować, w dzisiejszej dobie – nasze „skomputeryzowane” pociechy ze „skomputeryzowanymi” tatusiami nie mają czasu na puszczanie latawców. Czasem widujemy je podczas wakacji, na plaży...

 Gdyby jednak zastanowić się i poznać historię latawca, to okazuje się, że jest ona imponująca.

 Latawiec – najstarszy latający „przyrząd” - powstał prawdopodobnie kilkaset lat przed naszą erą w Chinach. Być może jakiemuś rolnikowi wiatr zerwał kapelusz, co natchnęło kogoś do konstrukcji latającego obiektu. Ciekawa legenda głosi, że generał Han Xin – około 200 roku p.n.e. chcąc zająć królewski pałac – dokonał za pomocą latawca pomiaru odległości między pozycją swoich wojsk, a murami pałacu. Istnieją informacje, że latawce używane były przez cesarzy chińskich w celach wojennych. Konstruowane były z papieru ryżowego lub jedwabiu i bambusowych listewek. Nadawano im kształt przedziwnych bestii i smoków, malowano na jaskrawe kolory i płoszono nimi szeregi przeciwników. Do dziś co roku w Chinach obchodzone jest niezwykle malownicze Święto Latawców, które przyciąga rzesze turystów.


 Z czasem latawiec stał się popularny w Korei, Japonii, Indiach, w krajach arabskich, także w kraju, z którego pochodzi amerykański pisarz Hosseini: w Afganistanie. W XIV wieku trafił do Europy, a do Polski mniej więcej w czasie najazdu Tatarów. Puszczanie latawców często było ulubioną rozrywką rodzin panujących. Podobno w Tajlandii zajęcie to zaaferowało władcę tak dalece, że zupełnie zaniedbał sprawy swego kraju. Dla opamiętania, w roku 1358 wydano edykt zakazujący puszczania latawców w obrębie pałacu… W krajach dalekiego wschodu tradycja puszczania latawców wiąże się często ze świętowaniem (czy to ukończenia sezonu zbiorów, czy dla uczczenia męskich potomków) – w każdym bądź razie ma wyraz wielce symboliczny. Latawiec – to przedmiot pożądania i kultu.

 W Afganistanie – co ważne, ze względu na akcję powieści, tradycja puszczania latawców jest niezwykle istotna. Jest nie tylko świętem, ale także rodzajem zawodów – chociaż z pewnością nie do końca sportowych. Chłopcy, którzy zaczynają brać udział w zawodach latawców – przechodzą swego rodzaju inicjację, a zdobyte latawce przeciwników, stanowią trofea, które wiesza się na honorowym miejscu – w salonie, na widoku wszystkich gości.


 Latawiec odgrywa istotną i symboliczną rolę w powieści Hosseiniego, ale nie wyobrażajcie sobie, że będziemy śledzić sielski obrazek małych baraszkujących chłopców. Otóż nic z tych rzeczy.

 Amir to inteligentny, oczytany, nadwrażliwy chłopiec, który urodził się w bogatej i uprzywilejowanej rodzinie, Hassan, to syn służącego, jego najbliższy towarzysz zabaw i powiernik. Sprytny, sprawny i szczerze oddany.
 Hassan jest usłużny i wierny jak przysłowiowy psiak. Amir żywi wobec swego kompana dość skomplikowaną mieszankę uczuć. Kocha go jak brata, ale jednocześnie jest świadomy wyższości swego pochodzenia, potrafi z dziecięcym okrucieństwem kpić z chłopca i jest o niego zazdrosny. Mocno się wydaje, że słowo PRZYJAŹŃ jest tu nie do końca na miejscu.

 Amir z wielu powodów nie czuje się szczęśliwy, dotkliwie brakuje mu matki, która zmarła przy porodzie. Wie, że jego ojciec podświadomie obwinia go o jej śmierć. Jest także zorientowany, że nie jest takim synem, jakiego ojciec sobie wymarzył. Chłopiec jednak wierzy, że wkrótce wszystko się odmieni, przygotowuje się bowiem do zawodów latawców i spodziewa się sukcesu. U jego boku będzie przecież niezawodny Hassan, najlepszy „łapacz” latawców. Razem zdobędą najważniejsze trofeum, będą wiwaty, tłum gości i wreszcie...uznanie ojca.

 Długo wyczekiwane zawody latawców istotnie stały się momentem zwrotnym w ich życiu. Tyle tylko, że …nie wszystko potoczyło się tak jak w wymarzonym scenariuszu.


Książka według mnie jest rewelacyjna...ale nie mogłam przyznać jej najwyższej noty, ponieważ pewien szczegół nie daje mi spokoju. Historia powieści zatacza koło, wszystko zgranie i logicznie z siebie wynika, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że istnieje pewien słaby punkt. Wydaje mi się, że po to właśnie, aby konstrukcja była tak idealna, potrzebne było, aby Hassan przyznał się do niesłusznego zarzutu kradzieży, a to zachowanie z psychologicznego punktu widzenia nie wydaje mi się prawdopodobne. O ile obraz Amira i jego ojca oddana jest bardzo realistycznie, z wadami i zaletami, portrety są pełne prawdy, to postać Hassana, wybielona i wyprana z instynktu samozachowawczego mnie do końca nie przekonała. Hassan zachował się jak doświadczony starzec, który zna i rozumie wszystkie rodzinne tajemnice i sekrety, który chce oszczędzić swemu ukochanemu PANU bólu i cierpienia. Niestety takie poświęcenie i szlachetność nie bardzo pasuje mi do zachowania kilkunastoletniego chłopca, wszystko ma swoje granice. Hassan powinien zbuntować się i wyjawić prawdę, sprawa zakończyłaby się niezłą awanturą i pewnie laniem, ale... runęłaby jednocześnie zgrabna konstrukcja powieści. W całej sprawie także do końca nie rozumiem postawy przyjaciela rodziny – Rahima Chana, który znał zarówno tajemnicę ojca Amira jak i Hassana i był całkowicie bierny. To ustawienie całej konstrukcji powieści na cienkim lodzie stanowi dla mnie istotny mankament, ale nie dyskwalifikuje powieści. Jej przesłanie jest zbyt ważne. Poza tym pisarz uchyla rąbka historii Afganistanu, przy okazji rozprawiając się z niektórymi stereotypami związanymi z naszymi wyobrażeniami o tym kraju.

 Powieść „Chłopiec z latawcem” w dużej części ukazana jest z perspektywy dziecka. Stanowi to dla pisarza spore wyzwanie, a zarazem ryzyko, ale Hosseini świetnie sobie poradził. Książka napisana jest nieskomplikowanym językiem, a temat potraktowany został z prostotą i szczerością, bez zbędnej czułostkowości, bez otarcia się o banał. Zawiera w sobie spory ładunek emocjonalny, niesie tak osobiste, a jednocześnie uniwersalne przesłanie, że odczuwa się tę książkę nie jak powieść, kolejną wydumaną historyjkę, lecz jak SPOWIEDŹ. Jest to historia zdrady, tym bardziej bolesnej, że dopuścił się jej przyjaciel. Jest to także historia borykania się z wyrzutami sumienia, bezustannie odczuwanego wstydu za ten czyn, szczere wyznanie winy i wreszcie... historia okupienia. Czytając powieść „Chłopiec z latawcem” ze wzruszeniem nabiera się wiary w człowieczeństwo...

 Gdybym miała dla Ciebie, drogi czytelniku wybrać nietuzinkową historię, to z czystym sumieniem zarekomendowałabym książkę Hosseiniego. „Dla ciebie – tysiąc razy”.


14 komentarzy:

  1. Hmm .. słyszałam o filmie co do książek hmm może kiedyś

    Wpadnij do mnie

    OdpowiedzUsuń
  2. oglądałam film i pamiętam, że zrobił na mnie duże wrażenie, książkę oczywiście mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka oczywiście jest lepsza:)

      Usuń
  3. Słyszałam o tej książce, ale dopiero po przeczytania Twojej recenzji, mam ochotę po nią sięgnąć. Zaintrygowała mnie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy bym nie pomyślała, że zwykły latawiec może mieć tyle znaczeń dla człowieka. Książka wydaje się naprawdę ciekawa, co widać po twojej recenzji i jak uda mi się ją zdobyć, to w wolnej chwilach chętnie poznam ją bliżej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie widziałam filmu i nie czytałam książki, ale po Twojej recenzji koniecznie muszę się zapoznać z historią tych chłopców. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książki nie czytałam, ale oglądałam ekranizację, która całkiem umiejętnie gra na emocjach widza. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimo wszystko - nie mam ochoty na tę historię. Ostatnio wole jednak coś lżejszego, prostszego...

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamiętam tę książkę - pierwsza lektura, po którą sięgnęłam po przeczytaniu blogowej recenzji :) Nie wgniotła mnie ona w fotel, ale rzeczywiście była bardzo, bardzo dobra. A jeśli chodzi o Hassana, miałam podobne odczucia i wątpliwości :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Niedawno miałam okazję przeczytać tę książkę. Również bardzo mi się podobała i zdecydowanie będę ją polecać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Przyznam, że chciałabym przeczytać. ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam "Tysiąc wspaniałych słońc" tegoż autora, odeszła mi ochota na "Chłopca..." , co nie znaczy, że nie przeczytam, ale Afganistan mnie przeraża, przerażają mnie fanatycy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też czytałam i wogóle mi się nie podobała. Zdecydowanie wolę "Chłopca...", tam treśc jest bardziej uniwersalna:)

      Usuń