sobota, 14 lipca 2012

Dom Kalifa, Tahir Shah


Tytuł:    Dom Kalifa. Rok w Casablance
Autor:   Shah Tahir
Wydawca:  Wydawnictwo Literackie
Data premiery: 2011-10-19
Język oryginału:               angielski
Tłumaczenie:  Glasenapp Małgorzata
Rok wydania:  2011
Str.

 Moim zdaniem świetna książka na urlop...

Założę się, że każdy chociaż raz w życiu chciał rzucić wszystko w diabły, spakować walizy, trzasnąć drzwiami i odjechać w siną dal. Każdy też ma jakieś wymarzone miejsce, na które zamieniłby swoje m4, swoją utopię z dostępem do plaży, z przeszkloną willą w Miami Beach, albo przeciwnie - z surowym domkiem z bali, z widokiem na ośnieżone szczyty. No cóż, dla pewnego angielskiego pisarza takim wymarzonym miejscem stało się Maroko. I - co ważne - Tahir Shah wcielił marzenie w czyn, on SIĘ ODWAŻYŁ.
 Nabył sporą, nadgryzioną zębem czasu posiadłość o wdzięcznej nazwie "Dom Kalifa". Spakował swój dobytek i mimo ostrzeżeń znajomych i przyjaciół - przeprowadził się wraz z żoną i dwójką dzieci. Wymienił szary, zamglony, wyprany z kolorów Londyn na pełną afrykańskiego słońca, bajecznie kolorową i pełną egzotycznych zapachów Casablancę.


 Maroko...
 Zabytki, specyficzna architektura, orientalna kuchnia i malowniczy krajobraz, wynikający z położenia między oceanem, morzem, pustynią, a także w pobliżu wysokich gór pokrytych śniegiem...
 Jak w bajce?
 Tahir Shah miał sporo odwagi, kiedy definitywnie zamknął jeden rozdział swego życia i rozpoczął przedziwną, niespodziewaną, magiczną przygodę. Powinienieś koniecznie poznać jego doświadczenia...jeżeli w twojej głowie zamajaczyła bodaj przez chwilę myśl, że porzucenie jednej kultury i rozpoczęcie życia w innym kraju jest proste i - że to będzie jedynie sielanka.

 "The Caliph's House", to wiekowy dom (źle powiedziane: to kompleks budynków, ze stajniami, domkiem gościnnym, ogrodami, pomieszczeniami dla służby i Bóg wie jeszcze czym). Ten dom wymaga sporo nakładu, ale posiada "duszę", ma swoją legendę, a także - co nie jest zbyt fortunne - znajduje się w posiadaniu złośliwych dżinnów...



 Wraz z domem - z dobrodziejstwem inwentarza - pisarz nabył niejako na własność trzech dozorców, którzy przez dziesięc lat opiekowali się tym miejscem (czytaj: robili co chcieli). Zupełnie nieświadomie został także sąsiadem prawdziwego gangstera, który wyraźnie ma niecne
 zamiary. Teraz musi zapanować nad nowym miejscem, nad swoimi podwładnymi, okiełznać dżinny, zorganizować ekipę przeznaczoną do prac domowych i przeprowadzić bardzo poważny remont. Ale przede wszystkim musi zasymilować się z nowym miejscem i jego mieszkańcami. To jest absolutnie niezbędne, bo jak się przekona, każda kucharka, stróż czy służąca dobrze traktuje osobę, u której pracuje tylko wtedy, kiedy nabierze do niej szacunku. Tahir Shah jest osobą ciepłą, przyjazną, troskliwą i pełną współczucia...więc posiada wszystkie te cechy, które w Maroku, zdobycie szacunku raczej mu utrudnią. W dodatku nie wierzy w dżinny, a to się już nikomu nie mieści w głowie.

 Jego ambicją jest przywrócenie posiadłości dawnego blasku, ale wkrótce przekonuje się, jak niezwykle trudnego zadania się podjął. Na każdym kroku napotyka na przeszkody, zarówno w poszukiwaniu ekipy remontowej, zdobyciu materiałów czy wynajęciu kucharki. Tu wszystko dzieje się na innych zasadach niż w Europie! Nie można zakupić samochodu, drewna, ani nawet pędzla do farb, jeżeli jedno czy drugie nie jest załatwione przez rodzinę któregoś pracownika, (jeśli wynająłeś pracownika, problemy jego rodziny stają się twoimi problemami)...
 Kupując piasek, szukając uczciwego stolarza, załatwiając sprawy w urzędzie celnym - autor przechodzi swojego rodzaju złożony, groteskowy rytuał inicjacji, czy raczej "chrzest bojowy". Czasem czuje się niczym bohater "Zamku" Kafki, jego optymizm wystawiony jest na ciężką próbę. Sytuację, w jakiej się znalazł zrozumieć mogłaby
 osoba podróżująca w czasie, która przeniosłaby się z dzisiejszych czasów i próbowałaby załatwić coś w PRL-u. Wszystko trzeba ZAŁATWIAć PRZEZ ZNAJOMOŚCI, zawsze trzeba przebić jakiś mur.



 Zwiedzając egzotyczne kraje mamy świadomość, że dopuszczeni jesteśmy zwykle do tego, co jest zewnętrzne. Podziwiamy zabytki, wtapiamy się w tłum na bazarze, oglądamy starannie wyreżyserowany spektakl dla gości w hotelu, albo sztuczną wioskę Beduinów na pustyni. wszystko staje się coraz bardziej komercyjne. Natomiast ten wewnętrzny, ale na wskroś prawdziwy świat pozostaje ukryty przed naszymi oczami w domostwach mieszkańców...

 Do takiego świata zaprosił nas Tahir Shah. Czytamy powieść i widzimy jego oczami tę niedostępną zwykle "intymną" sferę egzotycznych krajów.
 Tahir Shah krok po kroczku walcząc z gąszczem w ogrodzie, pleśnią, gruzem w domu chce przywrócić temu domostwu dawny blask, odkryć jego tajemnice. W powieści słychać stukanie młotków, gwar rzemieślników burzących ściany, zrywających podłogi, a później kładących tynk (tadelakt) - a jest to prawdziwa SZTUKA. Wiele dowiesz się o sposobie kładzenia kafli na ścianach (bedżmat)i podłogach oraz o robieniu przepięknych ornamentów i mozaik (zellidż). Ale Dom Kalifa to nie jest przewodnik remontowy. Jest to powieść wielowarstwowa, niezwykle lekko napisana, ze sporą dawką dobrego humoru, w której autor przy okazji porusza inne tematy: poszukuje śladów życia swojego dziadka, który przeprowadził się do Maroka po śmierci żony, rozprawia się z mitem filmowej Casablanki Humphreya Bogarta i Ingrid Bergman, wreszcie ukazuje poprzez zwykłe, codzienne wydarzenia - zderzenie dwóch kultur i mentalności. Jesteśmy świadkami jego głębokiej przemiany. Dom kalifa - to podróż autora wgłąb siebie.



 Obowiązkowa lektura, jeżeli wybierasz się w podróż do Maroka i nie chcesz poznać jedynie jego zewnętrznej warstwy, tego poprawnego politycznie wizerunku, który udostępnia się turystom. Jeśli zapukasz do drzwi, które widnieją na okładce (ozdobionych mozaikową techniką azulejo, w pięknym kobaltowym kolorze), zapewne otworzy Ci Hamza, jeden ze stóżów. Nie obawiaj się, na pewno Cię wpuści, Tahir Shah jest bardzo gościnny!


8 komentarzy:

  1. Maroko wydaje mi się niezwykle interesującym państwem i na dodatek leży w Afryce. Jestem zauroczona tym kontynentem mimo że jeszcze tam nie byłam, więc książka jest dla mnie obowiązkowo. :)

    Pozdrawiam serdecznie! =]

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach poczułam przez chwile jakbym tam była. :) Może kiedyś pojadę tam naprawdę?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od czasu przeczytania tej książki, to mój priorytet:)

      Usuń
    2. Mam podobnie ;-) Książka świetna, a Maroko kusi...

      Usuń
  3. Maroko to dla mnie czysta magia... Ciągnie mnie tam, bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem, czy będzie mnie stać na podróż do Maroka, ale zdobyć książkę z pewnością będzie łatwiej. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie interesuję się tamtymi rejonami, Maroko jakoś specjalnie mnie nie ciekawi. Ale lektura tej książki może być całkiem ciekawą przygodą;) Miło chociaż poczytać o kimś, kto odważył się spełnić swoje marzenia.

    OdpowiedzUsuń
  6. O tak! Zdecydowanie dla mnie. :)

    OdpowiedzUsuń