czwartek, 19 lipca 2012

Podróże z Herodotem, Kapuściński Ryszard


Tytuł:    Podróże z Herodotem
Autor:   Kapuściński Ryszard
Wydawca:  Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Rok wydania:  2005
Ilość stron:  262

Z cyklu: DOBRE, BO POLSKIE

Podróże z Herodotem to autobiograficzny utwór literacki, od którego, jak mi się wydaje - pomimo, że powstał tak późno, należałoby rozpoczynać swoją przygodę z Ryszardem Kapuścińskim. Jest to utwór z pogranicza literatury pięknej i reportażu, w pewnym sensie pamiętnik, pełen autentycznych wrażeń i emocji autora, zdecydowanie doceniony przez czytelników, bo nagrodzony literacką nagrodą NIKE w 2005 roku.

 Jest to dzieło niezwykłe. Z jednej strony przedstawia inicjację naszego najwybitniejszego reportażysty w zawodzie, a z drugiej strony - jest to hołd złożony wybitnemu człowiekowi, żyjącemu dwa i pół tysiąca lat przed nami, pierwszemu historykowi i dokumentaliście, przewodnikowi duchowemu autora - Herodotowi.
 Ryszard Kapuściński urodził się w 1932 roku, studiował w trudnych warunkach, w powojennej Polsce. Ta informacja ważna jest zwłaszcza dla młodych czytelników, dla których wyjazd za granicę jest tak powszedni, jak bułka z masłem. W czasie, kiedy Ryszard Kapuścinski studiuje, w Polsce jest sytuacja polityczna tego typu, że  wydrukowanie dzieła Herodota zostaje wstrzymane, bo lepiej nikogo nie drażnić, nie narażać się, dopiero zmarł towarzysz Stalin...Jakże nierealne w takim klimacie wydawały się marzenia o wyjeździe - chociażby do Czechosłowacji!


 Zaraz po studiach Ryszard Kapuściński rozpoczął pracę w redakcji Sztandaru Młodych jako goniec, ale już wkrótce zauważono jego potencjał (w 1956 roku otrzymał nagrodę - Złoty Krzyż Zasługi - za reportaż o trudnych warunkach życia robotników w Nowej Hucie) i wkrótce otrzymał możliwość wyjazdu w swoją pierwszą zagraniczną  podróż - niebagatelka - bo do Indii, a wkrótce - do Chin. W "Podróży z Herodotem" zostały opisane między innymi wrażenia związane z tymi pierwszymi podróżami.
 Ciężko uwierzyć, ale najważniejsze wrażenia, jakie odniósł autor z tych wypraw to - FRUSTRACJA i PORAŻKA. Kiedy jego marzenia się spełniają i uzyskuje upragniony stempel w paszporcie, okazuje się, że rzeczywistość go przerosła, niemal przygniotła. Uzmysłowił sobie, że jest kompletnie nieprzygotowany, nie zna języka, kultury, brakuje funduszy - zewsząd bariery! Poczuł się wyalienowany. Zrozumiał, że rzucony na głębokie wody, nie tylko stał się obiektem obserwacji napotkanych Europejczyków (jako trochę dziwaczny, źle ubrany przybysz  spoza żelanej kurtyny), ale co ważniejsze - poczuł niezwykłą presję. W końcu został wysłany jako reporter, ofiarowano mu niezwykłą szansę, więc pomimo jego niedoświadczenia i nieprzygotowania, oczekiwano czegoś w zamian! Co robi? Zaczyna uczyć się języka angielskiego, zwiedza, studiuje dzieła, które wpadną mu w ręce, przygląda się ludziom, notuje spostrzeżenia i coraz bardziej ubolewa nad własną ignorancją.

 Przez długi czas jest przekonany, że jego dwie wielkie podróże były czasem zupełnie zmarnowanym. Dopiero po wielu latach, po przewertowaniu z trudem zdobywanych albumów i książek o kulturze, filozofii, religii, historii tych krajów, dochodzi do wniosku, że jednak to nie był czas stracony, że z każdą książką, z każdą  nową wiadomością, odkrywa nowy sens i nowe znaczenia wielu przeżytych wcześniej wrażeń i doznań, zaczyna rozumieć zaobserwowane reakcje ludzi. Zrozumiał, że wciąż i wciąż od nowa przeżywa te swoje pierwsze podróże. W "Podróżach z Herodotem" znajduje się fragment, bodaj najpiękniejszy cytat - perełka, prawdziwa esensja podróżowania: "Podróż przecież nie zaczyna sie w momencie, kiedy ruszamy w droge, i nie kończy, kiedy dotarlismy do mety. W rzeczywistości zaczyna sie dużo wcześniej i praktycznie nie kończy sie nigdy, bo taśma pamięci kręci sie w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca. Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej."


 Mocną stroną autora "Podróży z Herodotem" jest jego stosunek do ludzi. Ryszard Kapuściński opisuje człowieka z empatią i dużą wrażliwością. Dotyczy to zarówno jego rozważań wokół samego Herodota, jak i bohaterów przez niego opisanych (niemal mitycznych władców i wojowników), a także tej części książki, która poświęcona jest  człowiekowi współczesnemu. Zachwycił mnie fragment dotyczący Louisa Armstronga. Ryszard Kapuściński miał okazję w Chartumie uczestniczyć w koncercie tego wielkiego artysty, który zrobił na nim wstrząsające wrażenie, a później kiedy okazało się, że przypadkiem obaj zameldowani są w jednym hotelu, popijają kawę przy sąsiednich stolikach, autor snuje o Armstrongu kilka refleksji, ale dyskretnie, bez zakłócania jego spokoju i prywatności.
 "Dzieje" Herodota Ryszard Kapuścinski otrzymał w prezencie przed swoją pierwszą wyprawą i praktycznie nigdy się z tą pozycją nie rozstawał. To nie było chwilowe zauroczenie, książkę zabierał w każdą podróż i często kontemplował. Wiele swoich przemyśleń zawarł w "Podróżach...". Myślę, że wprowadzenie tego wątku było genialnym posunięciem, nie tylko poprzez uzyskany rozmach (miejsce akcji książki: ok 3/4 świata, czas akcji: ok 3 tysiące lat). Dzięki temu książkę czyta się dwutorowo. Śledzimy jednocześnie pierwsze podróże polskiego "cesarza reportażu" (zdając sobie sprawę, że przy okazji przekraczania granic między państwami - autor kładzie akcent na przekraczanie "własnych granic", ukazuje wszystkie bariery i przeszkody, jakie stanęły mu na drodze). Wreszcie Kapuściński przekracza jeszcze jedną granicę - "granicę w czasie" i streszczając w jakimś stopniu dzieło Herodota, a także opatrując je własnym komentarzem, uzmysławia nam jaką pracę wykonał jego wielki poprzednik, z czym musiał się borykać człowiek, którego pasja "wiedzy" dwa i pół tysiąca lat temu, w świecie bez kolei i samolotów, nakazała odwiedzać odległe zakątki Ziemi, pytać, szukać, dociekać, a później dokonać jeszcze tytanicznego wysiłku spisania wyników owych poszukiwań...

 Książka "Podróże z Herodotem" wydana została w 2004 roku, a więc stosunkowo późno. Można powiedzieć, że paradoksalnie - książka o początkach drogi zawodowej i pasji podróżowania autora - powstała u schyłku jego życia, jako jedna z jego ostatnich książek. Czy można zaryzykować i powiedzieć, że jest to jego "duchowy testament"?


32 komentarze:

  1. Czytałem czas jakiś temu, byłem bardzo kontent :]

    OdpowiedzUsuń
  2. Też czytałam jakiś czas temu - to było moje pierwsze spotkanie z Kapuścińskim - i bardzo mi się podobała ta książka.
    Wydaje mi się, że publikowanie tekstu o początkach u końca drogi twórczej to raczej coś naturalnego - po pierwsze, po latach lubimy spojrzeć wstecz i zobaczyć, gdzie zaczynaliśmy, jak długą drogę przebyliśmy; po drugie - gdyby każdy reporter/pisarz/ktokolwiek od razu wydawał książkę o swoich początkach - kto by to czytał?? Dopiero "sława" uprawnia to sensownego tworzenia takich tekstów: jeśli się rzeczywiście do czegoś doszło, można opowiedzieć, skąd się wychodziło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, zgadzam się z Tobą:)

      Usuń
  3. Czytałam, mam i wracam co jakiś czas:)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja nie czytałam i musze przeczytać. Ba, nawet kupić! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dłuższy czas stroniłam od polskich pisarzy (poza kanonem poznanym w szkole oczywiście), później zaczęłam odkrywac, że "nasi" całkiem dobrą literaturę tworzą, a Kapuściński, to taka moja odkryta perła:)

      Usuń
  5. Zgadzam się. Tak w ogóle Kapuściński ma to do siebie, że potrafi połączyć reportażowy charakter sytuując się w roli naocznego świadka jednocześnie wplatając historyczne fakty, a przy tym robi to w genialny sposób!

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj jak dawno nie miałam w ręce Kapuścińskiego. Ostatnio chyba "Lapidaria" kilka lat temu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lapidaria jeszcze przede mną, na co bardzo się cieszę, bo myślę, że to będzie kolejna perełka. Czy pisałaś recenzję do tej pozycji? (Poproszę link, ach, to wygodnictwo! ;)

      Usuń
  7. Witaj na blogosferze. Podczytuje Twoje recenzje na LC. Teraz będę czytała regularnie, co bardzo mnie cieszy. Cieszę się również z tego, że można poznać książki inne, niż cała reszta. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam:) Niezmiernie mi miło. Ja także szukam tutaj blogów, które mnie zainspirują. Mam nadzieję, że Cię odnajdę także na LC:)

      Usuń
  8. Tyle dobrego wciąż czytam o twórczości Kapuścińskiego i już od czterech lat zabieram się do czytania, a wciąż mi nie po drodze. Nie wiem dlaczego. Chyba czas to wreszcie zmienić. Lubię reportaże, lubię podróże, lubię książki biograficzne. Postaram się niebawem sięgnąć wreszcie po "Podróże z Herodotem".

    OdpowiedzUsuń
  9. Muszę w końcu poznać twórczość Kapuścińskiego. Obowiązkowo!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak na razie znam tylko dzieło Herodota. O Kapuścińskim tyle słyszałam, a jakoś tak się złożyło, że nie przeczytałam ani jednej jego książki. Skoro piszesz, że od tego warto zacząć to tak właśnie zrobię. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. To ambitnie. Ja mam Herodota dopiero w planach i przeczuwam, że nie będzie łatwo:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Olu, ja wiem, czy ambitnie? ;) Studiowałam historię i była to pozycja obowiązkowa (a nie, nawet nie, był do wyboru Herodot lub Tukidydes i ja wybrałam tego pierwszego). Prawdę mówiąc już za wiele z tego nie pamiętam, bo czytałam ją na pierwszym roku studiów, jesienią 2003 roku. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie pozostaje mi się samej zmierzyc z tematem, nabrałam apetytu:)

      Usuń
  13. Herodota mam przeczytanego z racji wykształcenia, przymus był na studiach ale o dziwo bardzo mi sie spodobał. W ogóle uwielbiam wszystko co antyczne i z antykiem związane.
    A Kapuściński to mój guru od kilku ładnych lat, często wracam do jego książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co pamiętam to mi też się podobał. :) Teraz trochę odeszłam od Antyku, ale własnie na początku studiów przechodziłam fascynację nim. Nawet kolekcjonowałam Arcydzieła kultury antycznej z DeAgostini. :)

      Usuń
    2. W takim razie przesuwam Herodota z mętnych planów do priorytetów. Ekspresowych:)

      Usuń
    3. Anetapzn: Co prawda moje wykształcenie nie otarło się o historię, ale antyk - to epoka, która mnie fascynuje. Swego czasu zachwyciło mnie opracowanie Kubiaka: Literatura Greków i Rzymian, trochę z innej bajki, ale świetne:)

      Usuń
    4. Ja od zawsze byłam zakochana w antyku, głównie w kulturze greckiej. Moje wykształcenie poszło zdecydowanie w tym kierunku, ale zajmuję się zawodowo czym innym. Ale pasja i wiedza mi zostały:). A skończyłam jeden z najmniej w polskich realiach przydatnych kierunków:).
      Polecam Herodota, to w końcu tatuś historii:).

      Usuń
  14. Anetapzn: Strzelam: archeologia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano:) i to śródziemnomorska:) dlatego napisałam, że najmniej przydatny w naszych realiach kierunek.

      Usuń
  15. Ale jakie to romantyczne...no i w końcu nasi odnoszą ciągle sukcesy, tylko to podobno dosyc hermetyczne środowisko...gorzej niż prawnicy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie gorzej niż prawnicy. Żeby pracować w zawodzie musiałabym kogoś zabić (serio) żeby wskoczyć na jego miejsce. Stanowiska zajmują antyczni archeolodzy liczący po 70-80 lat, nie mający doktorantów bo po co im konkurencja etc. Nasi owszem odnoszą sukcesy ale głównie w Egipcie, Syrii, a ten kierunek w ogóle mnie nie interesuje, ja jestem ukierunkowana na Grecję.
      A i tych odnoszących sukcesy na Bliskim Wschodzie i w Egipcie jest kilku, no maksymalnie ze 20, to niezbyt dużo. I jak na razie wszyscy maja się i zdrowo i dobrze, wiec miejsce się nie zwolni:):):)
      Zabrałam się za ponowne czytanie Herodota:). Twoja zasługa. Recenzja wkrótce.

      Usuń
    2. Mam koleżankę w Lublinie, która przeszła dokładnie taką drogę jak Ty. Z tymi samymi doświadczeniami. Twierdzi, że w tym zawodzie niestety panuje seksizm.
      Ja już się rozglądam za Herodotem i oczywiście czekam na recenzję:)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    3. A seksizm to już zupełnie inna bajka. Ja 3 sezony pracowałam an wykopaliskach w Grecji, ale z niemiecką ekipą. W pewnym momencie trzeba jednak wybrać - rodzina czy praca na wykopaliskach. Taka praca na ok. 6 miesięcy wyprowadza cię z domu, nie da się mieć rodziny, być matką i pracować na wykopaliskach. Mężczyzna ma zawsze łatwiej, bo żona zawsze w domu poczeka, i to jest mega niesprawiedliwe.
      Praca na uczelni+ wypad na 2-3 miesiące na wykopaliska to tak, ale tu już robimy koło bo nie ma miejsc na uczelni, bo mumie wykładają:) i kwadratura koła.
      A Herodota miałam przyjemność (tylko raczej wątpliwą bo to była droga przez mękę) czytać nawet w oryginale. Antyczna greka to jest to:).
      Pozdrawiam.

      Usuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  17. No to poznalaś ten świat trochę tak od podszewki. Zazdroszczę przygody z archeologią i nawet z klasyczną greką:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Szalałam kiedyś bardzo na punkcie "Dziejów" Herodota (dalej szaleję, ale trochę mniej) więc musiałam też sięgnąć po tę książkę. Prowizoryczność wyjazdów Kapuścińskiego pozwala docenić obecne możliwości, jednocześnie budziła we mnie zazdrość odwagi ruszenia w nieznane. Chętnie jeszcze kiedyś sięgnę po "Podróże...'

    OdpowiedzUsuń