środa, 11 lipca 2012

Bękart ze Stambułu, Safak Elif


Tytuł: Bękart ze Stambułu
Autor: Safak Elif
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Data premiery: 2010-03-10
Język oryginału: turecki
Tłumaczenie: Kłobukowski Michał
Str. 450



Przeczytałam książkę "Bękart ze Stambułu", (nie zniechęcił mnie beznadziejny tytuł, ani skrajne opinie na jej temat), ponieważ jestem zauroczona tym zmysłowym i pełnym sprzeczności miastem, którego cały orientalny urok zaklęty jest w baśniowo brzmiących słowach: Bizancjum, Konstantynopol i Stambuł). Czytam więc chętnie wszystko, co przypomina mi niezapomnianą podróż. Zwiedziłam najpiękniejsze zabytki Stambułu, przeczytałam "Wspomnienia" Pamuka i poznałam duszę miasta - jak by na to nie spojrzeć - z męskiego punktu widzenia. Pojawienie się pisarki, która porównywana jest do "Orhana w spódnicy" stało się dla mnie najlepszym sposobem dla wypełnienia luki, tego żeńskiego odniesienia i uzupełnienia całości - symbolicznego, tureckiego Yin i Yang. To, co podarował mi Pamuk, to opis słynnych budowli i uroków miasta, gwaru ulic - ukazanych przez pryzmat słynnej orhanowskiej, tureckiej melancholii, ale Stambuł to przecież też szczebiot dziewcząt w ich pięknych, kolorowych, mniej lub bardziej tradycyjnych strojach, z kwiecistymi jedwabnymi chustami na głowach lub wprost przeciwnie - ubranych zupełnie po europejsku. Każdy chyba, kto zwiedzał Stambuł, przyzna z pewnością, że kobiety to zaraz po perełkach architektury - najbardziej wdzięczny temat dla fotografii... 
Zabrakło mi też u Pamuka bazarów kipiących kolorami i zapachu kawy z kardamonem, więc przyjęłam zaproszenie pani Şafak, żeby to wszystko odnaleźć. Przespacerować się jeszcze raz po moście Galata i po zaułkach Stambułu, usiąść na drewnianej ławce przed Błękitnym Meczetem i podziwiać jego minarety, albo odwrócić się, bowiem o uwagę turysty vis-a-vis rywalizuje budynek Hagi Sophii.                              
                                                                                             *

 Udałam się więc kolejny raz w podróż, pozwalając by tym razem moim przewodnikiem stała się kobieta... 

 Zgodnie z moimi oczekiwaniami, głównymi bohaterkami powieści są kobiety. Spotykamy całą arcyciekawą galerię postaci Turczynek, Ormianek i Amerykanek. Są samotne, zaborcze, wyemancypowane albo konserwatywne, a zdarzają się też trochę szalone...Spotykamy tradycyjne matrony, zbuntowane, młode dziewczyny, ale też tarocistkę, tatuażystkę, nauczycielkę i schizofreniczkę. Myślisz: cóż za melanż, z pewnością to wariatki. Ale później odkrywamy bogactwo wewnętrzne tych poranionych, zagubionych istot, przepełnionych miłością i pragnących otaczać swoich bliskich miłością... 

 Poszczególne rozdziały o pysznych, bardzo kobiecych tytułach stanowią niemal odrębne opowiadania ukazujące najistotniejsze fragmenty życia dwóch rodzin (tureckiej rodziny Kazanci i ormiańskiej - Czachmaczian). Początkowo miałam pewien niedosyt, wątki wydawały mi się urwane, przypominały mi niedokończoną układankę lub zerwane korale, ale w trakcie poznawania nowych odsłon (a poszczególne rozdziały dzielą nieraz całe lata wprzód lub wstecz!) odkrywałam kunszt autorki. Owe rozdziały skonstruowane są misternie i umiejętnie, odnajdujemy wszystkie paciorki, zagubione elementy układanki. Pisarka tka swój kilim, aż wreszcie wyłania się wzór na kobiercu, utworzony z historii, emocji, melancholii i cierpienia; wzór, który mnie oszołomił i zadziwił. 
**

 Osią powieści jest spotkanie dwóch młodych kobiet: Asyi - Turczynki, mieszkanki Stambułu i Amerykanki ormiańskiego pochodzenia (o cudownym imieniu Armanusz). To spotkanie jest pretekstem do ukazania fragmentu mało nam znanej i nierozliczonej dotąd historii, bowiem rodzina Armanusz została wygnana ze Stambułu w 1915 roku, w czasach, kiedy miały miejsce wypadki zwane "ludobójstwem Ormian". Była to zbrodnia popełniona na ludności ormiańskiej w Imperium Osmańskim w czasie I Wojny Światowej, dokonana w latach 1915-17, w wyniku której zginęło 1,5 mln Ormian. Kiedy przed I Wojną Światową władzę w Turcji objął "Komitet na rzecz jedności i postępu", dążący do zjednoczenia ludów tureckich, uznał, że ludnośc ormiańska stoi temu na przeszkodzie (a teren Imperium Osmańskiego zamieszkiwało wówczas ok 3mln Ormian). 24 kwietnia 1915 rząd turecki wydał rozporządzenie nakazujące aresztowanie i zgładzenie ormiańskiej inteligencji, a później nakazano deportować pozostałą ludność . Rozpętała się okrutna rzeź, zatrzymanych topiono, palono żywcem, zakopywano, torturowano, a pozostałych przy życiu wypędzono bez wody i żywności na pustynię... Do dzisiaj 24 kwietnia każdego roku społeczność ormiańska na całym świecie obchodzi rocznicę rozpoczęcia eksterminacji swego narodu...

 Nie jest to temat wdzięczny, ani wygodny. Rząd turecki do dziś nie chce uznac exodusu Ormian za ludobójstwo. Orhanowi Pamukowi, który wspomniał o tych wydarzeniach, jak i Elif Şafak wytoczono procesy za obrazę tureckości, a nierozliczony "problem ormiański" jest także (abstrahując od obecnych problemów finansowych) jednym z czynników uniemożliwiającym Turcji przystąpienie do UE. 
                                                                                                       ***

 W powieści dochodzi do spotkania dwóch młodych kobiet, Turczynki i Ormianki, które ostrożnie próbują poznać się nawzajem. Ostrożnie, bo przecież są przedstawicielkami znienawidzonych nacji. Przedstawicielkami jakże charakterystycznymi: jedna z uporem odcinająca się od przeszłości, a druga oddycha martyrologią swoich przodków, mająca tę martyrologię we krwi. Po raz kolejny literatura wystawia rachunek historii i próbuje rozliczyć to, co powinni byli uczynić politycy. 
 Czy autorce udało się rzucić pomost? Wolno, między wierszami odnajdujemy jednak nadzieję, ponieważ młode bohaterki zwycięsko wyszły z tej próby, bo jak podkreśla pisarka już najwyższy czas, by jedna strona dopuściła do swej świadomości okrutne fakty, a druga - pozwoliła sobie wreszcie wytchnąć, otrząsnąć się i pozwolić żyć swoim dzieciom bez tego bagażu... "Prawda jest taka (...), że niektórzy Ormianie z diaspory wcale nie chcą, żeby Turcy przyznali się do ludobójstwa, bo w ten sposób tylko by nam pokrzyżowali szyki i zniszczyli najsilniejsze ogniwo, jakie nas łączy. Tak jak Turcy mają zwyczaj wypierać się swoich niegodziwości, tak i Ormianie przywykli tkwić w kokonie cierpiętnictwa i polubili jego ciepełko. Widocznie po obu stronach barykady zakorzeniły się pewne nawyki, które pora już zmienić." 

 Uważam, że historyczny aspekt,który niezbędny był autorce do konstrukcji tej nowoczesnej baśni i do doprowadzenia do zaskakującego finału, nie jest przytłaczający i w żadnym wypadku nie powinien zniechęcić do lektury (jest raczej największym atutem powieści). Tak naprawdę jednak najbardziej wzruszyło mnie i najważniejsze w tej książce jest - spojrzenie jej autorki na kobietę: ze zrozumieniem jej wszyskich dziwactw i wewnętrznych konfliktów, ze współczuciem i prawdziwą sympatią.

****
 Czy znalazłam w tej książce tego, czego szukałam?
 TAK, a nawet o wiele, wiele więcej!!! Zwykle sceptycznie podchodzę do powieści pisanych przez kobiety, ale pióro Elif Şafak mnie zauroczyło. Jest to pierwsza jej powieść, którą przeczytałam, więc nie wiem czy powieściopisarka jest nowym Pamukiem (ale po co komu potrzebny drugi Pamuk?). Powieść wbiła mnie w fotel i nie pozwoliła się oderwać, wybaczyłam pisarce nawet niefortunny tytuł. "Bękart ze Stambułu" to nie tylko dobra powieść . Dzięki niej w wielobarwnym kilimie, jakim jest dla mnie Turcja i Stambuł, pojawiły się nowe kolory i nowe wątki, może nie do końca piękne i wygodne. Elif Şafak kazała mi przełknąć gorzką pigułkę, wyobrażam sobie jakże trudna była ona dla jej rodaków! Dla jej powieści zarwałam nockę (co do mnie niepodobne!), a kiedy przeczytałam książkę i wreszcie zgasiłam lampę, buzowało we mnie tyle emocji, że długo jeszcze wpatrywałam się po ciemku w sufit...



Wszystkie fotografie są mojego autorstwa:
* Dziewczęta w świątyni, Stambuł
** Sztuka uwodzenia, Stambuł
*** Uroczystośc obrzezania chłopca, Błękitny Meczet, Stambuł
****Trzy pokolenia - Kobiety na stopniach meczetu, Stambuł

6 komentarzy:

  1. Życie kobiet w odległych zakątkach ziemi to faktycznie bardzo wdzięczny temat. Nie zawsze łatwy ale zawsze intrygujący. Zastanawiam się czy kiedykolwiek czytałam podobną książkę o życiu mężczyzn... widać nasze życie bywa bardziej barwne choć i ekstrymalne... Bardzo fajne zdjęcia, chyba najbardziej podaba mi się sztuka uwodzenia :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widać Pamuk ma konkurencję w postaci płci przeciwnej. Cieszę się, że Elif Şafak okazała się tak świetną pisarką. A sama historia opowiedziana przez autorkę jest naprawdę poruszająca. Chętnie bym ją przeczytała. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie wiem w jaką stronę powiedzie pióro panią Elif. Jej książki wydają się dosyc różnorodne. Pchli pałac mnie zachwycił (ale to obraz społeczny, żadnej historii), a Czarne mleko - wprawił w konsternację. Trzymam kciuki jednak za tą pisarkę, bo Bękart absolutnie mnie oczarował. A historia zręcznie wpleciona mnie zaszokowała - nie tylko nasz naród przeżywał wielkie tragedie...

      Usuń
  3. Przypomniałaś mi o tej książce, już od dawna mam zamiar by ją przeczytać. Tak interesująco o niej opowiadasz...:) Zdjęcia są świetne. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie dalej jak kilka dni temu przeczytałam recenzję którejś z jej książek i się zachwyciłam. Twoja (skądinąd świetna) notatka tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, iż muszę koniecznie dotrzeć do jej twórczości. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń