niedziela, 5 sierpnia 2012

Madame, Libera Antoni


Tytuł:    Madame
Autor:   Libera Antoni
Wydawca:  Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Rok wydania:  1999
Ilość stron:  390

Z CYKLU: DOBRE, BO POLSKIE

Czy powieść można smakować wszystkimi zmysłami? A co, jeśli jest utkana z dźwięków jazzu, łagodnych tonów utworów granych na pianinie... jeżeli jest liryczna jak poezja...jeżeli ma przestrzeń, ale też wnika w duszę człowieka...jeżeli wiedzie w Alpy, by po chwili pochylić się wraz z chłopcem nad jego zeszytem...jeżeli dotyka spraw codziennych ale też ludzkich dramatów...
Już dawno nie obcowałam z tak subtelną i wysublimowaną powieścią. W dodatku trzeba dodać - z polską powieścią! Napisana przez erudytę, wyrafinowanym i niezwykle plastycznym językiem. Troszeczkę nostalgiczna, a trochę ironiczna i niebywale wysmakowana.
 Osnowę powieści stanowi historia fascynacji młodego chłopca dojrzałą kobietą. Nie jest to raczej naturalistyczny obraz zadurzenia, już raczej fantazja, wyraz dojrzałego mężczyzny - artysty, na temat  tego co może w takich chwilach przeżywać nastolatek. Przez to historia nie jest infantylna, pokazana jest w sposób liryczny i niebanalny. Chłopiec wielbi swoją muzę poprzez odnajdywanie podobieństw i aluzji do niej w wierszach, książkach, nawet w sztukach teatralnych. Największą wartość książki stanowi dla mnie właśne to, że jest ona wielowarstwowa i ów wątek "niekonwencjonalnego romansu" stanowi pretekst dla wielu dywagacji na temat sztuki, literatury, mitologii i historii, a także ukazania realiów życia w komunistycznym kraju.
 Akcja powieści umiejscowiona jest w latach sześcdziesiątych w PRL, nie jest to okres znany mi z autopsji, są to lata młodości moich rodziców, którzy starali się jak mogli uzmysłowić jak wyglądały realia. Przyznać muszę, że od czasu gdy zobaczyłam film "Yesterday" Radosława Piwowarskiego z 1984 roku ukazanego z perspektywy uczniów prowincjonalnej szkoły, żadna inna produkcja ani książka nie zachwyciła mnie w takim stopniu, jak w powieść pana Libery. Żadna inna w tak prawdziwy, a jednocześnie poetycki sposób nie ukazała tych trudnych czasów.


 Szara codzienność, nijaka, trochę rzekłabym - kołtuńska szkoła - lamperia na ścianach, podrapane ławki, jednakowe mundurki, napuszone i nadęte apele - i na tym tle narrator, nasz główny bohater,  wyrastający ponad przeciętność, niezwykle inteligentny, oczytany, wykształcony muzycznie i zafascynowany teatrem. Złakniony przeżyć estetycznych i kulturalnych, próbuje na różne sposoby, aby to życie szkolne nabrało rumieńców - przez marzenia o założeniu zespołu jazzowego, o stworzeniu grupy teatralnej.
 Chociaż...to też prawda, że uważa się za lepszego od innych, patrzy na kolegów nieco z góry, nie pospolituje się z nimi nawet na tyle, by przyznać, że tak jak inni uległ powszechnej fascynacji. Myślę, że autor nieco go przerysował. Zwykle nastolatkowie są dosyć niezdarni, nieśmiali, czasem przeciwnie - buńczuczni, bezczelni i zarozumiali; tymczasem bohater powieści to ideał: mistrz ciętej riposty i improwizacji, koneser sztuki i niemal tajny agent, z męskim wdziękiem niczym James Bond - czasem nieomal wyobrażałam sobie, że chodzi do szkoły w smokingu. Autor w dużym stopniu skupił się na jego nieprzeciętności i wartościach, jego bohater nieomal otarł się o megalomanię..Ale skoro zamysłem autora było wykreowanie niezwykle ambitnego i arcyinteligentnego bohatera, to powstała taka nasza rodzima kompilacji Tonio Krögera i Prousta z jego obsesją na punkcie Albertyny...

 A tytułowa Madame - nauczycielka i dyrektorka, jak wielobarwny motyl w tej szarej rzeczywistości, tak odmienna od pozostałych przedstawicieli grona pedagogicznego - "zgorzkniałych, nudnych,  w najlepszym razie nijakich", wydaje się, że pochodzi z innego wymiaru, że dopiero co zeszła z ekranu kina, niczym Elizabeth Taylor, piękna jak posąg, o nienagannych manierach, zimna i niedostępna, rozsiewająca zapach perfum i aurę tajemnicy...Nic dziwnego, że staje się dla uczniów (zarówno dla dziewcząt jak i chłopców) prawdziwą obsesją, ikoną i zagadką, a dla głównego bohatera - bardziej nawet niż kobietą do zdobycia, (boleśnie był świadomy niemożliwości spełnienia tego uczucia " jeżeli była - Heleną czy Kleopatrą, „contessą”, elegantką i lwicą salonową, to taki ktoś jak ja po prostu dla niej nie istniał, był jak bzyczący owad, w najlepszym razie - statysta."), stała się jego osobistym wyzwaniem, jego "świętym Graalem".
 Młodzieniec postanawia przeprowadzić śledztwo, aby dowiedzieć się czegoś o życiu swojej muzy i przy okazji poznawania dziejów rodziny nauczycielki - czytelnik odkrywa realia tamtych czasów, autor odsłania zakłamanie i mechanizmy zacierania śladów historii i komunistycznej propagandy, a nade wszystko, na czym chyba autorowi najbardziej zależało - ukazuje traktowanie przez system polskiej inteligencji. Przy okazji czytelnik poznaje także historię Maksymiliana, ojca pięknej Victoire i moim zdaniem, pomimo, że w książce jego dzieje znalazły się nejako na marginesie, jest to największy, a zarazem najbardziej tragiczny bohater tej książki.
 Można polemizować z autorem i postawić mu zarzut czy nie przeładował swojej powieści aluzjami i znaczeniami, ale nie można odmówić mu geniuszu i kunsztu. Chylę czoła przed autorem za to, że nie spuścił z tonu aż do ostatniej strony powieści i za pełen maestrii finał. Naprawdę nie wiem dlaczego tyle lat ta książka mi umykała, bardzo żałuję, że nie poznałam jej wcześniej. Jeżeli ktoś jeszcze się zastanawia, czy warto po nią sięgnąć - to nie będę go przekonywać, że jest ona piękna i niezwykła. Powiem tylko, że jest WAŻNA, zwłaszcza dla wszyskich, którzy pamiętają zakłamane podręczniki historii, ponieważ ta książka to więcej niż romans, ona spełnia MISJĘ.
 "Wykorzystałem tę okoliczność, aby wystawić tamtej epoce rachunek. Czyli zrobić to, czego nie zrobiono lub zrobiono nader pokrętnie tam, gdzie powinno było być zrobione, to znaczy na forum publicznym. To zresztą polska specyfika: spełnianie powinności przynależnych państwu przez literaturę piękną.(...) Moja książka, choć nie wytacza wielkich armat i nie przybiera prokuratorskiej togi, choć utrzymana jest w tonie ironiczno-żartobliwym, stanowi jednoznaczne potępienie peerelu. Osądza, że był to świat zdegenerowany, godny pogardy i odrzucenia. I że mieli rację ci, którzy tak to odczuwali i w związku z tym wyrywali się stąd za wszelką cenę."*
*fragment wywiadu Władysława Rajchera z Antonim Liberą "Nowe Książki" styczeń 1999.

63 komentarze:

  1. To jedna z najlepszych książek, jakie dane było mi czytać w przeciągu kilku lat.

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi jak ciekawe wyzwanie czytelnicze. Z chęcią bym przeczytała. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nazwałabym tego wyzwaniem, to uczta czytelnicza:)

      Usuń
  3. Dada ma trochę racji - to świetna książka. Czytałam wprawdzie już dość dawno temu, ale z wielką, naprawdę wielką przyjemnością. Chce się więcej takich książek!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie słyszałam o tej lekturze, ale widzę, że warto ją przeczytać. Zachowam w pamięci ten tytuł. Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasandro, miło mi usłyszec, że czytałam coś, czego jeszcze nie masz na półce:)

      Usuń
  5. "Czy powieść można smakować wszystkimi zmysłami? A co, jeśli jest utkana z dźwięków jazzu, łagodnych tonów utworów granych na pianinie.... " - u Ciebie jak u Hitchcocka. Najpierw jest 'trzęsienie ziemi, a potem napięcie ciagle rośnie :) Tak przynajmniej czyta mi się Twoje recenzje;))

    Genialna recenzja! A książkę od dawna mam w planach, tylko czeka jeszcze w kolejce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję (ojej, zwłaszcza za Hitchcocka;)
      Jeśli zachwyci mnie jakaś powieśc, to chciałabym, żeby cały świat ją pokochał:)

      Usuń
  6. Świetna recenzja. I bardzo zachęcająca :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka leży na półce i czeka aż wreszcie zdecyduje się za nią zabrać. Twoja recenzja kusi i zachęca, więc chyba nie mam wyboru jak w końcu przeczytać "Madame". Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam 8 lat temu po niemiecku i bardzo mi sie spodobała, dopiero 2 lata temu kupiłam polskie wydanie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że "nasze" perły przełożone są na inne języki. Ciekawe jednak jaki jest odbiór, bo treśc ma dużo typowo polskich "smaczków".

      Usuń
    2. No właśnie! Niemiecka wersja owszem spodobała mi sie i to bardzo,a le polski oryginał na prawdę mnie zachwycił. Żadne tłumaczenie nawet najlepsze nie odda sensu pierwowzoru, wszelkich niuansów.

      Usuń
  9. Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym tę książkę przeczytać, ale ciągle mi ona umyka... ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ola z urlopiku wróciła? Super, bo znów będzie cieszyć nasze oczy swymi tekstami. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przejrzałam tę recenzję pobieżnie, a to dlatego, że właśnie sama czytam tę książkę i jeszcze w sierpniu będę ją recenzowała u siebie, a nie chciałabym się sugerować za bardzo. :) Dla mnie to arcydzieło. Wydaje mi się, że bohater jest tu specjalnie troszkę przekoloryzowany, żeby uwypuklić ten misyjny charakter książki, o którym piszesz na końcu. :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetna książka, jedna z najlepszych w polskiej literaturze współczesnej.

    OdpowiedzUsuń
  13. Z pasja napisałaś o tej książce, tak wielką, że mam ochotę oby w tej właśnie chwili rozpocząć czytanie. Powieść jest przeze mnie bardzo pożądana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto dla niej rzucic w kąt inne książki:)

      Usuń
  14. Nie znam tej książki, ale napisałaś o niej tak pięknie, szczegółowo i zachęcająco, iż nie sposób się się jej oprzeć. Rozejrzę się zatem za tą publikacją w wolnej chwili.

    OdpowiedzUsuń
  15. Zaintrygowałaś mnie tą książką! Wydaje się bym bardzo ciekawa.. a do tego mówisz że subtelna i delikatna.. W takim razie dołącza do książek, którę pragnę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Już od dawna mam ochotę na tę książkę. Twoja kolejna, fenomenalna recenzja sprawiła, że tym razem muszę ją szybko zdobyć, bo jak widzę warto. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) To jest powieśc, w której każdy znajdzie coś dla siebie - historyk - kawałek historii, czytelnik romantyczny - romans itp. Tobie polecam bez skrupułów:)

      Usuń
  17. Uwielbiam tę ksiązkę. pamiętam jak na studiach wspólnie z całą grupą toczyliśmy długie rozmowy na zajęciach.Jest to jedyna książka,do której wracam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie można do niej nie wrócic:) Poza tym od tej pory będzie dla mnie "miernikiem", bo wszystkie polskie współczesne powieści będę porównywac - czy dorównuje "Madame".

      Usuń
  18. Nie czytałam. Teraz widzę, że powinnam to nadrobić. Może i powieść jest "przeładowana", jak to określiłaś, ale na pewno warta poznania. Pozostaje dopisać do listy i wybrać się do biblioteki;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyobrażam sobie mojej półki bez tej książki, z pewnością jest to lektura obowiązkowa:)

      Usuń
  19. To książka, którą U-WIEL-BIAM ;) Jednak w odróżnieniu do Ciebie, nie byłam w stanie ubrać w słowa moich wrażeń po lekturze:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  20. Piękny język, wspaniały styl. Wreszcie książka o czymś. Jestem pod wielkim urokiem Libery.

    OdpowiedzUsuń
  21. Puk puk! To ja. Jak to miło przyjść z pierwszą wizytą, a gospodarz podaje to co najlepsze. "Madame" usytuowałabym na najwyższej półce i chyba tylko Myśliwski byłby po sąsiedzku. Masz wspaniałych komentujących, bo ja niedawno toczyłam bój o tę książkę i byłam jedną (chyba) albo jedną z niewielu zachwycających się. No i Twój cykl "Dobre, bo polskie" od razu ujął moją słowiańską duszę. Życzę zadowolenia z blogowania, byśmy dalej mogli raczyć się dobrymi recenzjami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za cieple słowo. Obiecuję odnaleźc Twoją recenzję Madame i odnieśc się do niej. Uważam, że na blogach książkowych są wspaniali ludzie i bardzo lubię tą wymianę myśli. Oczywiście zapraszam. Mam nadzieję na miłą i owocną współpracę:)

      Usuń
    2. Olu, bloguję od lutego ubiegłego roku, a "Madame" czytałam ładnych parę lat temu. Zamieszczam recenzje tylko bieżących lektur, ale zawsze zaglądam tam, gdzie o ważnych książkach mówią. Wspomniana dyskusja była u "przynadziei" w jego Notatniku kulturalnym (mam w zakładkach).

      Usuń
    3. o, to zapewne niełatwo będzie trafic...

      Usuń
  22. A ja przytuptałam tutaj, tup tup, od książkowca i też dodaję do zakładek, bo bardzo mi się Twoje pisanie podoba. A Madame już mam i nie zawaham się przeczytać. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Kasiu, a ja przyjrzałam się przez lupkę obserwującym i tyle tu "naszych", a nikt nie podzielił się radością, że oto wschodzi nowe słońce blogosfery:) Same łykały, a nam ani słówka, ani linka...
      "Madame" ma priorytet. Czytaj i dziel się, bo niepokoi mnie moja "inność" w odbiorze.

      Usuń
    2. Bo nie ma takiego zwyczaju, żeby polecać nowe dobre blogi, a szkoda. Ja wiesz, ja zaraz trąbię wszędzie, bo uwielbiam moment, kiedy w sieci odkrywa się kogoś o podobnej wrażliwości i spojrzeniu na literaturę. A jeśli innym, to merytorycznie i ciekawie innym. Dyskusje są potrzebne, wymiana myśli potrzebna, jakże inaczej człowiek by się rozwijał?

      Usuń
    3. ojej, a Wy tak miło tu o mnie...aż się zarumieniłam:)

      Usuń
  23. A ja się bardzo cieszę, że przytuptałaś i komuś się chce to czytac:) A ja z kolei poszperam u Ciebie, bo zawsze słucham dobrych rad, a w doborze lektur - najbardziej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo my mole lubimy słuchać jeden drugiego, nigdy nie wiadomo, czego się dowiemy i co odkryjemy dzięki innym. Cieszę się, że w gąszczu wielu linków się odnalazłyśmy

      Usuń
    2. Mnie jest również bardzo miło i bardzo się cieszę:)

      Usuń
  24. Twoja recenzja jest tak zachęcająca, że z pewnością ją przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Kiedyś, dawno temu polecił mi tą książkę znajomy. Przerażona objętością odłożyłam ją wówczas na później. Po Twojej pięknej i zachęcającej recenzji przypomniałam sobie o niej. Czas się zabrać za tą lekturę.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie cieszę się, bo przy okazji spełniam jakąś misję:)

      Usuń
  26. Czytałam ją kilka lat temu i pamiętam, że strasznie mi się podobała. Twoja recenzja zachęciła mnie, żeby zaś po nią sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wpadłaś, kochana. Jeszcze może uda mi się namówic Cię na bloggowanie:) A Madame - jak najbardziej, będę też do niej wracac.

      Usuń
  27. Ta recenzja jest poezją.
    A książkę mam w dalekich planach czytelniczych.

    OdpowiedzUsuń
  28. Książka na półce od dawna, chyba dłużej zwlekać nie będę.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ta książka wpadła mi kiedyś w ręce w bibliotece, ale jakoś nie byłam przekonana. Po Twojej recenzji dochodzę do wniosku, że jednak warto dac tej powieści szansę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Naprawdę świetna recenzja, książki nie czytałam, ale jestem pewna, że w pełni oddałaś jej walory. Tematyka historyczna nie jest mi obca, całkiem niedawno zdawałam rozszerzoną maturę z historii właśnie, dlatego z tym większą ochotą sięgnę po "Madame".

    OdpowiedzUsuń
  31. ale cudna recenzja! O ile sama książka średnio mnie przekonywała, o tyle Ty - przekonujesz mnie do niej dużo bardziej :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę bardzo Ci dziękuję, ale jednak najważniejsza jest sama książka. My tylko piszemy recenzje (czasem płynące z serca), ale to jest już...rynek wrórny. Doceniam komplement z Twoich ust:)

      Usuń
  32. Piękna recenzja. Już teraz jestem tą książką oczarowana. Na pewno po nią sięgnę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, bo to ważna książka:)

      Usuń
  33. Wspaniała, wysublimowana recenzja! Roztaczasz przed czytelnikiem wizję niezwykłej książki, nieprzystającej do dzisiejszych czasów, przez co jeszcze bardziej magicznej. Bardzo chętnie wkroczę w świat "Madame":)
    P.S. Ja również ubolewam nad brakiem zwyczaju polecania nowych blogów. Tobie jednak udało się przebić w gąszczu recenzentów - czego serdecznie gratuluję! Ja wciąż walczę...

    OdpowiedzUsuń
  34. Dziękuję za ciepłe słowo:) Magdo, będę chętnie Cię polecac, lubię Twoje recenzje, ale dotrzec potrafię do Twoich recenzji tylko za pośrednictwem LC. Może w tym tkwi szkopuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może, chociaż linkuję gdzie się da:) Może problemem jest to, iż nie mam bloga na żadnym z serwisów blogerskich typu "blogspot", "blogger", lecz niezależny adres. Pozostaje mi uzbroić się w cierpliwość:)

      Usuń
  35. "Madame", czyli książka o stalkingu ;) Piękna recenzja, zdecydowanie piękniejsza niż książka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, o stalkingu;) Młodociany trochę nękał, ale czyny nie nosiły znamion przestępstwa, proszę o złagodzenie wyroku:)

      Usuń
  36. O, pamiętam, że ten pierwszy raz gdy ją czytałam..smakowała dokładnie tak samo :) Za drugim razem niestety już trochę mniej.. Ale wrażenie po pierwszym razie jest tak silne, że dotąd plasuję ją wśród "ulubionych" ;)

    OdpowiedzUsuń