czwartek, 9 sierpnia 2012

Reflektorem w mrok, Boy Żeleński Tadeusz


Z CYKLU: DOBRE, BO POLSKIE  (chociaż trochę passé)

Niedawno zakupiłam sobie książkę „Boy-Żeleński. Błazen - wielki mąż” Józefa Hena, ciesząc się, że  pojawiła się na rynku pozycja, która przypomni sylwetkę Polaka, który swego czasu brylował na salonach, ale też sporo dla polskiej kultury uczynił. Postanowiłam jednak przed biografią powrócic na chwilę do zbioru szkiców literackich „Reflektorem w mrok”, który zachwycił mnie swego czasu.

Ze szkicami Boya-Żeleńskiego miałam przyjemność zetknąć się w liceum, kiedy mozoliłam się nad wypracowaniem o "Weselu" Wyspiańskiego. "Wesele" samo w sobie jest dziełem, którego nie czyta się źle, natomiast cała ideologia wokół niego potrafi doprowadzić sfrustrowanego ucznia do zawrotu głowy. Kiedy więc szukając materiałów do przenudnego – jak się wydawało - wypracowania, natknęłam się na "Plotkę o Weselu" (w zbiorze "Reflektorem w mrok"), najpierw byłam  mocno zaintrygowana, a potem zmieniłam zdanie i stwierdziłam, że wypracowanie jednak będzie interesujące. Poczułam, że niezmiernie potrzebowałam takiej wykładni i uzupełnienia, że książka Boya Żeleńskiego mi to dzieło, jakim jest "Wesele" w jakiś sposób przybliży.  Okazało się, że "Wesele" oprócz znanego patosu, kipi także od anegdot i opisów prawdziwych, często humorystycznych wydarzeń, a postaci dramatu, to osoby z otoczenia Wyspiańskiego, z ich charakterystycznymi powiedzonkami i stylem bycia, przeniesionym kunsztownie przez poetę na papier.
 Sam Wyspiański nakreślony przez Boya-Żeleńskiego w jego szkicach „zszedł” niejako  z piedestału, stał się człowiekiem z krwi i kości, utalnentowanym w wielu dziedzinach, wrażliwym, niezwykle  spostrzegawczym, ale także...bardzo złośliwym. Całe Wesele naszpikowane jest tymi jego złośliwostkami, które nieczytelne, a nawet nieuchwytne są dla dzisiejszego czytelnika, ale doskonale wyraźne były dla ówczesnej krakowskiej inteligencji i bohemy. Np. postać Pana Młodego, którego pierwowzorem był Lucjan Rydel, to ówczesny, popularny poeta, który ożenił się z "dziewczyną z ludu" i którego wesele stało się pretekstem i bodźcem do napisania dramatu. "Pan Młody", który był przyjacielem Wyspiańskiego, został potraktowany jak inne postaci nieco ironicznie i z nutką owej złośliwości, a świadczą o tym chociażby słowa - "trza być w butach na weselu". Dla zwykłego czytelnika nic one nie znaczą, a w rzeczywistości odnoszą się do  oryginalnego okazywania sympatii chłopom, przejawu "chłopomanii", która w wersji Lucjana Rydla była dziwaczna i wykoślawiona, a wynikała z kiepskiej znajomości zwyczajów wiejskich. Lucjan Rydel uderzał w konkury do swojej dziewczyny bez butów, jedynie we fraku, chcąc okazać szacunek chłopom, którzy na codzień bez owego obuwia chodzili. Stał się przez to celem ataku obydwu stron, zarówno znajomych (jakże musiał wyglądac komicznie we fraku, boso i z podwiniętymi nogawkami), a także społeczności wiejskiej, bowiem chłopi chodzili boso, ale tylko do pracy w pole, natomiast do kościoła i w odwiedziny należało buty jednak ubrać.


Boy-Żeleński opisał klimat panujący w Krakowie, w momencie, kiedy "Wesele" zaczęto wystawiać w teatrze i kiedy dramat ten wywołał skandal towarzyski, bowiem Wyspiański bynajmniej, w najmniejszym nawet stopniu nie zawoalował postaci występujących w sztuce. Sam był autorem plakatu reklamującego przedstawienie, na którym umieścił prawdziwe imiona bądź nazwiska bohaterów występujących w dramacie. Dopiero po interwencji dyrektora teatru, dramaturg - aczkolwiek niechętnie przemienił Lucjana Rydla w Młodego Pana, Włodzimierza Tetmajera w Gospodarza i wszystkie pozostałe postaci. Sztuka początkowo niezbyt ciepło została przyjęta. Podobno zdegustowany Henryk Sienkiewicz (który zresztą świadomy był swego mistrzostwa i nie miał problemów z miłością własną)  po zakończonym spektaklu miał powiedzieć "No, albo ja jestem grafomanem, albo to jest grafoman..."

Takich anegdotek znalazlam w szkicach Boya-Żeleńskiego wiele, co pozwoliło mi wielce polubić wcielenie Wyspiańskiego jako dramaturga, a także zaczęłam inaczej postrzegać "Wesele" - już nie tylko jako utwór "trudny, głęboki, ciemny i symboliczny", ale jako sztukę z ukrytym dnem,  pełną humoru i ironii.

 
Zbiór szkiców Boya-Żeleńskiego zawiera wiele innych esejów. Z zachwytem odkryłam, że Żeleński kilkakrotnie jeszcze powraca do Wyspiańskiego. Szkice traktują o jego licznych talentach: o rzeźbie, architekturze i - co szczególnie mi bliskie - o jego malarstwie. Między innymi z prawdziwą sympatią wspominam przezabawny esej (prawdziwą perełkę) "Historia pewnych mebli", w której Boy-Żeleński opisał meble, które zostały zaprojektowane przez samego Wyspiańskiego, które były niezwykle piękne, słynne niemal w całej Polsce, ale...zupełnie niepraktyczne.

 "(...)Co się tyczy mebli, Wyspiański miał swoje odrębne pojęcia. Pojedynczy mebel nie był dla niego rzeczą samą w sobie, ale składową cząstką architektonicznej niejako kompozycji, którą był cały pokój. Miejsce i ustawienie każdego mebla było ściśle oznaczone. (...)Z jednym tylko nie liczył się Wyspiański zupełnie, mianowicie...z anatomią ciała ludzkiego i z ludzkimi potrzebami. Sam nie miał tych potrzeb zupełnie, będąc czystym niejako duchem, ożywionym niezłomną wolą; może wogóle nie zastanawiał się nad tą stroną, a jeżeli się zastanawiał, to raczej w duchu rozmyślnej surowości. Surowośc była najwybitniejszą cechą tych mebli, dużych, ciężkich, z ogromną przewagą kloców drzewa, o chudo wysłanym siedzeniu, zbudowanych z samych linii prostych, bez jednej falistości, bez jednego wygięcia. (...) Kołyska mego syna była monumentalna; bieguny jej to dwa zaokrąglone bale, które przy  kołysaniu wydawały taki łomot, że trzeba je odjąc wskutek protestu całej kamienicy. Istna kołyska Bolesława Chrobrego!"


Dzisiaj mało kto pamięta sylwetkę Tadeusza Boya-Żeleńskiego, erudyty, tłumacza najwybitniejszych dzieł francuskiej literatury, krytyka literackiego, publicysty, twórcy kabaretu "Zielony balonik", bywalca salonów i bohemy Młodej Polski. Jego twórczość jest "passé", a zupełnie niesłusznie. Jeśli kogoś interesuje obraz młodopolskiej bohemy od podszewki albo fenomen "przybyszewszczyzny", eleganckie anegdoty z życia wyższych sfer ówczesnego Krakowa, ale także  poważniejsze ówczesne tematy społeczne (epoka w jakiej żył - była niezwykle barwna, ale też pełna kontrastów), to gorąco zachęcam do lektury.


20 komentarzy:

  1. A propos tego pana przypomniała mi się historyjka z czasów liceum. Miałam w klasie "inteligenta", który był totalną (ale to totalną) nogą z jęz.polskiego. Razu pewnego polonistka wzięła go do odpowiedzi i pyta Dariusza: Dariusz, kto napisał "Wesele"? A Dariusz na to: Yyyy...nooo ten...Wesele napisał...Wesele napisał normalnie ten, Tadeusz Boy-Żeleński! Cała klasa łącznie z polonistką umarła ze śmiechu w tym momencie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, te anegdotki z czasów licealnych, wspominam je z łezką w oku. Ja pamiętam, jak nauczycielka wałkowała jednego ucznia z Konrada Wallenroda i w końcu zapytała go - To powiedz mi chociaż jak zginął Konrad. Chłopak sapał i stękał i w końcu wyjęczał-...wpadł w krzaki...i zginął.

      Usuń
  2. Wesele wspominam miło i jakoś nie było dla mnie trudne. Wręcz przeciwnie. Boya kojarzę z wycieczki po młodopolskim Krakowie i chętnie kiedyś poznam go bliżej ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, a ja nie twierdzę, że Wesele jest nudne!!! Broń Boże! Będąc jednak licealistką uważałam jednak, że ta cała otoczka ideologiczna jest dużo mniej zajmująca niż sfera anegdotyczna i towarzyszący skandalik. Co nie znaczy, że nie doceniam należycie dzieła. Uważam jednak, że ludzie, którzy "znali" wszystkie postaci występujące w sztuce z autopsji - mieli dużo większy ubaw, niż uczniowie "rozkładający" sztukę na atomy - dzisiaj:)

      Usuń
  3. Nie czytałam jeszcze książki Hena ani zbioru Boya-Żeleńskiego.
    "Wesele" za to uwielbiam, a jego kulisy poznawałam z biografii Stanisława Wyspiańskiego pióra Marty Tomczyk-Maryon. Gdybyś kiedyś miała okazję napotkać tę książkę to serdecznie ją polecam. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo chętnie przeczytam, mam ogromny sentyment do Wyspiańskiego:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z twórczością tego autora, jednak nie wątpię, że na lekcjach polskiego pewnie ten pan jeszcze się pojawi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To musi być ciekawa lektura. Fajny blog obserwuję i zapraszam do mnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Super recenzja. Cudownie, że ktoś jeszcze czyta Boya- Żeleńskiego.

    OdpowiedzUsuń
  8. Początkowo myślałam, że ta pozycja mnie nie zainteresuje. Ale po przeczytaniu Twojej recenzji zmieniłam zdanie. Szkoda, że nie natrafiłam na "Reflektorem w mrok" w czasach liceum...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja sobie wracam co jakiś czas, niekoniecznie trzeba przecież książek tylko do celów "ideowych" wałkowac, te zbiorki są tak urocze, że warto sięgnąc dla przyjemności:)

      Usuń
  9. A ja "Wesele" uwielbiałam, uwielbiam i uwielbiać będę. :) Ze zrozumieniem wszystkich kontekstów też nie miałam większych problemów. Ale to pewnie dlatego, że nieustannie pochłaniam jakieś historycznoliterackie publikacje. :P

    Boy... Niedoceniony jest strasznie. Jakoś tak pomijany, ignorowany jakby. A ja nie rozumiem tego zupełnie. :( Ja pierwszy raz zetknęłam się z jego twórczością przygotowując się 3 lata temu do olimpiady polonistycznej i wtedy już wiedziałam, że muszę poznać wszystkie jego dzieła. Jak do tej pory udało mi się tylko "Reflektorem..." - świetne, trzeba przyznać. "Piekło kobiet", "Narcyza i Wanda". Wszystkie polecam. :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jakoś niefortunnie się wyraziłam, nie chciałam żebyście sądzili, że ja nie lubię Wesela, albo że miałam kłopoty ze zrozumieniem:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ksiązka zaciekawiła mnie faktem nawiazania do "Wesela" Wyspiańskiego. Chętnie uzupełniłabym swoją wiedzę na temat tego dzieła :)

    OdpowiedzUsuń
  12. A mi się wydawało, że Boy-Żeleński to jedna z lepiej znanych postaci polskiej literatury, sztandarowe nazwisko, wielki wkład i w ogóle. Ale może ja się w dziwnym towarzystwie obracam :)
    "Reflektorem w mrok" od dawna stoi u mnie na półce, moje własne, nieprzeczytane. Od jakiegoś czasu mam coraz większą ochotę sięgnąć po tę książkę, minęło mi już studenckie przejedzenie "opracowaniami" i coraz chętniej wracam do tego typu pozycji, więc jest szansa, że w ciągu najbliższych paru miesięcy się wreszcie doczeka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boy Żeleński towarzyszy mi od dawna, przecież to nie tylko ten zbiorek szkiców; przyznam jednak, że odnoszę wrażenie, że mało jest znany zwłaszcza młodzieży.

      Usuń
    2. Młodzieży mało co jest teraz znane niestety.

      Usuń
  13. Boy to mistrz :) Będę się powtarzać ale Twoja recenzja kolejny raz zachęciła mnie, żeby wszystko rzucić i sięgnąć drugi raz po daną książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wracam wielokrotnie, lubię jego styl i poczucie humoru:)

      Usuń