piątek, 7 grudnia 2012

Godot i jego cień, Antoni Libera


„Godot…To ktoś lub coś, czego nie ma. Kto miał przyjść, lecz nie przyszedł. Co miało się stać, lecz nie stało i pewnie się nigdy nie stanie.”*

„Nie wiem kim jest Godot. Nie wiem nawet, czy w ogóle istnieje – Samuel Beckett”**

Nazwisko: Antoni Libera przywodzi bez trudu na myśl błyskotliwą powieść „Madame”, wydaną w 1998 roku, która od razu podbiła serca czytelników i z marszu weszła do kanonu polskich arcydzieł literackich. Czy jednak czytujemy inne publikacje autora, czy zatrzymaliśmy się na „Madame”? Czy zdajemy sobie sprawę, że Antoni Libera to człowiek-instytucja, który jest nie tylko pisarzem, ale także reżyserem i tłumaczem? Autor, wielokrotnie indagowany o to, w jakim stopniu „Madame” jest dla niego ważna i osobista, wyraźnie odsyła do innej swojej powieści, wydanej w 2009 roku: „Godot i jego cień”.  W utworze tym  zawarł swoją prawdziwą „pasję” i życiowe credo.

„Godot …” to powieść  w pewnym sensie autobiograficzna, a ponieważ  pisarz twierdzi, że „urodził się pod znakiem Becketta”,  jest jego wielkim fascynatem -  wyznawcą nieomal, utwór ten w dużej części można odczytać także jako  „poszukiwanie sensu życia przez odkrywanie Becketta".

W trakcie lektury dochodzę do wniosku,  że obie powieści mają ze sobą dużo wspólnego. „Godot…” może zostać uznany za dopełnienie „Madame”, gdyż obie  powieści utkane są  na tej samej kanwie, ich duch się wzajemnie przenika. Gdyby pisarz malował obrazy, powiedzieć byśmy mogli, że artystę zdradzają te same pociągnięcia pędzla. Narrator  powieści (w każdym przypadku - alter ego autora) mógłby być tym samym młodzieńcem, literatem wychowanym w PRL-u, wyrażającym ostrą krytykę reżimu komunistycznego. W powieściach znajdujemy znacznie więcej tropów… Słowa dotyczące emigracji, które wypowiada nauczycielka francuskiego – w  „Godocie…” powtórzone zostają jak echo - przez tajemniczego przyjaciela rodziny, Arnolda Meyera. Madame przy pożegnaniu wręcza chłopcu książkę w wydaniu francuskim, a jest to jeden z dramatów Becketta (!), Arnold Meyer natomiast zmuszony przez władze polskie do opuszczenia kraju żegna się słowami pochodzącymi  dokładnie z tego samego utworu…Wreszcie mitologizacja. „Madame” to mit, a raczej pokazanie mechanizmu, w jaki sposób „życie zmieniane jest w mit za pośrednictwem słów, czyli literatury”/słowa autora/, natomiast  „Godot i jego cień” pokazuje artystyczną drogę pisarza, niemal mitologiczną, intelektualną odyseję.

W obu powieściach zwraca uwagę odmienny stosunek  ich „narratorów”  do zawodu literata. W „Madame” chłopiec otrzymuje w prezencie  pióro, atrybut pisarza. Jest niejako przez swoją muzę pasowany na „rycerza słowa”. To pewne, że wyposażony w taki oręż wybierze świadomie drogę literacką i będzie dumny z powołania. W „Godocie…” mamy skrajnie inną postawę. Autor we wstępie wyraża się o swych skłonnościach literackich cierpko, usprawiedliwiając się, że został pisarzem dopiero, gdy wszystko inne zawiodło. Dopiero spotkanie z Beckettem stało się punktem zwrotnym, skłania do szacunku do własnych dokonań - wyzwala w nim pisarza… Dopiero też w trakcie lektury, gdy  doszło już do spotkania, kiedy mogę spojrzeć do tyłu,  zdaję sobie sprawę, że taka koncepcja  była niezbędna, aby historia mogła zatoczyć idealne koło, a narrator mógł ulec wewnętrznej przemianie.

Forma i styl obydwu powieści jest odmienna. „Godot…” to  książka bardziej osobista, refleksyjna i głęboka. Mniej  wysublimowana,  nadal jednak  wyrafinowana, elegancka i zdradzająca erudycję autora. Jest trudniejsza w odbiorze, przeznaczona dla czytelnika dociekliwego. Antoni Libera  nie wymaga stopnia naukowego z literatury, ani tym bardziej znajomości Becketta (autor chce nas do niego dopiero przekonać), ale sporo ułatwia chociażby umiejętność abstrakcyjnego myślenia… Wędrówka z autorem przeważnie stanowi  niesamowitą i przyjemną przygodę, szlak wiedzie prostą drogą, miejscami jest „z górki”, ale bywa, że autor zmusza  do ostrego podejścia, skłania do wysiłku. Ale czy ktoś, komu zdarzyło się wspiąć  na  szczyt – stwierdził, że nie było warto?

Tematyka „Godota…” może niektórych czytelników przerażać, ale pragnę podkreślić – forma  książki niczym nie przypomina suchej analizy naukowej, ani ciężkiej dla wątroby literackiej rozprawy. Po prostu chcąc poznać bliżej naszego autora, otrzymujemy Becketta w prezencie - albo odwrotnie. 

Skąd  fascynacja tym twórcą „teatru absurdu”?
Częściowo można wytłumaczyć przypadkiem, zbiegami okoliczności, historią, ale też podobnym postrzeganiem świata, wrażliwością obu artystów. Nasz autor dorasta i dojrzewa w momencie przełomowym, jest świadkiem wielkich odkryć (np. eksploracja kosmosu), która miast przynieść człowiekowi poczucie „zdobywcy” i „nieustraszonego podróżnika”, w zamian daje mu  zwątpienie w swoje znaczenie. Człowiek nagle pozbawiony został swego uprzywilejowanego miejsca w centrum wszechświata, a w zamian dostał do przełknięcia gorzką pigułkę wiedzy o jego „przypadkowej” naturze. Zdegradowany został z roli wybrańca Bogów do „wybryku natury”, po raz wtóry  został „wypędzony z raju”  i to znajduje swój wyraz zarówno w  sztuce jak i filozofii.  Beckett jak nikt inny oddał w swoich dziełach odartą ze złudzeń kondycję człowieka.

W powieści jednak nie oddajemy się bez przerwy egzystencjalnym refleksjom. W kompozycji panuje równowaga i harmonia. Smakujemy subtelny humor autora i towarzyszymy w jego bardziej prozaicznych przygodach. Razem z ośmioletnim narratorem bierzemy udział w jego pierwszej "dorosłej" sztuce teatralnej, a uczestnictwo w niej zawdzięcza w dużej mierze pewnemu psu o imieniu Łajka, który został wystrzelony w kosmos; wykradamy w zbawiennej misji książkę z wojskowej biblioteki, odwiedzamy legendarną polską księgarnię w Paryżu i przemycamy dzieła Gombrowicza, uciekamy na hulajnodze przed francuskim kloszardem; poznajemy polskie absurdy, gdy autorowi - jako podejrzanemu agentowi CIA odmawia się paszportu, albo przed samym wylotem do Stanów - towarzyszymy w rewizji osobistej, której nie powstydziłby się w swej powieści Franz Kafka...

Pisarz odsłania także kulisy powstawania przekładu dzieła z innego języka. Wpuszcza nas od kuchni do "swojego warsztatu". Dzięki temu zaczynamy sobie zdawać sprawę z tytanicznej pracy, jakiej przekład wymaga. Najpierw poszukiwanie klucza do interpretacji, potem  rozbiór tekstu na czynniki, wreszcie walka z materią słowa. Idiomy, różnice wynikające z innego rytmu i melodyki słów, karkołomna odmiana przez przypadki, ale też gra niuansów. W przypadku Becketta znaczenia ma nawet znajomość prawideł muzyki, gra w szachy i  matematyka...

Antoni Libera - twórca i "odtwórca". Oczywiście nie należy pytać autora o to, ile jego samego znajduje się w powieści. To uczeń wielkiego mistrza. Jego narrator to w wysokim stopniu kreacja autorska, projekcja, sposób na "wymyślanie się", natomiast droga literacka i kontekst historyczny - to przecież fakty. Mamy więc tyle prawdziwego Libery - na ile jest to konieczne, reszta - to artyzm.

"Godot i jego cień" - jest dla mnie ze wszech miar książką niezwykłą i fascynującą. Zupełnie uległam jej czarowi... Jest dla mnie wielowymiarową podróżą. Misterium sztuki. Fragmenty, które szczególnie zapadły mi w pamieć dotyczą uczestnictwa autora w inscenizacjach teatralnych i chociaż zdaję sobie sprawę, że przecież pochodzę z innego wymiaru i przestrzeni, że pan Libera ogląda sztukę przy całkowicie odsłoniętych kurtynach, mnie zaś jest dane podglądanie jej jedynie "przez dziurkę od klucza", to i we mnie przecież uderza okruch tej magii...

Dziękuję i polecam. Gorąco polecam czytelnikowi, który szuka czegoś więcej...


Osobiste publikacje autora /Wikipedia/:
- Madame, Znak 1998
- Błogosławieństwo Becketta i inne wyzwania literackie, Sic! 2004
- Liryki lozańskie [w:] Pokaz prozy, WL 2006
- Niech się panu darzy...[w:] 9 Wigilii, Świat Książki 2007
- Godot i jego cień, Znak 2009
- Widok z góry i z dołu [w:] Mówi Warszawa (Muzeum Powstania Warszawskiego/Wydawnictwo Trio 2011)


Cytat* „Godot i jego cień” str. 15
Cytat** motto książki „Godot i jego cień”





49 komentarzy:

  1. Kochana, świetna recenzja...Czapki z głów przed Twoim talentem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś Ty Ewuś...ale dziękuję:)

      Usuń
  2. Piękna recenzja, szkoda, ze nie umiem się przekonać do twórczości Libery :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy zabieg z wielkością czcionki jest celowy? Bo przyznam, że to ciekawie się czyta.. :D W każdym razie - podpisuję się pod komentarzem Ewy, więc nie będę się powtarzać. Dość dodać, że uwielbiam Liberę a "Godot i jego cień" jest lekturą, którą z przyjemnością sączyłam - powoli i skrupulatnie. Jak Twoją recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, jest zupełnie przypadkowy! Blog mi zrobił jakieś trzy rodzaje tła, jak zaczęłam poprawiać, to się zemścił małą czcionką, a boję się go jeszcze bardziej urazić, więc zostawiam:)

      Usuń
  4. Oluś ,kolejna wspaniała recenzja. Ach ten Libera...

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam Twoją recenzję i mam ochotę natychmiast zabrać się za książkę Antoniego Libery. Dopiero niedawno dowiedziałam się też o "Madame", która z pewnością jest równie godna uwagi. "Godot i jego cień" to z pewnością wielopłaszczyznowe i głębokie dzieło...
    PS. Dzięki Twojej poprzedniej recenzji "Zrób sobie raj" Szczygła sięgnęłam po ten zbiór swobodnych reportaży i jestem naprawdę zadowolona:) Właśnie kończę książkę i wkrótce napiszę recenzję, która będzie bardzo pozytywna, bo Szczygłowi udało się zaszczepić we mnie sympatię do Czech :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, czekam zatem na Twoje wrażenia i recenzje:)

      Usuń
  6. Hmm... Póki co muszę się wstrzymać. Zbyt duże książkowe zaległości mi się zrobiły;)

    OdpowiedzUsuń
  7. "Godota..." nie czytałam, "Madame" jeszcze przede mną, a już nie mogę oprzeć się wrażeniu, że będę zachwycona książkami Libery. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam Ci z czystym sumieniem, lubisz powieści z historią w tle:)

      Usuń
  8. Twórczość Antoniego Libery bardzo mnie interesuje, ale przygodę z jego pracami zacznę od "Mademe", chociaż jak z Twojego tekstu wynika, obie powieści są fascynujące, no cóż, na pewno na którąś z nich trafię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością "Madame" jest łatwiej dostępna. Aby zdobyć tą książkę też przeszłam swoistą odyseję:)

      Usuń
  9. Fascynujące są te relacje i podobieństwa pomiędzy "Madame" i "Godotem...". Czuję się psychicznie zmuszona do sięgnięcia po "Godota..." - oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli oczarowała Cię "Madame", a wydaje mi się, że już trochę Cię znam - więc myślę, że "Godot..." też Ci się spodoba...

      Usuń
  10. Recenzja rewelacyjna. Gratuluję.
    Książkę chętnie bym przeczytała, ale ze wstydem przyznaję, że nie znam twórczości Becketta i w pierwszej kolejności chciałabym przeczytać "Czekając na Godota".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stanowczo radzę zacząć jednak od pana Libery, to świetny "wykładowca". Z jego wskazówkami utwory Becketta stają się łatwiejsze w odbiorze.

      Usuń
  11. Jestem z tych, co zawiesili się na "Madame". Sama się dziwię, bo skoro mi się bardzo podobała, to powinnam pójść tropem cenionego autora. Wszystko przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zainteresowała mnie ta książka dzięki Twojej recenzji. Zapiszę sobie tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ach ta "Madame" mnie prześladuje. Muszę ją przeczytać, wiem to.

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękna recenzja, moja droga. Nie znam nic Libery, ale zdecydowanie mnie zainteresowałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Godot ;D oooj moją lektura było "Czekając na Godota" i uwazam, że była to książka niesamowita.
    Z chęcią przeczytałabym i tę.
    PS Mogłabym Cię prosić o naciśnięcie lubię to i pomoc w konkursie ?:) http://www.facebook.com/photo.php?fbid=292627074191650&set=a.292627037524987.67726.137706649683694&type=1&theater

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie przerabiałam Becketta w szkole, a samodzielna lektura pozostawiła mnie w przekonaniu, że umknęło mi tysiąc rzeczy. Polecam "Godota..." Libery, bo daje wyczerpującą interpretację, prostą w przekazie.


      Usuń
  16. Ciekawa recenzja, ohh, przeczytałabym !!

    OdpowiedzUsuń
  17. Fantastyczna recenzja, tym bardziej przydatna, że dla Mnie Libera= tylko i wyłącznie Madame. Koniecznie muszę poszukać i przeczytać Godota.

    OdpowiedzUsuń
  18. Rewelacyjna recenzja, czuje, ze w najblizszym czasie zawedruje do biblioteki po "Godota..." (stoi tam biedny, taki samotny i nikt go nigdy nie wypozycza ;-))) ).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę w takim razie "dobrze zaopatrzonej" biblioteki:)

      Usuń
    2. To taka osiedlowa filia, ktorej wiekszosc czytelnikow gustuje w zupelnie innej literaturze... ;-))).

      Usuń
  19. Coś jakby u Ciebie się zmieniło :) Pojaśniało chyba ;) widzę, że idziesz za ciosem i poznajesz twórczość autorów systemowo, to znaczy, starasz się poznać resztę twórczości danego pisarza, jeżeli coś Cię zachwyci :) Też tak robię. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  20. Słyszałem o książce Madame, ale nie miałem jeszcze do tej pory możliwości zapoznać się z twórczością Libery. Czas na nadrobienie zaległości. Zgadzam się z moimi przedmówcami recenzja jest świetna i widać, że przy Twojej klawiaturze czapki spadają z głów:). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i wzajemnie pozdrawiam:)

      Usuń
  21. Bardzo, bardzo chciałabym przeczytać "Madame", a gdy ta mi się spodoba, z pewnością sięgnę po "Godot..." i mam nadzieję, że przypadnie mi do gustu, bo lubię, gdy na ważne tematy mówi się (a raczej pisze :)) nie w naukowy, ale bardziej refleksyjny sposób :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Uwielbiam czytać twoje recenzje! :) widzę, że tez się skusiłaś na konkurs Blog z Książkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyślałam, że spróbuję swoich sił:)

      Usuń
  23. Bardzo rzetelna recenzja. Widać twoją szczerą pracę w nią włożoną. Co do twórczość Libery niestety jest mi całkowicie obca, ale popytam w mojej bibliotece o jego dzieła. Może coś akurat będą mieli.

    OdpowiedzUsuń
  24. Pięknie o tym piszesz... Książki nie znam, ale mam wrażenie, że chyba nie może być dużo lepsza od tej recenzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję, ale moja recenzja jest jedynie "refleksem odbitym w lustrze":)

      Usuń
  25. Twoja recenzja powinna zostać nagrodzona przez samego autora:) Pięknie napisałaś o tej książce. Z pazurem, rzetelnością. Widać od razu, że poruszyła cię twórczość Libery. Trochę obawiam się Becketta w tej powieści, bo nie pałam miłością do jego twórczości. No nic. Raz kozie śmierć. Zaryzykuję, bo widzę, że mogę wiele stracić. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo. Miałam podobne wątpliwości:)

      Usuń
  26. NO nie powiem - zostałam skutecznie zaciekawiona :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Świetna recenzja! Po "Madame" ufam panu Liberze bezgranicznie i teraz, przeczytawszy Twoją opinię, wiem na pewno, że i po "Godota..." sięgnę z niekłamanym zaciekawieniem.

    OdpowiedzUsuń
  28. Po "Madame" chętnie sięgnę, bo już tyle osób zachwalało, że grzech, by było odmówić...:) Jak moje spotkanie z Liberą potoczy się dobrze, to nie wykluczam dalszego zapoznawania się z jego twórczością.

    OdpowiedzUsuń
  29. Tą recenzją absolutnie mnie przekonałaś :) Dziękuję za typ :)

    ps. Przejrzałam archiwum i zauważyłam, że również sporo czytasz z polskiej literatury :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję:) Dziś z pewnością napisałabym już ją inaczej:) Książka wywarła na mnie duże wrażenie, więc polecam z czystym sumieniem. Ostatnio rzeczywiście poznaję sporo polskich książek i jestem pewna, że omijanie rodzimych autorów to błąd. Pozdrawiam:)

      Usuń