sobota, 22 grudnia 2012

Wieża, Gustaw Herling-Grudziński


W Nowej Słupii, przy Drodze Królewskiej prowadzącej do klasztoru na Świętym Krzyżu, znajduje się osobliwa, kamienna figura, przedstawiająca klęczącą postać. Nikt nie pamięta fundatora, wykonawcy, ani zbliżonej daty powstania tego dzieła, a przecież nic tak nie pobudza ciekawości i fantazji ludzkiej - jak tajemnica zaklęta w kamień…Legenda głosi, że jest to rycerz zaklęty,  który swą pychą obraził Boga. Musi więc  pozostać w  pozycji, z której był onegdaj tak dumny, aż do momentu, gdy dotrze do celu swej pielgrzymki, do klasztoru. "Świętokrzyski" pielgrzym to symbol pobożności, ale też ukaranej, ludzkiej pychy.
W literaturze chętnie wykorzystywane są  podobne, pełne dwuznaczności symbole. Jednym z nich jest wieża - budowla architektoniczna nieodzowna przy budowie warowni, ale też kościołów. Daje możliwość obserwacji terenu aż po horyzont,  daje też wrażenie wznoszenia człowieka do nieba, poczucie boskiej bliskości. Z jednej strony wieża to strzelistość, strefa sacrum, ale  Biblia wspomina też Wieżę Babel. Babel to  przestroga przypominająca, że istnieje bardzo cienka granica, po przekroczeniu której działanie ludzkie poświęcone nawet wyższym celom,  może zmienić się w działanie, które ma na celu jedynie wywyższenie  człowieka w oczach bliźnich…”Wieża” – jako symbol daje spore możliwości interpretacyjne. Może symbolizować  wywyższenie, albo wręcz przeciwnie – upadek i taką właśnie dwuznaczność wykorzystuje w swoim utworze  Gustaw Herling-Grudziński.
 „Wieża” to opowiadanie, które zostało opublikowane w 1958 roku, w paryskiej „Kulturze”, a w Polsce swoją premierę miało dopiero po trzydziestu latach, w roku 1988.  Utwór stanowi kompilację stylów, gdyż zawiera elementy opowiadania, reportażu i eseju, a napisana jest eleganckim stylem i zachwyca krystalicznie piękną polszczyzną. "Wieża" jest jednym z opowiadań zawartych w zbiorze "Skrzydła ołtarza".
Tytułowa „wieża”, to budowla znajdująca się w malowniczej, piemonckiej wsi, u stóp Alp. Posiada ona własną udokumentowaną legendę, gdyż zamieszkana była pod koniec XVII wieku przez człowieka chorego na trąd. Człowiek ten odizolowany od społeczeństwa  w młodym wieku, mieszkał w swej samotni praktycznie do końca życia. Zajmował się ogrodem, kontemplował widoki i spędzał czas na modlitwie. Poza tym bezbrzeżnie cierpiał. Cierpiał na samotność, bezsenność, cierpiał fizycznie z powodu choroby. Rozmyślał o swym położeniu, miotał się między chęcią popełnienia samobójstwa, a pragnieniem przeżycia bliskości z innym człowiekiem. Pielęgnował ogród, ale nie dotykał kwiatów, by ich nie skalać dotykiem. Kontemplował widoki, ale tylko z dala od oczu ludzkich, bacząc by nikogo nie spotkać,  a spotykając umykał. Piękna panorama z lasami i ośnieżonymi szczytami na horyzoncie podkreślała ciasną przestrzeń, w której był zamknięty. Modlił się, ale też buntował, przeklinał swój los. Nawet, gdy zyskał towarzyszkę, to tylko po to, by w większym stopniu poczuć swoje wyalienowanie.  Ironia losu polegała na tym, że jego chora siostra była w mniejszym stopniu zarażona, więc pustelnik nie chcąc straszyć jej swoim wyglądem, ani przekreślić ewentualnej możliwości jej powrotu do zdrowia, odgrodził swoje mieszkanie i wyznaczył dla niej  ścieżki w ogrodzie. Całe życie pilnował, by nikogo nie zarazić i nie skazać na podobny los…
Właściwa akcja opowiadania „Wieża” zaczyna się  w roku 1945, po zakończeniu wojny. Narratorem jest żołnierz wojsk alianckich, który zamierza spędzić swój urlop w piemonckiej wsi. Od znajomego otrzymuje klucze do opuszczonego domu, którego poprzednim właścicielem był już nieżyjący, słynny w okolicy samotnik, emerytowany nauczyciel. Domostwo wywiera dosyć przygnębiające wrażenie. Całe wnętrze, sprzęty, meble, obrazy – świadczą o tragedii mieszkańca i wywiera tak przejmujące wrażenie, że  narrator próbuje za wszelką cenę dociec przyczyn jego pustelniczego życia.  Wśród rzeczy samotnika znalazł mocno zniszczony, świadczący o częstym czytaniu tomik Francois-Xavier de Maistre’a pt. „Trędowaty z miasta Aoste”, w którym opisane zostało życie dotkniętego trądem człowieka z „wieży”. Narrator zaczyna wzorem swego poprzednika zaczytywać się w losach chorego, a czytelnik nagle zaczyna odbierać wrażenie, jakie towarzyszy oglądaniu wielokrotnych odbić w taflach wiszących naprzeciw siebie luster. Poznajemy historię  nieszczęsnego „Lebbroso” i wyobrażamy sobie, jak fascynowała ona najpierw pisarza deMaiste’a, później stała się przedmiotem studiów stroniącego od ludzi nauczyciela, wreszcie – zwróciła uwagę narratora. Zaczynamy odczytywać historię - w historii i zdajemy sobie sprawę, że opowiadanie Herlinga-Grudzińskiego ma szkatułkową konstrukcję.
Nie do końca wiadomo jak zmarł trędowaty, ponieważ książka de Maistre’a jest zapisem jedynie faktycznego ich spotkania. Natomiast zupełnie odwrotnie wygląda sytuacja, gdy poznajemy samotnego nauczyciela. Nie wiadomo o czym myślał, bo odtrącił ludzi, mieszkańców, nawet wiarę. Wiadomo natomiast dokładnie jak zmarł, a odszedł pozbawiony szacunku, wzgardzony i napiętnowany przez całą społeczność, kiedy podczas okupacji pozwolił, by młody kapłan oddał swoje życie zamiast niego. 
Opowiadanie ma dwóch głównych bohaterów, którzy doświadczyli cierpienia. Obaj nie oszczędzani przez los,  stawiają czoła całemu światu, ale obaj przyjmują zgoła odmienną postawę w obliczu ostatecznej próby. I tylko jeden zachowa twarz i przychylne wspomnienie potomnych. Sylwetkę trędowatego, który całe życie walczy z własną chorobą, samotnością, cierpi na kryzysy wiary, ale też cierpliwie dzień po dniu wnosi swój krzyż wspinając się po stopniach swej samotnej wieży – autor porównuje do kamiennej postaci świętokrzyskiego pielgrzyma, który mozolnie, rok po roku – na odległość ziarnka piasku - zbliża się do końca własnej pokuty. Tym samym ta historia, przejmujący esej o samotności,  staje się powieścią uniwersalną, ponadczasową, odnoszącą się do kondycji człowieka, a jednocześnie stała się dla mnie pobudzającą do rozważań i oczyszczającą lekturą sprzyjającą adwentowej refleksji… 

17 komentarzy:

  1. brawo za sięgnięcie po klasyka! Świetna recenzja :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam w liceum, ale jakoś mnie nie urzekło, chyba muszę przeczytać jeszcze raz, może teraz po latch odbiorę to inaczej.
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gustawa Herlinga - Grudzińskiego znam przede wszystkim z "Innego świata" i śmiało mogę stwierdzić, że jest to jedna z lepszych książek jakie w życiu czytałam, dlatego z chęcią sięgnę po inne jego dzieła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede mną teraz "Godzina cieni", ale po "Inny świat" też chętnie sięgnę:)

      Usuń
  4. Co do postaci z Nowej Słupi, by pozostać w temacie końca świata, to dla tych, którzy go wyczekują może istotna może okazać się informacja, że co noc przesuwa się ona w kierunku klasztoru Świętego Krzyża o ziarnko piasku a jak dojdzie już na szczyt to wówczas nastąpi koniec świata :-). Przynajmniej tak zapewniają miejscowi - nie pamiętam tylko, w którą stronę jest odwrócona postać :-) i głowy nie dam czy czasami nie przeciwną :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To by nam raczej zrobił psikusa, gdyby się teraz "wypiął" na legendę...

      Usuń
  5. JA NIESTETY NADAL NIE JESTEM PRZEKONANA, NAN OGÓŁ NIE CZYTAM TAKICH KSIĄŻEK :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo bym chciała przeczytać, jestem zakochana w twórczości Grudzińskiego od kiedy przeczytałam "Inny świat" :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytałam "Wieży", nawet nie wiedziałam że Gustaw Herling-Grudziński napisał podobne opowiadanie. Rzeczywiście, fabuła skłania do refleksji. Na czas adwentu wydaje się być idealne..

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znałam tego utworu, ale Twoja recenzja zachęciła mnie do poszukiwań. Szczególnie przyciąga mnie piękna polszczyzna i osoba samego autora. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak jak pewnie wielu, Grudzińskiego znam właściwie tylko z "Innego świata". "Wieżę" planowałam przeczytać, ale gdzieś mi się ten tytuł zawieruszył w powodzi całej masy innych.

    OdpowiedzUsuń
  10. Recenzja jak zwykle pierwszorzędna, a Herlinga-Grudzińskiego bardzo cenię i również to opowiadanie pozostawiło we mnie wiele pozytywnych w stosunku co do autora odczuć. Cieszę się, że po to dzieło sięgnęłaś, a nuż zachęcisz kogoś do bliższego zapoznania się z jednym z moich ulubionych polskich pisarzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:)Niestety Herlinga-Grudzińskiego nie poznałam w szkole, ale zostałam przez kogoś sympatycznego "zachęcona", bardzo bym się cieszyła, gdybym w tym "łańcuszku" także przekonała chociaż jedną osobę do tego autora:)

      Usuń
  11. Chyba ostatnio nie wyświetlało mi aktualizacji na Twoim blogu, bo wchodzę, a tu tyle recenzji, których nie widziałam! "Wieżę" uwielbiam, moim zdaniem jest przepiękna, wzruszająca, smutna - bardzo zawsze przeżywam lekturę (czytałam trzy razy w całości i wielokrotnie obszerne fragmenty). W ogóle bardzo lubię Herlinga-Grudzińskiego i ciągle planuję przeczytać coś jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja go poznaję dopiero teraz, ale jestem pod wrażeniem:)

      Usuń