niedziela, 6 stycznia 2013

Podwójna wygrana jak nic, Raymond Federman

„Jak do diabła napisać książkę o własnym życiu, kiedy to życie jest pełne dziur, kłamstw, oszustw, zmyśleń i zafałszowań, jak do diabła nadać temu sens?”*


„OSTRZEŻENIE:  AUTOR ponosi wyłączną odpowiedzialność (…)
                                za wszystkie błędy maszynowe i topograficzne
                                błędy rzeczowe
                                błędy w opisach
                                błędy w wyliczeniach
                                błędy w wyjaśnieniach
                                bluźnierstwa
                                sprośności
                                obsceniczności
                                świństwa
                                głupoty
                                i wszystkie inne rzeczy (widoczne i niewidoczne), które potencjalny
                                CZYTELNIK (komentator lub krytyk) tego dyskursu może uznać za nie             
                                do przyjęcia!”**    

„Podwójna wygrana jak nic” Raymonda Federmana to pod wieloma względami książka nieszablonowa. Daleka od wszystkiego co tradycyjne, stereotypowe i w zasadzie odmienne od wszystkiego, czego czytelnik może się spodziewać… Czego więc należy oczekiwać? Podtytuł książki: „Prawdziwy fikcyjny dyskurs”- w pełni oddaje charakter książki, od razu kieruje na właściwy trop. DYSKURS to termin oznaczający rozmowę, dyskusję, przemówienie. To coś więcej niż zwykły TEKST. Tekst jest jedynie wytworem procesu językowego, czymś dokonanym i statycznym, dyskurs w stosunku do tekstu jest procesem dynamicznym. Książka posiada fabułę, ale nie tradycyjną,  raczej szczątkową, a także zawiera sporo elementów, które do niej nie należą. Autor zamieszcza powieść w powieści, a raczej przystępuje dopiero do jej pisania, odsłaniając przy okazji mechanizmy tworzenia utworu literackiego…Patrząc od strony technicznej – książka także jest niezwykła. Na pierwszy rzut oka przypomina raczej zaawansowany podręcznik do pisania na maszynie. Przykuwa uwagę niezwykłą typografią druku. Poszczególne strony różnią się znacznie zarówno od siebie, jak i od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni,  powstały bowiem bez użycia „edytora tekstu”. Miejscami uważne przeczytanie kolejnych fragmentów stanowi prawdziwe wyzwanie. Tekst przypomina labirynt, który czasem czytamy tradycyjnie, a czasem wspak, na ukos, wzdłuż marginesów i…na wiele jeszcze innych sposobów. Autor w tym zakresie wykazał się niezwykłą pomysłowością.

Czy „Podwójna wygrana jak nic” - to przykład współczesnej awangardy? Książka jest nowatorska i awangardowa, ale powstała … 42 lata temu. Stanowi dla tłumaczy tak wielkie wyzwanie, że przełożona została dopiero na trzy języki (w tym polski znakomity przekład Jerzego Kutnika). Wydana  została w 2010 roku przez Korporację Ha!art, jako 16 tom Serii Liberatura. Warto zwrócić uwagę na tę serię, bo Liberatura wydaje książki niezwyczajne,  których tekst i strona wizualna (słowo i przestrzeń dla tego słowa, wygląd, układ stron) są jednakowo ważne i ściśle z sobą powiązane. Wszystkie elementy są jednakowo istotne dla ostatecznego wrażenia i odbioru dzieła.
Przyzwyczajeni jesteśmy, do tego, że w powieściach występuje tradycyjny narrator. Raymond Federman już we wstępie zaznacza, że tym razem jest inaczej, gdyż dyskurs toczy się właściwie między czterema postaciami. Narrator pierwszy to obiektywny protokolant (uparty i zdeterminowany mężczyzna w średnim wieku),  narrator drugi – (nieodpowiedzialny paranoik),  postać trzecia (tu jest ciekawie, bo jest to  główny bohater powstającej na naszych oczach powieści, który przycupnął obok narratora i czeka cierpliwie, co ten dla niego wymyśli). Wreszcie ktoś, kto jest odpowiedzialny za cały ten bałagan:  autor powieści.

Jak najprościej określić, jaka jest fabuła książki?
Oto mężczyzna w średnim wieku, który zdobywa dosyć sporą sumę pieniędzy, postanawia wynająć pokój w hotelu, zamknąć się w nim na rok, aby napisać powieść.
Ten pomysł wydaje się czytelnikowi w pierwszej chwili dosyć dziwaczny. Zamknąć się na 365 dni, odgrodzić się od świata, żeby napisać książkę?! DZIW-NE.

Ponieważ przedsięwzięcie jest nietypowe i niecodzienne, wymaga niezbędnych przygotowań. W tym celu narrator zaczyna planować, rozmyślać i organizować całe zamierzenie w najdrobniejszych szczegółach. Zastanawia się, jakie standardy musi spełnić  lokal, sporządza listę niezbędnych do przeżycia produktów (kluski, papierosy, kawa, cukier, papier toaletowy) oraz próbuje stworzyć plan powstawania właściwej powieści. W efekcie, ponieważ autor wypowiada się czasem jako narrator, a czasem jako główny bohater, powstaje dosyć  niezwykłe wrażenie piętrowej narracji.

Czytelnik podczas lektury staje się świadkiem powstania powieści-w-powieści, bo utwór ma budowę szkatułkową  Ważna jest też fabuła powieści właściwej.  Jej bohaterem jest 19 letni, cudem ocalały z wojny chłopak, który stracił całą rodzinę w obozie koncentracyjnym. Młodzieniec udaje się w podróż do Ameryki, na zaproszenie wuja, aby zapomnieć o tragedii i zacząć życie od nowa.

Wnikliwy czytelnik, który poznaje życiorys Raymonda Federmana (matka uratowała go  przed wywiezieniem do obozu, ona i dwie siostry zginęły) łatwo dostrzeże, że autor „wyposażył” swojego bohatera całkowicie we własne doświadczenia, podarował mu swoją datę urodzenia, wygląd, problemy i rozterki, fantazje i marzenia, każe mu powtórzyć dokładnie tę samą drogę. Federman prawie całkowicie się odsłania, ale jednocześnie zaczyna grac z czytelnikiem w osobliwą grę, w której za wszelką cenę zastrzega, że użyte przez niego fakty nie mają nic wspólnego z autobiografią. Im bardziej czytelnik staje się pewny, że opisywany chłopak to alter-ego pisarza, tym bardziej Federman się od tego odżegnuje, podkreślając, że każda powieść, już z samej definicji - może być jedynie fikcją.

Zupełnie niezależnie od tego, ile własnej historii autor zawarł w swojej powieści, nie można nie docenić nowatorstwa, w jaki sposób potraktował temat związany z Holocaustem. Federman nie wyraża swojej tragedii wprost, śmierć bliskich określa symbolem (X*X*X*X*) i pozostawia prawie bez komentarza. Skąpe aluzje, rzucane od czasu do czasu, kwestie delikatnie poruszone, jakby zaledwie muśnięte i natychmiast zarzucone,  niosą taki ładunek emocjonalny, że momentalnie wnikają czytelnikowi w podświadomość,  a w zestawieniu z obsesyjnie poruszanymi, zupełnie trywialnymi, czasem wręcz infantylnymi sprawami dnia powszechnego – wywołują wstrząsające wrażenie…
Narrator kluczy, zmienia fakty, jakby chciał by czytelnik we wszystko zwątpił, albo we wszystko uwierzył. Nie potrafi zdecydować się ostatecznie na wybór imienia głównego bohatera, specjalnie podkreślając jego fikcyjność. Jesteśmy więc świadkami jak Robert, Boris, Samuel, Dominique (…ale nie Raymond!) przypływa do Ameryki, aby zapomnieć o utracie matki i sióstr, ale ukojenie nie będzie mu dane. Znajduje pustkę i samotność  Otaczający go ludzie, nawet życzliwi, chcąc okazać mu swoje współczucie wywołują wprost przeciwny efekt. Chłopak ma poczucie, że balansuje nieustannie nad krawędzią przepaści, a odwieczne pytania o pochodzenie, o losy rodziny,  powodują, że rana nie może się zabliźnić. JAK MA WYRAZIĆ SWÓJ BÓL I STRATĘ? CZY SĄ SŁOWA, KTÓRE POTRAFIĄ OPISAĆ JEGO PRZEŻYCIA? W jaki sposób ma uciec od traumatycznych wspomnień wciąż od nowa odpowiadając na te same pytania. I jeszcze te współczujące spojrzenia ludzi, którzy nic nie rozumieją, którzy potakują głowami, …rozmawiają o doświadczaniu Zagłady, o tej wielkiej tragedii tysięcy istnień…przy kawie i ciasteczkach...

Pisarz nie ułatwia zadania i nie podaje faktów, jak to zwykle bywa - na złotej tacy. Raczej uczyni wszystko, co tylko możliwe, wszystko skomplikować, a raczej wytrącić nas z powieściowej rutyny. Zamiast faktów mamy aluzje, pokonujemy prawdziwy labirynt odczytując tekst, przepychamy się wraz z narratorem przez stosy pudeł z kluskami, kartony papierosów, przeliczamy jego powieść na litry kawy i na ilość „ sztachnięć” papierosem, (czy  ktoś zastanawiał się kiedyś nad „żujnością” gumy?), uczestniczymy z kalkulatorem w dłoni w „opisach, wyliczeniach i wyjaśnieniach”, a także  jesteśmy świadkami tych wszystkich „bluźnierstw, sprośności, obsceniczności, świństw, głupot i wszystkich innych rzeczy (widocznych i niewidocznych)”, chłopięcych fantazji  i spraw, które zwykle poruszane są przez mężczyzn, gdy zostają we własnym gronie…

Jednak coraz lepiej zaczynamy rozumieć dziwaczny zamysł narratora, który chce zamknąć się, odgrodzić od świata, by napisać swą powieść. Narrator (nie autor!) chce  uciec od traumatycznych wspomnień, a jednocześnie wie, że uciec się nie da. Można jednak zakląć swoje doświadczenia w książkę, jako rodzaj tereapii. W tym celu narrator musi odseparować się od świata w pokoju hotelowym i będzie to dla  niego  symboliczne zamknięcie w obozie.  Nawet fakt, że nie jest to pokój we własnym mieszkaniu – ma znaczenie. Narrator nie posiada niczego na własność, on nie ma nigdzie domu. To tylko lokal tymczasowy.

Należy się nastawic, że książkę
można  czytać :      i  tak
                                         i -
                                                  s
                                                       i
                                                           a
                                                                  k
Kapsw i <=
Albo  jeszcze
I
N
A
C
Z
E
J

Z dołu do góry i z powrotem. Od lewej i prawej, na ukos. Możesz obgryzać paznokcie, to naprawdę nic nie da!
Absurd…absurd……………………a……do……tego…..wszędzie…….te…..kluski.
Można się  zachwycić, złorzeczyć i trzasnąć  wreszcie tą książką.
                                                                                          JEDNAK
                                                                            Byłby to zupełny brak manier.              P
                                                                                                                                 R
                                                                                                                           Z
                                                                                                                      E
                                                                                                                C
                                                                                                          I
                                                                                                    E
                                                                                             Ż
                                                                                           książkamisięNIErzuca.

!Ajcnetepmokein azcinletyzc  az żóc <=
 ------------------------------------------------------------------------------------------------ -----------
MOŻNATEŻNAGLEWPAŚĆWZACHWYTNIEOCZEKIWANIETOJESTABSOLUTNIEIBEZWZGLĘDNIEGENIALNYUTWÓRCAŁKOWICIEWARTNASZEGOWYSIŁKUIZAANGAŻOWANIA!!!!!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Styl autora jest cały czas zmienny, niewygodny i irytujący. Bawi tylko do czasu, potem potrzeba sporo samozaparcia, by brnąć dalej…Po co więc autorowi te wszystkie labirynty, wzorki, szlaczki i rebusy czytelnicze? Dla zabawy, nowatorstwa i eksperymentu? Wydaje mi się raczej, że że autor chce czytelnika wytrącić z równowagi… postawić na baczność… uwierać  jak kamyk w bucie… nie pozwolić mu wygodnie umościć się przy lekturze w ulubionym fotelu…przy kawie i ciastkach...
…byśmy w momencie, gdy poznajemy historię Roberta, Borisa, Salomona, Dominiqua (bo przecież nie Raymonda!), ale też tysięcy innych ludzi dotkniętych doświadczeniem Zagłady nie pozostali OBOJĘTNI…

Zmierzenie się z utworem Raymonda Federmana to nie lada wyzwanie, bo autor zaprezentował woltyżerkę narracyjną, a czytelnik zmuszony jest do prawdziwej ekwilibrystyki umysłowej. Jest to jednak utwór absolutnie niezwykły i nie żałuję ani jednej minuty jej poświęconej.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
* i ** -  od autora
----------------------------------------------------------------------------------------------------

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję:  Fundacji Europejskich Spotkań Pisarzy

62 komentarze:

  1. Wiesz Olu, mam wrażenie, że każda Twoja recenzja jest jeszcze lepsza od kolejnej, choć ta wcześniejsza zawsze jest tak dobra, że wydaje się, iż lepszej już nie może być a tu jednak. Wróżę Ci jakąś porządną nagrodę w najbliższym czasie. :) Zobaczysz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję, wróżko Ewo;)

      Usuń
  2. Rewelacja, CHCE!!!

    A recenzja rzeczywiscie genialna :-).

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteś nie tylko wnikliwą czytelniczką i rzetelną recenzentką, która wdziera się pod podszewkę książki i wydobywa stamtąd treści przemyślnie przez autora ukryte wśród narracyjnych, stylistycznych i typograficznych środków wyrazu, ale posiadasz przy tym zmysł literacki, dzięki któremu oddajesz artystyczny kształt i charakter dzieła. Przy tym Twój czytelniczy entuzjazm, którego tekst jest pełen, wywiera przemożny wpływ na uważnego obserwatora tego blogu i zwyczajnie skłania do poszukiwania opisanej książki, by natychmiast skonfrontować Twoje opinie z własnymi. Czego jeszcze można chcieć od recenzenta?
    Szacunek!

    OdpowiedzUsuń
  4. Olu, po pierwsze REWELACYJNA recenzja. Naprawdę, od dawna nie czytałam tak dobrej. Mam ochotę już teraz w piżamie wyruszyć na poszukiwania książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To byłby naprawdę ciekawy obrazek:)

      Usuń
  5. Wyrywa mi się tylko szczere Wow! po czym wracam do lektury Twojego tekstu i czytam ponownie.

    Formuła powieści w powieści zawsze mnie bardzo intrygowała, pomysł na bohatera zamykającego się w hotelu by pisać powieść - niezły, ale jednocześnie pomysł na jego bohatera, który stracił bliskich w obozie - bolesny. Te X X X X przy zmarłych.. Szczerze mówiąc chyba żadne słowa nie brzmią tak przerażająco. Dodatkowo taki awangardowo - dziwaczny układ w pisowni.. Już jej szukam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie to ujęłaś i trafiłaś w to, co najbardziej istotne. Książkę polecam...

      Usuń
  6. Świetna recenzja!!! Czytam i czytam, nadziwić się nie mogę:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo rzeczowa, oryginalna recenzja. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Co do samej książki, to niestety nie leży ona w mojej sferze zainteresowań, więc tym razem jednak spasuje.

    OdpowiedzUsuń
  8. No proszę, nawet "cuś" takie istnieje. Odstrasza mnie ta ekwilibrystyka, a jednocześnie wydaje się byc zajmująca. Poważna tematyka w połączeniu z wygłupami. Jakoś na myśl mi przyszła ksiązka Vonneguta "Rzeźnia nr 5". Czy słusznie?
    Recenzja fantastyczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczciwie przyznaję, że nie czytałam "Rzeźni..."...

      Usuń
    2. To książka, która tkwi w pamięci jak zadra za paznokciem.

      Usuń
    3. ...jeśli takie wrażenie zrobiła jeszcze "przed" lekturą;)...

      Usuń
  9. Bardzo chętnie sięgnę po książkę, choćby zapoznać się z jej nieszablonowa formą. Kiedys pasjonowałam się różnymi formami zapisu dzieł literackich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie powinnaś być zachwycona:)

      Usuń
  10. Powtórzę za innymi-FANTASTYCZNA RECENZJA.
    A książka zupełnie mi nieznana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Bardzo też jestem ciekawa, jak byś ją odebrała.

      Usuń
  11. Kurcze, Ola. Nie wiem co napisać, żeby nie powtórzyć za innymi, ale cóż... Jesteś zdecydowanie jedną z najlepszych (o ile nie najlepszą) recenzentką jakiej teksty mam przyjemność czytać.

    Sama książka z jednej strony wydaje mi się bardzo intrygująca, z drugiej - nie jestem pewna czy te wszystkie eksperymenty by mnie w pewnym momencie nie zniechęciły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, aż się zarumieniłam...naprawdę strasznie mi miło! Za każdym razem, gdy wklejam recenzję bardziej się obawiam czy ktoś to jeszcze przeczyta, bo czytam książki trochę poza popularnym nurtem. Wasze opinie dodają mi otuchy:) Książkę miałam ochotę "rzucić" kilkakrotnie i chyba tkwi w tym fenomen, że nie mogłam się oprzeć - i jeszcze prędzej do niej wracałam.

      Usuń
    2. I to jest dodatkowy plus Twojego bloga. Czytanie recenzji w kółko tych samych książek jest nieco nudne, zwłaszcza jeżeli przedstawiają podobne punkty widzenia. No i na książki, które recenzujesz jakoś trudniej zwrócić uwagę, co też jest fajne. Nowości popularnych pisarek nie przeoczę, choćbym chciała, a na książki, które recenzujesz mogłabym nigdy nie trafić. Nie mówię, że od razu się rzucę na wszystko o czym piszesz, ale samo to, że się o nich dowiaduję (i to w ciekawy sposób) to już dobra rzecz.

      Usuń
  12. !AJZNECER ANZCYTSATNAF EINTULOSBA
    Książka wydaje się być prawdziwym wyzwaniem dla czytelnika, zarówno umysłowym, jak i językowym. Z przyjemnością zafunduję sobie taki rodzaj "treningu":)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i czekam na Twoją recenzję:)

      Usuń
  13. Jestem pod wielkim wrażeniem - i książki i recenzji :) Kolejna intrygująca pozycja do obowiązkowego przeczytania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważaj, bo tylko jedno słowo i ją wysyłam:)

      Usuń
    2. hi hi to ja się piszę! :)))

      Usuń
  14. BRAWO!i nic więcej dodawać nie muszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Olu! Ty chyba nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać wyborem lektur, a przede wszystkim tym, że można tak pięknie pisać. To dla mnie obowiązkowa pozycja i dziękuję, że dzięki tobie nie przejdę obok obojętnie. Piszesz świetnie wiesz? Czy jesteś może zawodowym recenzentem? Jeśli nie, to ktoś powinien cię zauważyć! Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę Ci się przyznać, że jakoś tak się dzieje, że ostatnio nie wybieram lektur, tylko one wybierają mnie. Nie, nie jestem zawodowym recenzentem, raczej piszę z wewnętrznej potrzeby. Bardzo dziękuję Ci za dobre słowo i bardzo mnie cieszy, że sięgniesz po książkę:) Pozdrawiam

      Usuń
  16. Ta książka to wielkie wyzwanie jak widzę. Wymaga niemałego skupienia.

    OdpowiedzUsuń
  17. Recenzja rewelacyjna! Widzę, ze dostałyśmy te same książki w ramach zadośćuczynienia za straty moralne:) faktycznie ta zaintrygowała mnie najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. straty moralne...rozbawiłaś mnie:)

      Usuń
    2. Cieszę się :) "Ci co rozśmieszają ludzi cenniejsi są od tych co każą im płakać" - Charlie Chaplin. Taką wersję przyjęłam i takiej się będę trzymać :)

      Usuń
    3. Bardzo mi się ta sentencja podoba i jest mi zarazem bardzo bliska:)

      Usuń
  18. Ciekawostka narratorska i awangarda, hmmm chyba nie jest to jednak typowa powieść rozrywkowa, a raczej wyzwanie, któremu wypada podołać. Zastanawia mnie czymże tak na dobrą sprawę autor zawinił (i nie mam tu na myśli nic złego) że tak trudno jest go przetłumaczyć? Czyżby te wariacje i nieszablonowe koncepcje, o których piszesz w drugiej części recenzji, były aż tak trudne do przechwycenia w innym, niż oryginalnym, języku? Nie mogę też nie oddać słuszności wyżej komentującym. Zauważyłam pewną zależność, i chyba nie tylko mnie to dręczy, ale czasami gdy wchodzę na zaprzyjaźnione blogi i widzę recenzję książki, której nie znam i która mnie nie zainteresuje (choć nie oceniamy książek po okładce, co to to nie, ale generalnie - gatunek, autor, tematyka, cóż czasami od razu wiadomo, czy sięgniemy, czy nie). Co wtedy robię? Czytam co drugi akapit, pobieżnie, aż wstyd - ale wówczas też nie komentuję, bo co mogę skomentować? "Nie, dzięki, nie przeczytam"? Przecież nie o to chodzi... Tłumaczyć się, dlaczego nie? To też bez sensu, wszak są gusta i guściki, i tak jak ja nie przepadam za Sparksem czy Steele, nie lubię Meyer i opowieści o wampirach, tak nie każdy lubi kryminały i 'moją literaturę'... Ojej miałam się odnieść do zupełnie innej sprawy, a myśli pognały gdzie indziej... Wybacz ten 'dyskurs' yyy tę dygresję ;) O co mi chodzi? O to, że choć często przelatuję wzrokiem po recenzji i pozostawiam ją bez komentarza, tak u Ciebie czytam całą. Choć nie zawsze rzeczywiście mam ochotę sięgnąć po książkę, którą polecasz (ach, te guściki, ach te uprzedzenia), ale recenzja u Ciebie nie jest stricte powieściowa, nie opiera się jedynie na treści książki, a Twoją ocenę czasem trudno jednoznacznie określić. Co jest w tym blogowaniu, recenzowaniu takiego, że czasami się czyta, a czasem nie? Wybacz, że wylewam tu swoje przemyślenia, ale na swoim blogu zabraniam sobie schodzenia z tematu książek, pozwalając sobie jednak na pełen brak profesjonalizmu w komentowaniu... Zresztą jeśli ktoś wchodzi przeczytać o książce, niezbyt go interesują wątpliwości moralne czy przemyślenia autora... Niemniej tę powieść - kto wie, może i wezmę sobie na ambicję przeczytanie jej. Bo chyba do łatwych nie należy, a ja ostatnio tak się rozleniwiłam, że szukam jedynie rozrywki, i to krwawej, zagadkowej i trzymającej w napięciu. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Spróbuję Ci odpowiedzieć na pytanie o problemy w przekładzie tej książki - w sposób obrazowy. Wyobraźmy sobie, że jedna ze stron napisana jest nie w sposób tradycyjny, lecz tekst układa się w kształt idealnego trójkąta. Teraz tłumacz musi przetłumaczyć tę stronę. Ale słowa w różnych językach różnią się od siebie także ilością liter. Gdyby przetłumaczył wiernie, idealny trójkąt by mu się "rozjechał", więc nie tylko tłumaczy, ale jego zdania, frazy - muszą dokładnie wstrzelić się we wzór. Z zarzutu o zbytnie filozofowanie nie mogę się wybronić:)Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Widziałam gdzieś podobne zabiegi, ale zabij mnie - nie pamiętam, gdzie. Wiem tylko, że to na pewno nie była proza, raczej poezja i to z gatunku tych "udziwnionych na maksa" ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Nieszablonowy utwór, nieszablonowa recenzja - chylę czoła do samej ziemi!

    OdpowiedzUsuń
  22. Jeszcze z czymś takim się nie spotkałam. Bardzo chętnie przeczytam, całość ogromnie mnie zaintrygowała.
    I wiesz, co Olu - może to i egoistyczne, co powiem i co czuję, ale ja się cieszę, że czytasz książki poza nurtem. Dzięki temu i ja poznaję książki odrobinę poza nim :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezmiernie się cieszę, że na blogu spotykam tylu otwartych ludzi:) Bardzo Ci dziękuję.

      Usuń
  23. cóż za intrygująca książka! sposób jej napisania i w ogóle cała fabuła jak najbardziej zachęcają do przeczytania. mam nadzieję, że będę miała okazję zapoznać się z tą powieścią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się nią parę osób zainteresować:)

      Usuń
  24. Olu, co za książka... co za recenzja... Niesamowitości. O liberaturze coś tam już czytałam, ale nie w takiej formie, w jakiej Ty zobrazowałaś swoje wrażenia, próbując dotknąć istoty tego zjawiska. Jestem zaintrygowana i książką, i Twoją opinią. Przeczytałam. N
    a p
    e w
    n o
    ..... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz ile satysfakcji sprawiają mi Twoje słowa. Książkę serdecznie polecam:)

      Usuń
  25. Chcę! Chcę! Chcę... mieć, trzymać w dłoni, przeczytać, poznać, zrozumieć, napisać, zachwycić się...

    Tak samo jak zachwyciłam się Twoją recenzją! CHAPEAU BAS!

    Podejrzewam, że książka jest nie mniej genialna i już (teraz, w tej chwili) chciałabym zagłębić się w jej lekturę... przy kawie i ciastkach...

    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie książka jest absolutnie genialna i warto po nią sięgnąć:)

      Usuń
  26. Zanim przejdę do recenzji, pozwolę sobie na małą wstawkę na inny temat ;-) Tak właśnie czytam i czytam wszystkie komentarze pod recenzją i aż sere rośnie :-) I tak przypominają mi się chwile, gdy jeszcze nie byłaś pewna, czy w ogóle bloga prowadzić, czy się tu odnajdziesz, czy znajdą się osoby, które zechcą Cię czytać. I tak sobie myślę że nie żałujesz ani trochę a ja BARDZO się z tego cieszę :-)

    Jesli chodzi o książkę to już po pierwszych 2 cytatach miałam wrażenie, że książka by mi się spodobała a czytając Twoją znakomitą (ale po co to w ogóle piszę, wszystkie Twoje recenzje były, są i będą znakomite!)recenzję, utwierdziłam się w przekonaniu, że ten tytuł naprawdę chciałabym poznać. Mam jakąś szczególną słabość do autorów, którzy swoim pisaniem potrafią nieźle skomplikować życie czytelnikowi. Aż momentami chciałoby się książką ... rzucać :-) Brawa za recenzję, za książką będę się rozglądać :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, bardzo Ci dziękuję, że byłaś i jesteś ze mną - to dla mnie dużo znaczy:) Dziękuję za dobre słowo. Gdybyś miała problemy ze znalezieniem książki, to Ci ją chętnie podeślę (teraz powędrowała do Vandenesse, ale za jakiś czas będzie dostępna). Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Nie chciałabym Cię obciążać kosztami. Przypomnę się jak kiedyś będę w Polsce, najlepiej bez męża to przy okazji za wypożyczenie może jakąś kawkę postawię ;-)

      Usuń
    3. a wiesz, że to fajny pomysł? Może znajdziemy jeszcze kogoś chętnego z okolicy:)

      Usuń
  27. To coś dla Króliczka. Oł jeee! :D

    OdpowiedzUsuń
  28. No to i ja powtórzę po całej reszcie, że recenzja jak zwykle pierwszorzędna, a i wybór lektury bardzo mi się podoba. Lubię to, że wchodząc na Twój blog, odkrywam nowe literackie przestrzenie i bardzo Ci za to dziękuję. A sama książka, no cóż, grzechem będzie jej nie przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  29. Chciałabym kiedyś tak umieć napisać, jak Ty to robisz. Znakomita recenzja. Pozdrowienia z Lublina ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło mi to słyszeć:) Odwiedziłam już Twój blog i chętnie będę zaglądać, żeby dowiedzieć się jak rozwija się Twoja znajomość z Kingiem:)

      Usuń
  30. Uroczyście oświadczam, że BIJESZ NA GŁOWĘ WSZYSTKICH LITERATUROZNAWCÓW ORAZ KRYTYKÓW LITERACKICH RAZEM WZIĘTYCH! Dziewczyno, powiadam Ci, jesteś absolutnie genialna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze Ci dziękuję... Odpowiem słowami Vonneguta (które podpowiada mi jakiś chochlik), a którymi posłużył się pisarz w odpowiedzi na zaproszenie do wzięcia udziału składzie jury oceniającego Miss Ameryka: "Dziękuję, rumienię się i chichocę";)

      Przede wszystkim dziękuję, że zechciało Ci się przeczytać ten tekst. Już po wklejeniu recenzji zauważyłam, że czcionka się zmniejszyła i nie daje to "efektu wygodnego czytania". Ale postanowiłam, że tak zostanie. W końcu autorowi wcale nie zależało, by ułatwić odbiór czytelnikowi. A ja lubię oddawać klimat książki... Książka należała do jednej z tych, którą trzeba "odchorować"...

      Dziękuję Ci za słowa, które wiele dla mnie znaczą. Będę sobie je dozować jak lekarstwo w momentach, gdy nachodzą mnie myśli, że jestem szalona, że ciągle jeszcze to robię...

      Usuń