wtorek, 16 kwietnia 2013

Ziemia Nod, Radosław Kobierski


„Ziemia Nod” prozaika, poety i krytyka literackiego Radosława Kobierskiego jest  trzecią powieścią w jego dorobku, a zarazem utworem, który odbił się dość szerokim echem w środowisku literackim. Autor został uhonorowany nagrodą „Gwarancja Kultury” 2011, był nominowany do Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus 2011 oraz otarł się o Nike. Ziemia Nod to kraina na wschód od Edenu, gdzie Bóg wygnał Kaina po zabójstwie brata. Symbolicznie - oznacza kraj zamieszkiwany przez tych, którzy błądzą.

Powieść Kobierskiego obrazuje przemijanie świata, a czytelnik - jak w teatrze, w następujących po sobie aktach, przy zmianie nastroju i dekoracji - obserwuje kolejne odsłony ludzkiego dramatu.

Akt pierwszy: przedwojenny Tarnów. Duże, po-galicyjskie miasto; nieco zakompleksiony, ale prężnie działający ośrodek kultury. W pewnym sensie, jest to miejsce symboliczne, tu urodził się generał Bem i jako pierwsze spośród miast polskich odzyskało niepodległość w 1918 roku. Z pewnością duże znaczenie miała wielokulturowość, która stała się pretekstem do pokazania pełnego napięć sąsiedztwa i współżycia Polaków i Żydów. Dzięki topograficznej dokładności i fotograficznej drobiazgowości pisarza, poznajemy klimat tego miejsca: kamienice, uliczki, sklepiki i cukiernie, fabryki; miasto z jego kolorami, zapachami i muzyką. Z równie dużą pieczołowitością pisarz uchwycił obraz mieszkańców oraz ich mentalność. Artyści, lekarze, przemysłowcy, sklepikarze, rolnicy; różne postawy życiowe, rozmaite szczeble statusu społecznego; uczucia, sympatie i antypatie, zdrady, poglądy polityczne i religijne – prawdziwa mozaika i misternie utkana sieć ludzkich powiązań.

Akt drugi: okupacja. Najpierw niewyraźne,  prawie nierealnie w letnim skwarze sygnały,  jakiś pojedynczy zamach bombowy. Oficjalne wypowiedzenie wojny i wybuch paniki, pośpieszne pakowanie majątku, masowe ucieczki…a potem opis grozy, której nie potrafią zrozumieć nawet uczeni w piśmie. W tej części autor wystawia wrażliwość czytelnika na najcięższe próby, lektura sprawia niemal fizyczny ból. Kolejne strony przerzuca się z największym samozaparciem. Spotkałam zarzuty, że z tego powodu książkę źle się czyta, ale czy może być inaczej? Czy Picasso namalował „Guernicę”, Polański nakręcił „Pianistę”, a Spielberg „Listę Schindlera”, by widzowi łatwo się oglądało?

Akt trzeci: wyzwolenie, przedstawione bez znanego z literatury i filmów „hurraoptymizmu”. Koniec wojny w oczach Kobierskiego nie przynosi ulgi, nie kończy exodusu Żydów. Odsłania kolejny dramat społeczeństwa polskiego, które po odejściu faszystów, musi poradzić sobie z terrorem wschodnich wyzwolicieli. Narodziny komunizmu, wywłaszczenie, antysemityzm, walki w podziemiu, przesłuchania i egzekucje…

"Ziemia Nod" to napisana z epickim rozmachem epopeja narodowa, portret Polaków pokazany bez eufemizmów, bez znieczulenia, ale też i bez patosu. Książka bolesna, ale na swój sposób oczyszczająca. Pokazuje martyrologię narodu, ale też podkreśla właściwą skalę tego problemu. Cierpieliśmy podczas wojny, ale nie jako naród jedyny. Polakom przyszło się mierzyć z kolejnymi dramatami, ale też spełniliśmy niepochlebną rolę w exodusie Żydów.

Warto przeczytać, to ważna książka. Biorąc ją jednak do ręki, nie zapomnij nawet przez chwilę, że wstąpisz do krainy przeklętej i zapomnianej przez Boga. Każdy tutaj będzie poddany najgorszym próbom. Człowiek jest listkiem miotanym na wietrze. Może szarpać się i walczyć, ale i tak zostanie z impetem wciągnięty pod koła rozpędzonej historii. Musisz się liczyć z tym, że podobnie jak w „Boskiej komedii” Dantego, odwiedzisz wszystkie kręgi piekieł. Nie licz na Opatrzność,  ani na taryfę ulgową. Jeżeli się tu zabłąkałeś, musisz ponieść konsekwencje.  Taki los, Kainie. Witaj w Ziemi Nod. 

48 komentarzy:

  1. Moja droga, ze znakomicie piszesz w ogole wspominac juz nie musze bo to oczywiste. Do tego masz rowniez wielki dar w dobieraniu sobie bardzo interesujacych, ambitnych ksiazek. Co prawda nie na kazda z nich jestem gotowa, jednak za kazdym razem czuje sie zaintrygowana :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję, chyba Cię rozumiem i tym razem nikogo nie zamierzam przekonywać na siłę do lektury. Z tą książką trzeba się "zmierzyć" i tu już każdy indywidualnie wie najlepiej czy podoła i czy jest gotowy. Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. To ja się obydwoma rękoma podpisze pod tym co alison napisała.:):) lepiej bym tego nie ujęła.

      Usuń
    3. Pójdę na łatwiznę i dołączę się do dziewczyn. Brawo Olu! Jesteś blogowym mistrzem recenzji.

      Usuń
    4. Dziewczyny - dziękuję:)

      Usuń
  2. Piękna recenzja, ostatni akapit czytałam 2 razy, rewelacyjny. Powinni Cię zatrudnić do pisania tych krótkich opisów na okładce książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za dobre słowo. Swoją drogą ciekawe czy jest taka fucha. Czy blurb na okładkę pisze jakiś specjalista od krytyki i marketingu czy ktoś przypadkowy, bo czasem wypisane są kuriozalne rzeczy...Pozdrawiam. Bardzo ładny avatar:)

      Usuń
  3. Nie tylko inspirujesz, ale i czarujesz :) Zapraszasz do intrygujących wypraw, a Twoje recenzje, nie tracąc krytycznej ostrości, są coraz bliżej prozy. Szczerze gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inspiruję? Trzymam za słowo i dziękuję...

      Usuń
    2. No i masz! Rzuci człowiek słówko i już go zań trzymają... „Co tu począć? Kusa rada” ;) To ja dziękuję.

      Usuń
  4. Bardzo zaciekawiłaś mnie ta książką i będę jej szukać.
    W przedwojennym Tarnowie mój dziadek był strażnikiem więziennym, tu w 1930 roku urodziła się moja mama, stąd ewakuowali się na wschód by znów tu powrócić i mieszkać do czasu gdy Niemcy zamknęli dziadka w więzieniu na Wiśniczu, a mama z reszta rodziny powróciła w rodzinne strony swoich rodziców czyli niedaleko od miejsca gdzie
    mieszkam.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie zazdroszczę Ci. To byłoby bardzo ciekawe doświadczenie - poznać tę historię też z punktu widzenia pochodzenia rodziny. Akcja zaczyna się mniej więcej w 1935 i autor naprawdę świetnie pokazał przedwojenny Tarnów. Innym smaczkiem byłoby poznanie historii miasta dla kogoś, kto mieszka w Tarnowie. Niestety nie mam kogo zapytać, jakie odniósł wrażenia.

      Usuń
    2. Niestety moi już nie żyją.)

      Usuń
    3. Przykro mi...przepraszam...

      Usuń
  5. Świetna recenzja interesującej książki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Często zastanawiam się nad naszą martyrologią. Coraz mniej mam do niej serca, i do go kraju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie tak, każdy naród ma swoją historię chlubną czy też i nie i nie wolno mimo wszystko dać się nam wpędzać w poczucie winy.Wspomnienia i odczucia są różne i myślę, że w dużym stopniu subiektywne. Mam na myśli również wspomnienia moich krewnych już nie żyjących na temat współistnienia narodów w jednym społeczeństwie.)

      Usuń
    2. Nie ma sensu zastanawiać się nad naszą martyrologią, skoro mamy historię tak pełną chwały. Jak powiedział pewien, nieżyjący już, niestety, polityk - najpierw uratowaliśmy wschodnią Europę przed niemiecka ekspansją, potem stawiliśmy skuteczny opór inwazji islamu na europejski zachód, następnie powstrzymaliśmy bolszewicką inwazją na tenże zachód, a na koniec walnie przyczyniliśmy się do obalenia komuny. Nie ma już chyba sensu dodawać, że w tzw. międzyczasie zbudowaliśmy pierwowzór Unii Europejskiej, a także uchwaliliśmy pierwszą europejską konstytucję. To chyba wystarczy, by obetrzeć łzy tym, którzy czują niechęć do naszej martyrologii? Jak sądzicie?

      Usuń
    3. Fakt, trzeba wspominać to o czym inni celowo przemilczają by nasz naród wpędzać w frustrację. Niemcy jakoś sfrustrowani nie są, ale trudno się dziwić skoro przerzucają całkiem nie dyskretnie winę na nas za całe zło.)

      Usuń
    4. To jest polityka historyczna, którą wszystkie duże narody i państwa – oprócz nas – uprawiają, mając na uwadze własne korzyści tu i teraz. Trzeba by brać z nich przykład, skoro tak lubimy powoływać się na europejskie autorytety.

      Usuń
    5. To dlaczego nie słuchamy tych, którzy nie chcą się bić w piersi.)

      Usuń
    6. Bicie się w piersi jest jednym biegunem, a drugim wspominanie Złotego Wieku. Szkoda, że tak mało jest u nas ludzi środka. Może dlatego tak daleko nam do normalności. Co do książki - zapowiada się ciekawie sądząc po Twojej recenzji. Niestety ostatnio coraz bardziej przekonuję się do zdania, które dzielili i Żelazny Kanclerz, i Marszałek od Kasztanki, i Churchill, a i Twoja recenzja zapowiada kolejne jej poparcie - Polacy świetnie sprawdzają się w chwilach próby, wady zaś ujawniają w normalności, gdy inny rozkwitają.

      Usuń
    7. Wydaje mi się, że nie tyle przypominanie dokonań jest skrajnością, co raczej nie przyjmowanie do wiadomości ciemnych stron własnej historii. Aby zostać człowiekiem środka, trzeba poznać i Złoty Wiek, i czasy upadku, a następnie, unikając zarówno apologii, jak i anatemy, starać się sprawiedliwie ocenić ciemne i jasne strony przeszłości. A najważniejsze: samodzielnie myśleć i nie dać się zwariować żadnej ze stron sporu. Jak Ola w Swojej recenzji.

      Usuń
    8. Sęk w tym, że w historii wszystko jest relatywne, nawet niektóre daty ;) Co dla jednego dobre, dla innego odwrotnie. Ale dwa ostatnie zdania z ust mi wyjąłeś :)

      Usuń
    9. I tego się trzymajmy :)

      Usuń
    10. Dziękuję Wam, Panowie. To właśnie chciałam podkreślić w recenzji. Pisarz przyznaje: owszem przeżyliśmy dramat, ale ustalił też na nowo jego proporcje. Czy trzeba mówić o martyrologii? To już kwestia wrażliwości każdego człowieka, a Kobierski podejmuje dialog po swojemu i jest moim zdaniem nowatorski...

      Usuń
    11. Jak to miło porozmawiać z mądrymi ludźmi. Czuję się podwójnie zainspirowany :)

      Usuń
    12. Zaraz mi próchnica zęby zaatakuje, tak się słodko zrobiło ;)

      Usuń
    13. haha...dobre;)oczywiście nigdy bym sobie nie darowała, gdyby coś zaszkodziło uzębieniu moich gości...pozdrawiam:)

      Usuń
    14. Współczesna medycyna już sobie z tym radzi... :)

      Usuń
  7. Zapowiada sie ciekawie, juz sama tresc zachwyca.
    Obserwujemy? Odpowiedz na moim blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kobierski to taki autor, z którym jakoś zawsze mi nie po drodze. Mam nadzieję, że w końcu się przełamię, bo i problematyka ważka, i - jak wskazuje bardzo dobra recenzja - wykonanie z klasą. Boję się jednak, że to póki co dla mnie za ciężki kaliber. Nie w ogóle, a w moim obecnym rozmemłaniu intelektualnym po przedłużającej się zimie.
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za zwrócenie uwagi na tę pozycję!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie, na "rozmemłanie pozimowe" rzeczywiście nie pomoże:) Pozdrawiam równie serdecznie:)

      Usuń
  9. A ja przeczytalam 1/3 chyba i porzucilam - jako portret spoleczenstwa tamtych czasow "Ziemia Nod" byla bardzo dobra, ale poza tym nic tam dla siebie nie znalazlam. Zaden z bohaterow mnie nie zainteresowal, ich losy w zderzeniu z Historia rowniez.
    Mialam jeszcze szereg innych zastrzezen, ale czytalam to na tyle dawno, ze juz nie pamietam.
    Nie moge powiedziec, zeby Kobierski zle pisal, bo pisze naprawde niezle - ale wydawalo mi sie, ze "Ziemi Nod" zupelnie brak tej iskry bozej, ktora sprawia, ze ksiazki nie da sie zapomniec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie w tradycyjnym znaczeniu nie ma tu głównych bohaterów. Autor powraca od czasu do czasu do garstki osób, poza tym dryfuje swobodnie i pojawia się tam, gdzie dzieje się coś istotnego. Przez to nie ma bohaterów, którzy byliby osią historii, ale mamy panoramę społeczeństwa. Pod koniec dostrzegłam jednak, że w tym szaleństwie jest metoda. Książka zaczyna się i kończy w podobny sposób, historia zatacza koło. Na początku obserwujemy narodziny Joszuego, a pod koniec w tym całym dramacie mamy jego symboliczne, powtórne narodziny - opuszczenie Ziemi Nod. Dla mnie to było mocne.

      Usuń
  10. Intrygująca pozycja, choć od razu widać, że niełatwa. Dopisuję do swojej listy.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niełatwa, przyznaję...Autor nie ma litości ani dla bohaterów, ani dla czytelnika...Pozdrawiam:)

      Usuń
  11. Trudna tematyka. Chętnie zmierzyłabym się z tą książką. Ale nie jestem pewna, czy dotrwałabym do końca. Spróbować można, widzę że warto.
    Naprawdę dobra recenzja;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ach, każda twoja recenzja jest po prostu ucztą dla umysłu, ale to mówiłam nie raz. Genialnie dobierasz słowa, pisząc, po prostu czarujesz. Wiele z książek, które przedstawiasz może być dla mnie zwyczajnie za ciężkie, ale czytam zawsze z zainteresowaniem. Intrygujesz. Za ostatni akapit oklaski ci się należą.
    Co do "Ziemi Nod", to nie dziś i nie w najbliższym czasie, ale pozycja z pewnością zasługuje na uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, miło mi to słyszeć...pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  13. Olu podejmę wyzwanie! Nie wiem kiedy uda mi się zdobyć tę książkę, ale będę o niej pamiętać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze to ujęłaś:)Cieszę się, że będę mogła z kimś porównać wrażenia. Wpadnę na recenzję. Pozdrawiam:)

      Usuń
  14. Genialna recenzja! Wygląda na to, że książka jest bardzo poruszająca i interesująca również dla fanów historii - już nie mogę się doczekać by ją gdzieś wyczaić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zainspirowałam:)

      Usuń
  15. Przepiękny tekst. Czytałam go wielokrotnie. Masz wspaniałe pióro. Dziękuję.
    Dzięki temu i u mnie zagości "Ziemia Nod"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mi niezmiernie miło to usłyszeć. Dziękuję:)

      Usuń
  16. PIĘKNA recenzja, ale do książki - jakoś nie mogę się przekonać. Może kiedyś...
    Ale jedno trzeba jej oddać - okładka zachwyca!!:)

    OdpowiedzUsuń