środa, 1 maja 2013

Niech się panu darzy, Antoni Libera


Co nam umknęło...?
Pod koniec kwietnia ukazała się książka, na którą długo i cierpliwie musieli czekać wielbiciele prozy Antoniego Libery. Tym razem autor prezentuje swój kunszt w krótkich formach literackich, tworzących tryptyk. Nieduży, ale zasługujący na uwagę zbiorek skomponowany jest z opowiadań melancholijnych, pełnych wspomnień i odniesień do upływającego czasu. Jego lektura skłoni do zadumy przy sugestywnych, plastycznych opisach. Cofnie w czasie, jak podczas oglądania albumu ze starymi fotografiami. Pozwoli niemal usłyszeć urzekające frazy, gamy, pasaże i kaskady akordów, płynące z krzykliwie radosnego, miejscami nostalgicznego utworu Schumanna…
Bohaterem opowiadania tytułowego jest światowej sławy profesor fizyki, prowadzący badania nad teorią chaosu. To człowiek inteligentny i racjonalny, od dziecka przyzwyczajony do kierowania się żelazną logiką. Nie obchodzi świąt religijnych, nie czuje się skrępowany więzami rodzinnymi. Wigilijny wieczór, jak zwykle, spędza samotnie. Przypadek czy zrządzenie losu spowoduje, że za sprawą kilku słów znajdzie się tak blisko Betlejem, jak jeszcze nigdy dotąd…
Tłem utworu „Widok z góry i z dołu” jest Żoliborz, dzielnica, w której autor mieszka i którą darzy ogromnym sentymentem. Przed wybuchem II wojny światowej architekt i urbanista warszawski zaprasza dziesięcioletniego bratanka na wycieczkę. Pokazuje chłopcu budynki, z których jest dumny i snuje opowieść o planowanej rozbudowie miasta. Czytelnik oczami chłopca ogląda przedwojenny Żoliborz i poznaje fragment historii Warszawy. Celem wycieczki jest wysoki komin z cegły, otoczony spiralą schodów, którymi można wspiąć się na galerię i podziwiać panoramę miasta.
Wybuch wojny zastaje chłopca i jego rodziców za granicą. Nigdy nie spotka się z wujem, który zginął podczas Powstania. Bohater nie zamierza wrócić do kraju. Nie wspominałby Żoliborza ani wycieczki z dzieciństwa, gdyby nie album z tajemniczym, metafizycznym malarstwem…
„Toccata C-dur” powinna się spodobać każdemu, kto „poczuł” muzykę w pamiętnej scenie powieści „Madame”, kiedy bohater z brawurą wykonał, akompaniując sobie na fortepianie, znany przebój Raya Charlesa. W najnowszym opowiadaniu autor znowu pokazuje swój „muzyczny pazur”. Antoni Libera jest bowiem jednym z nielicznych pisarzy, którzy potrafią tak oczarować słowem, że czytelnik niemal słyszy melodię.
Toccata C-dur Schumanna to kompozycja, która charakteryzuje się zawrotnym tempem, wymaga świetnego, technicznego przygotowania i wirtuozerii. Wykonana poprawnie świadczy o kunszcie muzyka i znakomitym opanowaniu warsztatu. Jeżeli uczeń wybiera ten utwór na egzamin, oznacza to dla niego wielkie ryzyko. Może on stać się przyczyną porażki, ale także – otworzyć przed nim drzwi do kariery. Takie niewdzięczne zadanie przypadło głównemu bohaterowi: musi zaprezentować toccatę podczas egzaminu. Chłopiec powątpiewa w swoje możliwości, a praca nad utworem staje się prawdziwą mordęgą, ale także zmusza go do zastanowienia się nad słusznością wyboru drogi życiowej. Czytelnik jest świadkiem jego wewnętrznej walki. Bohater analizuje nagrania, kalkuluje i rozważa. Zaczyna pojmować rozmiar swego talentu i uzmysławiać sobie skalę własnych ograniczeń. Powoli zdaje sobie sprawę, czego może się spodziewać. Z prawdziwym dreszczykiem emocji i niepokojem śledzimy przebieg egzaminu chłopca i niemal do końca nie jesteśmy pewni, co się wydarzy.
Oczywiście nie zdradzę zakończenia. Dodam tylko, że po latach bohater spotyka się z przyjacielem, który pokierował swoim losem inaczej, poszedł w przeciwną stronę. Jaki był efekt tego spotkania? Przekonajcie się sami. Zapewniam jednak, że autor uwieńczył utwór zaskakującą, przewrotną puentą.
„Niech się panu darzy” – to świetnie skomponowany zbiorek z niezwykłym klimatem. Dzięki fotografiom przedwojennej Warszawy, fragmentom partytur – czytelnik ma wrażenie, że zagląda przez ramię bohaterom tryptyku. Tych zaś autor wybrał według ściśle określonego klucza. Wszyscy ukazani są w przełomowych momentach życia. Ale nie znajdują się na rozdrożu, raczej zdobywają się na dystans, który pozwala im spojrzeć wstecz i sporządzić bilans zysków i strat. Dochodzą do wniosku, że pomimo dokonania właściwych wyborów, osiągnięcia większych lub mniejszych sukcesów – coś im bezpowrotnie umknęło.
Wiara i jej brak, życiowe powołanie, nieuchronność przemijania – to problemy, z którymi wcześniej czy później przyjdzie się zmierzyć każdemu z nas...


Antoni Libera
Niech się panu darzy
Towarzystwo „Więź”
Warszawa 2013
ISBN: 978-83-62610-42-6
Str. 128


recenzję opublikowałam na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/176478/niech-sie-panu-darzy/opinia/11502962

45 komentarzy:

  1. Rozbudziłaś moją ciekawość i choć nie przepadam za takimi klimatami postanowiłam ją przeczytać

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo ... dobrze wiedzieć! Co prawda po powtórnej lekturze "Madame" mój entuzjazm do Libery trochę osłabł ale po Twojej recenzji widzę, że wypada dać mu szansę :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ jestem zaskoczona! Nie wiedziałam, że Libera szykuje książkę z opowiadaniami! Długo kazał autor "Madame" czekać na kolejną swoją książkę prozatorską, podkreślam, prozatorską;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podobał mi się Madame, więc chętnie sprawdzę, jak autor poradził sobie z opowiadaniami. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo jestem ciekawa tej publikacji, zwłaszcza że mam niedosyt krótkich form. Mam wrażenie, że pisarze nie do końca są przekonani do pisania opowiadań.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ładnie.. Takie przeoczenie..;/ Dobrze Olu, że czuwasz! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię drobne formy, a opisany przez Ciebie melancholijno-nostalgiczny klimat wabi mnie i kusi, podobnie jak ciekawe muzyczne odniesienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie tylko muzyczne odniesienia. Jeżeli w ogóle można muzykę wyrazić słowem - to pisarzowi świetnie się to udało w trzecim opowiadaniu:)

      Usuń
  8. Najbardziej cieszy mnie fakt, że w „Niech się panu darzy” występują fotografie przedwojennej Warszawy. Jestem ich bardzo ciekawa i mam nadzieję, że cała treść tej książki jest równie interesująca.

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę, że jeśli chodzi o tego autora powinnam najpierw poznać "Madame" (czego do tej pory nie zrobiłam...)

    OdpowiedzUsuń
  10. Libera zawsze i wszędzie. Jesteś posłańcem dobrej wiadomości:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przygodę z Liberą zamierzam jednak zacząć od "Madame". :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nuta przemijania, spoglądania wstecz na dorobek życia, które podkreślasz w recenzji, zbliża ten tomik do powieści „Madame”. Zarówno taki właśnie klimat, jak i elegancka tradycyjność prozy Libery – stawiająca jego utwory obok wszelkich krzykliwych mód dzisiejszego rynku wydawniczego i czytelniczego – są dla mnie znakomitą rekomendacją. Dziękuję. Kupuję, siadam i czytam. Z pewnością.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dalej nie przeczytałam nic Libery, ale "Niech się panu darzy" wygląda zachęcająco. Czasem lubię zacząć znajomość z autorem właśnie od takich krótszych form :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie rozpoczniesz znajomość od "perełki":)

      Usuń
  14. uwielbiam, jak jakas ksiazka boryka sie z tego typu problemami, to lektura wpros stworzona dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak Ty wynajdujesz te wszystkie perełki? Kolejna książka, którą muszę przeczytać!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja chyba również wolałabym zacząć od "Mamdame". Książka porusza trudne tematy jak widzę.

    OdpowiedzUsuń
  17. Aktualnie staram się okrzepnąć i poznać w końcu "Madame". Mam nadzieję, że dam się porwać muzyce tam zawartej i będę wracać do Libery przy każdym możliwym spotkaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz motywy muzyczne w literaturze, to zacznij od tego zbiorku:)

      Usuń
  18. "Madame" jest jedną z moich ukochanych książek, a więc po kolejne dzieło pana Libery muszę sięgnąć koniecznie. Szczególnie po tak pięknej rekomendacji,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli cenisz "Madame" - polecam stanowczo:)

      Usuń
    2. Z pewnoscia dodam ksiazke do moich kolejnych zakupow :)

      Usuń
  19. Ciągle nie mogę się zdobyć na spotkanie z Liberą :) A Ty skutecznie kusisz ;) Mam wrażenie, że jeśli dojdzie kiedyś do tego, że sięgnę po twórczość pana Antoniego, wybór być padnie właśnie na ten tryptyk.

    OdpowiedzUsuń
  20. Liberę kojarzę tylko z nazwiska, jeszcze nie czytałem, ale porusza widzę bardzo poważne i wartościowe tematy, dlatego chętnie poczytam.

    OdpowiedzUsuń
  21. Przeczytam i znowu pomiesza mi się w głowie, tego typu książki lubią mieszać i robić pranie w mózgu, Pozycja ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  22. Olu ty to potrafisz kusić :) nie wiem gdzie wynajdujesz takie perełki! bardzo chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem, szczęśliwie dla mnie - ta perełka znalazła mnie:) Polecam Tobie szczególnie - bardzo wartościowa pozycja:)

      Usuń
  23. U Ciebie zawsze dowiaduję się o książkach, o których pewnie inaczej bym nawet nie usłyszała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest nowość, jeszcze nie zdążyła stać się popularna...

      Usuń
  24. Hmm... jakoś nie mogę się przekonać.

    OdpowiedzUsuń
  25. Lubię opowiadania, teraz mam na Kindlu zbiorek Amosa Oz (czy jego nazwisko się odmienia?) i bardzo mi się podoba. Nie wiedziałam o tym, ale już sobie zapisałam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym odmieniła:) Zbiorek szczerze polecam nawet nie jako opowiadania, bo zbiorek jest tak dobrany, że stanowi całość:)

      Usuń
  26. Jako wielka entuzjastka i fanka opowiadań, nie mogę tego nie przeczytać!! Szczególnie, że Twoja recenzja dodatkowo ogromnie zachęca:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Wstyd się przyznać, ale nie znam jeszcze twórczości Antoniego Libery, chociaż już od dłuższego czasu przymierzam się do "Madame". Może powinienem zacząć od tego zbioru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecałabym obydwie książki:)

      Usuń
  28. Jak to dobrze, że tu zajrzałam - nie słyszałam wcześniej o tej książce! Miło wspominam "Madame", po lekturze miałam nawet zamiar obserwować rozwój autora - tak też zrobię.
    Ciekawie piszesz! Strach czytać kolejne wpisy, bo moja lista książek do kupienia już jest zbyt długa. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Książka "Madame" jest w jakimś sensie "ukoronowaniem" działalności autora na różnych polach aktywności. Każda kolejna pozycja, to "ukończone" dzieło, owoc "dojrzały"...To nie obserwowanie rozwoju autora, tylko literackie żniwa:)

      Usuń
    2. Żniwa - bardzo trafnie to ujęłaś!

      Usuń
  29. Właśnie skończyłam czytać "Niech się panu darzy" i muszę powiedzieć, że nie przypadł mi do gustu ten tryptyk tak bardzo jak "Madame", choć nie wiem, czy dziś tak samo entuzjastycznie jak kilka lat temu oceniłabym "Madame". Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń