sobota, 15 czerwca 2013

Prawda was wyzwoli


„W blaknącym blasku miejskiego zmierzchu siwiejący mężczyzna tkwił nieruchomo w sfatygowanym fotelu. Drzemał, marzył lub nie żył”…

Kanada, Toronto i mieszkanie w niezbyt zamożnej dzielnicy. Można rozejrzeć się dyskretnie, ale i tak zapewne dojdziemy do wniosku, że poza pudłem z książkami nie wyróżnia tego miejsca nic szczególnego. Raczej pustawo i głucho. Kim jest śpiący mężczyzna? To polski emigrant, człowiek w średnim wieku, intelektualista, samotnik z wyboru, wrażliwy i chorobliwie drażliwy neurastenik – Henryk Harsynowicz, bohater powieści.

Dlaczego mieszka sam, skoro ma rodzinę? Dużo by o tym mówić, zdradzę tylko, że Henryk musiał się trochę postarać, zanim wszyscy go opuścili. Jego przeszłość autor odkrywa raczej zdawkowo, ale przyczyny wyjazdu z kraju oraz odejścia najbliższych przedstawił dość dokładnie. Cofnijmy się zatem w czasie…

W młodości Henryk, protegowany przez ojca, prominentnego ubeka, nawiązał współpracę z tajną policją peerelu. Był to krótki incydent, bo wkrótce (na złość ojcu?) przeszedł na „jasną stronę mocy” i zaczął działalność w Solidarności. W ‘81 roku został internowany, a swoje uwięzienie paradoksalnie uznał za przepustkę do wolności i zwolnienie z obowiązku utrzymywania rodziny. W końcu, jeżeli można liczyć na zamożnego ojca… W stosunkowo bezbolesny i łatwy sposób Henryk „zapisał się w historii”, spłynęła na niego sława bohatera walczącego o wolność, mógł więc do woli wdziewać maskę męczennika i zasłaniać się statusem ofiary. Tę sytuację potraktował i przyjął jako dar od losu. Zamierzał z niego korzystać, czerpać pełnymi garściami, wycisnąć do cna.

Nie myślał o emigracji, ale poddał się (z wyrachowania?) namowom żony. Wyjechał wbrew sobie, więc nadal mógł odgrywać żałosny spektakl, w którym obsadził się w roli ofiary. Zaczął popadać w marazm, powoli wypuszczał życie z rąk. Z żalem, lecz bezczynnie obserwował proces oddalania się ukochanej kobiety i dzieci. Wreszcie utkwił w martwym punkcie i poddał się bezwolnemu „dryfowi” przez życie. Wydawać by się mogło, że w momencie, gdy go poznajemy, nie jest zdolny do żadnego działania, że w swoim fotelu tylko „drzemie i marzy”. W zasadzie chyba nawet „nie żyje”…

Czytelnik raczej nie zdoła polubić Henryka ani się z nim zidentyfikować. Nie jest to możliwe, gdyż postać głównego bohatera to narodowy mit romantycznego wojownika ukazany w krzywym zwierciadle. Spójrzmy uważniej, wtedy w głębi lustra, tuż obok Henryka dostrzec będziemy mogli odbicie autora oraz błysk kpiny w jego oku… Próbujemy zrozumieć abnegację bohatera, chociaż wymyka się on jednoznacznej interpretacji. To przecież wrażliwy i uczuciowy człowiek, zastanawiamy się, co z nim jest nie tak... Wydaje się, że on sam nie rozumie i nie potrafi ustalić własnej tożsamości.

Skoro nic go w Kanadzie nie trzyma, może powinien wrócić do kraju? Henryk marzy o powrocie od chwili wyjazdu, ale nie potrafi wykrzesać z siebie energii, by podjąć kroki w tym kierunku. Trwałby zapewne w tym stanie nadal, gdyby nie nadarzająca się okazja, znakomity pretekst w postaci biletu na samolot wraz zaproszeniem do podjęcia spadku po ojcu… W tym momencie zaczyna się rozkręcać właściwa akcja książki.

Oto Henryk Harsynowicz, syn marnotrawny, po prawie trzydziestu latach powraca do Polski. Przyjeżdża jako obywatel Kanady, bez utraconego polskiego paszportu. Spotyka się z prawnikiem, kolejno odwiedza członków rodziny i rozpoczyna procedurę przejęcia spadku i odzyskania obywatelstwa. Powieść rozwija się na wielu płaszczyznach. Poszukując jakiegokolwiek dokumentu potwierdzającego tożsamość, Henryk wciągnięty zostaje w tryby biurokracji, której nie powstydziłby się Franz Kafka. Odwiedzając członków rodziny rozproszonych po kraju, poznaje wstrząsające dzieje swojej babki i matki (matek?). Wydeptuje ścieżki do urzędów, błądzi, trafia w ślepe zaułki, a wokół niego dzieją się rzeczy o posmaku sensacyjnym...

Czytelnik wraz z bohaterem poznaje powojenną historię Polski, szczególnie te jej wątki, o których niechętnie mówią szkolne podręczniki. Przekonujemy się, że na jej niezwykły dramatyzm wpływ miało niełatwe sąsiedztwo z Rosją, Niemcami i Ukrainą. Niepoślednie znaczenie miały także kontrowersyjne decyzje samych Polaków. Zaangażowanie w walkę o niepodległość albo bierne poddanie się obcej indoktrynacji niejednokrotnie stawiały członków rodzin po przeciwnych stronach barykady…

Krok po kroku Henryk odkrywa zagmatwane losy własnego ojca i charakter machiny, w której działalność był wplątany. Zaczyna rozumieć rozmiary terroru, jaki Józef stosował wobec rodziny i przyczyny utrzymywania w tajemnicy jego poczynań. Henryk musi intensywnie wszystko przyswoić i poukładać. Odkłamać. Rozpoczyna się proces jego wewnętrznego oczyszczenia i uzdrawiania. Czy pozwoli mu to postąpić w sposób właściwy i przyzwoity chociaż raz w życiu? Czy dowie się kim naprawdę jest? Czy będzie mógł głęboko odetchnąć i zacząć żyć pełną piersią?

Niebanalną rolę w powieści odgrywają kobiety. To znany fakt, że mężczyźni tworzą historię, ale kobiety ponoszą konsekwencje ich wyborów. Autor stworzył wspaniałą galerię postaci: Salomea, Katarzyna, Tamara, Bożena, Halina…To strażniczki domowego ogniska, powierniczki rodowych tajemnic, kontynuatorki tradycji… ale także są to osoby silne, umiejące odwrócić bieg wydarzeń. Potrafią w obronie bliskich rzucić się w objęcia śmierci, czasem z pokorą dźwigać los, a niekiedy po prostu zwyczajnie odchodzą…

„Ślady krwi” to powieść wielowątkowa i wieloznaczna. Znajdziemy w niej fascynujące opisy przyrody i wprawnie uchwycony stan ducha poszczególnych bohaterów, obraz polskiego społeczeństwa, krytykę przywar narodowych, a także ukrytą między wierszami – niezbyt wysoko ocenianą – kondycję współczesnej literatury.

Książka napisana jest piękną polszczyzną, to proza najwyższych lotów, wyróżniająca się celnością obserwacji, urzekająca precyzją i elegancją słowa. Lektura jest czasem gorzka, kontrowersyjna i niejednoznaczna. Bezpardonowo piętnuje przywary i mity narodowe, a przedstawiając trudne dzieje narodu daleka jest od standardów. Mimo to czyta się ją dobrze i nie jest ciężkostrawna. Autor debiutuje jako prozaik, a czyni to z odwagą i klasą.

Niezwykle jasne i precyzyjne jest przesłanie książki: nie możemy niestety zmienić historii, ale powinniśmy ją przyjąć z całym „dobrodziejstwem inwentarza”. Polkowski udowadnia, że prawda ma właściwości terapeutyczne. Pozwoliła Henrykowi zrozumieć kim jest i dokonać wyboru. Jeśli poznamy odkłamane losy naszych przodków, wiele będziemy musieli odrzucić, wiele potępić i jeszcze więcej wybaczyć. Będziemy mogli jednak świadomie wybrać z przeszłości to, co dla nas dobre i być może unikniemy powielania błędów naszych protoplastów.

Szczerze namawiam do lektury prozy Jana Polkowskiego. Podróż po „śladach krwi” narodu polskiego poszerza horyzonty intelektualne i daje niebywałą satysfakcję czytelniczą.

*********


Jan Polkowski –  dziennikarz, redaktor, wydawca, uznany i wielokrotnie nagradzany poeta, od niedawna także prozaik. Jego powieściowy debiut, to najgłośniejsza książka sezonu, budząca skrajne emocje i szeroko omawiana, przez jedno środowisko okrzyknięta arcydziełem, przez inne – ostrożnie akceptowana. Jedno jest pewne, od chwili opublikowania  „Ślady krwi” zapewniły sobie niepoślednie miejsce we współczesnej literaturze polskiej.

*********

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa "M". Serdecznie dziękuję.




Autor: Jan Polkowski
Tytuł: Ślady krwi
Data premiery: 23.04.2013
ilość stron: 440





49 komentarzy:

  1. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym autorze, ale muszę przyznać, że jego powieściowy debiut zaciekawił mnie swoim mądrym przesłaniem, dlatego w wolnej chwili postaram się bliżej poznać „Ślady krwi”.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor debiutuje tylko w tej formie. Ma warsztat i styl, polecam gorąco.

      Usuń
  2. Kapitalnie ujęłaś książkowe credo, ukazałaś wielowątkowość i problematykę utworu. Kto jeszcze nie miał książki w ręku, powinien pobiec do najbliższej księgarni. Wspaniała recenzja:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję. Liczyłam na Twoją ocenę, bo jesteś mocno zaangażowana:)

      Usuń
    2. Olu, pozwoliłam sobie dodać obok mojej opini link do Ciebie, żeby ludzie czytali, czytali...:)O ile jeszcze ktoś nie słyszał o książce, o co coraz trudniej. Dla mnie to książka roku. E, za mało. Dziesięciolecia z pewnością! Pozdrawiam:)

      Usuń
    3. Oczywiście. I dziękuję...

      Usuń
  3. Akurat utro bede ja recenzowac! Mi takze bardzo sie podobala.

    OdpowiedzUsuń
  4. Już któryś raz spotykam się z recenzją tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popularność tej książki akurat bardzo mnie cieszy...

      Usuń
  5. Bardzo głośno o tej książce od jakiegoś czasu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem, to jedna z najlepszych książek tego roku...

      Usuń
  6. To recenzja, chyba jedyna tej książki, którą przeczytałam z przyjemnością. Bez nadęcia, bez patosu, bez cierpiętnictwa za miliony, bardzo wysublimowana. Super :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo i cieszę się, że Ci się podobała. Polecam Ci książkę, bo jest właśnie "bez nadęcia, bez patosu", a rozprawia się także z "cierpiętnictwem za miliony":)

      Usuń
  7. Świetna recenzja! Leży mi na półce ta powieść jak wyrzut sumienia, musiałam ją przerwać. Wrócę do niej w czasie urlopu lipcowego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne skojarzenie, bo ta powieść to jest "wyrzut sumienia"...

      Usuń
  8. Ależ ty piszesz.
    Mam nadzieję, że zdobędę te książkę.
    Po Twojej recenzji nie pozostaje nic innego jak koniecznie przeczytać.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawdziwa lekcja historii i pięknej polszczyzny, nie zawiedziesz się:)

      Usuń
  9. Ostatnimi czasy coraz bardziej przekonuję się do polskiej literatury. Nie wiem, czy to książki coraz lepsze, czy moje wybory.. Po "Ślady krwi" sięgnę na pewno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy sporo perełek wśród książek rodzimych pisarzy, każdy tylko musi znaleźć swój klucz do ich odnalezienia...

      Usuń
  10. Właśnie skończyłam czytać, świetna książka!

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem w trakcie czytania i jestem zachwycona. Niech ta książka się nie kończy:) Dawno nie czytałam książki napisanej tak piękną polszczyzną. Nabrałam kompleksów i zdałam sobie sprawę, ile pracy przede mną, by tak mówić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poleca także wywiad z autorem:
      http://telewizjarepublika.pl/Kultura-na-dzien-dobry-piotr-gociek-i-j...

      na temat książki, piękną polszczyzną:)

      Usuń
  12. Pięknie napisane i z zaangażowaniem. Książkę dodałem do spisu wartych wzięcia pod uwagę. Ciekaw jestem jak wyjdzie w praniu ta trudna polska historia. Łatwo się na niej poślizgnąć. Szczególnie intryguje mnie jedno zdanie z Twojej recenzji: "Książka napisana jest piękną polszczyzną, to proza najwyższych lotów, wyróżniająca się celnością obserwacji, urzekająca precyzją i elegancją słowa." Sam nie wiem co mnie bardziej pociąga - obietnica obcowania z dobrym warsztatem literackim (chyba nawet bardzo dobrym), czy celność obserwacji. Uwielbiam bystrych obserwatorów. Czy można zresztą napisać cokolwiek sensownego, gdy się nie umie obserwować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, jeśli ktoś nie jest dobrym obserwatorem, to musi mieć przynajmniej niesłychaną wyobraźnię. Obserwowanie to jedno, ale oddać potem precyzyjnie każde słowo, niuans, wydarzenie,które spowoduje przyspieszone bicie serca bohatera, to już co innego...

      Polkowski napisał wiersz (to nie z powieści, to ze zbiorku)... Pozwól, że przytoczę:

      Język rzeczy, poezja czystych przedmiotów,
      bez cienia chęci, by mówiąc „stół”
      powiedzieć coś więcej.
      Ale powiedzieć w sposób tak
      przezroczysty, by było widać
      ten jedyny ciepły, trochę kiwający się stół,
      obarczony zapachami, dziecinnymi dotknięciami
      zmarłych, z jedną szufladą
      podpartą wysuwającymi się wraz z nią nogami
      by zobaczyć
      to stanie się poezji:
      pierwszy obrót ziemi.

      Polkowski jest poetą. Precyzyjnie posługuje się słowem. Potrafi opisać w taki sposób ten prosty, zwykły stół, że przed oczami stanie Ci całe dzieciństwo, jeśli przypadkiem bawiłeś się pod stołem u babci...

      Usuń
    2. No właśnie - pod warunkiem, że... Jeśli przypadkiem... To wada poezji.
      Są tacy, którzy uważają, że poezja jest naj. Inni uważają, że dla wypowiedzenia najważniejszych rzeczy nie są potrzebne nawet słowa. Wystarczy liczba, wykres i rysunek. Ja jestem gdzieś pośrodku. Wszystko ma swoje miejsce. Nie widzę przewagi poezji nad prozą czy innymi formami komunikacji. Wszystko zależy... A znajomość z Polkowskim jednak zacznę od prozy :) Przez Twoją recenzję ;)

      Usuń
    3. A ja nie chciałam Cię namawiać na poezję... Ciągle miałam na myśli "Ślady krwi". Mówię, że poeta używa słów oszczędnie i z precyzją. Skoro potem bierze się za prozę, to powyższy mechanizm ma także zastosowanie. W każdym razie w tym przypadku ma:)Cieszę się, że książkę przeczytasz:)

      Usuń
  13. Świetna recenzja. Profesjonalna. Jestem również po lekturze i dopisuję się do Twoich odczuć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że też należysz do obozu entuzjastów:)

      Usuń
  14. Recenzja jak zwykle świetna i najbardziej zachęcająca do lektury spośród tych, które do tej pory czytałam. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zgadzam się z osobami, które uważają, że Twoja recenzja jest świetna :)
    Dopiero co zaczęłam czytać "Ślady krwi", a bohater już mi podpadł. Nie rozumiem, dlaczego on od lat czyta w kółko te same książki. Ma ich około 40 i po inne nie sięga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Agnieszko, cóż to za zmiana, nie poznałam w pierwszej chwili:) Dziękuję:)

      Usuń
  16. Wow. Recenzja pierwsza klasa. Cóż, książkę trzeba przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Fiu, fiu! Takie recenzje mógłbym czytać w nieskończoność pomimo dość znacznych rozmiarów!

    OdpowiedzUsuń
  18. Polkowski nie poszedł na łatwiznę i nie ułatwia lektury czytelnikom. Nie ma tu jasnych deklaracji, jedynie słusznych sądów, wyrazów poparcia i obkładania ekskomuniką. Jest mozolne odkrywanie meandrów polskości i zaskakujące dla wielu konstatacje. No i ta krystaliczna polszczyzna! Fascynujący poetycką optyką styl. Narracja, która liczy na inteligencję odbiorcy. Zgadzam się z Tobą – to niewątpliwie jedna z najważniejszych książek roku i dwudziestolecia. Świetnie to wypunktowałaś.

    OdpowiedzUsuń
  19. Sporo naczytałem się o tej książce na różnych blogach. Dominują recenzje pozytywne. Jeśli doda się do tego bardzo interesującą tematykę, nie pozostaje nic innego jak zapoznać się wreszcie z tą lekturą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że powinna Cię zainteresować. Leciutko chyba nawet koresponduje z książką "Biało-czerwony", której recenzję zamieściłeś. Wytknięte są różne postawy Polaków...

      Usuń
  20. Wiem już doskonale, że Twoim osądom na temat książek mogę wierzyć i wszystko co polecasz widziałabym od razu na swojej półce. Nie inaczej jest i z tą pozycją. Cieszę się, że otwierasz nam oczy na wartościowe polskie debiuty. I to w takim stylu! Świetna recenzja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złowiona "duszyczka";) Cieszę się, że się zainteresowałaś, naprawdę warto sięgnąć:)

      Usuń
  21. Wygląda na trudną i mocno angażującą lekturę. Na taką trzeba się "nastroić", ale chętnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skłaniającą do przemyśleń - owszem, ale nie trudną:)

      Usuń
  22. Świetna recenzja! Równie dobra co książka. ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Mam w planach ta książkę od kiedy zobaczyłam ją w zapowiedziach, a Twoja recenzja tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, ze watro się z nią zmierzyć :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Świetna recenzja. Sam temat trudny, ale książka pewnością warta poznania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Temat trudny, ale nie książka. Czyta się wybornie. Polecam!

      Usuń