wtorek, 6 sierpnia 2013

Blogerskie trzy po trzy

Jak zaczynasz dzień? Wyskakujesz dziarsko z pościeli, bacząc, by wstać odpowiednią nogą, parę ćwiczeń, prysznic i energicznym krokiem udajesz się do pracy…
…a może szurając kapciami człapiesz do kuchni, biorąc azymut na ekspres do kawy i czekasz aż aromatyczny płyn zaczyna krążyć w Twoim organizmie. Po trzeciej filiżance – z trudem, ale jednak – poznajesz twarz w lustrze i przypominasz sobie najważniejsze fakty z własnego życia…
To nic, niezależnie od tego, czy zaczynasz dzień po „bożemu”, zdrowym śniadaniem, joggingiem, czy psiocząc na czym świat stoi – jeżeli pierwszą świadomą czynnością jest sprawdzenie, czy otrzymałeś „komentarz” – to znaczy, że jesteś blogerem.

                                                                   źródło zdjęcia

Kiedy Cię „wzięło”? Kiedy zacząłeś blogować? Czy można żyć bez tego?
Blogujemy na całego, prezentując radosną twórczość własną, dzieląc się zdjęciami, wydarzeniami, stosikami lektur, zainteresowaniami, a nawet tipsami. Blogujemy aż miło…
Słowo „blog” odmieniamy przez wszystkie przypadki. Dziś już brzmi swojsko, niemal jak coca-cola – ale czy wiemy skąd się wzięło? Ki diabeł ów blog?
Małe, zgrabne słówko, które zrobiło zawrotną karierę, oznacza ni mniej, ni więcej – narzędzie, które stało się dla wielu amatorów (czyli: nas), ale też najprawdziwszych zawodowców – instrumentem pracy oraz miejscem w cyberprzestrzeni, gdzie możemy znaleźć zrozumienie, inspirację, po prostu swój „kawałek podłogi”.

Zjawisko zostało w roku 1997 określone pierwotnie słowem „weblog” (zlepek słów „web” – sieć i „log” – dziennik pokładowy). Jego autorem jest John Barger, pracownik instytutu Northwestern University, znawca literatury (zwłaszcza Jamesa Joyce’a), a także badacz sztucznej inteligencji. Od tej pory dziennik sieciowy to weblog.
Weblog, weblog… Wszystko ładnie, tylko co z tym niewygodnym słówkiem począć? Jak przejść z nim do porządku dziennego? Jak je oswoić?
Dwa lata później błyskotliwy redaktor jednego z pierwszych „interaktywnych dzienników” bawiąc się anagramem tego słowa utworzył nową formę: we blog (blogujemy) i powstała wersja, którą posługujemy się obecnie. A przecież dzisiaj we blog our hearts out! Blog stał się oficjalną nazwą dziennika sieciowego, w roku 2004 amerykańskie wydawnictwo Merriam-Webster ogłosiło tę nazwę „słowem roku”. Dziś funkcjonuje w języku potocznym i nawet babcia wie, co to blog.
                                                        źródło zdjęcia

Pierwsze blogi były elitarne i kosztowały sporo wysiłku. Projektowali je sami autorzy, a ich twórcy z miejsca uzyskiwali status gwiazd. Dziś zjawisko stało się powszechne. Zasiadamy przed komputerem i do woli korzystamy z przetartych szlaków. Mamy do dyspozycji gotowe narzędzia, możemy wybrzydzać z szablonami, dobierać tło do koloru paznokci i nie zastanawiamy się ile wysiłku i pracy kosztowały one twórców. Jednak coś za coś. Mamy szeroki i łatwy dostęp do narzędzi, ale w zalewie sieciowych dzienników musimy się przebić, żeby zaistnieć. W przypadku powodzenia woda sodowa jednak nie grozi, bo status gwiazdy wynikający z samego faktu posiadania bloga – to już tylko mit.
Blogowanie jest dziś zjawiskiem masowym i w związku z tym istnieje wiele jego odmian. Każdy z nas przekonał się, że potrzeba sporo czasu, by wśród tych wszystkich „dzienników” pisanych z pasji, zawodowo, dla zarobku i z nudów dotrzeć do tych pożądanych i wartościowych.
Jaką funkcję pełnią blogi? Czy tylko hobbystyczną? Leszek Olszański w książce „Media i dziennikarstwo internetowe” zwraca uwagę na znaczenie tego nowoczesnego, a masowego zjawiska, które nazwał „dziennikarstwem społecznym”. Kim jest dziennikarz społeczny? To osoba, która ma oczy otwarte. Opisuje wydarzenia, komentuje, uczestniczy i ocenia. Pisuje recenzje. Tak, tak! Po jakiejś trzeciej kawie – dotrze do Ciebie, że to także Ty i ja… Czy się to dzisiaj komuś podoba, czy nie, jesteśmy dziennikarzami społecznymi (no dobrze, przynajmniej mamy taką możliwość), a na forum blogów jesteśmy równorzędnymi partnerami dziennikarzy zawodowych. Czemu nie? Najczęściej z tej możliwości nie korzystamy, ale jakby co – szlaki są przetarte.
Jak to się wszystko zaczęło?

                                                                              źródło zdjęcia
Jednym z bardziej znanych blogerów, którzy odmienili postrzeganie zawodu dziennikarza, był słynny Salam Pax. Salam Pax to pseudonim młodego mieszkańca Bagdadu (o ostrych poglądach politycznych i talencie literackim), który w roku 2003, podczas inwazji na Irak, w swoim dzienniku „Where is Read?” przedstawił codzienność oblężonego miasta. Media całego świata, skutecznie odcięte od informacji, zwróciły na niego uwagę i podawały wiadomości powołując się na jego doniesienia.
W pierwszych dniach po ataku terrorystycznym 11 września 2001 roku informacje publikowane przez blogerów pomogły „opanować” sytuację w pogrążonym w chaosie Nowym Jorku.
Pod koniec 2004 roku narodziło się jeszcze inne zjawisko, które obserwowano przy okazji wydarzeń nazwanych „pomarańczową rewolucją” na Ukrainie. Kiedy liderzy opozycyjni z Julią Tymoszenko i Wiktorem Juszczenko wezwali do obywatelskiego nieposłuszeństwa, przez blogi przetoczyła się prawdziwa fala oburzenia. Blogerzy zwołali się i wielotysięczny tłum protestujących zmusił władzę do powtórzenia sfałszowanych wyborów. Zdaniem publicystów to właśnie amatorskie blogi stały się wtedy nową, piątą władzą w systemie demokracji.
W Polsce jednym z pierwszych znanych blogów był prowadzony do dziś i cieszący się niesłabnącą popularnością kataryna.blox.pl, w których anonimowa komentatorka skupia się na budzących największe emocje aferach i wydarzeniach politycznych (afera Rywina, Orlenu, PZU, lustracyjna itp.). Blogują dziennikarze (m.in. Wojciech Orliński, Szymon Hołownia, Bartosz Węglarczyk) i pisarze (Mariusz Szczygieł, Jakub Ćwiek, Magdalena Witkiewicz), blogują poeci i redaktorzy…

Czujecie to? Widzicie ile politycznego lub artystycznego fermentu można zasiać po prostu blogując? Więc chociaż wszystko, co „społeczne”, od czasu komuny nieco jest podejrzane, to przyznać trzeba, że „dziennikarstwo społeczne” jednak brzmi nobilitująco. Więc zmobilizujmy się i blogujmy! Można przecież pisać o czym kto lubi – o tipsach i konfiturach albo o niebieskich migdałach, ale można też wziąć się do tego poważniej. Grunt to mieć świadomość, że blogujemy w doborowym towarzystwie.

46 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy artykuł, Olu. W blogowym świecie siedzę prawie dziesięć lat, ale nigdy się nie zainteresowałam tym jakie były początki tego tworu. Czuję się odrobinę mądrzejsza. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od 10 lat? Jestem pod wrażeniem. Jesteś prawdziwie "starym wyjadaczem";)

      Usuń
  2. Olu, świetny tekst! Powinnaś częściej pisać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że moja wiedza o blogosferze była do tej pory nikła i cieszę się, że do Ciebie zajrzałam. Ja co prawda rozpoczynam dzień od sprawdzenia Facebooka, ale może z czasem jego miejsce zastąpi blog. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynasz całkiem prawidłowo. Podobno jeśli ktoś nie ma profilu na FB - to znaczy, że nie istnieje;)

      Usuń
  4. Wychodzi na to, ze rasowa blogerka nie jestem. Dla mnie dzien zaczyna sie od szklanki soku i sniadania z Synkiem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś przykładem zdrowego trybu życia, wszyscy powinniśmy brać z Ciebie przykład:)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. No proszę - i to mi się podoba;)

      Usuń
  6. Jaki profesjonalny tekst! Olu, z każdym wpisem zadziwiasz mnie pozytywnie coraz bardziej. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam się uczyć! Ty nauczyłaś mnie dziś bardzo wiele. Dziękuję:):)

    OdpowiedzUsuń
  8. Patrząc na twoje teksty, muszę się zgodzić - rzeczywiście bloguję w doborowym towarzystwie. ;) Miło się ciebie czyta! Fajnie było dowiedzieć się, skąd pochodzi słowo "blog".

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo interesujący artykuł, wiele się z niego dowiedziałam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny artykuł. Nono, dziennikarz społeczny - chyba mogłabym się do tego przyzwyczaić! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny artykuł Olu!
    PS. W końcu mam swoją własną, prywatną "Madame" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) U mnie też "Madame" stoi na honorowym miejscu:)

      Usuń
  12. O! Ależ to ciekawe i bardzo na temat ;) Autotemat ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autotemat - nie pomyślałam o tym w ten sposób...fajne;)

      Usuń
  13. Olu gdy tak czytam Twoje teksty, zawsze się zastanawiam, czy wiesz jak świetnie piszesz. Nie próbuję się przychlebić ale o ile w naszej blogosferze jedni piszą lepiej, inni gorzej, u Ciebie da się wyczuć prawdziwy talent. Nieskromnie przynam że czuję się dumna że asystowałam w pierwszych blogerskich krokach tak utalentowanej osoby. Cieszę się że blogowanie nadal sprawia Ci przyjemność i praktycznie z tekstu na tekst przebijasz samą siebie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niniejszym - przemądrzała autorka powyższego artykułu przyznaje się, że gdy rozpoczynała przygodę z blogiem i otrzymała narzędzie, jakim są gotowe szablony - poczuła się bezradna jak dziecko we mgle i potrzebowała pomocy;)
      Dziękuję Agnieszko za Twoje wsparcie, zachętę i promocję:) Bez Twoich porad zapewne bym nie wystartowała:) Pozdrawiam:)

      Usuń
  14. Jak widać towarzystwo mamy najlepsze :):):) świetny tekst, przeczytałam z uśmiechem na twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja się uśmiecham do Ciebie szeroko:)

      Usuń
  15. Zaczęłam w 2006 roku. I nadal sprawia mi to przyjemność.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja jestem uzależniona od mojego bloga. Wstaje, myśląc o nim i zasypiam z kolejnymi planami. Kocham to!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Ciebie rzeczywiście aż kipi od różnych projektów:) Tylko tak dalej! Pozdrawiam:)

      Usuń
  17. Po znakomitych recenzjach i błyskotliwych wywiadach – świetny felieton. W dodatku a propos. Tak rodzi się prawdziwe dziennikarstwo... Olu, moje gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  18. Artykuł dostarczyl mi wiele ciekawych informacji :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetny post. Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się, skąd w ogóle wzięła się nazwa blog itp., ale teraz dzięki tobie już nie jestem taka ,,zielona'' w tej kwestii.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ojeeej... przeczytałam, uśmiechnęłam się i stwierdziłam... "chyba nie jestem prawdziwą blogerką" :) Nie zaczynam dnia od sprawdzenia bloga ani od myśli o tym, czy dostałam kolejny komentarz:) Rano robię mężowi kanapki do pracy, wychodzę na krótki spacer z psem, wracając zachodzę do całodobowego sklepu po coś słodkiego (wiem, nie powinnam, ale taki mój poranny nałóg:P) do porannej herbaty a po powrocie zaparzam herbatę i... włączam telewizor:) Komputer odpalam dużo, dużo później. A pierwsze co na nim robię to sprawdzam pocztę. A tam oczywiste, że przychodzą powiadomienia o komentarzu na blogu, więc jeśli takowe jest to... sprawdzam bloga. Dopiero wtedy:)
    Ale tekst bardzo, bardzo fajny:) Pisz "od siebie" częściej:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo ciekawy post:) Z przyjemnością go przeczytałam i oczywiście muszę się przyznać, że należę do grona osób uzależnionych od blogowania i dobrze mi z tym!

    OdpowiedzUsuń
  22. o nie, moje babcie nie mają pojęcia co to blog. Dopiero co kupiły sobie komórki ale nawet smsów nie potrafią wysłać i wcale nie chcą się nauczyć. Komputer to przecież narzędzie szatana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja bym jednak uważała na babcie:) To tylko kwestia czasu;)

      Usuń
  23. Rzeczywiście, coś w tym jest. Blogowanie jest już "częścią mnie" i jak (tak jak teraz) wybieram się na kilka dni do całkowitej głuszy, zastanawiam się co i jak poustawiać, żeby blog żył :))

    OdpowiedzUsuń
  24. Świetny wpis.
    Lubię blogować i sprawdzać ile osób zaglądnęło czy są komentarze.
    To daje mi zadowolenie.

    OdpowiedzUsuń
  25. Przydatny artykuł;) Ta tematyka zawsze jest interesująca;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Tekst świetny, przeczytany od deski do drzazgi;) Blogowanie jest wysiepane, właśnie ze względu na to doborowe towarzystwo; ;)

    OdpowiedzUsuń