piątek, 16 sierpnia 2013

W PIASKOWNICY ŚWIATÓW. EPOS WROCŁAWSKI, Stanisław Karolewski

Topografia sennego Wrocławia


Czy epoka bardów minęła bezpowrotnie? Czy ktoś potrafi dzisiaj opisać wierszem zdarzenie tak, by jeszcze przez chwilę nam „echo grało”? Zadumać się pięknie prozą nad historią i urodą miejsca, by czytelnik chciał od razu poznać i porównać wrażenia? Przekonać się, czy będzie mógł dotknąć pulsu i bijącego serca miasta, czy dostrzeże urodę kamienic i posłyszy tajemnicze szepty uliczek? Odnajdzie klucz do zrozumienia tej magii?


Odstawiam na półkę książeczkę „W piaskownicy światów. Epos wrocławski”, która przeniosła mnie na chwilę do Wrocławia. Skorzystałam z niezwykłego zaproszenia. Autor poprowadził mnie ulicami i zaułkami miasta, a jednocześnie dopuścił do zakamarków swej duszy w taki sposób, że zaczynam się zastanawiać, czy Wrocław i autor to odrębne byty… Jestem pewna, że pisarz identyfikuje się nieomal ze swym miastem i nie byłby taki sam, gdyby przyszło mu żyć w innym miejscu. A Wrocław? Pewnie straciłby też nieco blasku bez swego barda…

Stanisław Karolewski, autor książki, to postać intrygująca i barwna. Historyk sztuki, fotograf, literat, bibliofil, potomek Królów Polskich i… Ryszarda Wagnera. Wrocławski antykwariusz, a właściwie główny „Szarlatan”*… Czyż jego utwory mogą być zwyczajne?

Bohater książki, a zarazem nasz „przewodnik”, to połączenie Leopolda Blooma i chłopca ze „Sklepów Cynamonowych”. Młody, oczytany i wykształcony, wrażliwy, ale też cyniczny mieszkaniec wrocławskiej kamienicy. Chylę czoła przed pomysłowością autora i jego specyficznym humorem, ponieważ kazał swej postaci wykonywać profesję „tłumacza” kultury, a jego zadanie polega na wyjaśnianiu japońskim biznesmenom znaczenia polskich filmów… Smakuję absurd sytuacji, niemal widzę „perskie oko” autora, gdy bohater podejmuje karkołomne wysiłki, by przełożyć realia „Misia” lub „Dnia świra” na język zrozumiały dla mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni… Ale to jeszcze nie koniec. Za dnia nasz bohater jest osobą do „towarzystwa”, nocą – strażnikiem woskowych figur w muzeum, z zamiłowania – koneserem kobiet, a z przekonania… wyzwolicielem krasnali ogrodowych.


Nade wszystko nasz bohater jest jednak Wrocławianinem z krwi i kości. Czytelnik bezustannie towarzyszy mu podczas wędrówek, a samo czytanie przypomina zwiedzanie nieznanego miasta. Gdy wchodzi się w ciemną uliczkę, nigdy nie wiadomo, co można spotkać za rogiem – rzęsiście oświetlony lokal, prywatne podwórko czy podejrzany zaułek, z którego lepiej czym prędzej czmychnąć. Tak samo wygląda narracja. Czasem gubi swoją chronologię, a czasem logikę. Czasem pogrążamy się zupełnie w rzeczywistości snu…

„W swych snach przemierzałem miasto. Nocami podążałem przez śniące ulice. Spotykałem ludzi i kobiety. Skrzydlate demony i leniwe niedźwiedzie, łaszące się do mnie niczym wielkie kudłate psy. Siedziałem na ławkach rozstawionych na bulwarach, w parkach i skwerach. Strzelałem do aniołów, kryjących się wśród gałęzi i ścigałem się na torze dla tramwajów wyścigowych. (…)
Podążałem ulicami śniącego Wrocławia, spotykając własne marzenia i upiory, spotykając innych śpiących – zagubionych w mieście, które na tym poziomie rzeczywistości falowało pod wpływem naszych rojeń, niemniej jednak nie przestawało istnieć. Wrocław, choć o innej strukturze w tym wymiarze, wciąż trwał”.

Zastanawiam się, czy „W piaskownicy światów. Epos wrocławski” to powieść nowatorska, czy tradycyjna? Tyle w niej odniesień i znajomych motywów literackich… Autor czerpie pełnymi garściami z kultury antycznej i europejskiej, bawi się motywami i sprawnie nimi żongluje. Wydobywa z wielkiego skarbca spuścizny literackiej to, czego najbardziej potrzebuje, używa do woli, wygładza, nadaje formę, wreszcie – naznacza swoją indywidualnością. Równie swobodnie nawiązuje do spraw bieżących i aktualnych (jakaż aluzja do pani Goździkowej – palce lizać!), nie można postawić zarzutu, że powieść nie jest współczesna. Do legend, opowieści i historii Wrocławia autor dołączył własne przeżycia i pokazał miasto przez pryzmat swoich marzeń i lęków. Jak przystoi „Szarlatanowi” – wziął szczyptę magii, realizmu, poezji, a nawet kropelkę ekstrawagancji – zmieszał w odpowiednich proporcjach i otrzymaliśmy książkę osobliwą, oniryczną, czasem surrealistyczną, ale pełną uroku. Swojską i nowatorską zarazem.

„Zaplanowałem sobie książkę totalną i wszechogarniającą. Powieść grającą z czytelnikiem i wciągającą go na niebezpieczne wody. Dzieło, które zetrze ulotne granice między kwadratem świata widzianego a niewidzialnym bezmiarem wód i oceanów wyobraźni”. Czy autorowi się udało? Czytelnik musi ocenić to sam. Jeśli podda się nastrojowi, otworzy się na Wrocław w różnych wymiarach; jeżeli tylko spojrzy na kamienice oczami autora, uwierzy, że Most Warszawski znajduje się na zbiegu i styku odmiennych rzeczywistości, a „jego przekraczanie wiąże się z ryzykiem trafienia w zupełnie inne miejsce” – wtedy może nie tylko zatonąć w tej prozie, ale z pewnością zacznie śnić ten sam sen…

Czy wspomniałam może, że „W piaskownicy światów. Epos wrocławski” to… debiut?




*aluzja do antykwariatu „Szarlatan” prowadzonego przez autora

40 komentarzy:

  1. Recenzja świetna, ale lektura nie dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam książkę Karolewskiego, ale na inny temat. Autor swego czasu chorował na raka i sam się wyleczył, a publikacja ma tytuł: ,,Pokonałem raka".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście mam w planach tę książkę oraz "Bilet na Arkę":)

      Usuń
  3. Czytałam inną książkę tego autora o jego walce z rakiem. Widziałaś wnętrze jego antykwariatu we Wrocławiu? Cudo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam wnętrze jedynie wirtualnie. Mam zamiar w najbliższym czasie zobaczyć na własne oczy:)

      Usuń
    2. Olu, wybierasz się tam podczas LiteraTury?

      Usuń
    3. Bardzo bym chciała, ale zdaję sobie sprawę, że w sobotę nie będzie na to czasu... jeśli mi nic nie pokrzyżuje planów - chciałabym zobaczyć w niedzielę. Najwyżej zobaczę okno wystawowe...

      Usuń
  4. W Twoich recenzjach od początku umiałaś oddać atmosferę omawianej książki. W dodatku robisz to coraz bardziej literacko dopieszczoną frazą. Czyta się Ciebie wciąż lepiej i lepiej. Jak Ty to robisz?

    OdpowiedzUsuń
  5. Wrocław to chyba moje ukochane miasto - mam z nim tak cudowne wspomnienia, że muszę przeczytać. Podobnie jak jego pozycję o zmaganiu się z rakiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypuszczam, że dla mieszkańców miasta - książka ma jeszcze więcej ukrytych znaczeń:)

      Usuń
  6. Recenzja kapitalna!! Zgadzam się w 100 % ze słowami Marka. Jesteś niesamowita!
    Nie kojarzę zupełnie tego autora, ale teraz muszę koniecznie rozejrzeć się za tą pozycją. Debiut i od razu taki wspaniały!
    Wrocław jest mi bliski, bo to moje rodzinne miasto, do którego zawsze powracam z wielkim sentymentem.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie byłam nigdy we Wrocławiu, ale chciałabym poznać to urokliwe miasto, dlatego chociażby wirtualnie pragnę pozwiedzać z autorem wszelkie zakątki Wrocławia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Super recenzja. Zachęciłaś mnie do przeczytania:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam książki, które mają wiele odniesień do klasyki literatury więc czuję się zaintrygowana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod względem odniesień - będziesz tu miała urodzaj:)

      Usuń
  10. Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział we Wrocławiu zaprasza na 1042 Czwartek Literacki, który odbędzie się 22 sierpnia (tradycyjnie w czwartek) o godzinie 18 w Café Księgarni Tajne Komplety, ul. Przejście Garncarskie 2, Wrocław. Gościem wieczoru będzie Stanisław Karolewski, nowe ale już głośne nazwisko w światku wrocławskiej literatury. Spotkanie poprowadzi Jacek Inglot. Porozmawiamy między innymi o tym, jak zorganizować sobie debiut i co to dzisiaj znaczy być pisarzem wrocławskim.

    http://pisarze.wroclaw.pl/

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeśli "Ulises", "Sklepy cynamonowe", "Miś" i "Dzień świra" pojawiają się w jednej recenzji, to książka MUSI być wyjątkowa!!! Dodając do tego wszelkie inne nawiązania do literatury, co uwielbiam i to, jak o niej piszesz (co uwielbiam nie mniej:P), wiem, że muszę tę książkę przeczytać! Koniecznie!
    (Tylko jeszcze nie wiem, jak ją zdobyć:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym przeczytać Twoją recenzję, bo to książka rzeczywiście niezwykła:)

      Usuń
    2. Jeśli tylko ją przeczytam, to napiszę na pewno:) Mam nadzieję, że zrobi na mnie nie mniejsze wrażenie niż na Tobie:)

      Usuń
  12. Brzmi ciekawie, a że Polak i jeszcze w Polsce - idealnie! Przyjrzę się bliżej tej książce i może w przyszłości sama ją zgłębię. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetna recenzja. Książka również może przypaść mi do gustu, zaciekawiłaś mnie i już mam ochotę wejść w ten bardzo oryginalny świat! Niestety najpierw muszę zdobyć tę książkę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdobyłam książkę (z autografem autora) tu:
      http://szarlatan.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=188&Itemid=89

      Przyznaję, że łatwiej zdobyć książkę: "Pokonałem raka" i "Bilet na Arkę" - są dostępne chociażby na Allegro.

      Usuń
  14. O tym autorze jeszcze nie słyszałam, ale chętnie to zmienię. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Znakomita recenzja. Joyce i Jasieński - czuję się w pełni przekonany. Jeśli uda mi się kiedyś wypatrzeć tę pozycję w atrakcyjnej cenie, z przyjemnością się z nią zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Chętnie bym przeczytała, tylko obawiam się, czy mnie ta książka nie przerośnie.

    OdpowiedzUsuń
  17. dodałem bloga do obserwowanych zapraszam do mnie na imperium lektur :)

    OdpowiedzUsuń
  18. AAAA! Kocham ten antykwariat i często tam zaglądam jak mogę <3



    (PS Zmieniłam nazwę bloga na: http://anty---materia.blogspot.com/)

    OdpowiedzUsuń
  19. Myślę, że miło przeczytać tę książkę przed wizytą we Wrocławiu : )

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie mam szczególnego sentymentu do tego na wskroś niemieckiego miasta, ale książkę chętnie bym przeczytała. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem specjalistką, ani nie mieszkam we Wrocławiu, ale po przeczytaniu "Wypędzonego" Jacka Inglota - wydaje mi się, że to już raczej nie jest "na wskroś niemieckie miasto"...

      Usuń
  21. Nie znam Wrocławia, ale chętnie spojrzę na miasto oczami pana Karolewskiego :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Wielbię Wrocław bezgranicznie! Szczególnie od czasu przeczytania "Świętego Wrocławia" niesamowicie mnie intryguje to miasto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy jesteś z Wrocławia? Jeśli nie, to powinnaś się tam znaleźć 31 sierpnia:)

      Usuń
  23. Zaczarowalam sie recenzja i przypuszczam, ze ksiazka tez sie zaczaruje, wyglada na idealna na mnie :-).

    Szkoda, ze nie ma jej ani w moich bibliotekach, ani na allegro... a Ty gdzie kupilas? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka ukazała się 4 lata temu. Rzeczywiście słabo jest dostępna. Kupiłam ją drogą internetową w magicznym antykwariacie: Szarlatan. Link zamieściłam wyżej w komentarzu do Pani Kornelii:)

      Usuń
    2. Ola, no tam, to rzeczywiscie, powinna byc ;-)))))))))).

      Dzieki wielkie! :-))

      Usuń
  24. Znakomita recenzja - zaproszenie do magicznego świata. Wrocław ostatnio staje się bardzo modny :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń