niedziela, 11 sierpnia 2013

Wieczorem przyjdź na zócalo, Michał Głombiowski

 Tam, gdzie biją serca tubylców
Michał Głombiowski, dziennikarz, fotograf i podróżnik, zaprasza w podróż śladami kultury Majów w Ameryce Środkowej – przez Meksyk, Gwatemalę, Salwador i Honduras. Jego książka to plon ponad trzymiesięcznej wyprawy przez fascynujące, egzotyczne, niezwykle popularne i te mniej znane miejsca.
„Wieczorem przyjdź na zócalo” jest dziennikiem podróży lub powieścią drogi. Próżno tu jednak szukać spiesznej akcji, zawrotnego tempa i krajobrazów migających za oknami samochodów. Autor nie skupia się na spektakularnych aspektach podróży, więc nie poczujemy wiatru we włosach, a lektura nie podniesie nam poziomu adrenaliny. Jeśli jednak czytelnik ma we krwi wędrówkę i włóczęgę, powinien docenić tę publikację, autor ukazuje bowiem prawdziwe oblicze turystycznych atrakcji. „Poznać, pobyć, zrozumieć” – to filozofia podróżowania Michała Głombiowskiego. Sięgając po książkę zapomnijmy o pośpiechu i zagonionym życiu. Mieszkańcy tropików i ciepłych krajów mają specyficzny temperament, ich życie płynie w zupełnie innym rytmie, do którego autor harmonijnie się dostosowuje. Jego podróż nie przypomina wyścigu z czasem i nie trzyma się przewodników. Pewne trasy są zaplanowane, inne podróżnik wybiera intuicyjnie lub kieruje się radami tubylców. Narracja książki stanowi odzwierciedlenie jego sposobu zwiedzania. Jest w niej czas na kontemplację, celebrowanie widoków i zabytków, ale też refleksja nad losem człowieka i zaduma nad historią.
Autor zatrzymuje się w każdym miejscu na kilka dni. Zwiedza okolicę, rozmawia z mieszkańcami, kosztuje regionalnych potraw. Można być pewnym, że pojawi się tam, gdzie najmocniej biją tubylcze serca. Dlatego często zaglądamy na zócalo – plac w centralnym miejscu niemal każdego miasta Ameryki Środkowej, z pięknymi kamienicami w stylu kolonialnym, z kościołem i mnóstwem zieleni, gdzie odbywają się spotkania towarzyskie, tańce i występy. Gdy tylko zapada zmierzch, pojawiają się stoiska z jedzeniem, stoliki, ławki i muzyka. To niezwykle barwne i gwarne miejsca, gdzie można poczuć lokalne „smaczki”, zrobić niezwykłe zdjęcia, gdzie można dotknąć pulsu codziennego życia mieszkańców…
Dzięki zwolnionej narracji autor realistycznie przedstawia uroki wyprawy. Nie możemy przecież liczyć na same atrakcje. Jednym z aspektów podróżowania jest oczekiwanie – długie godziny spędzane na dworcach bądź w autobusach, gdyż lokalne linie nie kursują według rozkładu, a kierowca rusza dopiero wtedy, gdy pojazd zaczyna pękać w szwach. Pomimo niespiesznej relacji krajobrazy i tak zmieniają się jak w kalejdoskopie. Poznamy jedną z najsłynniejszych plaż (a raczej dwudziestokilometrowe wybrzeże z sypkim, białym piaskiem) w Cancún; zachwycimy się słynnymi ruinami w Chichén Itzá, Palenque, Copán, Tikál – zagubionymi w wilgotnej i dusznej dżungli; odwiedzimy górskie kurorty, rezerwaty zwierząt, miasto zdominowane przez artystów malarzy i rzeźbiarzy; poznamy proces suszenia kawy na plantacji i zobaczymy rozległe majątki ziemskie zamożnych hodowców bydła; wreszcie wybierzemy się na wycieczkę, podczas której będziemy mogli poczuć na twarzy temperaturę lawy wypływającej z czynnego wulkanu.
„Wieczorem przyjdź na zócalo” to dziennik napisany z pasją i wrażliwością. Jego lektura uświadomi czytelnikowi jak różnorodna i wielobarwna jest Ameryka Środkowa, z jej przebogatym folklorem, historią i wielokulturowym społeczeństwem. Jestem pewna, że uważny czytelnik odnajdzie w opowieści Głombiowskiego echa książek Cerama, Kapuścińskiego, a nawet Johna Lloyda Stephensa (ojca archeologii Majów) i Fredericka Catherwooda. Świetna lektura na lato.

23 komentarze:

  1. Myślałam dziś o tej książce..;) Ciekawy zbieg okoliczności :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ Ci zazdroszczę! Od momentu w którym dowiedziałam się o istnieniu tej książki, bardzo chcę ją poznać. Ameryka Środkowa jest mi bardzo bliska, nawet jeśli nigdy tam nie byłam. Mam za to cudownych przyjaciół w Hondurasie, Salwadorze i Meksyku i choćby z tego powodu chciałabym przynajmniej odbyć małą literacką podróż. Tytułu z pewnością nie zapomnę więc wcześniej czy później musi się udać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Ci zazdroszczę przyjaciół w tych miejscach. Może sama niedługo będziesz mogła napisać podobną książkę? ;)

      Usuń
    2. Oj naprawdę fajnie by było... Gdyby tylko fundusze były na ich odwiedzenie, jestem pewna że powstałaby przygoda warta opisania :-)

      Usuń
  3. Uwilbiam takie pozycje! :) Pierwszy raz o niej slysze, ale z mila checia przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie zachęciłaś do poszukania książki.O jak to dobrze, że są miejsca gdzie ludzie żyją w rytmie natury. Ja w zasadzie też już tak żyję i to jest to co lubię. Nie spieszyć się, nie chcieć więcej niż się ma i można mieć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest wieczór, a ja właśnie przyszłam na zócalo, znaczy się, na twojego bloga. ;) Brzmi ciekawie. Moi rodzice lubią takie podróże przypominające wyścig z czasem i testują przy tym, ile (tysięcy) zdjęć można zrobić przy tej samej fontannie. ;) Ale ja jestem powolna, chodzę jak żółw wąskimi, zapomnianymi przez wszystkich uliczkami, patrzę godzinami na czyjeś okno, aż robi się ciemno. Wolę (zazwyczaj) takie nieznane miejsca niż te słynne zabytki.
    Pamiętam, jak wybrałam się w Norwegii na rejs po jeziorze. Stoję sobie i patrzę, a tu co chwilę ktoś mnie przeprasza, bo on chce zrobić zdjęcie. Turystów tyle, że wszędzie komuś przeszkadzałam i było mi okropnie głupio.
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że to jest zdecydowanie książka dla Ciebie:)

      Usuń
  6. Nie wiem czy dałabym radę przystosować się do takiego tempa życia. Jestem punktualna i raczej energiczna, więc kilkugodzinne oczekiwanie na autobus przyprawiłoby mnie o palpitację serca :P Ale poczytać o takich przygodach mogę, jak najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Marzy mi się taka podróż jaką odbył pan Głombiowski, a książkę muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nietypowy tytuł :-) Ja wprawdzie gustuje w nieco innych gatunkach literackich, ale moja siostra lubi odkrywać wszelkie wirtualnie zakątki świata, więc jej polecę ową pozycje.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawa recenzja. Na lato jak znalazł, muszę koniecznie zajrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo podoba mi się filozofia „Poznać, pobyć, zrozumieć”, bo w moim odczuciu to istota podróżowania. Muszę opisać książkę do listy wyzwań czytelniczych.

    OdpowiedzUsuń
  11. Super recenzja. Jest w tej książce coś co mnie do niej ciągnie, więc nie pozostaje mi nic innego jak jej poszukać:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Od jakiegoś czasu mam ją w planach, ale jeszcze nie udało mi się jej upolować. Mam nadzieję, że niedługo się to zmieni, bo po Twojej recenzji mam jeszcze większy apetyt na tę lekturę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale Ci się fajna książka trafiła. Pozazdrościć! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Podróż w te miejsca to moje marzenie, ale na razie pozostają mi jedynie lektury i poznawanie tych miejsc z książek.
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
  15. Ależ ja Ci zazdroszczę, wszystko co jest związane z podróżowaniem po prostu uwielbiam !!! Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Aż chciałoby się samemu wyruszyć w podróż śladami autora. ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ostatnio coraz częściej myślę o tej książce. Chyba przygarnę ją i zapoznam się z jej treścią. Może i aż tak za podróżami nie przepadam, ale ta pozycja ma w sobie coś, co sprawia, że koniecznie muszę się z nią zapoznać.

    OdpowiedzUsuń
  18. Oo... Zaciekawiłaś mnie tą książką. Chętnie ją poznam:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń