niedziela, 8 września 2013

CIĄGLE POSZUKUJĘ - z Kornelią Romanowską rozmawia Aleksandra Urbańczyk [LiteraTura, Wrocław 2013]

Aleksandra Urbańczyk: Witam serdecznie Panią Kornelię Romanowską – pisarkę i poetkę. Opublikowała pani dwa tomiki wierszy oraz książkę: Puszka Pandory. W czym pani się lepiej czuje – pisząc wiersze czy prozę?

Kornelia Romanowska: W sumie jest mi ciężko określić, ponieważ poezja nie jest łatwa. W bardzo ograniczonej ilości słów trzeba oddać  wiele uczuć. To jest w poezji najtrudniejsze. W prozie natomiast można się rozwinąć, na ile się chce – można te uczucia opisać. Dla jednych poezja jest trudna, dla innych proza… Ja próbuję się odnaleźć i w jednym i drugim. Najpierw zaczęłam pisać wiersze.Od trzynastego roku bodajże… Zaczęłam więc od poezji. To był mój początek. Ale ona ze mną została. Zawsze będę pisać wiersze, chociaż różnie to bywa, nie zawsze piszę intensywnie. Na przykład teraz piszę tylko jeden wiersz na rok. Natomiast odnosząc się do prozy – w książkach szukam czegoś zupełnie innego.

A.U.: Jako autorka wierszy –  jest Pani  osobą wrażliwą czy „młodą-gniewną”?

Kornelia Romanowska:  Bardziej wrażliwą. Nawet gdy pisałam w okresie buntu gimnazjalnego.  Moje wiersze są raczej ciężkie. Na pewno nie są proste. Nie piszę rymów. Pełno jest poezji rymowanej. U mnie jest inaczej. Wolę  wiersze cięższe, białe, bez interpunkcji, nierymowane, zawiłe metafory…

A.U.: Który z poetów jest Pani przewodnikiem duchowym?

Kornelia Romanowska: Takiego jeszcze nie odnalazłam, choć bardzo, bardzo lubię Wojaczka. Mam nadzieję, że nie zostanie nigdy moim przewodnikiem duchowym, bo źle bym skończyła, ale należy do tych poetów, których czytywałam w szkole, mieliśmy o nich zajęcia. A takich współczesnych, których poznałam gdzieś-tam, uwielbiam Marka Olszewskiego i Kamila Kwidzyńskiego. Ten ostatni – młody pisarz, młodszy ode mnie – pisze niesamowite wiersze. Ma tak niezwykle wrażliwą duszę, że mam nadzieję, że kiedyś ktoś go wyda. I mam nadzieję, że zrobi to porządnie. Że będzie dostępny  jego tomik w księgarni, bo chłopak naprawdę na to zasługuje. Staram się wybierać poezję ludzi młodych, którzy tworzą teraz, są mi  po prostu bardziej bliscy.

A.U.: Napisała Pani książkę: Puszka Pandory. Znalazłam porównanie tej książki do do filmu „Bodyguard”. Czy tego typu porównania są dla Pani deprymujące czy raczej sympatyczne?

Kornelia Romanowska: No tak, takie porównanie w zasadzie spotkałam w jednej recenzji. „Bodyguard” to był generalnie bardzo dobry film i zbierał bardzo dobre recenzje, więc takie porównanie może być dla mnie promocją. W zasadzie uważam jednak, że wiele w mojej książce ma się nijak do filmu, to porównanie podejrzewam dotyczy tematu ochroniarzy, to się od razu nasuwa, bo lubimy tak…

A.U.: …myśleć schematami…

Kornelia Romanowska: …właśnie.

A.U. Jak została książka przyjęta?Jakie są Pani odczucia?

Kornelia Romanowska: O, tutaj było bardzo różnie. Na początku recenzje były przychylne, wrażenia raczej były dobre. Chyba w ogóle trafiłam tylko na trzy, w których zakwalifikowałam się poniżej 3 punktów na 6. Wydaje mi się, że książka nie została jakoś źle odebrana. Myślę, że z powodu, że jest to romans (bo to jest kobieca literatura), jeśli przeczyta ją mężczyzna, może mu się niekoniecznie spodobać. Zawsze trzeba książkę kierować do czytelników, którzy w danej dziedzinie czują się dobrze. Jeśli przeczyta tę książkę kobieta, pomyśli – o fajnie, może być - i da czwóreczkę. A jeśli przeczyta mężczyzna, punkty spadną. Tu trzeba się wstrzelić w rynek.

A.U.: No dobrze, a Pani najbliższe otoczenie? Pani jeszcze studiuje. Czy wszyscy studenci w grupie stanęli na wysokości zadania i przeczytali książkę?

Kornelia Romanowska: Oczywiście, że …  nie.

A.U.: (śmiech)…teraz mnie Pani zaskoczyła…

Kornelia Romanowska: Nie, to wcale nie jest tak, że znajomi, jeśli się tylko coś opublikuje to zaraz pędzą i kupują. Nie. Raczej chcą zostać  o-b-d-a-r-o-w-a-n-i.

A.U.: A najbliżsi przyjaciele?

Kornelia Romanowska: Najbliżsi tak, a ci dalsi, tacy z Facebook’a reagują tak: „fajnie, ale możesz mi dać? Możesz mi podarować, ja przeczytam” Nie bardzo chcą  wspierać czytelnictwo. Zresztą nie mówię tylko o sobie i moim przypadku - młodzi ludzie po prostu nie czytają…

A.U.  Dopiero jeśli zostaną obdarowani, wtedy z przyzwoitości przeczytają…

Kornelia Romanowska: … wtedy tak. Nawet z chęcią wielką. To mnie przeraża. Ja też recenzuję książki, sama bardzo dużo kupuję, bo lubię to robić. Przeraża mnie to, że większość moich koleżanek zamiast czytać woli siedzieć przy komputerze, przy Facebook’u, przy grach, nie wychodzą nawet do ludzi, więc… nie wiem jak to będzie wyglądało niedługo…

A.U.: A Pani? Studiuje pani, uczy się. Jak Pani potrafi to wszystko pogodzić? Pisuje Pani systematycznie czy z doskoku?                                                                
                                                                                                                          [źródło zdjęcia]
Kornelia Romanowska:  Ciężko mi to pogodzić, bo na dodatek jeszcze pracuję. W weekendy się uczę, w tygodniu pracuję, noce mam na pisanie. To jest tak, że nie zawsze znajduję czas, raz w miesiącu czasami… Czasami potrafię pisać cały tydzień, a czasem przerwa jest dwumiesięczna. To zależy od tego jakie mam obowiązki oraz od tego kiedy przychodzi wena.

A.U. : Czy wydaje się Pani, że określiła już swój gatunek literacki czy dopiero poszukuje?

Kornelia Romanowska: Zdecydowanie poszukuję. „Puszka…” jest oceniona jako kryminał, ale tak naprawdę jest romansem. A teraz napisałam obyczajowo-romansowo-fantastyczną książkę, więc to znów w ogóle będzie coś innego. Pisuję też do antologii, nie wiem czy pani słyszała o projekcie: „Halloween po polsku”. To jest horror. Napisałam więc horror.

A.U.: Oczywiście, słyszałam. A skąd taka tematyka?

Kornelia Romanowska: Bo lubię! Ja sama lubię czytać horrory. Uwielbiam oglądać takie filmy.

A.U.: Jaki jest ulubiony pisarz?

Kornelia Romanowska: Graham Masterton. Nie King, to może jest dziwne, ale nie King. King pisze bardzo „psychologicznie”. U niego horror nie jest w sumie horrorem. Nie ma tam przerażających postaci, potworów… U Mastertona podoba mi się to, że opisuje jakieś straszne zło, które uderza w ludzi. A ja się lubię bać czegoś, o czym wiem, że nie istnieje. Natomiast nie lubię czytać o czymś co mogłoby zaistnieć, a jest straszne.

A.U.: Lubi Pani straszyć swoich czytelników?

Kornelia Romanowska: Luuuuuuuubię (śmiech). Dlatego właśnie udzielam się w „Halloween…” i pisząc opowiadanie do pierwszej i drugiej edycji, (a niedługo wyjdzie też trzecia), można popuścić wodze wyobraźni. Pierwsze opowiadanie napisałam o duchach. To bardzo delikatne opowiadanie. Bałam się czy to mi się uda. A drugie jest już straszne. Tu już mamy jakieś rozrywanie ciał… Teraz dopiero było fajnie,  mogłam dać upust w utworze tej agresywności tkwiącej gdzieś tam we mnie.

A.U.: Czy myślała Pani już o tym, żeby wydać samodzielnie jakąś powieść albo własny zbiór opowiadań w tym stylu?

Kornelia Romanowska: Na razie to są tylko pojedyncze utwory. Zobaczymy co będzie dalej. Jeśli chodzi o książkę, to myślę, że teraz, w tym momencie bym się bała napisać horror, bo jeszcze nie czuję się w tym gatunku dość pewnie. Na razie dwa opowiadania mi wyszły. Teraz będzie kolejne. Zobaczymy co będzie dalej. Może w końcu przy tym kolejnym wczuję się bardziej i zacznie mi coś kiełkować. Kto wie? Nie mówię, że nie. Ale jeszcze nie teraz.

A.U.: Zapytam jeszcze o Pani preferencje, jako młodą czytelniczkę. Sięga Pani po czytniki czy raczej woli  książki papierowe?
                                                                                                                                               
                     Krzysztof Pochwicki, Kornelia Romanowska i Marta Grzebuła [źródło zdjęcia]

Kornelia Romanowska: Formy tradycyjne! Wolę książki. Nie wyobrażam sobie: siedzieć w pociągu i trzymać Kindle’a. Wiadomo, że to jest lżejsze. Nie trzeba taszczyć z sobą ciężkich tomów. Ale dla mnie zapach książki tej całkiem nowej, gdy się kupuje… właśnie pierwsze co robię, to ją wącham;)

A.U.: I to jest niepowtarzalne wrażenie.

Kornelia Romanowska: Tak, ja lubię przekartkować sobie coś, zatrzymać się, odłożyć na półkę, wrócić sobie…

A.U.: Jakie są ulubione książki, do których Pani wraca bez przerwy?

Kornelia Romanowska: Bez przerwy mogłabym wracać do Paulliny Simons i jej „Jeźdźca miedzianego”. Po prostu uwielbiam. To jest już trzynaście lat temu wydana książka,  ale jest genialna. Dwa lata temu odkryłam jeszcze pisarkę Santę Montefiore i uwielbiam jej styl. Jej książki są przejmujące, niesamowite, nie można się od nich oderwać po prostu. To są książki z elementami romansowymi, taka literatura kobieca. Jeśli chodzi o horrory, to Masterton, który jest niepowtarzalny. Ogólnie czytam to, co gdzieś mi wpadnie w oko. Gdy idę do księgarni,  gdy wybieram sobie coś, co chcę sobie kupić, to kieruję się opisem z tyłu, a nie okładką, bo ta jest często myląca.

A.U.: Sugerowanie się okładkami nie jest wskazane i chociaż nigdy tego nie robię,  w zasadzie dopiero teraz przygotowując się do wywiadu podczas imprezy „LiteraTura”, doszło do mnie – w jakim stopniu rzeczywiście okładki mogą być mylące.

Kornelia Romanowska: Bardzo! A właśnie większość ludzi kieruje się okładką. Wolę sobie przeczytać z tyłu. W moim przypadku – książkę „ Puszka Pandory” zaliczono do kryminałów, a tak naprawdę – to jest romans. Ludzie sięgając po nią, mają obietnicę kryminału i mogą być zawiedzeni.

A.U. Nad czym Pani teraz pracuje: to jest wiersz, powieść czy opowiadanie grozy?

Kornelia Romanowska: Teraz pracuję nad opowiadaniem grozy do „Halloween…”, ale jednocześnie pracuję nad tą obyczajowo-romansowo-fantastyczną książką, o której też wspominałam.

A.U.: Kiedy będziemy ją mogli przeczytać?

Kornelia Romanowska: Wszystko jest w początkowej fazie, dopiero ją wypuściłam do wydawnictw. Czekam na odpowiedzi, zobaczymy co z tego będzie.

A.U.: Jak to jest. Wydała Pani już pierwszą książkę. Czy to otwarło już jakieś drzwi, przetarło szlaki, czy za każdym razem – podczas wydawania nowego tomiku, książki - całą procedurę przechodzi się od nowa i wszystko zaczyna się od początku?

Kornelia Romanowska: Nie ma z górki. Może gdyby wydał mnie Prószyński, a ja bym została sprzedana w milionowym nakładzie, byłoby inaczej. Dzisiaj ciężko jest sprzedać książkę. Nie mówiąc o całym procesie, który trwa, bo to trzeba wydać, wydrukować, rozesłać do księgarń, wypromować…

A.U.: A Pani? W jaki sposób Pani promowała swoją pierwszą powieść? Pani studiowała, miała sesje, pracowała. Miała Pani czas na spotkania autorskie?

Kornelia Romanowska: Promocja była, ale z mojej strony właśnie. Ja musiałam sobie reklamować książkę. Pierwsze spotkanie autorskie miałam w swojej maleńkiej mieścince.

A.U.: Jak to wyglądało – poszła Pani do biblioteki i powiedziała, że napisała książkę?

Kornelia Romanowska: Nie, sami mi zaproponowali. Usłyszeli, że książka została wydana, więc stwierdzono, że skoro mieszkam tutaj, to nie mogą mi nie zrobić spotkania autorskiego. Więc to była inicjatywa domu kultury.   Było bardzo sympatycznie i fajnie. Później już działałam sama. Weszłam na Facebook’a, założyłam stronę autorską, pozapisywałam się do różnych grup, poznałam innych pisarzy, bardziej doświadczonych, Pytałam ich co można jeszcze zrobić. Rok temu przyjechałam tutaj, do Wrocławia, do Stowarzyszenia Sztukater, co też mi pomogło. Już na terenie Wrocławia miałam 5 spotkań autorskich.

A.U.: Opowiadania, które Pani pisze dla „Halloween…”, napisała Pani z grupą pisarzy skupionych w klubie Tfórców z Facebook’a?

Kornelia Romanowska: Pomysł rzeczywiście wyszedł od grupy Tfórców. To był taki pomysł, który miał w jakiś sposób wypromować czytelnictwo. Może to nie brzmi fajnie, że to są utwory do ściągnięcia za darmo, ale faktycznie – tych pobrań mieliśmy dużo. Z tego wynika, że jednak ludzie chcą czytać, ale … nie wiem co im stoi na przeszkodzie. Tu było za darmo, czyli – fajnie – można pobrać. Nie płacę za to - więc mogę sobie poczytać.

A.U.: Czym jest Grupa Tfórców? Skąd ona się wzięła i jaką ma się satysfakcję należąc do niej?

Kornelia Romanowska: Grupa działa, ale coraz mniej się tam dzieje. Nawet nie wiem czy byłam tam od początków jej powstania. Chyba powstała po to, byśmy mogli się wymienić doświadczeniami. To jest z tego, co pamiętam grupa otwarta… Stwierdziliśmy, że zbierzemy się, poznamy się, wymienimy doświadczeniami, zapytamy o to jak nam wychodzi  promocja. Spróbujemy sobie pomóc, bo samemu przebić się jest trudno. Jeśli się pozna kogoś, kto wskaże jakąś drogę, powie – spróbuj tutaj, spróbuj tam, może ci się uda. Nie wszyscy wiemy gdzie uderzać.  Ta grupa miała nam pomóc w odnalezieniu się w tym świecie.

A.U. Co Pani robi w wolnym czasie, gdy nie ma Pani dostępu do komputera ani pióra – nie może pisać?

Kornelia Romanowska: Jeśli nie mogę pisać, ale mam dostęp do komputera, to robię grafikę komputerową. Skończyłam szkołę graficzną, a grafika to moje hobby.

A.U.: Myślała Pani  w takim razie nad tym, żeby połączyć grafikę z pisarstwem? Czy mógłby powstać jakiś projekt typu – własny tomik wierszy ilustrowany przez Panią osobiście?

Kornelia Romanowska: Nie do końca. Grafika w moim przypadku jest dosyć trudna, bo wbrew pozorom ja nie mam zdolności manualnych. Ja nie rysuję. Robię całkowite obrazy komputerowe od podstaw, przerabiając zdjęcia, które już gdzieś w internecie są. Powstaje jednak z tego całkowicie nowy projekt.

A.U.: Czy szuka Pani kontaktu z czytelnikami, drukuje wiersze na blogu? Szuka Pani opinii czytelników?

Kornelia Romanowska: Wiersze na przykład publikowałam i publikuję na forach internetowych, w szczególności na poezjaart. Prowadzę blog z recenzjami. Na nim umieściłam odnośnik do mojej książki, można wejść i poczytać. Bardziej jednak korzystam z Facebook’a, to jest chyba największe narzędzie komunikacji z kimkolwiek. Wszyscy siedzą na „fejsie”.

A.U.: Zdarza się Pani dyskutować o swojej książce?

Kornelia Romanowska: Zdarza się, choć rzadko. Raczej rok temu. Teraz książka ma dwa lata, więc zaczęła znikać...

A.U. Trzeba wyjść już z czymś nowym…

Kornelia Romanowska: No właśnie, więc teraz chcę zawalczyć…

A.U.: Serdecznie dziękuję za rozmowę, życzę sukcesów w życiu osobistym i zawodowym i wspaniałych tematów do przyszłych książek.

Kornelia Romanowska: Ja także dziękuję.


19 komentarzy:

  1. Nie wiedziałam, że Kornelia jest fanką horroru. No proszę. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo różnorodna osobowość poezja, wiersze, romans, fantastyka i horror :) To trochę jak i ja, z tym, że ja tylko czytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego: TYLKO? Czytanie, to piękna rzecz... Koniecznie sięgnij po książkę autorki, może jesteście pokrewnymi duszami?

      Usuń
  3. Podziwiam autorkę za wytrwałość. Studia, praca, pisanie, ciężko to wszystko pogodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego wynika, że jak się coś kocha - to można:)

      Usuń
  4. Wywiad oczywiście świetny, super się czyta a i rozmówczyni wydaje się być bardzo sympatyczną osobą, tylko jakoś... mnie nie przekonuje i nie mam pojęcia dlaczego. Tak po prostu. Po przeczytaniu wywiadu z Panią Ulą aż chciało mi się wziąć jej książki do ręki i zacząć czytać. Po przeczytaniu tego wywiadu sprawdziłam jedynie, o czym jest "Puszka..." i... nawet to mnie nie przekonało. Ale fajnie, że tak młode osoby czytają, piszą i co najważniejsze dają nadzieję, że warto! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście nie można swoją twórczością trafić do wszystkich. Warto jednak mieć na uwadze, że autorka jest na przysłowiowym "starcie", ufam, że jeszcze nas niejednym zaskoczy:)

      Usuń
  5. Mam specyficzne odczucia po przeczytaniu tego wywiadu. Jest świetny, ale chyba pierwszy raz poczułam, że gdybyś zadała mi niektóre z Twoich pytań, odpowiedziałabym na nie TAK SAMO. Nie wiem czy to kwestia tego, iż uwielbiam zarówno poezję jak i prozę, a jako nastolatka bawiłam się w poetkę, czy ze względu na zamiłowanie grafiką komputerową...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie jesteście pokrewnymi duszami:) Powinnaś koniecznie sprawdzić to czytając książkę lub wiersze pisarki:)

      Usuń
  6. Ależ się ta Pani w Ciebie wpatruje :D świetny wywiad! aż mi się chce przeczytać ten horror, ciekawi mnie co tez pisarka wymyśliła, a skoro sama lubi ten gatunek i zna się na rzeczy, to zapowiada się świetna lektura :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No przecież patrzyłyśmy sobie w oczy, miałyśmy - że tak powiem - dobry kontakt;)

      Usuń
  7. Zdolna "dziewczynka" tak trzymaj Korcia i pisz bo to kochasz................

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedzi
    1. Bardzo miło mi to słyszeć, dziękuję:)

      Usuń