czwartek, 19 września 2013

NIE MA DLA MNIE TEMATÓW TABU - Rozmowa z Anną Teluk-Lenkiewicz, pisarką, autorką książki „Nie każdy jest Rain Manem”, LiteraTura, Wrocław 2013



Jak się zaczęła Twoja przygoda z pisarstwem? Czy to była typowa droga – zawsze  marzyłaś o tym, by pisać – czy raczej życie Cię do tego skłoniło?
O tym, że zaczęłam pisać, zdecydował zbieg okoliczności, a także choroba syna. Jestem osobą silną i wolę działać niż przyznać się, że potrzebuję wsparcia. Stąd moja potrzeba opisania tego, co przeżywam. Książka, którą napisałam, była dla mnie formą terapii. A właściwie okazją do wyżalenia się. Nawet mi do głowy nie przyszło, by zabiegać o jej publikację. Po prostu – zamiast kłaść się na kozetce, wolałam pisać.
W takim razie jak doszło do wydania książki?
Pokazałam jej fragmenty kilku osobom z forum literackiego Weryfikatorium. Reakcje były różne: od stwierdzenia, że jestem beznadziejną matką, aż po zachwyt. Romek Pawlak, Jacek Skowroński – a zatem pisarze, którzy mieli wtedy już spory dorobek – namawiali mnie, bym wysłała ofertę do kilku wydawnictw. Tak zrobiłam, ale nikt książki nie chciał. Zrezygnowałam. Wtedy znowu koledzy mnie wsparli. Wysłałam ponownie, tym razem do oficyn tematycznych, i po trzech dniach przyszła odpowiedź z Fraszki Edukacyjnej, że są zainteresowani wydaniem.
Czy dzisiaj uważasz, że lepiej było wydać książkę pod pseudonimem, czy jednak dobrze się stało, że ukazała się pod prawdziwym nazwiskiem?
Nie, nie chciałabym tego wydać pod pseudonimem. Byłoby tak, jakby to nikogo nie dotyczyło. Komuś mogłoby się wydawać, że historia jest wyssana z palca. Nikt by nie pomyślał, że coś takiego mogło się naprawdę zdarzyć. Nikogo nie skłoniłabym do refleksji.
Czy wydanie tej książki wymagało odwagi?
Nie, byłam raczej zdesperowana. Mam swoją przestrzeń, której staram się bronić. Pozostaje pytanie, jaką cenę przyszło mi za to zapłacić? Na pewno jestem teraz lepiej przygotowana na to, co niesie  przyszłość. Zawsze wychodziłam z założenia, że „co nas nie zabije, to nas wzmocni”.
Co ta książka zmieniła w Twoim życiu i otoczeniu?
Dopóki choroba nie jest wystarczająco znana, takie dziecko, jak moje, jest postrzegane jak „nieznośny bachor”, który wchodzi matce na głowę. Gdy ukazała się książka, ludzie zaczęli postrzegać przypadłość mojego syna jako chorobę, a nie efekt złego wychowania. Przestałam być traktowana jak „niewydolny rodzic”. Ważne było środowisko szkolne. Swego czasu toczyłam walkę ze szkołą, z pedagogami. A nawet z terapeutami, którzy w swej „intencji pomocy” zapomnieli, że mają do czynienia z dzieckiem autystycznym, potrzebującym innego podejścia niż rutyna, jaką oferowali. Nie próbowali się dowiedzieć, w jaki sposób mogą do niego dotrzeć. To był ogromny problem, bo nikt nie zdawał sobie sprawy z zagrożenia życia mojego syna. W szkole natomiast miało miejsce zdarzenie, które opisałam w książce. Zabrano dzieci na basen. Były dwie klasy, czterech wychowawców, trzech ratowników. W tej sytuacji szczytem lekkomyślności było pozostawienie dziecka bez opieki. Niezauważony przez nikogo syn wszedł na zjeżdżalnię przy głębokim basenie i wpadł pod wodę. Zaczął się topić… Przypadek sprawił, że ratownik wreszcie go zauważył i wyciągnął. Dziecko przyjechało do domu i powiedziało: „Mamo, myślałem, że umrę”. Nie ma chyba nic bardziej wstrząsającego dla matki, dla rodziców czy dziadków. Syn miał dziesięć lat i mówił o śmierci…

Dziecku autystycznemu trudno jest pojąć nasz świat. Uczymy je naszego świata, a to nie tędy droga. To my musimy wejść w ich świat. Do tego trzeba jednak trochę wyobraźni. Mówimy często, że dzieciom tej wyobraźni brakuje, ale one mają do tego prawo. My – nie.



Czy po opublikowaniu książki otrzymałaś  jakąkolwiek pomoc, choćby psychiczne wsparcie?
Nie ma pomocy dla rodziców takich dzieci. Jesteśmy pozostawieni sami sobie…
Mówisz o instytucjach, ale czy odezwał się jakiś czytelnik, inny rodzic, który ma podobny problem? Czy są osoby skłonne wymieniać się doświadczeniem?
Odezwało się wielu czytelników. Co dzień przychodziły maile od matek dzieci autystycznych. I każda pisała: „Ta książka jest o mnie!”. Chyba nie przesadzę, jeśli powiem, że grubo ponad połowa z nich doświadczyła tego samego, co ja. Przede wszystkim zostały opuszczone przez ojców dzieci. Problem polega bowiem na tym, że mąż czy partner nie potrafi zaakceptować choroby, której nie widać. Może z widocznym inwalidztwem – np. gdy dziecko porusza się na wózku – łatwiej się pogodzić…? Jeśli jednak dziecko wygląda na zdrowe, a mimo to jest inne, niż sobie wyobrażaliśmy, sytuacja drastycznie się zmienia. W takich przypadkach, jak sądzę, ojcowie negują chorobę dziecka, obwiniają matkę za to, że nie potrafi go wychować, jest zbyt pobłażliwa. Nie wytrzymują presji. Uważają, że skoro są przeciwko dzieciom, to w końcu staną się wrogami swych żon, więc odchodzą. Matki zostają same, nikt ich nie wspiera… Wiele osób zwracało się nawet do mnie z pytaniem, co robić.
Traktowana byłaś jak poradnik?
Tak. Ja jednak nie czułam się kompetentna, żeby udzielać porad. Po prostu opisałam w książce sytuacje, w których lepiej lub gorzej sobie poradziłam, ale też takie, którym nie podołałam. Nigdy nie czułam się dobrze w roli autorytetu, arbitra rozstrzygającego jak ktoś powinien postąpić.
Czy uważasz, że nasze społeczeństwo „dojrzało” do dyskusji o problemie autyzmu?
Dobre pytanie… Staram się w to uwierzyć. Mamy ograniczoną wyobraźnię i postrzegamy rzeczywistość przez pryzmat własnej osoby. Litujemy się nad zwierzętami, a jesteśmy obojętni wobec ludzi nie przystających do naszego „wzoru normalności”. Ktoś mi kiedyś powiedział, że zwierzęta same się nie obronią, trzeba więc organizować na ich rzecz kampanie społeczne. A kto uchroni dorosłych autystów, kiedy zabraknie im rodziców? Myślę, że należy rozpocząć publiczną debatę na ten temat. Nadziei na jego nagłośnienie nabrałam zaraz po publikacji książki, ale szybko się okazało, że ludzie niekoniecznie pragną takiej lektury.
Napisana jest już kontynuacja książki „Nie każdy jest Rain Manem”. Jest w niej mowa m.in. o śmierci. Opisałaś umierającą kobietę, którą trzeba zabrać ze szpitala, a rodzina nie ma na to ochoty. Czy wyszukujesz specjalnie  trudne tematy, czy podsuwa je samo życie? Nie ma dla Ciebie tematów tabu?
Chyba już nie ma. Życie dało mi mocno w kość. Przeprowadziło na mnie eksperyment dotyczący zachowania w sytuacjach ekstremalnych. Myślę, że nie ma dziś tematu, którego nie byłabym w stanie podjąć. Nawet w publicznej dyskusji. Wręcz mi na tym zależy. Nie możemy się godzić na samotność umierających. Opieka nad nimi to nasz obowiązek. Tak to pojmuję. Nasze matki nie usprawiedliwiały się brakiem czasu, pracą, obowiązkami domowymi czy życiowymi planami. Teraz kolej na nas. Dla mnie to oczywiste. Jeżeli umierający człowiek chce do domu, to jest jego święte prawo. A nasz święty obowiązek. Nie ma alternatywy.

W domu masz przez całą dobę ostry dyżur. Jak się regenerujesz? Gdzie szukasz siły?
Tak, jestem w gotowości bojowej przez 24 godziny. Teraz mam o tyle lepiej, że syn dość dobrze sypia w nocy. Bywają jednak trudne chwile, bo po całym dniu na pełnych obrotach jestem zmęczona, a mam przecież obowiązki wobec pozostałej trójki dzieci. Na pisanie zostaje już mało czasu, dlatego nie piszę tyle, ile bym chciała. Kiedy się regeneruję? Na przykład na takim spotkaniu, jak tu, podczas LiteraTury we Wrocławiu. To dla mnie prawdziwy zastrzyk energii. Bardzo mnie cieszą spotkania z młodymi ludźmi, na których egoizm czy obojętność wciąż narzekamy, a tymczasem oni chłoną wszystko, co im przekazujemy. Pozostaje pytanie, co mamy im do zaoferowania.
Złapałaś już pisarskiego bakcyla, prawda? Prowadzisz blog, na którym publikowane są Twoje opowiadania utrzymane w konwencji fantasy. Nie skupiasz się  już tylko na opisywaniu tego, co Cię spotyka.
To prawda.
Co  spowodowało, że sięgnęłaś  po temat… zagłady Romów?
Po prostu dowiedziałam się prawdy. Zobaczyłam jak to było…
Jak zetknęłaś się z historią Romów?
Żyję w mieście, gdzie mieszka ich bardzo wielu. Uderzyło mnie to, że są postrzegani jako zło konieczne. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że traktowani są jak „chłopcy do bicia”, w myśl zasady „kowal zawinił, Cygana powiesili”. Moja koleżanka, która poślubiła Cygana, wspomniała mi o kodeksie „romanipen”, zbiorze zasad honorowych, który np. nie pozwala Romom zostawiać swoich kobiet na pastwę losu. Wciągałam się w ich świat i usłyszałam wiele różnych opowieści. Zaczęłam drążyć. Mam taki charakter, że gdy coś zacznę, to muszę doprowadzić do końca. Nie było łatwo ze względu na brak źródeł. Cyganie nie gromadzą dokumentów, wspomnień, nie piszą pamiętników, nie zbierają fotografii. W pewnym momencie wydawało mi się więc, że przedsięwzięcie przerasta moje siły. Paradoksalnie dało mi to potrzebny zastrzyk energii. Usłyszałam o Alfredzie Nonci Markowskiej, która uratowała pięćdziesięcioro dzieci romskich i żydowskich podczas II Wojny Światowej. Dotarłam do Związku Romów Polskich, do Instytutu Historycznego, zaczęłam szperać w dokumentach. Dzięki prezesowi Instytutu dowiedziałam się rzeczy, które nie chciały pomieścić mi się w głowie. I zapragnęłam to opisać.
Już wcześniej zresztą miałam wiele sympatii dla Romów. Moi rodzice urodzili się w przedwojennej Polsce. Mieszkali w małej miejscowości, gdzie przedstawiciele wszystkich narodowości żyli zgodnie. Byli tam i Żydzi, i Polacy, i Litwini, a w okolicznych lasach – Cyganie. Ojciec opowiadał mi, że w tamtych czasach ludzi się nie dzieliło. Jeżeli Cyganka przyszła po mleko, to je dostawała, a w zamian na przykład odmawiała nad noworodkiem własne błogosławieństwo. Nikt nie traktował tego jak relikt pogaństwa. To był gest dobrej woli i wyraz sąsiedzkiego szacunku.
My mamy własną historię, kulturę. Dla nas na przykład dom jest przestrzenią. Natomiast dla Romów przestrzeń jest domem. Wtłoczyliśmy ich w cztery ściany, odbierając im udomowioną przestrzeń, ich azyl. Jeżeli ktoś zmusi nas do życia w zamknięciu, odbierze marzenia, wierzenia, wolność po prostu, to prędzej czy później oszalejemy.

Jak długo przygotowywałaś się do napisania tej książki?
Cztery lata.

A ile czasu poświęciłaś na pisanie?
Również cztery lata. Pisałam etapami. Najpierw powstała część dziejąca się współcześnie. Potem robiłam notatki, które sukcesywnie wprowadzałam do fabuły, konfrontując ją z materiałami źródłowymi.
Czy można już tę książkę przeczytać?
Jeszcze nie. Ukaże się w 2014 roku.
Czy konsultowałaś ją z przedstawicielami Romów?
Tak. Cały czas współpracuję ze Związkiem Romów Polskich w Szczecinku.
Jakie były ich reakcje na powieść?
Muszę powiedzieć, że nie spotkałam jeszcze ludzi tak otwartych, chętnych do pomocy, z takim sercem i zaangażowaniem. Byłam zaskoczona. Mam przecież kontakt z Cyganami, moje dzieci bawiły się z dziećmi romskimi, wychowali się na jednym podwórku. Bywałam w ich domach. Bzdurą jest, że oni nie dbają o mieszkania. Mają bardzo piękne domy. Zdarza się oczywiście patologia, ale przecież tak samo jest u nas. To są ludzie niezwykle radośni, pełni życia. Po prostu dobrzy. Ale nie wolno ich nawracać…
Myślałaś już  nad kolejnym tematem? W jakim kierunku teraz  podążysz? A może musisz  troszkę odpocząć?
Miałam zamiar trochę odsapnąć, ale jednak się na to nie zanosi. Mam zamiar napisać powieść o przedwojennej Polsce, o obecnych terytoriach Litwy. Właśnie o tym, o czym wcześniej wspominałam: o sąsiedzkiej solidarności. O Ukraińcach, Litwinach. Także o Żydach, postrzeganych wyłącznie jako handlarze. A przecież oni uratowali życie wielu Polakom. To jest kawał dobrej historii. Trzeba ją opowiedzieć, obojętnie jakim kosztem. Należy pokazać, że świat nie dzieli się jednoznacznie na czerń i biel. Wszystko ma swoją przyczynę. Jeżeli dzisiaj ludzie są źli, to znaczy, że gdzieś po drodze popełniliśmy błąd…
Myślą przewodnią Twoich utworów stała się walka ze stereotypami. Życzę wytrwałości na tej drodze. Czekamy na Twoje książki. Bardzo dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Aleksandra Urbańczyk



                                                                  [źródło zdjęcia]
Na zdjęciu grupowym od lewej: Katarzyna Szewczyk, Ewa Bauer, Krystian Głuszko, Anna Teluk-Lenkiewicz, Kornelia Romanowska, Urszula Jaksik - uczestnicy eventu: LiteraTura, Wrocław 2013

36 komentarzy:

  1. Super wywiad, autorki nie znam, ale z chęcią poznam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm...Nie czytałam „Nie każdy jest Rain Manem”, ale książka już teraz dała mi do myślenia...Muszę ją przeczytać...

    OdpowiedzUsuń
  3. Z ogromną ciekawością przeczytałam wywiad! Temat autyzmu jest mi znany z wielu książek naukowych, jednak dobrze byłoby zaznajomić się z perspektywą kogoś, kto doświadcza problemu bezpośrednio, czyli perspektywę "życiową", że tak to ujmę. Bardzo zainteresowała mnie książka tej autorki. Z chęcią bym ją przeczytała. Projekt dotyczący Romów również wygląda obiecująco. Ten temat jest mało eksploatowany przez polskich autorów.
    Świetnie, że przybliżasz nam w tak doskonałej formie sylwetki polskich autorów, jakby mniej promowanych czy znanych, ale ich książki być może są bardziej wartościowe niż wszystkie bestsellery razem wzięte.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Książka Ani, to książka napisana przez "życie" - polecam!

      Usuń
  4. Wspaniały wywiad. Aż nabrałam ochoty, aby przeczytać książkę, która była swoistą terapią autorki. Czytając o chorobie jej dziecka łzy mi leciały. Jestem osobą wrażliwą, zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci, które nie są przecież niczemu winne. Mam nadzieję, że autorka będzie miała w sobie przez kolejne lata tyle siły, co teraz, a nawet więcej. Wierzę, że da radę, jej dzieci również. Będę z całego serca trzymała kciuki za nią, jej rodzinę, a także za to, ile robi, jak robi i ile serca w to wkłada. Naprawdę podziwiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Następny znakomity wywiad w Twojej kolekcji! Podziwiam autorkę za podjęcie trudnego i bolesnego dla wielu tematu zagłady Romów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z "kolekcji" - jak to ładnie brzmi:) Bardzo Ci dziękuję... Mam nadzieję, że Ania czyta te wszystkie komentarze i to jej doda ducha i optymizmu w jej drodze do wydania książki:)

      Usuń
  6. O autorce słyszę po raz pierwszy, interesujący wywiad, a chętnie poznam twórczość pani Anny :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i pozdrawiam wzajemnie:)

      Usuń
  7. Super:) Anię poznałam osobiście na LiteraTurze, kobieta godna szacunku:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Strasznie brzmią słowa, że w Polsce nie ma pomocy dla dzieci takich jak syn autorki. Niestety, wiem, że to prawda. Chore dzieci są lekceważone, ich rodzice nie mają żadnego wsparcia. Historia z basenem - okropna. Nie słyszałam wcześniej o książce pani Teluk-Lenkiewicz, ale poszukam jej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na blogu pisarki znalazłam historię, w jaki sposób urzędy traktują rodziców i ludzi, którzy szukają pomocy. To historia jak z Kafki...

      Usuń
  9. Rewelacyjny wywiad! książkę muszę zdobyć i jak najszybciej przeczytać "Nie każdy jest Rain Manem"! mam kuzyna z Zespołem Aspergera, a to choroba mieszcząca się w spektrum autyzmu. Autorkę szczerze podziwiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Olu, gratuluję naprawdę wspaniałego wywiadu. Dzięki Tobie usłyszałam o autorce, po której książki z pewnością sięgnę. Temat autyzmu jest u nas nadal swoistym tabu, więc warto mówić o nim głośno. Nie ukrywam też, że zainteresowała mnie także kolejna książka, ta o Romach.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) Tak, autorka sięga po trudne tematy, ja też czekam na książkę o Romach, a także po następną.

      Usuń
  11. Niestety nic nie czytałam, z twórczości tej autorki, ale serdecznie gratuluję Ci wywiadu. Świetnie się czytało :)
    http://qltura.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo dobry wywiad. Ciesze się, ze coraz więcej osób dowiaduje się o Ani i o tym, co ma do powiedzenia. A jest to inteligentna i pokorna osoba, która nowi w sobie wielką mądrość. Jej pierwszą powieść czytałem z dużym zaangażowaniem, to książka nasycona potężnymi dawkami emocji. Teraz czekam na drugą książkę. Kibicuję jej w każdym wyborze, a dokonuje ich codziennie jak każdy z nas, z tym że właśnie jej "całodobowy ostry dyżur" czyni z niej osobę wyjątkową.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję:) Podpisuję się pod słowami dotyczącymi Ani. Oczywiście pamiętam Wasz wywiad, także przykuł moją uwagę:)

      Usuń
  13. Świetny wywiad. Twórczości autorki niestety nie znam, ale mam nadzieję, że kiedyś się to zmieni. Jestem pod wrażeniem profesjonalnego podejścia pani Anny do tworzenia danej powieści.Przygotowywania trwały cztery lata i drugie tyle proces pisania. Myślę zatem, że musi być to bardzo dobrze dopracowana powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jest na dobrej drodze do ukazania się:)

      Usuń
  14. To bardzo delikatny temat i podziwiam autorkę za wszystko. Jeśli tylko będę miała okazję to na pewno przeczytam jej książkę.

    OdpowiedzUsuń
  15. No więc Olu oczywiście, że czytam i oczywiście moje myśli wędrują do wszystkich komentujących, których w tym momencie pozdrawiam i dziękuję jednocześnie za tak ciepłe wpisy :)
    Jestem szczerze wzruszona :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Niesamowity wywiad. Podziwiam odwagę autorki.

    OdpowiedzUsuń
  17. Jednej ważnej rzeczy zapomniałam dodać mianowicie podziękowań Romkowi Pawlakowi, Władkowi Zdanowiczowi, Ani Klejzerowicz, Magdzie Witkiewicz i wszystkim ludziom ze środowiska, którzy tak bardzo mnie wspierają w tym co robię :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Gratuluję wywiadu :) Może też kiedyś uda mi się przeprowadzić równie ciekawy :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Super wywiad! Uwielbiam czytać takie rzeczy na blogach:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Autorka jest niesamowitą osobą, takie połączenie mądrości z szaleństwem. ;)
    Słucha się jej genialnie, jak się czyta - jeszcze nie wiem. Ale się dowiem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Autorka jest mi nieznana, dlatego tym bardziej dziękuję za świetny wywiad i przybliżenie mi jej osoby:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  22. Doskonały i ogromnie interesujący wywiad. Pomimo, iż byłam na spotkaniu Literatura Tura I we Wrocławiu, to nie udało się mi się bliżej poznać pani Anny. Przecież było nas na spotkaniu wielu oraz sporo czytelników. To oni, czytelnicy, byli wtedy dla nas najważniejsi. Cieszę się, że mogę dzięki wywiadom pogłębić wiedzę na temat niektórych autorów.
    Książkę już zamówiłam. Podziwiam każdą matkę, która musi borykać się z chorobą dziecka, a szczególnie w sytuacji, gdy nie ma żadnej, instytucjonalnej pomocy.

    OdpowiedzUsuń
  23. Bardzo interesujący wywiad. Autorka wydaje się bardzo inteligentną i fascynującą osobą, to jak sobie ze wszystkim radzi jest naprawdę godne podziwu.

    OdpowiedzUsuń