środa, 25 września 2013

POEZJA JEST DLA MNIE MUZYKĄ DUSZY - rozmowa z Katarzyną Georgiou, wrocławską poetką, autorką tomików "Dychotomia Mojej Kobiecej Natury", "Światy dwa w pogoni za Leśnym Lichem", LiteraTura, Wrocław 2013

Jest Pani anglistką, nauczycielką muzyki i wychowania przedszkolnego. Mówi Pani o sobie, że jest „czarownicą w służbie dzieci”. Jak to rozumieć? Czym są dla Pani zajęcia z dziećmi?
Nie ja tak mówię o sobie – dowiedziałam się o tym z tytułu wywiadu dla „Dzierżoniowskiego Tygodnika Powiatowego” i nie protestowałam, gdyż przedstawienie mojej działalności literacko-wychowawczej jako służby magicznej ujęło mnie. Zajęcia z dziećmi są radością i zabawą, której w dorosłym życiu mamy niedosyt. Jest to czas magiczny, bo spędzony – z zamysłem rozbudzania twórczego myślenia u dzieci – na poddawaniu się bezkresowi wyobraźni. Tak dzieci, jak i dorośli zanurzają się w świat innych doznań, w którym mogą być wszystkim, co sobie wymarzą. Chętnie i po raz kolejny wyjaśnię, że „wiedźma”, synonim „czarownicy”, oznacza widzącą matkę, czyli po prostu mądrą kobietę. Warto sprawdzić etymologię jakiegoś słowa, zanim ulegniemy jego stereotypowemu rozumieniu.
Od wielu lat prowadzi Pani zajęcia przedszkolne. Zajmowała się Pani tym w Kanadzie, w Polsce prowadzi Pani warsztaty. Jakie są różnice w sposobach prowadzenia takich zajęć i w wychowaniu dzieci za oceanem i u nas?
W Polsce również aktywnie pracuję z dziećmi, co prawda obecnie jako anglista, ale także w grupach przedszkolnych. Różnica jest kolosalna w programowaniu struktury zajęć i metodach planowania. W Kanadzie planowałam razem z dziećmi – tzw. curriculum web (sieć programowa) – i realizowałam projekty, ukierunkowując je na dynamiczne i wciąż liczniejsze pomysły dzieci. Od prostego budowania domków z klocków dochodziliśmy wspólnie do konstruowania nadrzewnego domu dla hodowanych w klasie chomików, wraz z zapewnieniem im bezpieczeństwa pożarowego, drogami ewakuacyjnymi, pomieszczeniami do zabawy, a skończyło się na obserwacjach rozrodu naturalnego u pary naszych pupili, mierzeniu i ważeniu ciężarnej samicy i sporządzeniu kalendarza obserwacji ciążowych, znajdowaniu informacji na temat życia tych zwierzątek na wolności, wycieczce do sklepu zoologicznego i rozmowach z weterynarzem. I to wszystko u pięciolatków! W Polsce model długofalowych projektów z dziećmi i praca bez podręczników (jestem przerażona podręcznikami dla czterolatków!) jest w większości placówek w zasadzie niemożliwa, a przynajmniej nie w tak szerokim zakresie. Odnoszę wrażenie, że w Polsce nie traktuje się dzieci poniżej wieku szkolnego jako partnerów w podejmowaniu decyzji dotyczących wspólnoty grupowej ani w stanowieniu o przedmiotach zainteresowań, które później nauczyciel powinien obudować programem. Piszę o takiej pracy w artykułach pod nazwą „Z pamiętnika pomysłowego belfra”. Miałam też pokaz slajdów z tego akurat projektu podczas prezentacji o sztuce dziecięcej jako inspiracji w Teatrze Arka na wrocławskiej LiteraTurze.

Na czym polegają warsztaty literacko-plastyczne, które prowadzi Pani z dziećmi?
Najprościej mówiąc, na połączeniu części literackiej, kiedy rozmawiam z dziećmi o tym, jak i dlaczego powstaje książka, jaką rolę pełni wyobraźnia w procesie tworzenia i oczywiście czytam im moje wiersze, z częścią plastyczną, kiedy dzieci tworzą rzeźbę, płaskorzeźbę, collage lub rysunek. Prace, które mnie poruszą, a popularnie mówiąc – chwycą za serce, są fotografowane. Do wybranej, traktowanej jak ilustracja, piszę wiersz. Wiersz wysyłam na maila do nauczyciela, biblioteki lub rodzica, jako pamiątkę wspólnej pracy twórczej.

Pisze Pani książki dla dzieci. Profesor Miodek nazwał „Dziecięcy świat. Tomik wierszy dla smyków z wyobraźnią” świeżym oddechem na tle tego, co serwuje literatura dziecięca. Czy do napisania tej książki przyczyniły się zajęcia, które Pani prowadzi? Kto kogo inspiruje: dzieci Panią czy na odwrót?



Oczywiście, że te zajęcia przyczyniły się do powstania książki z wyeksponowaniem sztuki dziecięcej. Mali Wielcy Ludzie z ich bezpośrednimi zachowaniami, pomyłkami, humorem sytuacyjnym, naśladowaniem podpatrzonych zachowań dorosłych czy wreszcie nieokiełznaną wyobraźnią są niewyczerpaną studnią inspiracji. Mam nadzieję, że choć troszkę inspiruję dzieci do twórczego i samodzielnego myślenia, bo one codziennie mnie zadziwiają i nieskończenie fascynują. Szkoda, że tak relatywnie szybko nadchodzi moment, gdy oznaki indoktrynacji świata dorosłych zaczynają przejawiać się w ich zachowaniu i myśleniu. Zanika wówczas obraz beztroskiego dziecięctwa i szczerości.
Wykorzystała Pani do zilustrowania tej książki dziecięce rysunki swojego syna. Efekt okazał się niezwykły, a książka stała się dla Pani podwójnym powodem do dumy…
To był podarunek dla mojego syna. Utrwaliłam w wierszach świat jego dziecięctwa i pierwszych kroków w przedszkolnej społeczności. Można by rzec – ratowałam jego widzenie świata od przyszłego zapomnienia. Wizualizuję sobie, jak czyta tę książkę swojej córce lub synowi… A teraz ja czytam ją innym dzieciom, by doświadczyły tego, że ich świat i umiejętność jego utrwalania w obrazach, są równoważne z wizjami ludzi dorosłych.
Inną książką, także związaną z dziećmi, jest „Imagination’s Light. Funky Poems for Kids”, która ma wspomagać naukę języka angielskiego. Jest Pani jedną z nielicznych osób, które doceniają naukę przez zabawę. Czy odbiera Pani sygnały, że książka jest wykorzystywana do pracy z dziećmi?

Ci, którzy ją nabyli, a sporo nauczycieli anglistów/studentów przeszło przez moje ręce w czasie, który minął od jej napisania, używają jej z dobrym skutkiem. Dzieci chętnie się uczą na bazie humorystyczno-sarkastycznych wierszyków, których rymy wpadają w ucho i pozostają w słowniku sytuacyjnym. Co do ogólnopolskiej dystrybucji, jestem pełna wątpliwości, gdyż promocja tej pozycji przez wydawnictwo ograniczyła się w zasadzie do linków w Internecie i hurtowniach, zamiast skupić się na dotarciu do grupy docelowej – szkół i przedszkoli z językiem angielskim w programie.
Autorką ilustracji do tej książki, będących formą kolażu, patchworku, jest Pani siostra, Wirginia Issel-Balcar. Te niezwykłe prace można podziwiać również na autorskiej stronie pani Wirginii. Jak doszło do Waszej współpracy?
Jestem wielką fanką talentu artystycznego siostry. Mam wiele jej prac patchworkowych w swoim domu. Gdy tylko zebrałam wiersze w tomik, zwróciłam się do niej z propozycją nie do odrzucenia, a mianowicie z siostrzanym szantażem. Musiałam przetłumaczyć jej te wiersze na język polski, by obecny w nich humor mogła przełożyć na język obrazu – i musi pani przyznać – zrobiła to znakomicie. Moja siostra potraktowała ilustrowanie z pełnym poświęceniem – była wówczas w dość zaawansowanej ciąży z trzecim dzieckiem. Jej patchworki zaś to istne cuda, dopracowane w najdrobniejszych szczegółach.
Tomiki poezji ilustruje Pani fotografiami własnego autorstwa albo kolażami portretów swoich i syna. Duże znaczenie przywiązuje Pani do tego, by treść i ilustracje stanowiły harmonijną i spójną całość. Nie zaufałaby Pani innemu ilustratorowi?
Raczej nie. Miałam próbkę umiejętności kilku ilustratorów z paru wydawnictw, szczególnie gdy szukałam kogoś do książki angielskiej… Szybko wyzbyłam się złudzeń i w te pędy powędrowałam do siostry. Kolaże do albumu i pierwszego tomiku poezji w oprawie grafiki komputerowej robiła dla mnie artystka z Wybrzeża, Teresa Kiara Duńska, która po prostu jest z tej samej światopoglądowej bajki, co ja i doskonale wyczuwa, w jaki sposób wykorzystać moje fotografie w kompozycji baśniowo-magicznej, na którą zawsze kładę nacisk w oprawie plastycznej moich książek.
Jakie książki czytała Pani synowi? Czym jest dla Pani wspólne, głośne czytanie?



Wspólne czytanie to forma relaksu i czas spędzony w krainie baśni, który nigdy nie jest czasem straconym. Książki to okna na świat, to połączenie z bankiem danych przeszłych pokoleń, ich odczuwaniem świata. Mojemu synowi czytałam Andersena, baśnie ludowe różnych narodów, w tym indiańskie, wiersze Brzechwy, Tuwima, Czechowicza, opowiadania Mariusza Urbanka, „Akademię Pana Kleksa”, „Trudne słówka. Niepoważny słownik rodziny Miziołków” Joanny Olech i wiele innych. Po pierwszej klasie sam zaczął czytać lektury na głos, a po cichu „Włóczęgi Północy”, opowiadania Andrzeja Zimowskiego nadsyłane przez samego autora – tego samego, który napisał posłowie do mojego najnowszego tomiku „Światy dwa”. Już niedługo zacznę mu podrzucać Nienackiego i serię „Tomków” Szklarskiego, zachowane do dzisiaj z mojej młodzieńczej biblioteki.
W księgarniach widuje się pięknie wydane albumy przeznaczone dla młodych rodziców, by mogli w nich upamiętniać radosne chwile spędzane z własnym maluchem. Pani natomiast pomyślała o kobietach w ciąży, które dopiero czekają na największą przygodę swego życia. Napisała Pani dla nich tomik „Czas obietnicy – Macierzyństwo magiczne”. Jak został przyjęty przez czytelniczki?
Cały nakład autorski szybko się rozszedł, musiałam domawiać w wydawnictwie. Wiele pań uznało to za znakomity prezent dla bliskich im kobiet oczekujących na dziecko. Tym bardziej, że album połączony jest z kalendarzo-pamiętnikiem, przeznaczonym do zapisków własnych doznań i doświadczeń. Mnie interesowała intymność pamiętnika i oprawa artystyczna sugerująca czas magii, jakim jest przeistaczanie się kobiety w matkę. „Piękne” albumy z księgarń i supermarketów są taką komercją, że szkoda czasu na ich wspominanie. Zbiór wierszy w „Czasie obietnicy” oddaje emocje okresu macierzyństwa i dziecięctwa, a przede wszystkim miłość w najczystszej postaci – matki do dziecka.
Uczestniczy Pani w warsztatach rozwoju osobistego dla osób dorosłych. Jak można dostać się na takie warsztaty i na czym one polegają?

Warsztaty rozwoju osobistego wydobywają z człowieka, świadomie bądź podświadomie, wiele blokowanych emocji, scalając w ten sposób zagubione fragmenty duszy bądź lecząc nieprzepracowane wcześniej relacje. Od naszego podejścia do tematu zależy jak wiele się nauczymy i wydobędziemy z doświadczeń innych uczestników warsztatów. Na tym etapie rozwoju mojej świadomości uczestniczę w spotkaniach Kobiecych Kręgów i warsztatach zielarskich, dzieląc się zdobytą wiedzą i pobierając nauki od ludzi wyrażających swój nierozerwalny związek z Naturą. Na takie warsztaty, jak te, poprzez które się rozwijam, trzeba być wprowadzonym przez znajomych, którzy znają prowadzących je ludzi. Jest wiele osób, chcących wykorzystać emocjonalne potrzeby innych do własnych celów i dla zarobku, lecz nie dających niczego w wymianie energetycznej – ogłoszeń jest wszędzie bez liku, tak w prasie, jak i w Internecie.
Mieszkała Pani przez 16 lat w Kanadzie. Za czym najbardziej Pani tęskniła? A za czym tęskni Pani teraz?
Hmm, będąc w Kanadzie najbardziej tęskniłam za rodziną. A teraz tęsknię za przestrzenią, jaką Kanada oferuje podróżnikom zainteresowanym poznaniem kraju i nauk jej rdzennych mieszkańców. Tęsknię również za otwartością na odmienność, doświadczoną w kraju tygla narodowościowego, której definitywnie brakuje w Polsce.
Używa Pani na blogu pseudonimu Skalny Kwiat. Skąd ta nazwa?
To moje indiańskie imię nadane w dzieciństwie, a zweryfikowane przez życie. Utkwiło mi ono w pamięci z czasów zabawy w Indian na obozie harcerskim w Ustce, gdy miałam sześć lat. Zostałam nim obdarzona w specjalnej ceremonii, po powrocie z samodzielnej wyprawy do Wielkiej Sosny po igłę świętego drzewa, kiedy udowodniłam sobie, że jestem warta nadania indiańskiego imienia, bo pokonałam strach odosobnienia, wykonując jednocześnie zlecone zadanie. Skalny Kwiat jest do dziś moim pseudonimem artystycznym i najtrafniej oddaje mój charakter… Czasem jestem nazywana Szarotką Alpejską, a to kwiat wytrzymały i odporny, odradzający się w ekstremalnych warunkach.

Czym jest poezja w Pani życiu? Czyją poezję Pani ceni?
Poezja jest dla mnie muzyką duszy. Bliska mi jest liryka Herberta, Leśmiana, Poświatowskiej, Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Tuwima, Achmatowej, Yeatsa… To nazwiska, które na poczekaniu przychodzą mi do głowy, ale generalnie poezję wielu współczesnych autorów przeżywam równie mocno…
Publikuje Pani na własnej stronie internetowej wiersze swego ojca. Czy był on jednym z przewodników duchowych, dzięki którym została Pani poetką?
Nie wiem, czy można rolę mojego ojca określić mianem przewodnika duchowego. Na pewno zaszczepił we mnie miłość do słowa i książek, a także dociekliwość w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Jest moim najsurowszym krytykiem i zawsze pierwszą osobą czytającą wersję „do druku”. To, co zostanie przez niego zweryfikowane jako cenne, jest poddawane dalszej obróbce korektorsko-redakcyjnej. Tak po cichutku powiem, że moje publikacje popchnęły go do pisania wierszy i esejów, które przynosił mi do czytania. Upubliczniam niektóre jego prace, za jego zgodą oczywiście, bo uważam je za cenne w przekazie pewnych wartości i sposobu myślenia i oceniania rzeczywistości.
Szalenie intrygujący jest świat Pani wyobraźni. „Dychotomia Mojej Kobiecej Natury”, „Światy dwa w pogoni za Leśnym Lichem” – już same tytuły uwypuklają sprzeczności, które podkreśla Pani w swych utworach. Skąd ta dwubiegunowość w postrzeganiu rzeczywistości?
Myślę, że docieram do swojego wewnętrznego dziecka, które domaga się poświęcenia mu uwagi – do tej małej dziewczynki, która musiała zbyt szybko dorosnąć w momencie rodzinnych zawirowań… Zaś co do postrzegania rzeczywistości to nasz świat jest dualny i zachowuje się w dwojaki sposób, można by rzec, iż bawi się z ludzkim umysłem w chowanego… Staram się włączyć w tę grę. Rzeczywistość jest wielopłaszczyznowa i na podobieństwo zwierciadła ma dwie strony – fizyczną, której możemy dotknąć i metafizyczną, będącą poza zasięgiem naszej percepcji. Obie strony fascynują ludzi od wieków. To dwa światy, światy dwa – a w nich my, w pogoni za marzeniem.

Czy tytułowy wiersz z „Dychotomii…” jest Pani portretem psychologicznym, czy może obrazem Pani duszy?
Powiedziałabym, że raczej portretem psychologicznym. Uświadomiłam sobie sprzeczności mojej natury podczas pobytu w szpitalu, po mikroudarze. Zapisałam je, łypiąc na kartkę jedynym zdrowym okiem. Miałam wtedy bardzo dużo czasu na myślenie, i to wyostrzone pod wpływem szoku, że życie jest jednak kruche i może się zakończyć z powodu pęknięcia w mózgu byle naczynka… To, co mi w duszy gra, to już zupełnie inna bajka. Ta właśnie ze „Światów dwóch”.
Podkreśla Pani w swoich wierszach konflikt natury ludzkiej: „paradoksalna, wieloaspektowa, w opozycji do samej siebie”. Z pewnością sprzeczności, które Pani w sobie odkryła, wymagały wielu lat pracy, analiz, wysiłku w procesie zrozumienia własnego charakteru. Czy ten wiersz jest wyrazem pogodzenia ze sobą?
Tak myślę. To swoisty rachunek sumienia. Gdy mój ojciec, który codziennie odwiedzał mnie w szpitalu, przeczytał ten wiersz, powiedział, że to najlepsza samokrytyka, jaką przeprowadziłam. Do dziś pamiętam jego słowa: „Jeśli kiedykolwiek wydasz swoje wiersze, to ten ma być na pierwszej stronie”. Wydaje mi się, że wiele kobiet może utożsamiać się w dużym stopniu z myślami zawartymi w tym wierszu.
Dualizm postrzega Pani także w naturze. Zestawia Pani wiersze na zasadzie kontrastu: „Brzydota” – „Piękno”, „Giętka brzoza” – „Hubowe drzewo”. Potrafi Pani pokazać, że jesteśmy cząstką kosmosu, że mimo sprzeczności stanowimy z naturą jedność…



Tak postrzegam świat – jako miejsce spotkań różnych form życia, które są ze sobą powiązane, jak naczynia połączone. Majowie pozdrawiają siebie słowami „In Lak’ech”, co w dosłownym przekładzie oznacza: „Jestem innym tobą, a ty innym mną”. To stwierdzenie obejmuje wszystkie formy życia w Naturze: zwierzęta, rośliny, skały, żywioły powietrza, ziemi, wody i ognia. Wszystkim i wszystkiemu jesteśmy winni szacunek, bo gdy wyrządzamy szkodę lub krzywdę innym naumyślnie lub zarządzamy zasobami naturalnymi niemądrze i z chciwością, to naprawdę krzywdzimy siebie samych, zaśmiecamy własny dom destrukcyjną energią, zamiast wypełniać go tą, która wspomaga rozwój.
Czytając Pani wiersze i prozę dostrzec można, że natura jest Pani bliska. W wierszach słychać także echa dawnych wierzeń ludowych. Charakteryzuje je muzyczność. Są przy tym pełne uczucia. Bez trudu wchodzi Pani w dziecięcy świat. Tomik „Dychotomia…” jest bardzo urozmaicony, to zbiór utworów pochodzących z różnych okresów Pani życia. Ile lat powstawała ta książka?
Długo. Ten tomik jest kompilacją prawie wszystkich utworów pisanych do szuflady, częściowo jeszcze w Kraju Klonowego Liścia. Dopiero po udarze, zachęcona opinią mojego taty, któremu pozwoliłam przeczytać to, co pisałam, odważyłam się je opublikować. Dlatego tomik jest taki zróżnicowany i można go od pewnego momentu czytać rodzinnie, a nawet dzieciom.
„Światy dwa w pogoni za Leśnym Lichem” jest zupełnie inaczej skonstruowanym tomem. Spotykają się w nim poezja, proza oraz fotografia. Zdarza się, że wiersz jest ilustracją zdjęcia. Tu już nie ma takiej rozmaitości, jak w poprzednim zbiorku. Tematem jest natura i zmieniające się pory roku, a w tym kontekście osadzony został człowiek, jego tęsknoty i namiętności. Rytm życia ludzkiego koresponduje z rytmem pór roku: „Wiosna” – „Obdarowani wiosną”, „Letni poranek” – „Kolekcja pocałunków”, „Jesień”- „Jesienienie”, „Zima” –„Piękna Starość”. Czy taki był Pani zamysł?



Tak, dobrze pani wyczuła moje intencje. Cieszę się, że to właśnie Pani przypadła moja książka uwolniona podczas tegorocznej LiteraTury. Nasze życie nierozerwalnie wiąże się z Naturą, która ma w sobie wszystkie wzorce dla ludzi. Wystarczy tylko uważnie obserwować i być czujnym na znaki, jakie napotykamy na naszej życiowej ścieżce. Trzeba nauczyć się zatrzymywania w pędzie gromadzenia dóbr, pochylania nad pięknem wokół nas, choćby tylko zaklętym w szarą ptaszkę śpiewającą na pobliskim drzewie…
Nad czym Pani dzisiaj pracuje? Czy myśli Pani o wydaniu nowego zbiorku?
Dopiero co oddycham po wydaniu z końcem czerwca „Światów dwóch”, a cała moja uwaga jest skierowana na spotkania z czytelnikami i promocję tomiku, który jest dla mnie najcenniejszą pracą – dotyka najczulszych strun człowieczego wnętrza, wskazując potrzebę realizacji marzeń wewnętrznego dziecka przy jednoczesnym zrozumieniu prawideł rządzących rzeczywistością, a postrzeganych poprzez pryzmat przemyśleń dojrzałej kobiety doświadczonej przez życie. Ale w zanadrzu mam kolejną książkę dla dzieci, która nabiera kształtu, pod roboczym tytułem „Strefa bałaganu”.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Również dziękuję i cieszę się naszą znajomością.


                                                                                             ***

Zdjęcia 1,2 i 4 - [żdródło zdjęcia]
Grafika - [źródło zdjęcia]

7 komentarzy:

  1. Podziwu godne jest Twoje profesjonalne przygotowanie do przeprowadzanych wywiadów. Bez względu na to, czy rozmawiasz z powieściopisarką, czy poetką. Tylko się od Ciebie uczyć. Gratulacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już pod innymi wywiadami wypowiadałam się na temat profesjonalizmu Aleksandry - słusznie zauważony ogrom pracy i zaangażowania. Bardzo mi odpowiadała wnikliwość pytań i to, że nie pokryły się one z pytaniami z poprzednio udzielonych wywiadów.

      Usuń
  2. Bardzo mi miło było poznać Aleksandrę i obserwować jej pracę na żywo w czasie LiteraTury. Dziękuję za możliwość rozmowy i nową znajomość :) Pozdrawiam słonecznie, Katarzyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że to było dla mnie spore wyzwanie, ale też niesamowita przygoda. Bardzo się cieszę z nowych znajomości, a także z przeczytanych książek i tomików, które tyle nowych światów mi pokazały:) Jeszcze raz dziękuję za rozmowę i pozdrawiam wzajemnie:)

      Usuń
  3. Szukając autora "poezja jest muzyką duszy" (dla mnie nie nowe, ale autor zapomniany !) Natknąłem się na "poetkę", która nie widzi różnicy między czarownicą, a czarodziejką i podpiera się kwaśnym miodkiem, który nie widzi różnicy, między borówką, a jagodą, że nie wspomnę o UB-ci i ND-ci. Anglistka ? ileś lat, gdzieś tam ! Pogratulować błyskotliwości poznania różnic językowych. J. Angielskiego, uczę się z filmów i piosenek (śmieszne?), mimo to dostrzegam różnicę, a młodzi ludzie w Polsce (miodek może uzna, że można pisać z dużej litery... choć chwilę?) , mimo prób zidiocenia, wciąż się uczą, na pohybel "miodkowympoetką". Naprawdę nie wiem dlaczego zmarnowałem tyle czasu na rzucanie grochem w ścianę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię, gdy manipuluje się słowami wyrwanymi z kontekstu czyichś wypowiedzi. Gratuluję tej umiejętności autorowi powyższego komentarza, gdyż ataki mobbingu internetowego to prawdziwy artyzm, aczkolwiek uwłaczający tylko tym, którzy go uprawiają w celu ośmieszania innych.

      Usuń