piątek, 13 września 2013

UCZĘ SIĘ ŚWIATA OD LUDZI – rozmowa z Karoliną Wilczyńską, autorką książek:" Performens", "Ta druga" i "Anielski kokon".



Jak rozpoczęła się Pani przygoda z literaturą?

Przede wszystkim zaczęło się od czytania. Dla mnie, gdy jeszcze byłam dzieckiem, później nastolatką, pisarz był zawsze takim człowiekiem bardzo mądrym, który wiele wie o świecie, zna wiele osób, potrafi to wszystko opisać. Zawsze chciałam pisać, ale wydawało mi się to takim nieosiągalnym marzeniem. Żałowałam, że nie jestem takim człowiekiem, który może o sobie mówić: pisarz czy pisarka. Ale później przyszła potrzeba pisania, chyba w odpowiedzi na to co widzę i obserwuję w świecie. Szczególnie interesują mnie relacje międzyludzkie. Pracuję też jako terapeuta i to co widzę w swojej pracy, co widzę w swoim otoczeniu staram się przenieść na  język literacki  i w literacki sposób, „nieporadnikowy” - pokazać czytelnikom, tak żeby mogli wraz z bohaterami coś przeżyć, później może odszukać to w sobie czy w swoim życiu. Coś w sobie zmienić, jeśli oczywiście będą mieli na to ochotę.

Mówi Pani o sobie, że lubi kolekcjonować ludzkie historie. Co to oznacza? W jaki sposób można je kolekcjonować?

Ja w ogóle bardzo lubię ludzi. Lubię kontakt z nimi. Lubię rozmawiać, poznawać nowe osoby, lubię słuchać co mają do powiedzenia. Lubię mówić, ale… potrafię także słuchać (śmiech). Dla mnie każdy człowiek jest indywidualnością. Historia tego człowieka, to co go dotyka, co czuje, jego emocje - są zawsze dla mnie jedyne i niepowtarzalne. Nigdy tego nie oceniam. Słucham z zainteresowaniem. Uczę się. Uczę się dzięki temu ludzi i świata i to jest dla mnie wspaniałe. Oni po prostu mówią o sobie, a ja wyciągam z tego naukę. Staram się nie tylko słuchać, ale chłonę emocje, biorę je od ludzi.

Pani pierwsza książka: Performance ukazała się najpierw w formie e-booka? Czy to jest prawda?

Nie, to nieprawda, muszę zdementować (śmiech). Otóż Performance jest moim debiutem. Ukazał się w formie papierowej w tradycyjnym wydawnictwie w 2006 roku. To było Wydawnictwo Autorskie. Później to wydawnictwo przestało istnieć, skończyła się umowa, odzyskałam prawa do książki i nakład się wyczerpał. Postanowiłam dać ją czytelnikom jeszcze raz, a spotkałam się z pozytywnymi opiniami na jej temat. Otrzymywałam maile, że czytelnicy chcą kupić, ale nie ma gdzie. Zdecydowałam się wtedy wydać tę książkę jako self publisher, trochę w ramach eksperymentu, sprawdzenia jak to jest. Tworzą się takie stronnictwa: jedni mówią, że liczy się tylko książka papierowa, inni - że przyszłość to e-booki, że tylko w ten sposób będziemy czytać. Ja uważam, że doskonale można połączyć obie te formy. Oczywiście książka papierowa przeżyje, bo ludzie lubią dotknąć, zobaczyć. Ale z pewnością też będzie się rozwijać rynek e-booków, bo stajemy się coraz bardziej  technologicznym społeczeństwem, korzystamy z tych urządzeń, a to jest wygoda. W jednym czytniku możemy zebrać kilka tysięcy książek, proszę sobie wyobrazić jak by to wyglądało na półkach…  a tutaj w jednym małym urządzeniu kilka tysięcy książek. Możemy zabrać je z sobą, czytać wszędzie gdzie chcemy, zmieniać dowolnie. I stąd taka moja chęć pokazania, że książka może równocześnie być wydana w obu formach, nic na tym nie traci, a zyska tylko czytelnik. To jest dla niego.

Skąd tytuł książki, bo „performance” to próba pokazania czegoś, co ma wstrząsnąć widzem, poruszyć głęboko i wywołać emocje. Czym Pani chciała wstrząsnąć swojego czytelnika?

Oczywiście nie chciałabym zdradzać o czym jest książka (śmiech)…

Oczywiście, ale tak najogólniej…

Ogólnie kilka tych „performanców” w książce występuje. Co mogę zdradzić, bo to żadna tajemnica, że bohaterka tej książki zostawia życie w mieście i wyjeżdża na wieś. I tutaj kończy się podobieństwo do innych tego rodzaju książek. Ponieważ zazwyczaj w tych pozostałych -bohaterka wiedzie na tej wsi szczęśliwe życie, wszystko jej się doskonale układa. Z moją bohaterką jest troszeczkę inaczej. Ona zderza się z rzeczywistością, z nowym, małym społeczeństwem, stara się być akceptowana. Czytelnik może się dowiedzieć – gdy przeczyta – co z tego wynikło. Co robi nasza bohaterka? Otóż zakłada na swojej ziemi cmentarz, ale stawia nagrobki dla ludzi, którzy jeszcze żyją. Żyją fizycznie, ale jej zdaniem – ich dusze umarły… Umarły, ponieważ robili coś w niezgodzie z sobą, żyli ze sobą w niezgodzie. To jest oczywiście ten performance nawiązujący do tytułu. Co się dzieje w związku z tym w małym wiejskim środowisku, a później w coraz większym (bo wieść o tym się roznosi)– to jest najważniejszy motyw tej książki. Przynajmniej dla mnie. Starałam się pokazać wpływ mediów, jak one mogą wpłynąć na życie zwykłego człowieka. Co mogą zrobić z jego życiem, zupełnie bez jego zgody i woli. Oczywiście jest też w książce wątek miłosny – dla tych, którzy lubią (śmiech), a nawet dwa. Ale ten główny performance to właśnie to, co chciałam pokazać, że czasami próbujemy coś zrobić, ale jesteśmy nierozumiani. Nie do końca wszyscy rozumieją, a część znajdzie się też takich ludzi, którzy będą chcieli to wykorzystać dla siebie. A co z tego wynikło, jak się skończyło – oczywiście zapraszam do książki:)

Napisała Pani książkę Anielski kokon. Jest to książka, w której pozostawiła Pani taką przestrzeń na interpretację czytelnikowi, taki margines wolności i pewne niedopowiedzenie. Ale w tym wypadku nie chodzi o to, że pozostawiła Pani coś do domysłu, coś  dla inteligencji czytelnika, ale poszła Pani jeszcze dalej, bo czytelnik do samego końca tak naprawdę nie wie co jest prawdą, a co się nią tylko wydaje. Czy lubi Pani takie gry z czytelnikiem?

W tej książce to było celowe, ponieważ książka dotyka problemu schizofrenii. Bardzo długo przygotowywałam się do napisania tej książki czytając wszystko, co o tej chorobie było dostępne, rozmawiając z ludźmi, którzy zajmują się chorymi, ale również z ludźmi, którzy są chorzy. Chciałam jak najlepiej ukazać świat osoby chorej i pokazać czytelnikowi jak taka osoba może się czuć. I stąd właśnie ten zabieg. Osoby chore na schizofrenię bardzo często nie potrafią odróżnić, co w ich świecie jest tą prawdą - to znaczy tą prawdą, którą widzi i uznaje reszta otoczenia, a co jest wytworem ich wyobraźni. Który świat jest prawdziwy, a który nie. Próbowałam wprowadzić czytelnika w podobny stan, aby po przeczytaniu tej książki sam musiał się zastanowić co zrobiłby w takiej sytuacji, gdyby nie był do końca pewien co jest prawdą, a co nie; komu zaufać, komu nie. Komu by uwierzył – czy sobie, czy ludziom, którzy chcą go przekonać  co jest prawdą.To był celowy zabieg i mały prezencik dla czytelników:)

Zabieg się Pani naprawdę udał. A książka: Ta druga. Tutaj mamy pokazaną relację między synową, a teściową. Zapytam o tytuł, bo jeżeli ktoś nie przeczyta dokładnie notatki z tyłu, to tytuł może lekko wprowadzić w błąd.

Tak, wiem o tym. To był zabieg marketingowy wydawcy.

Jaki brzmiał w oryginale?

Tytuł oryginalny brzmiał: „Jego matka”.

Nie uważa Pani, że tutaj ta ingerencja poszła trochę nie w tym kierunku, że wydawca powinien trochę bardziej zaufać pisarce i pozostawić tytuł w oryginale?

Próbowałam rozmawiać z wydawcą, akurat umowa, którą miałam była tak skonstruowana, że ostatnie słowo w tej kwestii należało do niego. Nie udało mi się wydawcy przekonać, postawił na szersze grono czytelników. Dla mnie rzeczywiście nie był to do końca trafiony pomysł, bo tak jak pani mówi, część osób to zmyliło, spodziewały się czegoś innego po tej książce, mogły poczuć lekkie rozczarowanie, choć mam nadzieję, że treść im to jednak trochę mimo wszystko wynagrodziła (śmiech).

Mogli się przekonać, że to jest ambitniejsze niż to, po co sięgali…

…miło mi to słyszeć. Myślę sobie, że gdy ktoś przeczyta książkę, to ta książka tak czy inaczej coś mu da, coś pokaże. Myślę nawet, że zostawi jakiś ślad, więc mam nadzieję, że nawet ci, którzy się lekko rozczarowali, jednak mimo wszystko coś z tej książki wezmą dla siebie…

Ja też nie miałam na myśli absolutnie rozczarowania, ale…

…ja to  rozumiem, to chodziło o zdrową informację. Ja też słyszę od czytelników, że tytuł sugeruje trójkąt miłosny, sugeruje, że chodzi o kochankę, a tutaj…

…mamy troszkę inny trójkąt…

…właśnie.

Z której książki jest Pani najbardziej zadowolona?


Właściwie każda z nich jest inna, bo powstawała na innym etapie mojego życia, pod wpływem innych wydarzeń, innych emocji, bodźców. Każdą książkę traktuję w inny, specyficzny sposób i każdą lubię. Ale tak naprawdę najbliższą mojemu sercu jest chyba Anielski kokon. Bardzo dużo z siebie włożyłam w tę książkę. Oczywiście nie chodzi mi o jakieś wątki autobiograficzne, ale siebie w sensie moich emocji. Podczas przygotowywania się do jej pisania czasami przeżywałam trudne chwile dowiadując się o pewnych rzeczach, starając się je zrozumieć, bardzo dużo też te przygotowywania mi dały, widzę to po sobie i dlatego mam szczególny sentyment do tej książki.

Do jakiej kategorii zaliczyłaby Pani swoje książki? Jaki to jest gatunek?

Ja to osobiście określam, że to jest psychologiczna powieść obyczajowa (śmiech). Tak bym to ujęła. Tak mi się wydaje. Dlatego, że dla mnie w życiu i w tym moim pisaniu najważniejsze są emocje, relacje międzyludzkie. Człowiek. To co między ludźmi się dzieje, staram się to jakoś pokazać i skonstruować  fabułę. Jeżeli jednak czytelnik szuka tylko ostrej akcji i tylko na tym mu zależy, to wtedy to nie jest dla niego. U mnie znajdą coś dla siebie czytelnicy, którzy chcą się powzruszać, albo pomyśleć, poczuć coś. Wtedy – zapraszam:)

Jest Pani ambasadorką kampanii: „Książka jest kobietą”. Co robi ambasadorka tego typu kampanii i skąd Pani udział w tej akcji?

To jest kampania, która promuje czytelnictwo. Spotkałam się już z zarzutem, że tytuł jest niedobry, ponieważ sugeruje  zainteresowanie jedną płcią. „Książka jest kobietą” – przez to hasło organizatorzy chcieli pokazać, że książkę i literaturę w ogóle należy traktować tak jak płeć piękną… czyli samo czytanie, spotkanie z książką, to jest spotkanie z czymś delikatnym, z czymś wspaniałym, czymś co trzeba szanować, nad czym trzeba się pochylić, zastanowić – i to mi się spodobało, ta delikatność w haśle. Jestem ambasadorką tej kampanii dlatego, że sama bardzo dużo czytam, uważam, że literatura wiele może człowiekowi dać. Zachęcam do tego wszystkich. W tej chwili rynek książki jest tak szeroki i bogaty, że każdy znajdzie coś dla siebie i na dany moment swojego życia. Czasami chcemy się pośmiać, czasami chcemy się wzruszyć, czasami chcemy się zrelaksować, czasami oderwać, przejść do innej rzeczywistości i w każdej z tych chwil możemy odnaleźć akurat to co nas interesuje. Chciałabym, żeby ludzie więcej czytali. Także dlatego, żeby mogli poznać jak inni, np. pisarze widzą świat, posmakować tego, jakoś ubogacić się nawet.

Czy ma Pani jakieś dodatkowe obowiązki, które wynikają z  tego, że jest Pani ambasadorką tej kampanii? Czy jest Pani raczej wizerunkiem – jej Twarzą?

W pewnym sensie. Zebrała się grupa osób wokół tej kampanii, które o niej informują, w takich spotkaniach zachęcają do czytania, to jest zresztą  nic innego, tylko to co my pisarze i tak robimy, więc to nie są obowiązki, które jakoś strasznie mnie obciążają. Staram się jednak przez bycie tą ambasadorką pokazać, że mi na tym zależy, że to jest coś, co dla mnie jest ważne. Podejmujemy także działania, które mają realne i mierzalne skutki. Na przykład 23 września będzie mnie można spotkać w warszawskim Teatrze Syrena, gdzie odbędzie się akcja charytatywna. Zbierzemy środki na warsztaty pisarskie dla dzieci chorych na nowotwory. Współorganizatorem tej akcji jest między innymi miesięcznik Imperium Kobiet, Magazyn Obsesje i właśnie kampania „Książka jest kobietą".

Jeśli już jesteśmy przy temacie promowania czytelnictwa, to mam pytanie: jak się Pani podoba dzisiejsza impreza, na powietrzu, w parku, to spotkanie z innymi pisarzami i czytelnikami?

Bawię się doskonale. Bardzo się cieszę, że mogłam przyjechać i wziąć w tym udział, bo to jest bardzo dobry pomysł. Nie tylko dla czytelników, którzy mogą zobaczyć na żywo autorów, których książki czytali, ale także dla pisarzy, którzy dzięki takim akcjom nie będą mogli zapomnieć o tym, że oprócz tego, że są pisarzami,  powinni pamiętać o swoich czytelnikach, żeby nie tracić z nimi kontaktu, nie zamykać się w wizji swojego świata, ale się komunikować, dowiadywać co się czytelnikom podoba, a co nie. Pokazać się z takiej ludzkiej strony. Przecież każdy z nas oprócz tego, że pisze, jest po prostu człowiekiem, jeden ma większe poczucie humoru inny mniejsze, jeden ma takie hobby, inny zupełnie różne. Podczas takich imprez można spotkać różnych autorów, którzy robią naprawdę ciekawe rzeczy poza pisaniem. Więc to jest doskonała okazja, żeby się zbliżyć do czytelników, żeby ta książka nie była jakimś „wytworem drukarskim”, tylko żeby kojarzyła się z innym, żywym człowiekiem.

Wróćmy jeszcze do Pani twórczości. Pisze Pani nie tylko powieści, ale sięga także po opowiadania, niedawno wzięła Pani udział w konkursie: Kryminalna Piła, w którym Pani opowiadanie zostało nagrodzone. Skąd zainteresowanie kryminałem?

To jest dla mnie takie wyzwanie literackie. Jednak trzeba na dużo mniejszej objętości zmieścić jakąś akcję, fabułę, odpowiednio historię zakończyć. Myślę, że to jest bardzo dobry sposób dla pisarza na naukę, na doskonalenie warsztatu. Ja to trochę w ten sposób traktuję, a przy okazji troszkę eksperymentuję i staram się sprawdzić czy potrafię na przykład napisać kryminał. Wcześniej napisałam horror również w konkursie literackim, wtedy również mi się poszczęściło, bo zostałam nagrodzona. Jest to też dla mnie satysfakcja, że potrafię się odnaleźć w troszkę innej konwencji, napisać  coś, co ma jakąś wartość.

Jak Pani potrafi pogodzić wszystkie obowiązki, bo jest Pani terapeutką, dziennikarką, pisarką, matką…

Tak, prowadzę też  własną fundację, w której pomagam młodzieży. Nie wiem do końca jak sobie radzę, ciągle ktoś o to pyta, ale to się tak jakoś samo układa, po prostu robię, to co jest do zrobienia. Mam na pewno duże wsparcie ze strony rodziny, to bez wątpienia. Bardzo mi pomagają i wspierają mnie w tym co robię. To jest dla mnie ważne i bardzo im za to zawsze dziękuję. Mają dużo wyrozumiałości, dlatego, że kiedy piszę, zwykle zaniedbuję trochę obowiązki domowe, bo siłą rzeczy nie da się wszystkiego robić. A w ogóle jestem osobą aktywną. Lubię działać, dużo robić, lubię być z ludźmi, tak jak wspominałam. Jeżeli przy okazji jeszcze komuś pomogę, czy ktoś dzięki temu coś zyska - to ja się z tego bardzo cieszę:)

Jak powstała Pani Fundacja, jak ona działa i kto może trafić pod Pani skrzydła?

Fundacja powstała w 2009 roku, nazywa się „Efekt Motyla”. Nazwa wzięła się stąd, że wierzę w to, że jeśli wielu ludzi będzie robiło nawet malutkie, ale dobre rzeczy, to suma tych uczynków stanie się „Wielkim Dobrem” i może zmienić świat na lepsze. W fundacji zajmujemy się głównie pomocą młodzieży zagrożonej wykluczeniem społecznym. Mamy już zrealizowane dwa duże projekty. Pierwszy nosił nazwę „Jestem kobietą – to mój kapitał” i podczas jego realizacji objęliśmy pomocą 100 dziewcząt w wieku gimnazjalnym. Dziewczyny miały  zajęcia z zakresu rozwoju osobowości, spotkania z prawnikiem, ginekologiem, uczyły się robić biżuterię, odbywały warsztaty z zakresu samoobrony dla kobiet WenDo, zajęcia z modelką, indywidualne spotkania z kosmetyczką, skończyły kurs pierwszej pomocy. Poznawały też region świętokrzyski, uczyły się ceramiki i wyjechały na zimowisko i letni obóz. Drugi projekt to „Wiem-Wybieram-Wygrywam”. Podczas jego realizacji ponad 700 gimnazjalistów z Kielc odbyło warsztaty profilaktyczne, spotkania z dietetykiem, uczyło się o tolerancji i przeciwdziałaniu przemocy. Były także indywidualne spotkania terapeutyczne, doradztwo zawodowe i terapia biofeedback. Planujemy kolejne działania, a dopinguje nas do tego sama młodzież dopytując o kolejne zajęcia. Z wieloma podopiecznymi jestem cały czas w kontakcie i to daje mi wiele satysfakcji. 

To naprawdę projekty realizowane z rozmachem. Sporo się w Pani życiu dzieje.  Czy może Pani o sobie powiedzieć, że jest Pani taką szczęśliwą osobą, która nie doświadcza znaczenia słowa: rutyna?

Tak z całą pewnością (śmiech). To znaczy znam oczywiście znaczenie słowa: rutyna, bo kiedy tylko wyczuwam, że zaczynam w nią popadać, to natychmiast sobie szukam czegoś, żeby to zmienić. To jest stan, który mnie nie interesuje, nudzi, rzeczywiście tak jest. Czy jestem szczęśliwą osobą? Myślę, że tak. Jestem szczęśliwa i staram się być szczęśliwa. Staram się robić w życiu to, co lubię. Tylko robiąc to, co się lubi, można to robić dobrze. Z takiego założenia wychodzę.
Po jakie książki sięga Pani dla własnej przyjemności?

Bardzo różne. Ostatnio odkrywam kryminały, których wcześniej nie czytałam. Prawdę powiedziawszy bardzo często inspiracją do sięgnięcia po książkę, szczególnie polskich autorów jest ich osobiste poznanie. Tym bardziej ten dzisiejszy event uważam za bardzo dobry pomysł, bo kiedy ja poznaję koleżankę lub kolegę po piórze, to potem bardzo szybko biegnę i kupuję książkę, żeby sprawdzić co koleżanka lub kolega tam napisał…

…żeby zobaczyć co pisze konkurencja;)

 (śmiech) Nie, absolutnie! Nie traktuję tego w tych kategoriach, wystarczy tu na nas popatrzeć… Jest nas tutaj sporo, atmosfera jest przyjacielska, znamy się i lubimy. Kiedy się poznaje pisarza osobiście, wtedy zupełnie inaczej odbiera się książkę, inaczej się ją czyta. Już się wie jak ten człowiek wygląda, jaki jest. Wracając do pytania o to co czytam – jest to bardzo różnorodna lektura, a wyznaję zasadę, że żadna lektura nigdy nikomu nie zaszkodzi i warto po to wszystko sięgnąć.

Żartowałam:) Nad czym Pani teraz pracuje?

Teraz mam już jedną książkę ukończoną, jeśli wszystko pójdzie pomyślnie, na początku przyszłego roku powinna się ukazać , druga zmierza ku końcowi. Są to książki jak zawsze o emocjach, bohaterkami są kobiety, bo nie zdobyłam się jeszcze na to by pisać z męskiej perspektywy, nie wiem czy tak dobrze rozumiem męski świat i  punkt widzenia mężczyzny, żeby się na to odważyć. Ale piszę o takich emocjach, które czują nie tylko kobiety.

Pozwolę sobie jeszcze zapytać o kreację Pani bohaterek. Czy to jest tak, że Pani tworzy bohaterkę, nadaje jej pewne cechy i po czasie zaczyna ona żyć własnym życiem, wymyka się spod kontroli, czy panuje Pani nad tym procesem do samego końca?

(śmiech) Nie, nie panuję do samego końca. Staram się, ale mi się nie udaje, ale myślę, że jeśli już jest jakaś myśl przewodnia, którą się ma – tak to jest przynajmniej w moim przypadku, to bohaterka siłą rzeczy coś robi lub jakoś się zachowuje, bo po prostu tak być musi. Gdy piszę to jakoś samo się to układa. Jest jakiś zamysł, główny plan, ale później to się już samo toczy.

Nie musimy czekać na szczęście aż do przyszłego roku na Pani nowy utwór, bo przecież już niedługo ma ukazać się zbiorek opowiadań z Pani opowiadaniem kryminalnym.

Tak, to będzie opowiadanie, które zostało nagrodzone w konkursie "Kryminalna Piła". To było wyróżnienie Komendanta Szkoły Policji w Pile (śmiech). To było bardzo miłe wyróżnienie. Cieszę się, że Komendantowi spodobał się sposób w jaki przedstawiłam studentkę jego szkoły. Nigdy nie byłam w Pile. Znam to miasto z internetu. Oglądałam, czytałam, potem wybrałam sobie miejsce, w którym chciałam akcję opowiadania umieścić, starałam się zgłębić wiedzę, no i chyba dobrze mi to się udało, skoro zostało docenione. Rzeczywiście zbiorek się ukaże w październiku i będą tam wszystkie nagrodzone opowiadania.



.

Ja też gratuluję wyróżnienia, życzę wielu sukcesów w życiu osobistym i zawodowym, czekam wraz z czytelnikami na nowe książki. Dziękuję bardzo za rozmowę:)


Dziękuję bardzo, było mi bardzo miło:)







-------------------------------------------------------------

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze źródła:
https://www.facebook.com/media/set/?
set=a.579912295400476.1073741836.205858452805864&type=1

20 komentarzy:

  1. Pamiętam, że "Ta druga" tej autorki bardzo mnie interesowała. :) Bardzo ciekawy wywiad Olu - jak zawsze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję:) Rozmowy toczyły się w cudownej scenerii, autorka w interesujący sposób opowiadała o swojej twórczości... Szkoda, że w "druku" nie można oddać jej "uśmiechniętego" głosu:)

      Usuń
  2. Autorkę "poznałam" gdy wydawnictwo Auorskie kończyło swój żywot i wyprzedawało książki za złotówkę. To dopiero było odkrycie, gdy znalazłam wśród nich Performens :-) Również Anielski kokon zrobił na mnie duże wrażenie i gorąco ją polecam. Wspaniały wywiad, przeczytałam z dużą przyjemnością :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam Twoją rozmowę z panią Karoliną, to był jeden z Twoich pierwszych wywiadów:)

      Usuń
  3. Teraz żałuję, że wcześniej nie sięgnęłam po książki autorki. =/
    Ale przecież nic straconego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki komentarz cieszy, bo znaczy, że rozmowa osiągnęła zamierzony skutek:)

      Usuń
  4. Nie wiedziałam, że wydawcy aż tak ingerują w to, co wydają. Oczywiście, zdawałam sobie sprawę, że wydana książka nie jest identyczna do tej, którą otrzymują od autora (tj. korekta, edycja często projekt okładki), ale zmiana tytułu?!!

    co do wywiadu, to nie będę się powtarzać, że profesjonalny:) Powiem tylko, że mam nadzieję, że masz ich jeszcze trochę w zanadrzu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję:) Oj, jest jeszcze rzeczywiście parę wywiadów do opublikowania:)

      Mnie coraz częściej zastanawia nie tylko ingerencja w tytuł, ale dalej jeszcze - czy pisarz otrzymując do ręki gotową książkę od wydawnictwa - z jej okładką, ilustracjami, tytułem otrzymuje taki sam produkt, jaki napisał...

      Usuń
    2. Margoo, a gdzie Twój avatar?

      Usuń
    3. Niechcący usunęłam jakieś pliki z Google+ i... usunęły mi się tym samym wszystkie (!) zdjęcia z bloga. Pół dnia poświęciłam na to, aby przywrócić go do poprzedniego stanu, a i to nie jest tak, jak powinno. Nie wszystko dało się poustawiać tak, jak było. Aj...
      Ale avatar wrócił:) Niestety wyświetla się tylko w tych postach/komentarzach, które teraz dodaję. We wcześniejszych niestety zniknął...
      (wiedziałam, że to połączenie konta z Google+ to nie jest dobry pomysł)

      Usuń
    4. A na wywiady oczywiście czekam :)

      Usuń
  5. Słyszałam o książce "Anielski kokon" i mam ją w planach czytelniczych. Świetny wywiad i urocza autorka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, to zasługa rozmówczyni o ciepłym głosie:)

      Usuń
  6. Twórczość Karoliny znam i bardzo cenię. Szczególnie ,,Anielski kokon'' mnie zachwycił. Rewelacyjna książka. Gratuluje wywiadu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie autorka całkowicie przekonała do siebie, czekam na następną książkę:)

      Usuń
  7. Odkrywasz światy zupełnie mi nieznane. Dotyczy to zarówno tej rozmowy, jak i poprzednich. Wiem, oczywiście, że poza książkami, które czytam, jest ogromny ocean literatury, ale Ty sprawiasz, że przestaje on być jednolitą magmą i nabiera indywidualnych cech osób naprawdę niezwykle interesujących. Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytałam nic tej autorki, ale słyszałam trochę o jej twórczości i fajnie poznać ja lepiej, chociaż przez pryzmat tego wywiadu. Natomiast bardzo chętnie nadrobie zaległości i przeczytam coś autorki ): Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy wywiad, tym bardziej, że znam już Karolinę z LiteraTury :) Pozdrawiam z Wrocławia:)

    OdpowiedzUsuń
  10. jak nawiązałaś kontakt z autorką - mogłabyś odpisać mi emailem ?
    sylatyla@interia.pl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można spróbować przez Facebooka, gdzie autorka ma swój profil. Wiadomości nie mogę wysłać, poczta odmawia...

      Usuń