sobota, 7 września 2013

Zaułek szczęścia, Urszula Jaksik, fragmenty




"Przy sklepach spożywczych stały kobiety i rozmawiały. Najczęściej były to starsze osoby z torbami i siatkami wypchanymi zakupami. Śląskie gospodynie, za chwilę wrócą do domów i zaczną gotować obiady. To sens ich życia: zakupy, gotowanie, sprzątanie. Wymierające pokolenie niepracujących zawodowo żon, matek i babć. To dzięki nim zachowały się w domach zwyczaje i tradycje. Julia z wielkim szacunkiem patrzyła na te rozgadane baby. (...) Stały w tych kilometrowych kolejkach, w czasach "kartkowych" potrafiły zimą stać od drugiej w nocy, taszczyły te ciężkie siaty, a później gotowały, by dzieci i mąż nie głodowali. Ratowały budżet domowy, jak umiały, robiły na drutach swetry, rękawiczki, czapki i szaliki, wyszywały obrusy, robiły na szydełku firanki i narzuty. Przeszywały ubrania, cerowały skarpety i prały, sprzątały, doglądały w chorobie. Dzisiaj nikt tego nie pamięta, lekceważy się je, bo były nieproduktywne, nie pracowały zawodowo! Ten świat umrze razem z nimi.
Dzisiaj obowiązuje inny model rodziny. Kobiety muszą pracować zawodowo, bo nie dostaną już na starość emerytury po mężu. Tylko czy ten świat jest przez to lepszy? Czy zmierza w dobrym kierunku? Nie była przekonana. To temat na długą dyskusję." 

"- A wie pani, że mnie karminadle kojarzą się z całkiem inną historią. Córka sąsiadki zdobyła dzięki nim męża. 
- Jak to możliwe? Opowiadaj, bardzo lubię te twoje historyjki.
- Jadzia podkochiwała się w Zygfrydzie, koledze swojego starszego brata - zaczęła opowieść Rita. - Jego rodzice nie byli zachwyceni taką kandydatką na synową, bo bieda u nich była straszna. Ojciec zginął w hucie, a matka dorabiała do nędznej renty sprzątaniem po domach.
Zygfryd bardzo kochał jedzenie, wiecznie chodził głodny. (...) Kiedyś wieczorem siedzieli na ławce przed familokiem. U sąsiadów smażono mięso na kolację. Zygfryd ciężko westchnął i powiedział:
- O Jezu, jak ja bym zjadł takiego karminadla, a najlepiej sto karminadli.
- Tyle byś nie zjadł - zaprotestował Janusz, brat Jadzi.
- Zjadłbym, tylko kto by mi je zafundował?
- Ja ci zafunduję - odezwała się Jadzia.
- Oszalałaś! - zaprotestował Janusz. - Bogaczka się znalazła. Cały tydzień jemy żur albo kartoflankę, a może tyś w Totolotka wygrała?
- Nie wygrałam, ale "dobra gospodyni cuda w kuchni czyni" - odgryzła się.
- Takiej żoneczki mi trzeba - zażartował Zygfryd i przytulił Jadzię, mrugając porozumiewawczo do Janusza. 
- Zgoda - podchwyciła Jadzia. - Zapraszam w sobotę na obiad, będzie sto karminadli. Przetnij Janusz zakład. - Chwyciła wielką dłoń Zygfryda, a Janusz rozbawiony uroczyście przeciął i zakład został oficjalnie przypieczętowany.
Całe podwórko huczało, tylko o tych karminadlach mówili, nie mogli się doczekać soboty.
No i Jadzia wygrała zakład. Smażyła w kuchni pół dnia, a później cała rodzina i sąsiedzi razem z Zygfrydem liczyli, było dokładnie sto. Tyle, że wielkości fasolki. Wszyscy się śmiali i podziwiali spryt Jadzi, a ona na koniec wrzuciła je do kapusty i tym bigosem nakarmiła nie tylko Zygfryda, ale i całą rodzinę. (...) No i jeszcze narodziła się nowa potrawa, którą rzadko się robi, bo wymaga wielkiej cierpliwości w kulaniu tych karmidelek i ich pieczeniu. Nazywa się bigos cygański."

2 komentarze:

  1. Czy tamten świat nie był lepszy. Świat, w którym mama była w domu, gdy dzieci wracały ze szkoły. Moja mama nie pracowała, ale chodziła pomagać w gospodarstwie swoich rodziców i gdy wracaliśmy ze szkoły nie było jej w domu. Pamiętam dokładnie jak nie lubiłam pustego domu.
    Ja sama pracowałam zawodowo, ale jak nagle przestałam pracować moje dzieci wyraźnie z tego były zadowolone. Ileż one miały do opowiedzenia zaraz po przyjściu ze szkoły.

    Ta książka by mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie czyta się ten tekst Urszuli. Tamten czas jest nieporównywalny, ale myślę, że istnieje właśnie w "innych" zakątkach naszego kraju, gdzie celebruje się rodzinne tradycje, znajduje czas, aby usiąść razem do stołu, miast wyskoczyć na modny lunch... a nie kupując gotowego makaronu czy pierogów, pobawić się w lepienie lub wałkowanie. To przykłady jedne z wielu... Nikt nie lubi pustego domu!
    Spróbujmy, jeśli już nie zatrzymać, to choć czasami przywołać "tamten" czas :)

    OdpowiedzUsuń