sobota, 5 października 2013

"Felietony. Tom I. Rzeczy małe", Stefan Kisielewski




Powiew świeżego powietrza
Stefan Kisielewski (1911-1991) był publicystą, pisarzem, krytykiem literackim, kompozytorem, w latach 1957-1965 posłem na Sejm PRL z ramienia koła poselskiego Znak (grupy działaczy katolickich, która miała nadzieję na liberalizację polityki władz komunistycznych wobec Kościoła; należeli do niej m.in.: Tadeusz Mazowiecki, Zygmunt Kubiak i Antoni Gołubiew). Zostawił po sobie sporą spuściznę literacką, w tym powieści i szkice muzyczne, recenzje, reportaże, eseje, aforyzmy. Przede wszystkim jednak znany jest ze swego cyklu felietonów, które publikował przez 45 lat w „Tygodniku Powszechnym” i dzięki którym zdobył serca wielu czytelników. Autor zadał sobie trud i uporządkował swoje teksty chronologicznie i tematycznie, od 1965 roku zaczęły się ukazywać antologie. Do najbardziej znanych należą „Abecadło Kisiela” i „Dzienniki”. W roku 2013 wydawnictwo Prószyński i S-ka, które postanowiło wznowić jego dzieła, wydało tom pierwszy tekstów publicystycznych, publikowanych w latach 1945-53. Jest to pokaźny zbiór starannie wyselekcjonowanych przez autora tekstów, opatrzony przez niego zbiorczym tytułem „Rzeczy małe”. Tytuł nie powinien jednak nikogo zbić z tropu – każdy, kto zna styl autora, wie co nieco o jego kpiarskiej duszy, ten domyśli się, że tytuł jest przewrotny. W przypadku Kisielewskiego „rzeczy małe” nigdy nie są ani miałkie, ani mało istotne…
Dlaczego felietony tego pisarza tak dobrze się czyta? Kisielewskiemu, przedstawicielowi trzeźwo myślącej przedwojennej inteligencji, któremu przyszło żyć w trudnych czasach, a po wojnie zmuszony był pisać pod baczną obserwacją komunistycznych władz, udała się trudna sztuka. Pod pozorem opisywania zwyczajnych spraw oddał klimat swoich czasów. Nigdy nie uległ „mitologii komunizmu”, przez wiele lat w swoich felietonach kpił z absurdów peerelowskiej rzeczywistości, wodząc skutecznie cenzurę za nos. Nie brakowało mu odwagi, by pisać rzeczy niewygodne, a robił to w sposób tak wdzięcznie zakamuflowany, że cenzura nie miała podstaw do zarzutów, a czytelnicy bezbłędnie zauważali puszczane do nich między wierszami perskie oko.
Z pełnych trzeźwego spojrzenia, ale też humoru, ironii, cynizmu, przekory, prowokacji, czasem zadumy lub melancholii tekstów – wyłania się obraz czasów stalinowskich, przy czym autor nie posługuje się oskarżeniami ani bezpośrednią krytyką. Jest mistrzem budowania atmosfery i aluzji, operuje mniej lub bardziej subtelnym żartem. Za pomocą oswajania „rzeczy małych” pisarz niejednokrotnie i niepostrzeżenie przechodzi do „rzeczy wielkich”. Walczył żartem i kpiną. Był wyczulony na patos. Jeśli tylko gdzieś go wyczuwał – wbijał swoje szpileczki, by czym prędzej przekłuć „nadęty balonik”. Przez wiele lat uprawiał sztukę omijania cenzury na płaszczyźnie aluzji, żartu, szyfru i symbolu – porozumiewał się ponad cenzurą ze swymi czytelnikami, a ci łaknęli jego tekstów jak świeżego powietrza.
Pisał o rzeczach małych, bo o dużych nie było wolno. Pisał o kulturze spożywania alkoholu, sporcie, kłamstwach, traktowaniu zwierząt, plotkach. O książkach, filmach, kulturze. O wojnie, powstaniu warszawskim. O starości, chorobach i umieraniu…
Czy można wskazać najlepsze felietony? Każdy znajdzie coś dla siebie. Warto zatrzymać się przy tekście „Anegdoty moralne”. Felieton bez morału, który oczywiście przewrotnie morał posiada i każe wnikliwie zastanowić nad pewnymi sprawami. „Czy należy mówić prawdę?” – to felieton o skutkach jej mówienia w życiu codziennym, ale też w sztuce (np. w „Weselu” Wyspiańskiego). „Dlaczego Don Kichot żyje?” – to tekst polemizujący z młodym ówczesnym krytykiem, w którego recenzji Kisiel dopatrzył się „jałowej genetycznej pedanterii”. „Książki zapomniane. Felieton bibliograficzny” – wywarł na mnie piorunujące wrażenie, ponieważ autor wymienia litanię tytułów, dzieł i ich autorów, które sam jeszcze pamięta, ale które przepadły bezpowrotnie podczas zawieruchy wojennej i działań okupanta (zdaniem Kisielewskiego – literatura okresu międzywojennego, w 70% została unicestwiona!). Wreszcie „Film polski” – to felieton dotyczący kondycji filmu powojennego, z którego dowiadujemy się dlaczego „Zakazane piosenki” rozczarowały autora…
Co inspirowało Kisielewskiego? Wszystko. Przeczytany artykuł, książka, wydarzenie bądź spotkana osoba. Czytając jednak jego teksty dochodzi się do wniosku, że autor nie szukał tych inspiracji. Potrafił bowiem znaleźć pretekst dosłownie wszędzie. Pewnego razu napisał felieton, do którego natchnął go jego własny… katar.
Dlaczego warto sięgnąć po felietony Kisiela? Po to, by poznać epokę, mistrzowski warsztat pisania felietonów, zobaczyć na czym polega prawdziwie zaangażowana publicystyka, uśmiechnąć się i zamyślić. Poznać bądź przypomnieć sobie postać wybitnie niepokornego umysłu swych czasów i przekonać się, że autor naprawdę zasłużył na miano pierwszego felietonisty Rzeczypospolitej, prześmiewcy i kpiarza…


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu:


                                                                                                                         Serdecznie dziękuję:)


Recenzja opublikowana na stronie: 


27 komentarzy:

  1. Ja ostatnio mam faze na dzienniki i "Dzienniki" Kisiela kusza mnie bardzo, bardzo... a Ty czytalas? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie, ale na tyle zainteresowały mnie felietony, a są dość osobiste, że chętnie przeczytam. Szczególnie chciałabym się dowiedzieć czegoś o jego znajomości z "Wiechem" i Gołubiewem:)

      Usuń
  2. Wspaniała recenzja, aż żal, że do tej pory nie czytałam Kisielewskiego. Kilkakrotnie się przymierzałam do "Powieści sensacyjnych", więc może pora nadrobić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostawił po sobie spory dorobek, mam świadomość, że dopiero musnęłam felietonów:)

      Usuń
  3. Aj, byłem ostatnio w składnicy tanich książek i mignęła mi m.in. jakaś pozycja Kisielewskiego, ale skusiły mnie inne lektury. Po Twojej wspaniałej recenzji zaczynam żałować, że jednak nie zdecydowałem się na tego twórcę. Ale będę mieć na uwadze jego nazwisko przy następnej wizycie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że są takie miejsca, gdzie można nabyć prawdziwe skarby po rozsądnej cenie:)

      Usuń
  4. Pamiętam felietony Kisiela w "Tygodniku Powszechnym", który za komuny był dość nudnawy, ale czytałam go tylko dla tekstów Kisiela.
    Ciekawe było to, że "Tygodnik" jako jedyne pismo w PRL-u zaznaczał miejsca ingerencji cenzury. To były nawiasy, kawałek pustego miejsca i jakaś taka formułka o ustawie nr łamane przez coś tam. Szkoda, ze sobie nie zachowałam żadnego takiego fragmentu na pamiątkę.
    Kisiel się pozytywnie i barwnie wyróżniał na tle innych autorów "Tygodnikowych". Najbardziej lubiłam jego dywagacje na tematy gospodarki. Dobrze byłoby porównać jego zdroworozsądkowe podejście z tym, co jest teraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie poznałam felietonów s "Tygodniku...", ale sięgnęłam po nie, bo słyszałam, że był ozdobą periodyku. Czytając tom 1 byłam zdumiona - ile pracy autor włożył w pogrupowanie i logiczne ułożenie tekstów. To ogrom pracy! Ciekawa jestem czy taki felietonik ówcześnie drukowany - dużo miał tych nawiasików z cenzurą...

      Usuń
    2. Oj, miał trochę tych nawiasików;)
      I chyba właśnie u Kisiela było ich najwięcej, bo on rąbał, co myśli, niewiele się przejmując. Był odważny i nieraz napadali na niego "nieznani sprawcy". Był nawet pobity.
      Myśmy w PRL-u traktowali te nawiasiki jako wyraz swobody myśli. W podtekście: "o, jakie odważne pismo ten "Tygodnik Powszechny", pokazuje ingerencje cenzury". W innych gazetach nikt się nie ośmielił tak zrobić, zresztą, redaktorzy sami się już wcześniej cenzurowali. Osobiście.
      Mniej więcej tak, jak dzisiaj w niektórych gazetach:)))

      Usuń
  5. Po Twoich recenzjach ma się ochotę biec do księgarni:). Niedobra Ty, niedobra:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co to dla Ciebie takie felietoniki? "Trzasnęłabyś" je w dwa dni;)

      Usuń
  6. Ja wczoraj kupiłam "Powieści sensacyjne" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba sięgnę po "Dzienniki", ale z przyjemnością wpadnę na recenzję "Powieści sensacyjnych", wydaje mi się, że zawrę z Kisielewskim dłuższą znajomość:)

      Usuń
  7. Wielokrotnie słyszałam o twórczości Kisielewskiego, ale sama nigdy nie miałam okazji go poznać. Tak jakoś czuje, że to nie moja liga, że za wysokie progi, jak dla mnie, ale może kiedyś zaryzykuje i przeczytam powyższą publikacja.

    OdpowiedzUsuń
  8. "Dzienniki" bardzo polecam, choć to chwilami bardzo gorzka lektura. Znając poczucie humoru i błyskotliwość Kisiela, jego felietony to na pewno uczta duchowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Felietony są błyskotliwe, ale są także bardzo różnorodne: jedne pełne humoru, inne refleksyjne, prześmiewcze lub bardzo smutne... To uczta duchowa - z pewnością.

      Usuń
  9. Był obdarzony niezwykłą inteligencją i błyskotliwością umysłu a przy okazji i złośliwością, ale tak mają osoby tego pokroju. Muszę wyciągnąć z dna biblioteczki jego "Alfabet" i poczytać co tez pisał o znanych osobach swoich czasów.
    A te felietony kuszą po tak świetnym poście o nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Słyszałam co nieco o "Alfabecie",- też brzmi ciekawie:)

      Usuń
  10. Od jakiegoś czasu planuję kupić felietony Kisielewskiego. Recenzja fantastyczna - jak zwykle zresztą:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję bardzo, a felietoniki polecam:)

    OdpowiedzUsuń
  12. W obecnych czasach pewnie takich felietonów się nie pisze. Olu napisałaś wyczerpującą recenzję, gratulacje.

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny tekst. Zastanawiam się jak ty natrafiasz na takie perełki. Zdradź mi proszę Twoją tajemnicę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Wybieram intuicyjnie najczęściej:)

      Usuń
  14. Nie tylko wybierasz świetnych autorów, ale potrafisz także celnie scharakteryzować ich pisarstwo. W krótkim tekście krytycznym podkreśliłaś chyba wszystko, co w felietonistyce Kisiela najistotniejsze. To duża sztuka. Znakomita recenzja!

    OdpowiedzUsuń