poniedziałek, 14 października 2013

Magdalena Woźniak, fragmenty opowiadań


Anna Pelzel (fragment)
Magdalena Woźniak, opowiadanie wchodzące w skład antologii: I życzę ci, żeby

    Karczmarz właśnie pochował ostatniego kota w Habelschwerdzie. Zwierzak padł, tak jak pozostałe, na koci tyfus. Teraz już nie będzie komu chronić ziarna w spichrzu, ale też jest nadzieja, że zaraza wreszcie się skończy.
    Lorenz Pelzel był przystojnym mężczyzną w sile wieku, z dobrze prosperującą karczmą oraz młodą żoną Anną. Po śmierci pierwszej żony w połogu i stracie nowo narodzonego synka przez wiele lat nie chciał słyszeć o żadnych pannach ani wdowach, które podsuwano mu na żony. Zajął się rozbudową karczmy, żeby udzielać noclegu,a nie tylko wydawać posiłki i warzyć piwo.
    Zatraciłby się w tej pracy całkiem, gdyby pewnej wiosny nie usłyszał radosnego śmiechu wychodzącej z kościoła Anny. Zauważył ze zdziwieniem, że świat ponownie stał się dla niego pięknym miejscem, zamieszkałym przez ponętne kobiety, których obecność nie jest mu już obojętna. Dziękował Bogu za każdy dzień, podczas którego w jego domu rozbrzmiewał śmiech ukochanej żony. (…)


    Anna Pelzel zmierzała stromymi schodkami w stronę rynku, a potem ku położonemu w najwyższym punkcie miasta kościołowi Świętego Michała Archanioła. Spieszyła na mszę, ale głowę zaprzątały jej sprawy wcale nie duchowe, a jak najbardziej przyziemne, domowe, a szczególnie inwazja myszy, które zalęgły się w spichrzu po tym, jak zaraza wybiła koty.
    Zatrzymała się u szczytu kamiennych schodków i spojrzała w dół. Czuła na plecach jego wzrok tak wyraźnie, jakby to był dotyk. Spod białego czepka mężatki wymykały się kosmyki ciemnych włosów, policzki zarumieniły się od marszu, kaftan falował od szybkiego oddechu. Jak nie podziwiać tak pięknego widoku? Przechodzący mężczyźni spoglądali na Annę, ale to nie ich wzrok poczuła na plecach.
     Franz? Zimny dreszcz przebiegł po karku Anny.
    A jednak nie. Ktoś całkiem inny. Inspektor Bojaźni Bożej, który od czterech lat szpiegował, zakradał się pod okna, podsłuchiwał i wwiercał w duszę małymi, chytrymi oczkami. Od samego spojrzenia każdy czuł się winny naruszenia moralności. Każdy, ale nie Anna. Okręciła się na pięcie, zamiotła czarną spódnicą i już jej nie było. (…)

    – Ktoś o was pyta, Anno. – Służąca, która sprzątała karczmę, wskazała na drzwi.
    Stała w nich stara kobieta z wiklinowym koszem. Od całej postaci biła pewność siebie. To nie była niedołężna babuleńka, co przyszła po jałmużnę. Wzbudzała respekt, pomimo skromnego, gminnego odzienia.
    – Wejdźcie proszę, siadajcie – zaprosiła Anna, a do służącej zawołała, żeby przyniosła piwo, mięso i chleb.
    – Mam dla ciebie koty. W koszu – odrzekła przybyła.
    Anna ucieszyła się. Od kiedy pomór wybił wszystkie te zwierzęta w Bystrzycy, nie było żadnego, żeby chronił zboże w spichrzu. Myszy lęgły się bez opamiętania.W okolicznych wioskach, jak tylko dotarła wieść o zarazie, natychmiast pochowano koty, żeby sprzedać je za niebotyczne sumy. Można się było oczywiście targować, ale kiedy myszy wyżerają resztki zapasów i dobierają się do ziarna na siew, koszty kociaka przestają wydawać się zbyt wysokie.
    Podczas gdy babka jadła, Anna otworzyła kosz i uśmiechnęła się. Zobaczyła kłębowisko białych futerek w rude łaty, matkę z całym miotem. Małe, urodzone tej wiosny, ssały z zapałem, a kotka otworzyła oczy, gdy padło na nią światło świecy. Wspaniale! Matka nie ucieknie, dopóki karmi młode, a one nauczą się, że nowe gospodarstwo to ich dom.
    – Ile chcecie, babko, za koty?
    – Od ciebie nie wezmę pieniędzy.
    Anna uniosła brwi ze zdziwienia.
    – Jest jeszcze on. – Starucha wygrzebała z kosza całkiem czarnego kociaka.– Zaopiekujesz się nim.
    – Czemu on się tak różni od pozostałych?
    Kobieta uśmiechnęła się i bez słowa przeżuwała chleb.
    – Skąd, babko, przyszliście?
    – Z Droszkowa.
     Z Droszkowa? Anna w zamyśleniu wzięła czarnego kociaka na ręce. Nagle karczma znikła, a ona sama stała na kłodzkim rynku. Na jego środku… mój Boże! Na środku płonął stos, a razem z nim trzy kobiety. Anna stała wciśnięta w tłum, czuła żar bijący od ognia. Snopy iskier strzelały z polan, jęzory ognia lizały już nogi nieszczęśnic, ich jęki przeszły w krzyk przerażenia.
    Odłożyła kociaka do kosza i widzenie umknęło. Stara kobieta przerwała jedzeniei patrzyła na Annę. Wiedziała już, że dokonała dobrego wyboru.
    – Nie obawiaj się. To było sześćdziesiąt lat temu i wszystkie trzy były niewinne.
    – Skąd wiesz, co ja… – Anna udławiła się własnymi słowami.
    – To nie jest zwykły kot, który łowi myszy. Oczywiście też to robi, w końcu jest kotem, ale ma pewien dar. Podobnie jak ty.
    Niczego więcej Anna nie dowiedziała się od babki, chociaż zasypywała ją pytaniami. Stara nie dała się też namówić na nocleg. Skończyła posiłek i po prostu wyszła z karczmy. Gdy Anna po krótkiej chwili wybiegła za nią, żeby chociaż dowiedzieć się, jak się kobieta nazywa, na drodze nie było już nikogo.




All INCLUSIVE  (fragment)
Magdalena Woźniak, opowiadanie wchodzące w skład antologii: Lato moralnego niepokoju
Dmuchany materac lekko kołysał się na powierzchni wody. Brzeg basenu z jednej strony ocieniało drzewo granatu, którego owoce nadawały mu wygląd rajskiej jabłoni ze średniowiecznych płócien. Na środku małego półwyspu rozpostarła liście niewielka palma o grubym pniu. Odepchnęłam się nogą i podryfowałam ku nasłonecznionej części basenu. Co chwilę nabierałam dłonią wodę i polewałam rozgrzaną skórę. Wszystkie napięcia, które w ciągu minionego roku zgromadziły się w moich mięśniach, znikały pod wpływem słońca. Lecznicza moc promieni do spółki z lenistwem, jedna supersjesta zamiast wielu codziennych małych chwil wytchnienia muszą wystarczyć na kolejny rok pracy.
Obudziły mnie wstrząsy. Na granicy jawy i snu materac fiknął kozła i moje rozgrzane ciało zanurzyło się w zimnej wodzie. Z trudem łapałam powietrze. Tarmoszenie trwało nadal, otworzyłam oko i zobaczyłam kontakt z naklejoną karteczką informującą o napięciu 230 V. Rozejrzałam się po pokoju i zaczęłam ustalać parametry rzeczywistości.

Jestem na białoruskiej wsi, w gospodarstwie agroturystycznym. Ze mną jest mama, jej kuzynka z córką i wnukiem oraz mój bratanek. Trzy generacje. Dwie babcie, dwie córki i dwóch wnuków. Troje to Amerykanie. Czy trzeba więcej, żeby ściągnąć na siebie kłopoty?
– Aunt Betty, grandmaaaa... – usłyszałam płaczliwy głosik.
Grandma? Wizja plażowania i kąpieli w basenie umknęła definitywnie. Wakacje? Jakie wakacje? 
Harówa. I to gorsza niż w firmie.
– Co z grandma? – wrzasnęłam.
Kevinek rozpłakał się.
– No chodź tu. – Przytuliłam go. Mózg pracował na zwiększonych obrotach w poszukiwaniu wszystkich możliwych wyjaśnień.
– Babcia śpi w domku z drewna – wytłumaczyłam dziecku. Na pewno zapomniał, a może nie wiedział, że obie babcie zdecydowały się nocować w chałupie.
– Nie ma! – Kevin wzmocnił szloch.
– Byłeś tam?
Przytaknął. Normalnie zasypałabym go pytaniami, ale musiałabym każde tłumaczyć na angielski. To spowalniało porozumiewanie się i doprowadzało mnie do szału. Najwyraźniej coś idzie nie tak, jak powinno.
– Może wstały i wyszły?
Zaprzeczył, patrząc mi prosto w oczy. Żebym zrozumiała. Poczułam, jak przechodzą mnie dreszcze. Nie wstały i nie wyszły, ale ich NIE MA? Zerwałam się z łóżka i tak jak stałam, wypadłam z pokoju. Nie zdążyłam wsunąć stóp w klapki, jak wicher minęłam wystawkę obuwia przy drzwiach i gnałam po wilgotnej trawie do postawionej w głębi ogrodu chaty. Wiedziałam, że mogę kierować firmą, w której pracuje sto osób, ale te dwie – tu zastanowiłam się sekundę – te dwie stare baby wywiną mi taki numer, że nie pozbieram się z rozumem.
Dyszałam, a pomimo tego czułam, że biegnę zbyt wolno. Miałam wrażenie, że nigdy nie dotrę do starej chałupy i nie dowiem się, co się stało. Jednocześnie bałam się tego, co tam zastanę. W głowie, jak film, przewinęła się cała ta historia od początku, który miał miejsce dwa lata temu.



3 komentarze:

  1. Fragmenty zachęcają do przeczytania całych opowiadań bardzo. Szczególnie intrygujące jest to Annie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Twórczość autorki jest mi kompletnie nie znana, ale wszystko przede mną. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietne fragmenty, postaram sie zdobyc ksiazke i przeczytac :-).

    Aha, Ola, zajrzyj do mnie, napisalam o ksiazce Frischa, jak czytalam, to myslalam, ze Tobie na pewno by sie spodobala, Tobie i Jezannie :-).

    OdpowiedzUsuń