czwartek, 17 października 2013

"W piaskownicy światów. Epos wrocławski", Stanisław Karolewski - fragment



Po wyjściu z kościoła naturalnym byłoby ruszyć w stronę Rynku, będącego końcem wszystkich dróg, ale rzuciłem się od razu w lewo, w wąską uliczkę bez znaczenia. (…) Minąłem ławki pod Zakonem Urszulanek, na których nigdy nie siedziałem – to było dziwne, a nawet podejrzane. Metafizyka fizyki zdarzeń nie pchnęła mnie nigdy na czarno malowane deski. Dopiero później, już z Juliette, gdy – jak co roku latem – Wrocław stał się Paryżem, siadywałem na nich, delektując się cieniem wśród rozgrzanych do nieprzyzwoitości kamienic. Rozkoszowaliśmy się brakiem konieczności zanurzania w nowoczesne osiedla Winem, popijanym raz za razem, przelanym uprzednio w butelkę po 1662, przywiezioną z Paryża właśnie. Butelkę szklaną i elegancką, bo zakręcaną, co likwidowało konieczność wypicia całej w jednym czasie i miejscu, choć akurat ta właściwość była nam zbędna.


Paryskość podkreślały też wtedy przelewające się tłumy, szukające tu festiwalu filmowego, który wprawdzie się odbywał, ale biletów brakowało, podobnie jak na mające nadejść mistrzostwa w piłce nożnej.

Paryskość podkreślała jesień w pełni lata. Odkąd wiatr przyniósł suchy liść, a jeszcze tego samego dnia usłyszałem wronę, samotnym płaczem przedzierającą się przez stada głupich wróbli, wiedziałem, że przyjdzie jesień. Tak samo jak wtedy, gdy na słoneczne ulice Paryża spadł deszcz, a pod rozłożystym drzewem znalazłem jego brązowy owoc.
Paryskość była w otwartych szeroko oknach dachowych, które pozwalały artyzmowi poddaszy wylewać się na ulicę. Perfumy nagich modelek z podniebnych pracowni spływały po winoroślach, oplatając blaszane rynny i unosiły się na wysokości nozdrzy, przyprawiając nas, przechodniów, o tęsknotę za Paryżem właśnie.
Siedząc tam z Juliette pamiętałem siebie mijającego te ławki z tomikiem Brechta w kieszeni, którego później zamieniłem na Brella. Siebie moknącego i spieszącego się, lecz bez konkretnego celu w drodze. Mijałem tak wtedy dom za domem, przygodę i nieopowiedzianą historię za przygodą i nieopowiedzianą historią. Z każdego zakątka, z każdej ceglanej góry i z najmniejszego brukowego kamienia dolatywały mnie szepty i głosy, błagające o posłuch. Opowieści przelatywały wraz z wiatrem. Kryły się w kroplach i przejeżdżających z rzadka samochodach. Z kanałów i chmur wyłaziły na powierzchnię przedpotopowe legendy, w których można było usłyszeć o pierwszym człowieku, jaki postawił nogę na tej ziemi. Słychać w nich było płacz istot, które nie powinny już dziś istnieć nawet w legendach i pamięć o tych, których wspomnienia już nie obejmują. Podania mówiły nie o tym, jakie były, ale o tym, że były i że o nich zapomniano. (…) A wszystkie te historie, tak samo jak ulice i place, następowały po sobie, chwilami przeplatały, wynikając jedna z drugiej, a momentami każda z nich wiodła osobny żywot i była oddzielona od poprzedniej jak akt od aktu a akapit od akapitu. Przypominały sen z jego ciągiem zdarzeń i kolejnym snem, który następuje po nim i nie łączy się w żaden sposób z tym pierwszym do czasu, gdy zobaczymy, że pojawiają się powtórzenia i wspólne kontynuacje wątków, bo łączy je osoba śniącego. Tak historie, ogarniające mnie ze wszech stron, spajało miasto, które je wydało i które te historie budowały.
Przechodziłem między domem Panien Trzebnickich, Kamienicą Pod Złotym Koszem a modernistycznymi bloczkami z lat 60-tych ubiegłego wieku i z każdym swoim krokiem budowałem nową narrację, wplatałem się w stare wątki i tworzyłem nowe. Konieczność budowy swojej własnej legendy była chwilami przerażająca, ale nie było sposobu na wywinięcie się jej. Wiedziałem, że za sto lat mnie już nie będzie, ale przetrwa jakiś czajnik lub but, który wepchnąłem między przeciekające dachówki. Zaświadczy o mnie pusta butelka lub nawet urwany i zagubiony guzik.

5 komentarzy:

  1. O mój Boże! Dzięki za ostrzeżenie! :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za Wrocławiem, ale fragment zrobił na mnie wrażenie. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem nieco zdezorientowana, bo w tym fragmencie są momenty kompletnie nie dla mnie i takie, które mnie fascynują. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja mam podobnie. :) Przykładowo, podoba mi się końcówka, zwłaszcza ten zagubiony guzik i pusta butelka, nie podoba mi się natomiast trzeci akapit.

      Usuń
  4. Interesujący fragment. Liczę na więcej :-)

    OdpowiedzUsuń