poniedziałek, 4 listopada 2013

CZYTELNICY WOLĄ DOBRE ZAKOŃCZENIA - rozmowa z Anną Pasikowską, autorką książek: " Rollercoaster", "Pałac z lusterkami", "Winogrona bez pestek"; Litera Tura 2013




Jak się zaczęła Pani przygoda z literaturą? Kiedy zaczęła Pani pisać?

Zaczęło się około dziesięć lat temu. Nie pisałam ani jako dziecko ani jako nastolatka. Zawsze natomiast bardzo dużo czytałam. Z wykształcenia jestem filologiem, więc czytałam także z obowiązku. Znam od podstaw literaturę polską i światową, dawną i współczesną. Jestem także nauczycielką ale w zawodzie pracowałam tylko półtora roku gdy wyjechałam  mężem do Kanady. Po dwóch latach wróciłam do Polski i pomyślałam, że nie tyle mogłabym opisać sam pobyt za oceanem ale coś zainspirowanego pobytem w tym obcym kraju. Niestety pomysł musiałam odłożyć. Pojawiły się dzieci i całkowicie mnie pochłonęły. Dopiero kiedy najmłodsza córka poszła do przedszkola nieco ochłonęłam od mojego szalonego macierzyństwa. Nagle zaczęłam mieć dużo czasu i mogłam zacząć pisać. Postanowiłam spróbować.

Jest Pani kojarzona z książkami, które kończą się happy Endem, które SA współczesnymi baśniami. Bohaterka Pani debiutanckiej powieści "Rollercoaster" jest pisarką, która zdobywa uznanie, wyrusza w rejs i spotyka miłość swojego życia. Czy zakodowała Pani w tej książce swoje marzenia?

Nie, to nie są moje marzenia. Nigdy nie miałam takich marzeń ponieważ nie miałam na nie czasu. Jako młoda osoba nigdy nie planowałam swojego życia, nie wyobrażałam sobie jak ono będzie wyglądało. Potoczyło się samo, mam spora wyobraźnię, ale nie jestem typem marzycielki. Myślę, że nie brakuje mi tez odwagi, żeby coś takiego napisać. Jak każdy autor mam oczywiście nadzieję że książki będą rozchodziły się w wielkich nakładach, a grono czytelników sukcesywnie będzie się powiększać.

Co się zmieniło w Pani życiu gdy wydała Pani pierwszą książkę? Czy to był moment przełomowy?

Nie, przełomu nie było. Oczywiście cieszyłam się że powieść ukazała się w formie książkowej, że można ją wziąć do ręki. Zaczęłam pisać tradycyjnie, piórem na papierze. Dopiero potem wprowadzałam tekst do komputera robiąc jednocześnie korektę. W moim życiu jednak nic się nie zmieniło. Tyle tylko, że gdy debiutowałam dzieci były małe a teraz są już dorosłe. Kiedy książka się ukazała moja rodzina potraktowała to jako wydarzenie, ale potem wszyscy się z tym oswoili, przyzwyczaili i traktują moje pisanie jako rzecz normalną. Oczywiście dzieci są dumne z tego że książki ich mamy można znaleźć w księgarniach.


Czy w momencie wydania pierwszej książki poczuła się Pani pisarką?

Nie, nie uważam się za pisarkę. Jestem autorka powieści. Dla mnie pisarzem jest ktoś kto dla literatury zrobił naprawdę dużo. Albo uprawia „wielką” literaturę jak Tołstoj, Dostojewski, Faulkner. Albo sprzedaje swoje książki w wielkich nakładach, jest bardzo popularny, umie trafić do tłumów. Pisarz to wielkie słowo, nie mam odwagi by siebie tak nazywać.

Do której swojej książki czuje Pani największy sentyment?

Trudno powiedzieć. Wszystkie książki są mi w jakiś sposób bliskie. Ale może wybrałabym Pałac z lusterkami, bo to jedyna książka której akcja dzieje się w moim mieście Szczecinie. Jest to powieść z historią miasta w tle.

Czy czytelnik może w jakiś sposób dotrzeć do budynku, który Pani opisuje? Czy pałac z lusterkami istnieje?

Nie, takiego domu nie ma. Jest w Szczecinie wiele tego typu willi, pałacyków, większych lub mniejszych, ale nie miałam na myśli żadnego z nich, ani nawet konkretnego miejsca. Nawet ulica, na której willę umieściłam nie istnieje. Często jestem pytana czy opisuję konkretny dom. Niestety nie. Tak jest lepiej. Gdybym akcję umieściła w konkretnym miejscu jego historia musiałaby być prawdziwa. To z kolei mogłoby się wiązać z prawami do własności, ktoś mógłby mi zarzucić nieścisłość, a wolałam tego uniknąć. Posłużyłam się więc wyłącznie moją wyobraźnią.

Po jakie książki sięga Pani dla przyjemności?


Takie sama albo podobne jakie piszę. Szukam w książkach rozrywki i oderwania od codzienności. Preferuję więc literaturę obyczajowo-romansową. Czytuję  autorów którzy uprawiają ten gatunek, aczkolwiek nie stronię od dobrej sensacji czy thrillera. Pomimo moich preferencji z przyjemnością daję się uwodzić autorom piszących w innych gatunkach. Tak było z Danem Brownem, który mnie zachwycił.

Czytuje Pani książki Nikolasa Sparksa?

Kilka zdarzyło mi się przeczytać. Większość z nich kończy się źle. Nie jestem przeciwniczką książek bez szczęśliwego zakończenia. Swoją najnowszą książkę, jeszcze niepublikowaną, zakończyłam w sposób nietypowy dla siebie, ale poprowadziłam fabułę tak aby to nietypowe zakończenie miało sens. Natomiast Sparks mnie nie porywa i nie zawsze tragiczny koniec ma odpowiednio uzasadniony. On pisze zbyt wolno, jego fabuły, jak dla mnie są nieco nudnawe, za mało w nich bajkowości, bardzo mocno trzyma się realiów, mocno stąpa po ziemi. Ja bardziej zmierzam w kierunku Daniele Steel albo Judith Krantz.

Czy książka bez happy endu jest zgodna z Pani naturą? Chciała Pani udowodnić że potrafi?

Nie, nic nie zamierzałam udowadniać. Zastanawiałam się jak zakończyć tę powieść. Ostatecznie uznałam, że będzie to odmiana w moim pisarstwie. Chcę zobaczyć jak zareagują wydawcy i czytelnicy. Wiem, że czytelnicy mimo wszystko wolą dobre zakończenia, ale spójrzmy na Annę Kareninę albo Trędowatą. Pomimo tragicznych zakończeń cieszą się ogromną popularnością od dziesięcioleci. Liczę także na to, że zaskoczę czytelników, którzy do końca nie będą wiedzieć co zdarzy się przed napisem koniec.


W jaki sposób Pani pisze? Systematycznie czy z doskoku? Potrzebuje Pani jakiegoś rytuału, kubka z kawą i innych gadżetów?

Piszę rzadko. W ciągu dziesięciu lat powstały cztery książki, nie jest to więc oszałamiający dorobek. Z reguły napisanie powieści zajmuje mi dwa miesiące. Wtedy dziennie poświęcam na to maksymalnie trzy godziny. Więcej nie mogę bo mam inne obowiązki, piszę więc w przerwach miedzy nimi. Nie mam nawet swojego biurka ani pokoju. Wcześniej zdarzało mi się pisać na kartkach nawet w kuchni na stole, teraz siadam z laptopem na kolanach bo tak mi najwygodniej, miejsce nie ma znaczenia. Nie mam żadnych rytuałów, nie musze jechać w las, do chatki w poszukiwaniu spokoju i weny. Mogę pisać niemalże w każdych warunkach, potrafię się wyłączyć.

Właśnie przeprowadza Pani swój eksperyment z czytelnikami. Ale czy gatunek który Pani uprawia jest już określony? Czy może zechce się Pani sprawdzić jeszcze w innych?



Myślę że nigdy nie napiszę kryminału ani sensacji. Może spróbuję coś połączyć, ale to tylko jeśli będzie wymagała tego fabuła. I raczej będzie to w formie sygnalnej. Mam teraz pomysł na nową książkę. Jeden z dziennikarzy podczas wywiadu zapytał czy napiszę jeszcze książkę której akcja znowu rozgrywałaby się w Szczecinie? Odpowiedziałam, że nie bo to byłoby nudne, ale przypomniał mi że w moim mieście urodziła się caryca Katarzyna II i to mnie zainspirowało. W krótkim czasie wymyśliłam zarys fabuły. Powieść będzie dziać się współcześnie, no, może dwutorowo. Na razie jednak odpoczywam od pisania, muszę nabrać dystansu. A im dłuższą mam przerwę tym chętniej zasiadam do następnej książki. Ostatnią, którą skończyłam kilka miesięcy temu napisałam po sześciu latach przerwy.



Przyznaję, że projekt z carycą zapowiada się ciekawie, mam więc nadzieję że nie każe nam Pani czekać aż tak długo.

Nie, tym razem mam zamiar zabrać się za tę powieść dość prędko. To jednak będzie pierwsza powieść do której muszę się odpowiednio przygotować. Przeczytałam już biografię Katarzyny, przede mną pamiętniki monarchini, które już zdobyłam. Moje poprzednie powieści nie wymagały aż takiego nakładu pracy.

Serdecznie dziękuję za rozmowę.


Ja również dziękuję.

18 komentarzy:

  1. Nie znam autorki i jej twórczości, ale wydaje się być przemiłą osobą. Z chęcią zajrzałabym do jej książek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Choć nie miałam jeszcze przyjemności z autorką , z chęcią przeczytałam wywiad

    OdpowiedzUsuń
  3. Ilość osób piszących w naszym kraju przechodzi moje wyobrażenie.
    Twoje wywiady Olu są bardzo interesujące i takie też są postaci, które prezentujesz.
    Zwrócę uwagę na te Panią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście liczba piszących osób jest imponująca, coraz bardziej się o tym przekonuję:)

      Usuń
  4. To zaskakujące, nigdy nie słyszałam o pani Pasikowskiej. Znajomość z "autorami powieści" powinno się rozpoczynać od wywiadów czy powieści właśnie? Nie wiem czy nie zaburzam właściwego porządku;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadałaś ciekawe pytanie... czy można tu mówić o właściwym porządku? Jeśli zaczyna się od książki - do pisarza i jego wywiadu podchodzi się, jak do osoby w jakiś sposób znajomej. Wtedy ciekawie czyta się o tym, co książkę zainspirowało, konfrontując z własnymi wrażeniami. Zakładając, że nie czytało się jeszcze nic jego autorstwa, to po prostu z rozmowy poznaje się człowieka i jeśli ma ciekawą osobowość, potrafi przykuć naszą uwagę - poszukamy jego książki... Osobiście wolę przeczytać wywiad, jeśli znam twórczość, bo wtedy mam poczucie, że jako czytelnik angażuję się emocjonalnie w rozmowę.

      Usuń
    2. Ja też chyba wolę tę kolejność. To jeszcze bardziej wyraźne przy biografiach pisarzy.

      Usuń
  5. Książce o tej znanej z historii szczeciniance przeczytałabym z wielką przyjemnością. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tam wole złe zakończenia :) lubię smutne książki, filmy i piosenki, są bardziej autentyczne niż te z happy endem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale Martuś, przyznasz, że gdyby wszystkie książki kończyły się źle, to byłoby okropnie dołujące;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, tak by było :) sama też czytam większość książek kończących się happy endem i może dzięki temu bardziej doceniam te smutne :)

      Usuń
    2. Tak się trochę z Tobą droczę;) Oczywiście z jednej strony - potrzebne są książki różnorodne, żeby zadowolić różne gusta, ale osobiście także doceniam książki, które nie kończą się happy endem...

      Usuń
  8. Interesujący wywiad. Przeczytałam go z ogromną przyjemnością. Ja oczywiście twórczość Ani znam i cenię i polecam ją każdemu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Niestety nie znam twórczości tej autorki, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby się to zmieniło w przyszłości:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem dziwnie spokojna o to, że poznasz. Przy Twoim tempie czytania - poznajesz chyba więcej pisarzy, niż sześciu blogerów razem wziętych:)

      Usuń
  10. Myślę, że nie istnieje coś takiego jak dobry porządek poznawania pisarza. Nie jeden raz zdarzyło mi się, że znalazłam urywek wywiadu, cytat, fakt biograficzny i dzięki temu popchnęło mnie to do poznania pisarza :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą:) Jeżeli pisarz potrafi w interesujący sposób rozmawiać, zaprezentować się podczas wywiadu - działa to na mnie lepiej niż zaplanowany marketing:) Pozdrawiam:)

      Usuń