środa, 13 listopada 2013

"Druga pora życia, czyli jak zabija się miłość", Anna Strzelec - fragment



"Czy pamiętasz historię jaskółczego gniazda? Sam powiedziałeś, że gdy ptaki te wybiorą sobie czyjeś okno i przytulą swoje gniazdo do jego futryny, przynoszą szczęście... Wybrały nasze, kuchenne okienko, dwa lata temu...

Zabudowały pracowicie i szczelnie, zostawiając tylko małe wejście... Ptasia mama ogrzewała pisklątka, tata znosił w dziobie śniadanie, obiad i kolację. Może czasem wymieniali się rolami, jak w przyzwoitym, ptasim związku? Nie wiem, są z wyglądu tacy podobni do siebie...

Czekałam na Twój przyjazd, obserwując z pełną dyskrecją zza rolety, żółte, otwarte z głodu dziobki i ptasi rytuał karmienia maluchów... Myślałam z troską jak poradzą sobie z pierwszym lotem... Ach, to nie było dobre miejsce na budowanie gniazda, trzeba było wybrać futrynę nad balkonem, moi drodzy – myślałam. Komfort lądowania byłby pełniejszy.

I wtedy przyszedł sms od Ciebie, w którym mnie poinformowałeś, że nie przyjedziesz, a ja mogę zostać tam gdzie jestem, bo tam bije moje serce... Niejeden, podobnej treści sms dostałam tego dnia od Ciebie... W moim sercu miałam miejsce dla Was wszystkich, co dla Ciebie niepojętym się stało, że można aż tak i tak bardzo. Dzielić nie umiałam...

Czy to „Ona” poradziła Ci, żeby rozmówić się ze mną ostatecznie, przyjechać, postawić mi w przedpokoju walizkę z moimi rzeczami i Dory koszyk do spania?
Czy to „Ona” wysłała Cię do wróżki?
Dlaczego uwierzyłeś w przepowiednię, że nie ma sensu i już nie warto?

Tamtego wieczoru zebrało się na burzę, wiatr przewrócił kwitnące drzewko na balkonie, niebieskie bratki zmoczone ulewnym deszczem z rozpaczą opuściły główki... Czy to wiatr, czy zabłąkane nocą ptaszysko zniszczyło połowę naszego jaskółczego gniazda? Wybiegłam przed dom od strony kuchennych okien – trzem jaskółczym maleństwom nie było dane zaśpiewać tego lata...


I nikt już nie zatroszczył się o opuszczone, smutne miejsce... aż do przedwczoraj. Boję się obserwować... Uchylam ostrożnie roletę – są! Nie wiem, czy to ci sami, ale bardzo się spieszą, nadbudowują zniszczenia, popatrują nawet trochę na mnie, czy widzę i podziwiam, jacy są pracowici. Wczoraj padało, wiało i grzmiało, a ja bałam się o ich bezpieczeństwo.

Znów jaskółcze gniazdo przy moim oknie. Czy to dobry znak? Tak bardzo potrzebuję dobrych znaków i nadziei...Wczoraj napisałam Ci o chorobie Laury...Wszyscy chodzimy zrozpaczeni i modlimy się o cud. Zamówiłam odprawienie mszy św. za pomyślność jej operacji i uzdrowienie...

Nie umiem ominąć figury Ojca św. która stoi niedaleko naszego domu. Dzisiaj też, wracając z miasta, posiedziałam na ławeczce, modląc się przez łzy... Byłam sama, ale w pewnej chwili odniosłam wrażenie, że nie jestem... Ktoś był z lewej strony mojego ramienia. Obejrzałam się...

Wiatr powiewał gałązką krzewu pełną białego kwiecia...
Horst, czy Ty wierzysz w Anioły?
Deine Frau". 




12 komentarzy:

  1. Niczym post scriptum do naszej rozmowy... Dziękuję Olu <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny fragment! Koniecznie muszę poznać całą historię tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Miałam okazję wysłuchać go w interpretacji samej autorki i bardzo mnie wtedy wzruszył...

      Usuń
    2. Olu, pamiętam... spotkanie w Katowicach u pani Lucyny Smykowskiej-Karaś w Kawiarence Kulturalno-Literackiej... duże przeżycie, chociaż bardzo lubię czytać moje teksty...

      Usuń
  4. Jestem ciekawa, kim jest ten Horst. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Horst...? Jest niemieckim mężem bohaterki książki.

      Usuń
  5. Haniu...ilez wyczucia na otaczajacy cie mini-swiat, ilez piekna i ciepla w twych slowach...delikatnosc Twojej kobiecej duszy...

    OdpowiedzUsuń