piątek, 15 listopada 2013

LITERATURA MA OBJAŚNIAĆ DZIECIOM ŚWIAT - rozmowa z Magdaleną Zarębską, pisarką, autorką książek dla dzieci i dorosłych; LiteraTura, Wrocław 2013

                                                                            źródło zdjęcia
Napisała Pani książkę „Ida, konie i reszta świata”. Mam wrażenie, że pokazuje ona świat bardzo Pani bliski. Ma Pani córki, z którymi dzieli Pani swoją pasję – razem czytacie książki… Mówiła Pani nieraz, że lubi jazdę konną. W pewnym sensie opisała Pani swój własny świat i mogła podarować go swojemu dziecku w postaci książki. Czy to duża satysfakcja?
Książki o Idzie dały mi ogromną satysfakcję. Mogłam pisać o mojej pasji, przelać na papier własne doświadczenia, wrócić do emocji, które wyzwala we mnie jazda konna. Moja córka jest bardzo ważnym czytelnikiem, ale też uważnym – gdybym coś przekręciła, byłaby bardzo krytyczna wobec mnie. Oczywiście książeczka nie jest o nas, natomiast wszystkie wydarzenia, które dotyczą koni – są autentyczne.

Czy córka uczestniczyła w tworzeniu tej książki, czy była ona dla niej niespodzianką?
To była niespodzianka. Niektóre fragmenty dotyczące kolejnych przygód konsultowałam z nią, natomiast cała fabuła została przeze mnie wymyślona.
Napisała Pani dwie książki z serii „Maja poznaje świat”. Bohaterką książek jest dziewczynka, która zadaje trudne pytania. Czy notowała Pani skrzętnie pytania i powiedzonka swoich córek, czy może przeprowadziła ankietę wśród znajomych? W jaki sposób przygotowała się Pani do napisania tej książki?
Moja młodsza córka Maja jest dzieckiem, które zadaje wiele pytań. Zawsze była dociekliwa. Podoba mi się to, że często podważa zastany porządek świata. Stwierdziłam, że dziecko ma zawsze takie świeże spojrzenie, te wątpliwości zainspirowały mnie. Pomyślałam, że mogłaby powstać niezła książka. Nie wykorzystałam zresztą wszystkich jej pytań. Myślę, że gdybym zaplanowała trzecią książkę z tej serii, to nadal miałabym o czym pisać.
W 2011 roku ukazała się książka „Kaktus na parapecie”. Tym razem przenosi Pani współczesnego nam chłopca w czasie, wprost w lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Dlaczego wybrała Pani ten właśnie okres? Chciała Pani wrócić wspomnieniami do własnego dzieciństwa czy wyeksponować zasadnicze różnice w obecnej i tamtej rzeczywistości?

Rzeczywiście, chciałam w pewnym sensie wrócić do dzieciństwa i miałam ogromną przyjemność z pisania tej książki. Mogłam sobie przypomnieć okres, gdy sama byłam mała. Chciałam pokazać właśnie czasy PRL-u, nie późniejsze, czy przejściowe, ani też wcześniejsze, których nie znałam i nie mogłabym się w jakiś sposób do nich odnieść.
Jakie były reakcje Pani córek? Czy były mocno zaskoczone różnicami w życiu codziennym dawniej i dziś? Nie zdziwiły się, że można żyć bez komórki i komputera?
Dzieci mają zawsze świeże spojrzenie i sporo rzeczy zauważyły. Sama książka nie była zaskoczeniem, gdyż podczas jej pisania dużo im opowiadałam i tłumaczyłam. Na przykład komizm sytuacji, gdy chłopiec zażądał wyjścia do McDonalda, a mama z dumą przyniosła mu gumę do żucia o tej nazwie.
Czy jedną z inspiracji do napisania tej książki była powieść Ewy Nowackiej „Małgosia kontra Małgosia”?
Tak i nawet w jednej z recenzji zostało mi wytknięte, że mocno się podparłam tamtym pomysłem. Wydawało mi się to bezpiecznym rozwiązaniem, że dwie osoby przenoszą się w czasie, bo nie lubię sytuacji, kiedy fikcja jest mało przekonująca. Jeżeli dwie osoby tylko się zamieniły miejscami – nie spowodowało to lawiny konsekwencji i mogłam skupić się na fabule właściwej.

Pani najnowsza książka ukazała się pod koniec września. Przyciąga już samym oryginalnym tytułem – „O tym jak Maciek Szpyrka z dziadkiem po Nikiszowcu wędrowali”. Jest to książka dwujęzyczna, napisana jest w języku polskim i przetłumaczona na gwarę śląską przez Bernarda Kurzawę. Skąd taki pomysł i jak doszło do współpracy?
Mieszkałam w Katowicach przez 12 lat, moja mama jest Ślązaczką, wychowywałam się więc na Śląsku. Przebywałam bardzo długo u babci, w typowej Śląskiej rodzinie. Potem przeniosłam się do Wrocławia i przez długi czas moje życie skupiało się tylko na nim. Dopiero kiedy moje córki podrosły, zaczęłam wracać na Śląsk, chciałam im pokazać krajobraz, rzeczy godne zwiedzenia. Poznałyśmy między innymi Śląski Szlak Zabytków Techniki i stwierdziłam, że to jest znakomity sposób na spędzenie paru dni wakacji. Kilka lat jeździłyśmy nie tylko odwiedzając rodzinę, ale przede wszystkim poznając sam Śląsk. W zeszłym roku trafiłyśmy na osiedle Nikiszowiec, gdzie nigdy wcześniej nie byłam, chociaż mieszkałam niedaleko – i zachwyciłam się tym miejscem. Pomysł napisania książki długo we mnie dojrzewał, a kiedy już zaczęłam pisać, sprawiło mi to ogromną przyjemność. Na gwarę śląską książkę przetłumaczył pan Bernard Kurzawa, a kiedy zobaczyłam jego tekst, poczułam się przeniesiona do krainy dzieciństwa. Dla mnie słuchanie tej gwary jest magicznym sposobem na to, by wrócić w miniony czas. Znowu byłam dzieckiem i słuchałam swojej babci…
Jednak potrzebowała Pani tłumacza…

Tak, mama mówiła do nas w domu tylko po polsku. Oczywiście znam wiele słów śląskich, rozumiem je, mogę nawet powiedzieć zdanie z typowo śląską „melodią” czy „zaśpiewem”. Natomiast nie podjęłam się, by to przetłumaczyć, mogłoby nie wypaść dostatecznie wiarygodnie.
Czy sportretowała Pani w tej książce swoją rodzinę?
Pisząc książkę o Nikiszowcu myślałam o mojej rodzinie ze Śląska. Dziadek, który zmarł przed moim narodzeniem, nie był górnikiem, ale pracował na Nikiszowcu. Chciałam przede wszystkim oddać sposób postępowania, charakterystyczne dla Ślązaków zachowania. Takie reakcje i dialogi mogłabym znaleźć na każdym śląskim podwórku. Wiele osób, które przyjeżdżają na Śląsk, mówi o charakterystycznym dla Ślązaków humorze. Mam nadzieję, że w mojej książce również go widać. Myślę o mojej śląskiej części rodziny z ogromną czułością i to też chciałam w książce przekazać.

Autorką ilustracji jest Dorota Rewerenda-Młynarczyk. Czy potrafiła oddać Pani zamysł? Czy jest Pani zadowolona z efektu?
Ilustracje bardzo mi się podobają, bo nie są typowe dla książek dla dzieci. Postacie są „niegrzeczne”, nawet lekko szalone – i to daje znakomity efekt w połączeniu z tekstem. Mogę jedynie żałować, że ilustracji jest nieco za mało, ale wierzę, że mimo to książka będzie się podobać.

Właściwie już zdobyła Pani serca czytelników. Niedawno książka zajęła pierwsze miejsce w plebiscycie: "Książka na jesień" w kategorii literatury dla dzieci, ogłoszonym przez portal Granice. pl.  Serdecznie gratuluję.
To dla mnie ogromne wyróżnienie. Cieszę się, że książka tak szybko została zauważona. Mam też nadzieję, że dzięki Maćkowi wielu turystów trafi na Śląsk, nie tylko na Nikiszowiec.

Z myślą o dorosłych powstała Pani następna książka „Życie teoretyczne”. Dla jakiej grupy czytelniczej przeznaczona jest ta powieść?

Napisałam ją dla osób, które czują się zagubione, nie realizują siebie, tylko spełniają marzenia innych osób. Ta książka jest odzwierciedleniem moich rozterek. Kiedy skończyłam studia, podjęłam pracę w biurze i okazało się, że kompletnie mi ona nie odpowiada. Czułam się w niej bardzo źle, byłam zagubiona. Wszyscy czegoś ode mnie oczekiwali, a ja nie wiedziałam jaki jest charakter mojej pracy, na czym ma ona polegać. Każdy dzień był dla mnie koszmarny. Mam wrażenie, że chodziłam z wielkim znakiem zapytania nad głową: „co ja tu właściwie robię?”. Moja książka to historia bardzo zagubionej dziewczyny, której się wydaje, że spełniając oczekiwania innych osób znajdzie zadowolenie z tego, co robi. Nie szuka w sobie satysfakcji, nie zastanawia się kim chce być, co chciałaby robić. Jej edukacja się zakończyła, została „wtłoczona” w pewien charakter. Ma zawód, ale nie potrafi się w nim odnaleźć. Myślę, że taka tendencja jest teraz powszechna, bo dzieci w szkole muszą bardzo szybko siebie określić i wybrać profil zawodowy. Pewne przedmioty szybko się kończą i od razu trzeba decydować, jakie studia chce się ukończyć. To bardzo determinuje i wpływa na przyszłe życie. Jeżeli ktoś pięć lat studiował ekonomię, to potem ciężko przekwalifikować się na zupełnie inny kierunek. Spotykam się z opiniami, że nawet uczniowie w gimnazjum czują się zagubieni, bo już muszą wybierać swoją przyszłość, a przecież powinni jeszcze mieć na to czas. Gdyby zrobili sobie rok przerwy po maturze, mogłoby to być korzystniejsze niż podejmowanie od razu studiów, do których nie ma się przekonania.



Czy ta historia jest zakończona? A może książka będzie miała kontynuację?
Nie, myślę, że raczej kontynuacji nie będzie. Wolałabym napisać coś innego. Jestem teraz w innym miejscu i tamte problemy już mnie nie dotyczą. Pogodziłam się ze sobą, poukładałam sobie wszystko, zatem…

Czekają następne problemy?
O, tak.
Dla kogo pisze się łatwiej, dla dorosłych czy dzieci?



Dla dzieci pisze się łatwiej, z tego względu, że można się skupić na jakimś problemie, przekazać im swoją wizję świata. Poza tym tego typu literatura ma objaśniać dzieciom świat, natomiast pisząc dla czytelnika dorosłego autor musi się odpowiednio postarać, by czytelnik przyjął jego punkt widzenia. Na rynku książki dla dorosłych znacznie trudniej się przebić.
Długo trwało, zanim zdecydowała się Pani pisać dla dorosłych…
Na początku chciałam to jakoś połączyć, pisać i dla dzieci, i dla dorosłych, ale zorientowałam się, że łatwiej mi zwracać się do młodszych czytelników. Piszę kolejną książkę dla młodzieży, jestem mniej więcej w połowie. Opowiada o grupie przyjaciół, którzy zaczynają naukę w jednym z wrocławskich gimnazjów. W szkole znajdują miejsce, które działa jak wehikuł czasu – pozwala przenosić się do przedwojennego Wrocławia. To będzie książka o przyjaźni, ale też o wydarzeniach ważnych dla miasta. Czasem mam wrażenie, że zapominamy o niemieckiej przeszłości – i chciałam spojrzeć na Wrocław właśnie z takiej perspektywy.
Wobec tego czekamy na nową książkę. Dziękuję za rozmowę :)


8 komentarzy:

  1. Też chciałabym mieć taką mamę, która pisałaby bajki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Życie teoretycznie" czytałam i miło wspominam. Muszę jeszcze dorwać książeczki dla dzieci:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam jeszcze niczego tej autorki. Ciekawa rozmowa.

    Zapraszam na Mikołajkowy konkurs książkowy!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znalam wcześniej tej Pani, ale miło ją poznać:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aaaaa to ta Pani od Maćka Szpyrki! Co prawda książki nie czytałam, ale intryguje mnie bardzo to tłumaczenie na śląski :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie kojarzyłam jak dotąd tej autorki, ale bardzo miło było mi ją poznać dzięki tej ciekawej rozmowie :)

    OdpowiedzUsuń