poniedziałek, 25 listopada 2013

"Tuwim. Wylękniony bluźnierca", Mariusz Urbanek







Zjawisko Tuwim

Dobry pisarz potrafi uwieść czytelnika pierwszym zdaniem. Mariusz Urbanek dał na przynętę soczystą anegdotę, przykuł do fotela pierwszą frazą, oczarował wstępem, obiecał, że od lektury nie będziemy w stanie się oderwać i obietnicy dotrzymał. Stworzył tętniącą życiem biografię Tuwima, pełną szczegółów i wydarzeń. Przedstawił fakty, za które możemy poetę podziwiać oraz materiały po latach nadal szokujące i bulwersujące. Udało mu się sportretować postać nietuzinkową, legendarną, wywołującą skrajnie ambiwalentne emocje. Tuwim na kartach książki to postać trójwymiarowa, wiarygodna, targana emocjami i lękami. Biografowi udało się oddać wszelkie niuanse składające się na osobowość człowieka naznaczonego piętnem poezji (raczej należałoby powiedzieć: człowieka, który BYŁ POEZJĄ, gdyż wszystko, czego dotknął piórem, zmieniało się w złoto), a jednocześnie postać obdarowaną wyjątkową umiejętnością zrażania do siebie ludzi, dokonywania złych wyborów i absolutnym brakiem dyplomacji.


Książka „Tuwim – wylękniony bluźnierca” nie stanowi zwykłej biografii. Jest kopalnią wiedzy o okresie XX-lecia międzywojennego, przedstawia realia epoki i życie kulturalne wyższych sfer. Autor wiedzie czytelnika szlakiem modnych lokali i kabaretów i przedstawia najważniejsze wydarzenia z życia kulturalnego. Tworzy kronikę czasów, która w swoim klimacie przypomina pełne błyskotliwych obserwacji i darzone przeze mnie sentymentem szkice Boya-Żeleńskiego. Czytelnik przeniesiony zostanie do przedwojennej „geszefciarskiej” Łodzi (w scenerię jak z „Ziemi obiecanej” Reymonta), do artystycznej i kabaretowej Warszawy, uda się z pisarzami na emigrację, wreszcie będzie świadkiem zaprzęgania literatury i kultury w służbę ideologii w powojennej Polsce.



Tuwim przyszedł na świat w rodzinie zasymilowanych Żydów i kwestia jego pochodzenia położyła się cieniem na jego stosunki z prasą i krytyką literacką. Prawdą jest, że inni twórcy (Lechoń czy Słonimski), którzy także byli Żydami, nie spotkali się z taką nienawiścią i ostracyzmem. Prawdą też jest, że wobec wszystkich Żydów sypały się cierpkie słowa, ale to Tuwim nie potrafił utrzymać nerwów na wodzy. W swoich wierszach zadawał ciosy traktowane przez narodowców jak antypolskie policzki, których nie mogli zostawić bez odpowiedzi. W ten sposób wokół Tuwima narastała atmosfera antysemickiej nagonki.

Tuwim to nie tylko jego poezja. To człowiek niespokojny duchem, którego rozpierała potrzeba tworzenia. Zbierał rozmaite ciekawostki i ratował je od zapomnienia. Wymyślał setki projektów, najbardziej przedziwnych, wręcz kuriozalnych, często ich nie kończył. Pisał i kolekcjonował księgi o czarach, demonach i o szczurach. Fascynował się językiem, przez całe życie zbierał lingwistyczne ciekawostki, słowa i frazy zachwycające egzotycznym pięknem lub charakterem onomatopeicznym. W sposób niedościgniony tłumaczył rosyjskich twórców: Puszkina i Gogola. Związał się z teatrami, a zwłaszcza z kabaretami. Pisał scenki, skecze, piosenki, spektakle, monologi, parodie, melorecytacje. Jego spektakle przyciągały tłumy, jego piosenki, powiedzonka, aforyzmy – lotem błyskawicy obiegały Warszawę, przechodziły do potocznych rozmów i legend. Przez to zarzucano poecie, że rozmienia talent na drobne. A Tuwima – urodzonego kawalarza, człowieka o nieprzeciętnym poczuciu humoru – rozsadzała energia. Dowcip, który w nim buzował, potrzebował ujścia…

Do historii poezji polskiej wszedł z hukiem. W roku 1918 opublikował wiersz „Wiosna”, którym wprawił w osłupienie czytelników i który został uznany za „ściek pornograficznych wyrażeń”. Chwilę później ogłoszono, że dokonał rewolucji i zachłyśnięto się jego poezją, która „zeszła z pomników”. To, co jednych zniesmaczało, wprawiało w zachwyt innych. Tuwim potrafił szokować, pisać wiersze, pamflety ośmieszające osoby, którym były dedykowane. Z drugiej strony – spod jego pióra wychodziły strofy zachwycające, „cacka artyzmu i dowcipu”, „literackie cudeńka”, które dostarczały poetyckich doznań i wzruszeń w najczystszej postaci. Niepokorny Tuwim nie pozostawał nikomu obojętny, rzucał na kolana, wzbudzał zazdrość bądź nienawiść i mimo nieustającej wrzawy wokół własnej osoby na długie lata (wraz z klubem „Pod Pikadorem” i Skamandrytami) objął władzę nad polską poezją.

Stwierdzenie, że był artystą „płodnym”, nie oddaje istoty zjawiska: Tuwim. W jego przypadku raczej trzeba mówić o eksplozji twórczości. Wydawał tomiki poezji, organizował wieczorki autorskie, współpracował z kabaretami, z operetką, tłumaczył rosyjskie dzieła, pisał wiersze dla dzieci. Bawił się i szalał, ale też otaczał opieką młodych poetów, ułatwiał im debiuty. Był WSZECHOBECNY. A gdy w prasie pojawiała jakaś zaczepka lub cień krytyki, nigdy nie darował, dawał odpór z niezwykłą zaciekłością.

W roku 1926 był już na tyle uznany, że dopisano jego utwory do kanonu lektur szkolnych. W 1933 zajął wysokie miejsce w plebiscycie liczących się literatów. Jednak narosłe wokół jego postaci kontrowersje zamknęły mu możliwość wejścia do Polskiej Akademii Literatury. Na emigracji napisał swój najważniejszy poemat „Kwiaty polskie”, ale też kolejny raz zszokował Polaków, kiedy na wieść o masowej zagładzie Żydów, wydał oświadczenie, że jest jednym z nich… Kiedy zbliżył się do środowiska rosyjskich twórców na emigracji, został uznany za zdrajcę, a gdy powrócił do Polski – potępili go najbliżsi przyjaciele. Po co wrócił? By podjąć żałosne próby powrotu do przedwojennego trybu życia? By oddać talent w służbę złej sprawie? Z pewnością zapłacił wysoką cenę za swoją decyzję. Spotkał go ostracyzm towarzyski, a władze polskie go lekceważyły. Poeta porównywany do Mickiewicza i Puszkina poznał smak rozczarowania i upokorzenia, gdy odmawiano drukowania jego dzieł.

„Książę poetów”, „polski Puszkin”, „barman czarodziejskich eliksirów”, „poeta, jakiego dotąd nie było”, hulaka i nałogowy kawalarz, obrazoburca, łamistrajk, Żyd, zdrajca – jakże skrajnie różne opinie składają się na fenomen Tuwima… Kończę książkę i niechętnie odstawiam ją na półkę. Myślę sobie, że mimo wszystko poecie się udało. Spoglądam przez okno na opadające liście. Włączam radio, słucham popularnego utworu i uśmiecham się do swoich myśli. Który to już raz „mimozami jesień się zaczyna”…?





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa:





                                                                                              Serdecznie dziękuję:)

38 komentarzy:

  1. Z wielką przyjemnością przeczytam tę książkę, bo traktuje o moim ukochanym poecie, którego wiersze mogłabym recytować godzinami. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejnej ciekawej rzeczy się o Tobie dowiedziałam:)

      Usuń
  2. Świetne pytanie - który to raz jesień mimozami się zaczyna? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fascynująca osobowość, wzbudzająca ogromne emocje. Ostatnio miałam przyjemność wysłuchać "Wiosny" recytowanej przez pewnego fascynata na scenie, w odpowiedniej aranżacji - zrobiło to na mnie ogromne wrażenie :) Podobnie jak Twoja recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) "Żyj tak, aby Twoim znajomym zrobiło się nudno, gdy umrzesz" mawiał Tuwim. a Urbanek dodaje: "W jego przypadku te słowa się nie sprawdzają. Nie żyje, ale dzięki temu, co napisał, ciągle nie jest nudno". Konkurs, który niedawno przeprowadzaliście jest tego dowodem:) A Urbanek cały rozdział poświęcił na wyliczanie artystów naszych czasów, których natchnął Tuwim, którzy jego wiersze umieścili na swych płytach w nowych aranżacjach:)

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Już u Ani (Andry) pisałam, że bardzo mało o Tuwimie wiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam Ci książkę z czystym sumieniem, poznasz świetne pióro Urbanka, a od faktów o Tuwimie zakręci Ci się w głowie;)

      Usuń
  6. już kilkakrotnie czytałam o książce, ale niestety nie jest ona dla mnie :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny tekst. Tuwim to faktycznie nietuzinkowa postać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Dopiero lektura uświadomiła mi w jakim stopniu Tuwim był niezwykły:)

      Usuń
    2. Akurat ta biografia, której sama jeszcze nie czytałam, na blogach różne wywoływała emocje, ale uważam, że być może właśnie dlatego, że Tuwim nie był schematyczna postacią .

      Usuń
  8. Niesamowicie podoba mi się określenie "barman czarodziejskich eliksirów". W dedykacji dla Artura Oppmana Tuwim podpisał się jako "Gajowy czarnoleski oraz rotmistrz I Pułku Pegazów". :)
    Gdybym nie miała już tej książki, a kupiłam ją kilka tygodni temu, po przeczytaniu Twojej recenzji zaopatrzyłabym się w nią natychmiast!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To określenie Boya-Żeleńskiego:) Szalenie mi się podobał Twój post o dedykacjach. Co prawda Urbanek nie skupił się na tych zagadnieniach, ale poruszył inny ciekawy wątek. Wymienił całą litanię pseudonimów, którymi się poeta posługiwał, a w których także ujawnia się jego poczucie humoru: Tuvim, J. Wim, Schyzio-Frenik, Mulek Róż, Gibz i Marmureg, Tik, Mik i Optyk, Korek i Amorek, Pikador, Dyzio, Robert Galant, Alcybiades Kminek, Atoli i Wszak, Julian Rozbij Tuwicki, Fra Filippo Sconoppi, Ikacy Ikacewicz, Profesor Ptaszek, Stary małpiarz, Madam Ickiewicz... To też pokazuje pewien rys poety, jednak jakiś dystans do siebie miał...

      Usuń
    2. Do siebie podchodził jak się okazuje z pewnym dystansem a i odgryźć się, potrafił - nie pozostawał dłużny.

      Usuń
  9. Nie cytuje biografii, ale po tę bym chyba sięgnęła. Tak fajnie o niej napisałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękna recenzja Olu!
    Bardzo lubię, szanuję, Juliana Tuwima, znam jego poezję z czasów licealnych, a książkę muszę koniecznie mieć!
    W szczególnych momentach wzrusza mnie Jego wiersz:

    "Jeszcze się kiedyś rozsmucę,
    Jeszcze do Ciebie powrócę,
    Chrystusie...
    Jeszcze tak strasznie zapłaczę,
    Jeszcze przez łzy Ciebie zobaczę,
    Chrystusie...
    I taką wielką żałobą
    Będę się żalił przed Tobą,
    Chrystusie,
    Że duch mój przed Tobą uklęknie
    I wtedy serce mi pęknie,
    Chrystusie...”.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękny wiersz wybrałaś. Mnie urzekł także utwór, w którym widać w jaki sposób poeta bawił się słowem, jego słynne "Słopiewnie":

      W białodrzewiu jaśnie dźni słoneczko,
      Miodzie złoci białopałem żyśnie,
      Drzewia pełni pszczelą i pasiecznią,
      A przez liście kraśnie pęk słowiśnie.

      A gdy sierpiec na niebłoczu łyście,
      W cieniem ciemnie jeno niedośpiewy:
      W białodrzewiu ćwirnie i srebliście
      Słodzik słowi słowisieńskie ciewy.

      Usuń
  11. Cudna recenzja! Książkę koniecznie muszę sobie kupić, bo Mistrza Tuwima uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) W takim razie pozycja Urbanka dla Ciebie jest obowiązkowa:)

      Usuń
  12. Świetna recenzja. Jak tu nie zazdrościć recenzenckiego talentu? Co do książki, to dopiero przy czytaniu uświadomiłam sobie, iż tak wiele jest Tuwima w tekstach znanych piosenek. Choćby dla tego odkrycia warto przeczytać tę książkę. Myślę, że to jedna z najlepszych biografii, jakie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, ale Tobie przecież też nieźle poszło:) Nie zamierzam poprzestać na tej książce. Zorientowałam się, że Urbanek sportretował wiele ciekawych osobowości.

      Usuń
  13. świetna recka;) momentami wręcz poetycka;) uwielbiam Tuwima, ale za książkami ala biograficznymi nie przepadam do końca...raczej skupię się na jego twórczości;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Marto, nie wiem co robię źle, ale nijak nie potrafię dodać komentarza w wersji "disqus"... Nieźle jestem zacofana...:(

      Usuń
  14. Postać Tuwima wzbudza wiele kontrowersji. Z chęcią przeczytałabym tę publikację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, właściwie nastawiłam się na jakieś ataki... Książkę polecam:)

      Usuń
  15. Ciszę się, że tobie książka również przypadła do gustu. Ja jestem nia zachwycona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również:) Widzę, że na blogach recenzenci wpadają w zachwyt lub są oburzeni. Tuwim jak zwykle nie zostawił nikogo obojętnym;)

      Usuń
  16. Przepiękna recenzja. Aż chce się wziąć tomik poezji do ręki i zapomnieć o świecie:)

    A tak swoją drogą - dziękuję, że przypomniałaś tego autora. W końcu rok Tuwima jeszcze trwa, a tak mało się o nim wspomina...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Natchnęły mnie zdjęcia z konkursu na temat twórczości Tuwima. Pomyślałam, że jego biografia będzie naturalnym dopełnieniem przygody i oczywiście uczczeniem roku poety:)

      Usuń
  17. Ha, można powiedzieć, że obecnie przebywam w tej samej czasoprzestrzeni literackiej, bowiem jestem w trakcie lektury "Wspólnego pokoju" Uniłowskiego. Spora część akcji rozgrywa się w "Małej Ziemiańskiej", przypuszczam więc, że prędzej czy później, spotkam również i Julka :)

    Recenzowana pozycja bardzo ciekawa, podobnie jak i recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za podszepnięcie tytułu. Ponieważ lubię taką tematykę, lubię też po zakończeniu dobrej lektury jeszcze się pokręcić "w pobliżu"- chętnie sięgnę:)

      Usuń
  18. Jestem w trakcie czytania biografii Broniewskiego autorstwa Mariusza Urbanka. Rewelacyjna. Przede mną biografia Tuwima. Wiem, że się nie zawiodę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie wpadnę na recenzję, bardzo jestem ciekawa Twojej opinii:)

      Usuń
  19. Recenzja ciekawa, ale książka niestety nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń