sobota, 21 grudnia 2013

"Cywilizacja traw", Krzysztof Pochwicki



SPIRALA SAMOZAGŁADY
Krzysztof Pochwicki – biolog, ekolog, historyk, nauczyciel i pisarz. Jego zainteresowania są rozległe, pisze opowiadania w konwencji fantasy oraz utwory dla dzieci. W roku 2012 wydał swoją pierwszą książkę, kwalifikującą się do szeroko rozumianej literatury popularnonaukowej. „Cywilizacja traw” jest plonem długoletnich badań i zainteresowań autora, absolwenta Wydziału Ochrony Środowiska Wyższej Szkoły Humanistycznej, licencjata w zakresie edukacji ekologicznej. Pochwicki zastanawia się, jaki czynnik wywarł decydujący wpływ na rozwój, poziom i kształt dzisiejszej technologii i dochodzi do zaskakującego wniosku, że najbardziej brzemienne w skutki były od zawsze działania człowieka związane ze zdobywaniem pożywienia, czyli – szeroko pojęte rolnictwo. W sposób kompleksowy i wielopłaszczyznowy (bynajmniej nie pozostając wyłącznie w obszarze rolnictwa) stara się przedstawić wpływ udomowienia konkretnych gatunków roślin na rozwój naszej cywilizacji.
Autor zwraca uwagę, iż od zarania dziejów człowiek w swoich działaniach charakteryzował się krótkowzrocznością i wchodził w konflikt z naturą. Jego zdaniem, błędnie interpretujemy dzisiaj poczynania naszych przodków, kreując obraz romantycznych zbieraczy i łowców. Już wtedy człowiek brutalnie ingerował w środowisko, naginając je do własnych potrzeb. A najbardziej zatrważające jest to, że przez wieki nic się nie zmieniło i wciąż nie potrafimy wyciągnąć z tej sytuacji odpowiednich wniosków.
Człowiek, ucząc się i poznając świat roślin, wybrał gatunki, które uznał za najbardziej pożądane, udomowił je, nauczył się intensyfikować uprawy i zwielokrotniać plony. Tym samym rozpoczął nieodwracalną ingerencję w ekosystemy, a ludzkość weszła na niebezpieczną ścieżkę, z której dzisiaj nie ma już powrotu. Wybór konkretnych roślin wywarł decydujący wpływ na rozwój wsi i miast oraz postęp technologiczny, zmienił bieg historii, wreszcie – ukształtował cywilizację. „Udomowienie roślin stanowi podwalinę, fundament cywilizacji globalnej. (…) Właśnie rolnictwo zepchnęło ludzkość na krętą, niebezpieczną drogę rozwoju, z której niestety, po tysiącleciach postępującego uzależnienia od roślin, nie sposób już się wycofać. Analizując właściwie każde zagadnienie, prędzej czy później dotrzemy do wątków związanych z roślinami. Papier, nałogi (tytoń, alkohol, większość narkotyków i używek), odkrycia geograficzne (przyprawy), tkaniny (len, bawełna i całe mnóstwo innych), handel (np. słynny jedwabny szlak z Chin), a nawet kariera soli (trzeba było jakoś konserwować nadwyżki żywności);  u podstaw wszystkich tendencji rozwojowych i form ludzkiej aktywności znajdziemy rośliny”.
Jesteśmy uzależnieni od roślin, to fakt – człowiek nie przeżyje bez pożywienia. Zdaniem autora, największe niebezpieczeństwo tkwi jednak w tym, że istnienie ludzkości zależy dzisiaj od kilku gatunków zbóż. „Ponad połowa żywności globalnej populacji pochodzi od trzech gatunków: pszenicy, ryżu i kukurydzy. Trawami są: żyto, trzcina cukrowa, sorgo, owies, jęczmień. (…) Najbliższa przyszłość pokaże, czy udomowienie roślin było największym dobrodziejstwem, czy największym błędem ludzkości”.
Krzysztof Pochwicki prognozuje, że w czekają nas poważne problemy z wyżywieniem. Już dziś można odczuć skutki nieodpowiedniej gospodarki zapasami. Dowodzi, iż dysponujemy wystarczającymi rezerwami żywności, natomiast walka z głodem na wielu obszarach jest wynikiem politycznej krótkowzroczności i walki interesów ekonomicznych. Poważnym problemem ludzkości jest zatrważający przyrost naturalny, możliwy dzięki zredukowaniu śmiertelności (postęp medycyny) oraz rewolucyjnemu przełomowi w produkcji żywności, zapoczątkowanemu w XIX wieku (odkrycie nawozów sztucznych). Zdaniem autora, społeczeństwa powinny mieć świadomość, czym to grozi. Populacja bazująca na ograniczonym areale upraw nie może rosnąć w nieskończoność. Istnieje pewien próg, przekroczenie którego spowoduje zagrożenie dla gatunku. Natura zwykle sama radzi sobie z ekosystemami. Jeżeli populacja osiągnie zbyt duże zagęszczenie, uaktywniają się mechanizmy przywracające równowagę. Głód, choroby, migracje, wzrost liczebności drapieżników – to kilka możliwych zaworów bezpieczeństwa. Człowiek jako jedyny gatunek potrafi unieszkodliwiać bądź blokować wymienione mechanizmy regulujące. Zjawisko rozrastania się populacji, która zaczyna wyczerpywać zasoby wyżywienia, określane jest terminem przekroczenia pojemności środowiska. Po naruszeniu tej granicy populacja częściowo bądź całkowicie ginie. Człowiek potrafi tę pojemność rozciągać, ale też tylko do czasu. Autor zwraca uwagę, że zagrożeniem dla ludzkości jest nie tylko ograniczona możliwość pożywienia, ale także kurczące się zapasy wody pitnej.
Jako biolog, Pochwicki podkreśla przerażająco niski stan wiedzy człowieka o roślinach, co bezpośrednio przekłada się na zasób informacji konsumenta na temat żywności. Po prostu nie wiemy, co jemy. Dane są alarmujące. Nie zdajemy sobie sprawy, iż w kwestii wyżywienia odeszliśmy już tak dalece od naturalności, że w zasadzie nie ma powrotu. Wszystko, co dziś spożywamy, pochodzi ze sklepu, a „w sprzedaży nie istnieje żywność pozbawiona sztucznych substancji! Żyjemy w czasach, gdy przeciętny konsument spożywa rocznie 20 kg środków konserwujących i ulepszaczy. (…) Pośrednio dzięki rolnictwu staliśmy się bodaj jedynymi zwierzętami, które dobrowolnie, w różnym stopniu i skali, zatruwają organizm”.
Autor z niepokojem snuje refleksje na temat niewiedzy społeczeństwa, które dumnie nazywa się „informacyjnym”. Istotnie, żyjemy w czasach, gdy liczy się informacja. Każdego dnia media bombardują nas danymi, ale skutek tego jest dość zaskakujący. Pomimo iż jesteśmy coraz bardziej wykształceni, to z każdą kolejną pochłanianą informacją znieczulamy się na nie. Przestajemy się przejmować, oswajamy z tragedią, umiera empatia. Dlatego nie reagujemy jak należy, gdy słyszymy o zagrożeniu różnorodności biologicznej, o ginących gatunkach roślin i zwierząt, o narastającym pustynnieniu wielu obszarów. Te zagadnienia nie mają dla nas wartości emocjonalnej, a to duży błąd. Pochwicki dochodzi do smutnego wniosku, iż jedną z konsekwencji postępu technologicznego jest to, że szybciej od inteligencji człowieka rozwija się jego zdolność do samozagłady.
W tym kontekście należy także zwrócić uwagę na tytuł książki, gdyż jest on znamienny. Dzięki niemu autor w lapidarny sposób dokonuje „odbrązowienia” historii człowieka. W tym nieco ironicznym, ale – po zastanowieniu – przerażającym tytule zawarł diagnozę kruchości podstaw ludzkiego istnienia. Bo czym są nazwy: epoka kamienia, epoka brązu i żelaza? To określenia mające uwypuklić znaczenie wynalazków i umiejętności technicznych człowieka, symbolizować jego panowanie nad światem. A w rzeczywistości historia człowieka opiera się na nader wątłych fundamentach – uzależniona jest od roślin. Nie żelazo i nie brąz zatem. Epoka współczesnego człowieka to cywilizacja traw…

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:



                                                Serdecznie dziękuję:)



Recenzja została opublikowana: TUTAJ

14 komentarzy:

  1. "Jako biolog, Pochwicki podkreśla przerażająco niski stan wiedzy człowieka o roślinach" - trudno się nie zgodzić, sama orłem w tej dziedzinie nie jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę polecam - napisana jest w sposób przystępny, nie ma naukowych pułapek; temat wart rozważania... Kiedyś widziałam program o U.S.A. w którym człowiek na dachu wieżowca (N.York) zrobił pasieki, jakiś ogród i pokazywał szkolnym wycieczkom pszczoły i rośliny - jak jakieś "dziwy" i "cuda". Pod tym względem nie jest jeszcze tak źle, nasze dzieci wiedzą skąd pochodzi miód i mleko. Ale za parę lat i to się może zmienić...

      Usuń
  2. Bez wątpienia jest to ciekawa pozycja, ale jednak nie dla mnie niestety ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. O, jaki ciekawy temat. Widzę tu lekkie powiązanie z książką, którą wkrótce opiszę u siebie- "Może (morze) wróci". Chętnie przeczytałabym "Cywilizację traw", może dowiedziałabym się czegoś nowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadnę z ciekawością na Twoją recenzję, ta książka także czeka na półce:)

      Usuń
  4. Ta książka zbiera same pozytywne recenzje. Chyba w końcu będę musiała się za nią rozejrzeć. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zatrważająca lektura - spożywamy 20 kg środków konserwujących i ulepszaczy rocznie??? Makabra! Człowiekowi wydaje się, że tych środków to jakieś śladowe ilości - ale tych śladowych ilości potrafi się uzbierać niezła masa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My już chyba nie jemy nic bez ulepszaczy. Jemy zdrowo tylko to co sobie sami wyhodujemy. Po zastanowieniu jadłam w tym roku tylko własne zioła, pomidory i czereśnie. Reszta to chemia...

      Usuń
  6. zgadzam się w 100% z fragmentem dotyczącym faktu, iż jedzenia jest sporo, ale jest marnowane i niszczone dla ekonomicznych korzyści...choćby tony zbóż zatapiane na morzu albo chleby, których piekarnie nie mogą za darmo oddawać biednym...zgroza... fajna pozycja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno ma zostać zmieniony przepis, który powodował w Polsce to marnotrawstwo... pożyjemy - zobaczymy...

      Usuń
  7. Rany Julek, ani tytuł, ani okładka choćby w najmniejszym stopniu nie zapowiadało, że temat może zostać tak intrygująco przedstawiony! Wychodząc od tematu roślin, autor dociera do rozważań nad kondycją ludzkiej cywilizacji - lektura tej książki zapowiada się naprawdę wybornie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że okładka jest trafiona. Sugeruje treść, ale działa jak bomba z opóźnionym zapłonem...
      Pozdrawiam świątecznie:)

      Usuń