piątek, 31 maja 2013

Piastowie - Sławomir Koper

Piastowie – prawda i mity
Początki państwa polskiego nierozerwalnie splecione są z dziejami dynastii Piastów. Historia tego rodu zawsze inspirowała i fascynowała pisarzy i naukowców. Wokół niej narosło sporo legend i nieprawdopodobnych opowieści, co przestaje dziwić, gdy uzmysłowimy sobie, że u zarania władzy Piastów nie znano jeszcze na ziemiach polskich pisma, a dynastia dzierżyła ster rządów bądź utrzymywała polityczne wpływy przez ponad osiemset lat. Dała Polsce sześciu królów, ponad ośmiuset książąt i całą rzeszę księżniczek. Założyciele dynastii są dzisiaj dla nas postaciami nieomal mitycznymi, ich losy giną w mrokach niepamięci. Ostatni zaś potomek wielkiego królewskiego rodu, prawie zupełnie nieznany, zmarł na Śląsku w 1706 roku.
Można zatem powiedzieć, że w swej najnowszej książce „Piastowie. Wędrówki po Polsce pierwszej dynastii” Sławomir Koper stawia na historycznego pewniaka. Jednakże mając na uwadze jego upodobanie do wynajdywania zapomnianych, celowo pomijanych lub sensacyjnych wątków, można oczekiwać, że pokaże powszechnie znane fakty w nowym świetle.
Książka napisana jest w konwencji dialogu – ojciec rozmawia z synem o losach Piastów podczas zwiedzania miejsc i budowli o historycznym znaczeniu. Tropiąc ślady władców odwiedzimy wraz z nimi: Ostrów Lednicki, Gniezno, Poznań, Niemczę, Giecz, Kraków, Tyniec, Płock, Kruszwicę, Mogilno, Głogów, Łęczycę, Strzelno, Czerwińsk... Dowiemy się, między innymi, jakie ośrodki zyskały na rozbiciu dzielnicowym, a które z kolei miasta „lokowano” na podstawie prawa magdeburskiego. Zajrzymy za mury klasztorów, poznamy różnice w regułach zakonnych benedyktynów i cystersów, przyczyny ich sprowadzenia do Polski oraz znaczenie dla gospodarki kraju.
Podczas lektury czytelnik napotyka liczne turystyczno-krajoznawcze wskazówki o niemal przewodnikowym charakterze, które zachęcają do odwiedzenia opisanych miejsc; przypomina sobie częstokroć unikatowe w skali europejskiej zabytki, z których może czuć się dumny. Przede wszystkim zaś daje się ponieść barwnej opowieści, pozwalającej poczuć „klimat” średniowiecza. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Łowca historycznych sensacji i zakulisowych intryg z wypiekami na twarzy poczyta o tym, jak Mieszko I wydziedziczył syna, Bolesław Chrobry zdradziecko sprzeciwił się woli ojca, a Bolesław Krzywousty wystąpił zbrojnie przeciw bratu. Pozna też prawdę o Łokietku, który bardziej przypominał zwykłego rzezimieszka niż szlachetnego władcę, na tronie zasiadł z braku lepszych kandydatów, a koronę otrzymał drogą przekupstwa (co rzuca niezbyt korzystne światło na ówczesną Stolicę Piotrową). Poszukiwacz prawdy historycznej dowie się, że słynną bitwę na Psim Polu (sławioną m.in. przez Karola Bunscha) można włożyć między bajki, a podczas oblężenia Głogowa bynajmniej nie przywiązywano dzieci do machin oblężniczych. Amator szczęku oręża i bitewnego zgiełku także powinien poczuć się usatysfakcjonowany – przewędruje wraz z pierwszymi władcami i ich wojami odwieczną puszczę porastającą Polskę w X wieku, przyjrzy się budowie drewnianych grodów i wałów obronnych, weźmie udział w oblężeniach, drobnych potyczkach i wielkich bitwach. Miłośnicy obyczaju i militariów otrzymają plastyczny i sugestywny obraz życia na królewskim dworze, szczegółowe opisy ówczesnego uzbrojenia i taktyki prowadzenia bitew, a także poznają drogę, jaką musiał przebyć chłopiec od giermka do pasowanego rycerza.

Dlaczego barbarzyńskie i okrutne postępki Piastów  oraz ich dzieje wciąż mają dla nas magiczny urok? Dlaczego pisarze starają się dodatkowo je ubarwiać? Już jeden z pierwszych naszych kronikarzy, biskup krakowski Wincenty Kadłubek, spisując losy dynastii hojnie wplatał w tkankę historycznych faktów nić baśniowych atrakcji, uważając, że to, co ukryte przed naszą pamięcią, musiało być zgoła niezwykłe. Z kolei zupełnie niedawno współczesna autorka, Elżbieta Cherezińska, napisała ciepło przyjętą przez czytelników powieść z elementami fantasy osnutą na faktach z okresu rozbicia dzielnicowego. Jak widać, nadal pragniemy i potrzebujemy takich historii. Czy zatem pozbawione elementów fantastycznych dzieje Piastów mogą zainteresować dzisiejszego czytelnika? Sławomir Koper swoją książką udowodnił, że rzetelnie trzymająca się faktów historyczna opowieść może być równie porywająca, jak literacka fikcja.

Recenzję napisałam dla:

poniedziałek, 27 maja 2013

"Sufi", Elif Shafak

Żywioły baśni
„Sufi” to pierwsza powieść Elif Shafak, tureckiej pisarki, wymienianej obok i porównywanej do Orhana Pamuka. Utwór powstał w 1997 roku i został doceniony przez krytykę, autorka otrzymała nagrodę przyznawaną za najlepsze dzieła z zakresu literatury mistycznej.
Filozof Empedokles z Akragas (494–434 p.n.e.) to twórca popularnej w starożytnych kulturach teorii, że wszechświat powstał z występujących w czterech stanach skupienia podstawowych pierwiastków (żywiołów): ziemi, powietrza, ognia i wody. Są to elementy nieprzemijające i wieczne, które łączą się z sobą i rozłączają pod wpływem przeciwstawnych sił, zwanych przez filozofa „miłością” i „niezgodą”. Podlegające potężnym mocom żywioły w różnym stopniu i natężeniu wpływają na zmysły człowieka, naturę i etapy jego życia. Człowiek, zbudowany z tych samych żywiołów, jest integralną częścią wszechświata.
Powieść Elif Shafak to baśń i barwna alegoria życia. Pełna symboli i ukrytych znaczeń, zawierająca oprócz odniesień do filozofii Empedoklesa także wątki mistyczne. Mistycyzm jest wywodzącym się z cywilizacji i tradycji i Wschodu nurtem w kulturze, który eksponuje wartość duchowego kontaktu człowieka z bóstwami, siłami wyższymi i naturą. W konsekwencji – na kartach powieści Shafak pojawiają się elementy świata nierzeczywistego i niematerialnego: zjawy, duchy, dżinny i demony, bohaterów zaś nawiedzają prorocze sny i objawienia.
Autorka podzieliła tekst na cztery części, przyporządkowując przedstawioną historię podstawowym żywiołom i odzwierciedlając ich naturę w losach bohaterów.
– Żywioł ziemi to historia chłopca, który opuszcza rodzinny dom i próbuje odnaleźć się w klasztorze derwiszów. Ziemia to nagroda za trud i znój, ale także głód, gdy zima nie chce odejść. Ziemia to miejsce, które po śmierci jednakowo przyjmie ciało grzesznika, łotra, nieszczęśliwego kochanka czy świętego…
– Żywioł powietrza to historia dzielnicy Stambułu, której mieszkańcy byli tak dumni z własnych cech i urody, że nie zawierali związków małżeńskich z obcymi. Sprzeniewierzyli się jednak duchowi swego dobroczyńcy i utracili przychylność i opiekę. Dobry los odwrócił się od nich. Powietrze to zmienność…
– Żywioł ognia to historia sekretnej księgi, która stała się przedmiotem pożądania i nieszczęścia. To także dzieje niespełnionej miłości, a dla kogoś innego – odnalezienie bratniej duszy. Ogień to pożar, a także trawiący płomień miłości i pożądania…
– Żywioł wody to historia ułomnej, osieroconej dziewczynki, która nauczyła się nienawiści i pogardy dla ludzi i potrafiła podsycać swój gniew. Czasem powstrzymywała go i uciszała, a czasem zalewał ją nieujarzmioną falą. Woda to niepohamowanie…
„Sufi” – napisana poetyckim językiem powieść o szkatułkowej budowie, zawierająca kwieciste metafory, fragmenty wierszy i poematów, pełna jest ozdobników i ornamentów. Każda część to kolejny fragment baśni, a losy przedstawianych bohaterów są nowymi elementami mozaiki. Czasem mamy wrażenie, że motywy nazbyt oddalają się od zasadniczego wątku, kluczą i meandrują, by nagle powrócić do głównego nurtu. Motywem przewodnim są losy chłopca, który nie może pogodzić się ze swoją podwójną naturą. Nie zagrzewa miejsca w domu rodzinnym ani w przyjaznym klasztorze, udaje się w podróż do Stambułu – miasta pełnego sprzeczności. Tu los zatoczy krąg, a chłopiec odnajdzie swoje przeznaczenie. Czy przestanie walczyć z naturą i pojedna się z wszechświatem?
Czytelnik przekonuje się, że najtrudniejszą podróżą jest ta, którą trzeba podjąć, by poznać siebie; najboleśniejszym doświadczeniem jest zaś przekraczanie własnych ograniczeń.

Autor: Elif Shafak
Tytuł: Sufi
Wydawnictwo: Literackie
Ilość stron: 332
ISBN: 978-83-08-05086-6
Data wydania:  kwiecień 2013
Kategoria: literatura piękna

Recenzję napisałam dla:




Iredyński, Dzieła zebrane, epizod trzeci


Tom trzeci Dzieł zebranych różni się od pozostałych, gdyż ogranicza się do jednego utworu. Jest to wydana w 1975 roku mikropowieść Manipulacja, która została ciepło przyjęta przez krytykę. Nie oznacza to, że nie było oponentów, twórczość Iredyńskiego zawsze budziła skrajne emocje. Manipulacja w dużej mierze opiera się na biografii autora. Jest utworem dosyć awangardowym, wykorzystuje elementy surrealizmu i groteski. Tym razem spoglądamy ironicznym okiem autora na rolę artysty i jego sztuki oraz na mechanizm, który powoduje, w jaki sposób widz odczytuje jego intencje.

Bohaterem utworu jest polski rzeźbiarz, Stefan Pękała. Nieco wypalony i zmęczony rutyną artysta otrzymuje zaproszenie od szwajcarskiej galerii sztuki w Zurychu, dla której ma przygotować wystawę prac. Artysta widzi w wyjeździe (pamiętajmy – to czasy PRL) szansę na zarobek. Niepokoi go nieznajomość języków, postanawia więc „ podbić zachód” przybierając pozę artysty awangardowego, który w dziwnym przebraniu, z kuriozalną fryzurą pozostaje wierny swojej „szeleszczącej mowie”.

Bariera językowa okazuje się rzeczywiście dużym problemem. Staje się powodem wyobcowania artysty. Odseparowany od ludzi ma dużo czasu na rozmyślanie, autoanalizę i walkę z własnymi demonami. Przez znaczną część utworu bohater prowadzi wewnętrzny monolog z sumieniem, śmiercią, pisze listy do nieżyjącej matki.

Sytuacja zmienia się, gdy Stefan zaprzyjaźnia się z młodym człowiekiem mówiącym po polsku. Andreas staje się tłumaczem i przewodnikiem. W zamian Stefan udziela mu gościny. Andreas jednak nie jest typem samotnika, ma wielu przyjaciół. Dom artysty wypełnia się gwarem, gorącymi dyskusjami, alkoholem i flirtami. Stefanowi nie przeszkadza fakt, iż nie rozumie żywiołowej wymiany myśli. Dopiero po czasie dotrze do niego prawdziwy sens spotkań. Andreas jest przywódcą grupy terrorystycznej i okazuje się manipulantem rozdającym karty… Młody człowiek wplątuje rzeźbiarza w kryminalną aferę i powoduje jego aresztowanie.

Punktem kulminacyjnym  powieści jest wernisaż, który okazuje się głośnym skandalem, ale wbrew zdrowemu rozsądkowi i oczekiwaniom artysty – przynosi mu poklask. Wkrótce jednak, dość przewrotnie (jak to u Iredyńskiego)  ma miejsce tragiczne wydarzenie, w wyniku którego rzeźbiarz zostaje uwięziony.

Manipulacja uchodzi za jedno z lepszych dokonań pisarza, wcześniej krytyka zarzucała mu „błahość treści” i łatwiznę „filmowych ujęć". Powieść napisana jest w innej konwencji i stylu. Narracja jest zmienna, miejscami czytelnik jest świadkiem przenikania świata realnego, majaków, snów czy narkotycznych wizji bohatera. Tekst jest bogaty w neologizmy, które dodają prozie smaczku.

Za każdym razem, gdy biorę do ręki kolejny tom prozy Ireneusza Iredyńskiego, wydany przez Warszawską Firmę Wydawniczą, uderza mnie znakomite przygotowanie. Tak jest i tym razem. Wstęp zawierający fragmenty opinii i recenzji krytyków oraz omówienie tekstu powoduje, że czytelnik wprowadzony jest w klimat, kontekst i nie ma problemów z interpretacją. Obrazu dopełniają wspomnienia osób bliskich lub wywiady, zamieszczone zamiast posłowia. Dzieła zebrane – to doskonale dopracowana seria.

Recenzję napisałam dla:



wtorek, 21 maja 2013

"Dziennikarstwo internetowe", Leszek Olszański


REFLEKS I SZTUKA PRZYSTOSOWANIA
Książka Leszka Olszańskiego to przedstawione w atrakcyjnej i przystępnej formie kompendium wiedzy przeznaczone dla studentów dziennikarstwa, przyszłych redaktorów, teoretyków i praktyków, a nawet pasjonatów, którzy chcą stać się aktywnymi uczestnikami „globalnej sieci”. Autor dokonuje analizy środowiska pracy, dostępnych narzędzi, zalet, korzyści i perspektyw rozwoju; wskazuje wady i pułapki w zawodzie dziennikarza internetowego. Zwraca uwagę na szeroki wachlarz możliwości prezentowania i uatrakcyjniania informacji. Przedstawiając liczne przykłady z praktyki, udziela wskazówek, dowodząc, że najmniejszy element treści (nawet tytuł), ma decydujący wpływ na sukces bądź porażkę publikacji w sieci.
W obecnych czasach, gdy na gruncie zawodowym i towarzyskim jesteśmy zmuszeni do nieustannego korzystania z informacji, nikt nie zaprzeczy, że Internet stał się przekaźnikiem niemal idealnym. Telewizja, radio i prasa na różnych płaszczyznach muszą zsynchronizować swoją działalność z tym środkiem przekazu (programy, audycje, reklama). Z wielu względów praca dziennikarza w mediach tradycyjnych i w Internecie różni się jednak w sposób zasadniczy, pojawiła się więc konieczność wypracowania procedur odbiegających znacznie od nienaruszalnych dotąd kanonów dziennikarskich.
Internet to fenomen. Z jednej strony to „tygiel” wykorzystujący i miksujący dobrze znane gatunki dziennikarskie, a z drugiej – środowisko posiadające specyficzne priorytety. Podstawowe to: prędkość przekazu i wyprzedzenie konkurencji. Coraz częstszą formą publikacji są wiadomości typu flash, emitowane bez redakcji, bez silenia się na styl i wyrafinowany język. Szybkość przekazu wiąże się z niemożliwością dokładnego sprawdzenia źródeł. Newsy są emitowane „na żywo”, na bieżąco zaś są aktualizowane i weryfikowane. Ten trend niesie zagrożenia i prowokuje krytykę. Pośpiech w przygotowywaniu materiału oznacza spadek jakości produktu informacyjnego, a konieczność przyciągania czytelników chwytliwymi tytułami – coraz częściej dryfowanie w stronę „taniego efekciarstwa”.
Nowoczesna forma dziennikarstwa zmusza do refleksji. Pojawia się pytanie, czy kontynuacja tej drogi oznacza wyrok śmierci dla tradycyjnych artykułów, esejów, reportaży, dla form wartościowych? Z pewnością byłoby to zjawisko wysoce niepożądane. Autor jest optymistą. Uważa, że w Internecie jest miejsce także dla ambitnych treści. Artykuły multimedialne, otwarte i bieżące strony informacyjne (raport big picture, liveblog) wymagają okresowych sprawozdań i raportów. Podjęcie aktywności na własną rękę (blogi) daje możliwość przedstawienia swojego rzemiosła w dowolnej formie i wpływa na indywidualny rozwój, wykraczający poza politykę redakcji. Jednocześnie pozwala utrzymać kontakt ze społeczeństwem (z grupą odwiedzających), co może dodatkowo stać się źródłem inspiracji.
Olszański udowadnia, że dziennikarstwo internetowe to zupełnie nowa jakość. Jego uwagi zapewne w sposób naturalny trafią do młodego człowieka, niemal wychowanego przez to medium. Bardziej rewolucyjnie i boleśnie muszą brzmieć dla dziennikarza tradycyjnego, przyzwyczajonego do wysokiej jakości artykułów, opierającego swą pracę na filarach samodzielnie zdobytych informacji oraz powstrzymującego się od publikacji artykułu aż do jego weryfikacji. Rewolucja internetowa polega na przełamywaniu tego sposobu działania. Dziennikarz nie jest już jedynie kreatorem artykułu z prawem autorskim na straży. Jest raczej współtwórcą strony informacyjnej (coraz bardziej na równych prawach z dziennikarzami społecznościowymi), jej administratorem i animatorem.

Recenzja opublikowana na stronie:





wtorek, 7 maja 2013

Poza utartym szlakiem, antologia

Podróżować znaczy: żyć 


„Poza utartym szlakiem” to antologia reportaży dotyczących podróży w różne części świata. Zgodnie z obietnicą wydawcy – nie otrzymujemy nic szablonowego, nic, czego można dowiedzieć się z oferty standardowych programów biur podróży. Gwarancję stanowią nazwiska autorów – podróżników z fantazją (czasem ułańską), prawdziwych trampów i globtroterów, którzy zawsze pędząc w nieznane, unikając niebezpieczeństw i przeżywając swe niesamowite przygody, skrzętnie notują wrażenia w swych „dziennikach podróży”.

Książka jest wspólnym przedsięwzięciem Oficyny Wydawniczej Mercator oraz portalu Peron4.pl (o niezależnym podróżowaniu). Efekt tej współpracy wzbudza uznanie. Jednym z celów projektu było udowodnienie, że nie jest sztuką podróżowanie z pełnym portfelem, a spędzanie urlopu w hotelach all inclusive i w najbardziej obleganych miejscach to strata energii. Sztuką jest dotarcie do miejsc pozbawionych zgiełku, nieznanych mediom, które gwarantują autentyczne doznania.

„Poza utartym szlakiem” to nie do końca literatura drogi. Zwraca uwagę przede wszystkim na człowieka, warunki, w jakich żyje, jego lęki, problemy i czynniki, które go ukształtowały. Ważną rolę odgrywa kontekst historyczny i plastycznie przedstawione warunki przyrodnicze, bez uprzedzeń i ucieczek w stereotypowe opinie.


Dzieci z wioski Jharkot w Nepalu (autro zdjęcia: R.R. Maciąg) Kupując książkę - dokładasz cegiełkę na    budowę szkoły w tej wiosce. (źródło zdjęcia)

Główną cechą zbioru jest jego różnorodność. Siedemnaścioro autorów zdaje relacje ze swych wypraw w różne części świata. Odwiedzimy wioski u stóp gór Nanga Parbat i K2, poszukamy zaginionych w dżungli ruin miasta Majów, zobaczymy plażę nad jeziorem Bajkał, ale także smętne pozostałości dumnego niegdyś Morza Aralskiego. Spędzimy tydzień w kartonowo-blaszanym domku obok portu w Baku, zachwycimy się baśniową architekturą „Manhattanu pustyni” w Jemenie, dowiemy się z czego (oprócz ruin) słynie Baalbek, poznamy baśniowe (ale pozbawione bajkowego zakończenia) życie ostatniego maharadży Kaszmiru. Przyjrzymy się pracy w maleńkim szpitalu w Bangladeszu, poznamy urocze dzieciaki w nepalskiej szkole, zobaczymy jak toczy się życie w miastach w Indonezji, kilka lat po tsunami. Odwiedzimy festiwal krzyżowania, stanowiący „wypaczony” obraz męki Pańskiej w Wielki Piątek na Filipinach i dowiemy się dlaczego Festiwal Wegetariański w Tajlandii nie ma nic wspólnego z jedzeniem.


                                                 "Manhattan pustyni" - Jemen (źródło zdjęcia)

Nie sposób odnieść się do wszystkich reportaży. Wszystkie utrzymane są na jednakowo wysokim poziomie i każdy – bez wyjątku – zasługuje na wzmiankę. Jednym z autorów jest twórca portalu Peron4.pl Grzegorz Król, uczestnik projektu „Afryka Nowaka”, upamiętniającego postać podróżnika Kazimierza Nowaka, pierwszego człowieka na świecie, który samotnie przemierzył Afrykę (1931-36). W ramach tego przedsięwzięcia autor przeprawił się przez Sudan, a wrażenia opisał w reportażu „Płynie barka po Nilu”. Największe wrażenie zrobił na mnie reportaż Anny Moszko („Co się zdarzyło w gwatemalskiej dżungli”), której przygód nie powstydziłby się sam Indiana Jones – z opisem cudownych, a nieodkrytych zabytków, procederem nielegalnego handlu przedmiotami wykradzionymi z zaginionych świątyń, a także opisem wojny narkotykowej. Nie ustępuje mu fantastyczny tekst Ewy Zagawy „W oczekiwaniu na porwanie”, w którym autorka z przymrużeniem oka wyjaśnia, iż udała się w podróż, by zostać nietypową zakładniczką „jemeńskiej gościnności”.

Największym atutem książki, poza różnorodnością i wartościami czysto literackimi, są jej walory poznawcze. Od tomiku po prostu nie można się oderwać. Czasem przykuwa uwagę sam autor, czasem opis miejsca, które wygląda jak fragment rzeczywistości przeniesiony z powieści fantasy, czasem jest to opis obrzędów, które nie mieszczą się w głowie albo po urzekający styl, poczucie humoru lub cięty język. Jednak we wszystkich reportażach odnajduję to, co cenię: głód poznania, wrażliwość i sympatię do ludzi. To powoduje, że podczas lektury towarzyszy czytelnikowi cała gama doznań: od zachwytu nad pięknem przyrody, przez zaskoczenie, niedowierzanie i szok (czasem emocje aż dławią w gardle), aż po najzwyklejsze rozczulenie.



                                                    Tikal. Gwatemala (źródło zdjęcia)

Reportaże uzupełnione są mapkami, zdjęciami z podróży oraz zwięzłymi notami o autorach tekstów, którzy chociaż nie są bohaterami pierwszoplanowymi, to jednak zasługują na uwagę. Pisują i wykonują zdjęcia do „National Geographic”, „Poznaj Świat” lub innych pism. Bywają nagradzani za swoje osiągnięcia, jak Robert „Robb” Maciąg, który za wyprawę rowerową po Chinach otrzymał nagrodę Traveler; inny z autorów jest pierwszym laureatem Stypendium im. R. Kapuścińskiego. Z całą pewnością reportaże są świetne, zaś ich autorzy i autorki – to osoby nietuzinkowe. Żyją z pasją. Oddychają pełną piersią. Uczą, że można poznać „turystykę bez maski” i bez tandety. Wystarczy tylko trochę odwagi i fantazji. Wystarczy zejść z utartego szlaku.




Tytuł: Poza utartym szlakiem
Autorzy: Anna Alboth, Katarzyna Boni, Anna Burnat, Anna Dąbrowska, Marzena Grygiel, Grzegorz Król, Michał Lubina, Robert Robb Maciąg, Zuzanna Mączyńska, Natalia Mileszyk, Anna Moszko, Andrzej Muszyński, Anna Różańska, Jakub Rybicki, Bartłomiej Tofel, Julia Wizowska, Ewa Zagawa
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Mercator
ISBN: 978-83-60483-15-2
Ilość stron: 368
Kategoria: literatura podróżnicza, reportaże


Recenzję napisałam dla:



środa, 1 maja 2013

Niech się panu darzy, Antoni Libera


Co nam umknęło...?
Pod koniec kwietnia ukazała się książka, na którą długo i cierpliwie musieli czekać wielbiciele prozy Antoniego Libery. Tym razem autor prezentuje swój kunszt w krótkich formach literackich, tworzących tryptyk. Nieduży, ale zasługujący na uwagę zbiorek skomponowany jest z opowiadań melancholijnych, pełnych wspomnień i odniesień do upływającego czasu. Jego lektura skłoni do zadumy przy sugestywnych, plastycznych opisach. Cofnie w czasie, jak podczas oglądania albumu ze starymi fotografiami. Pozwoli niemal usłyszeć urzekające frazy, gamy, pasaże i kaskady akordów, płynące z krzykliwie radosnego, miejscami nostalgicznego utworu Schumanna…
Bohaterem opowiadania tytułowego jest światowej sławy profesor fizyki, prowadzący badania nad teorią chaosu. To człowiek inteligentny i racjonalny, od dziecka przyzwyczajony do kierowania się żelazną logiką. Nie obchodzi świąt religijnych, nie czuje się skrępowany więzami rodzinnymi. Wigilijny wieczór, jak zwykle, spędza samotnie. Przypadek czy zrządzenie losu spowoduje, że za sprawą kilku słów znajdzie się tak blisko Betlejem, jak jeszcze nigdy dotąd…
Tłem utworu „Widok z góry i z dołu” jest Żoliborz, dzielnica, w której autor mieszka i którą darzy ogromnym sentymentem. Przed wybuchem II wojny światowej architekt i urbanista warszawski zaprasza dziesięcioletniego bratanka na wycieczkę. Pokazuje chłopcu budynki, z których jest dumny i snuje opowieść o planowanej rozbudowie miasta. Czytelnik oczami chłopca ogląda przedwojenny Żoliborz i poznaje fragment historii Warszawy. Celem wycieczki jest wysoki komin z cegły, otoczony spiralą schodów, którymi można wspiąć się na galerię i podziwiać panoramę miasta.
Wybuch wojny zastaje chłopca i jego rodziców za granicą. Nigdy nie spotka się z wujem, który zginął podczas Powstania. Bohater nie zamierza wrócić do kraju. Nie wspominałby Żoliborza ani wycieczki z dzieciństwa, gdyby nie album z tajemniczym, metafizycznym malarstwem…
„Toccata C-dur” powinna się spodobać każdemu, kto „poczuł” muzykę w pamiętnej scenie powieści „Madame”, kiedy bohater z brawurą wykonał, akompaniując sobie na fortepianie, znany przebój Raya Charlesa. W najnowszym opowiadaniu autor znowu pokazuje swój „muzyczny pazur”. Antoni Libera jest bowiem jednym z nielicznych pisarzy, którzy potrafią tak oczarować słowem, że czytelnik niemal słyszy melodię.
Toccata C-dur Schumanna to kompozycja, która charakteryzuje się zawrotnym tempem, wymaga świetnego, technicznego przygotowania i wirtuozerii. Wykonana poprawnie świadczy o kunszcie muzyka i znakomitym opanowaniu warsztatu. Jeżeli uczeń wybiera ten utwór na egzamin, oznacza to dla niego wielkie ryzyko. Może on stać się przyczyną porażki, ale także – otworzyć przed nim drzwi do kariery. Takie niewdzięczne zadanie przypadło głównemu bohaterowi: musi zaprezentować toccatę podczas egzaminu. Chłopiec powątpiewa w swoje możliwości, a praca nad utworem staje się prawdziwą mordęgą, ale także zmusza go do zastanowienia się nad słusznością wyboru drogi życiowej. Czytelnik jest świadkiem jego wewnętrznej walki. Bohater analizuje nagrania, kalkuluje i rozważa. Zaczyna pojmować rozmiar swego talentu i uzmysławiać sobie skalę własnych ograniczeń. Powoli zdaje sobie sprawę, czego może się spodziewać. Z prawdziwym dreszczykiem emocji i niepokojem śledzimy przebieg egzaminu chłopca i niemal do końca nie jesteśmy pewni, co się wydarzy.
Oczywiście nie zdradzę zakończenia. Dodam tylko, że po latach bohater spotyka się z przyjacielem, który pokierował swoim losem inaczej, poszedł w przeciwną stronę. Jaki był efekt tego spotkania? Przekonajcie się sami. Zapewniam jednak, że autor uwieńczył utwór zaskakującą, przewrotną puentą.
„Niech się panu darzy” – to świetnie skomponowany zbiorek z niezwykłym klimatem. Dzięki fotografiom przedwojennej Warszawy, fragmentom partytur – czytelnik ma wrażenie, że zagląda przez ramię bohaterom tryptyku. Tych zaś autor wybrał według ściśle określonego klucza. Wszyscy ukazani są w przełomowych momentach życia. Ale nie znajdują się na rozdrożu, raczej zdobywają się na dystans, który pozwala im spojrzeć wstecz i sporządzić bilans zysków i strat. Dochodzą do wniosku, że pomimo dokonania właściwych wyborów, osiągnięcia większych lub mniejszych sukcesów – coś im bezpowrotnie umknęło.
Wiara i jej brak, życiowe powołanie, nieuchronność przemijania – to problemy, z którymi wcześniej czy później przyjdzie się zmierzyć każdemu z nas...


Antoni Libera
Niech się panu darzy
Towarzystwo „Więź”
Warszawa 2013
ISBN: 978-83-62610-42-6
Str. 128


recenzję opublikowałam na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/176478/niech-sie-panu-darzy/opinia/11502962