niedziela, 30 czerwca 2013

"Wśród swoich", Amos Oz

Obcy wśród swoich

Amos Oz to prozaik, publicysta i eseista, a także wykładowca literatury na Uniwersytecie w Be’er Szewie. Od lat uważany za najwybitniejszego pisarza izraelskiego oraz za jednego z faworytów do nagrody Nobla. Najnowszy zbiór opowiadań „Wśród swoich” nawiązuje do jego własnych doświadczeń z życia w kibucu, w którym żył i pracował przez ponad dwadzieścia lat.




Akcja książki umiejscowiona jest w latach 50. w Jikhat i dotyczy niewielkiej, zamkniętej społeczności. Przynależność do wspólnoty w kibucu jest dobrowolna, ale podejmując taką decyzję, mieszkańcy bezwzględnie akceptują obowiązujące w niej normy społeczne. Z czasem okazuje się, że systemowi daleko jest do doskonałości, a skomplikowana ludzka natura nie daje się łatwo poskromić. Życie w kibucu to nie tylko wyrzeczenie się majątku, wspólna praca i wychowanie dzieci, lecz także rezygnacja z ambicji i indywidualizmu. A zbiorowość ingeruje w każdy, najmniejszy i nawet najbardziej osobisty aspekt życia jednostki. Nawet intymne sprawy wystawione są na widok publiczny i otwarcie osądzane.

Zbiorek składa się z ośmiu opowiadań, które ukazują życie takiej społeczności. Każdy utwór to literacka miniatura poświęcona innemu bohaterowi, który epizodycznie pojawi się w kolejnych utworach. Nie jest to typowy zestaw opowiadań, raczej – nietypowa powieść, której każda część stanowi „migawkę” – fragment większej całości.

Będziemy towarzyszyć Osnat – kobiecie, którą porzuca mąż, a później spotkamy ją ponownie, gdy poczucie braku bliskości do drugiego człowieka będzie próbowała zrekompensować w trudnej przyjaźni. Poznamy charyzmatycznego i przystojnego Dawida Dagana, wychowawcę cieszącego się autorytetem, który niejednokrotnie przysporzy towarzyszom problemów i doprowadzi ich swoimi decyzjami do rozpaczy. Roni Szindlin zaś, wesołek i największy prześmiewca, przed którego ciętym językiem wszyscy starają się umknąć, znajdzie się w impasie, gdy ideologia wspólnoty uderzy bezpośrednio w jego synka…

Opowiadania są utrzymane na jednakowo dobrym poziomie. Oczywiście znajdziemy też takie, które niosą większy ładunek emocji. Utwór „Chłopczyk” zbulwersuje niejednego rodzica. W opowiadaniach „Ojciec” i „Nocą”, przy pomocy minimalnych środków przekazu, autor obnaża szalejące, sprzeczne uczucia, zaś „Dejr Adżlun” to najbardziej jawna krytyka iluzoryczności społecznych idei, ujawniająca prawdę o mechanizmach demokratycznego głosowania, podczas którego największe znaczenie mają wzajemne animozje i urazy…

Autor nie szafuje środkami wyrazu i nie rozpieszcza czytelnika opisami. Zaledwie muska temat, a mimo to umiejętnie wydobywa prostą prawdę o ludzkim losie. Utwory są utrzymane w osobistym tonie, niemal intymne. W każdym opowiadaniu oglądamy świat oczami innego bohatera. Świat pełen lęku przed rozstaniem bądź przed zbliżeniem, a także przed śmiercią, pełen niespełnionych marzeń, namiętności i rozczarowań. Pomimo oszczędnego, wręcz ascetycznego stylu opowiadania wręcz buzują emocjami. Swoich bohaterów autor ukazuje bez taryfy ulgowej, ale jednocześnie z wyrozumiałością i taktem.

Nie pierwszy raz czytelnik może się przekonać, że opowiadania wymagają od autora mistrzowskiego warsztatu. To właśnie taki zbiorek. Amos Oz zaprasza w podróż bez zbędnego bagażu. Krótka forma, świetny styl i bolesna świadomość, że właśnie „wśród swoich” człowiek może paradoksalnie najmocniej odczuć swoją samotność i wyobcowanie…



Autor: Amos Oz

Tytuł: Wśród swoich 
Wydawca: Rebis 
Data wydania: 14 maj 2013
Liczba stron: 150
ISBN: 978-83-7510-900-9
Kategoria: opowiadania


Recenzję napisałam dla:





piątek, 21 czerwca 2013

Toskania i Umbria. Przewodnik subiektywny - Anna Maria Goławska, Grzegorz Lindenberg

„Każdy region wyróżnia się własnymi tradycjami, zwyczajami, kuchnią, temperamentem. Nie wiem, czy Włochy kiedykolwiek nam się znudzą. Wciąż pozostaje tyle miejsc, których się nie widziało albo które chciałoby się zobaczyć ponownie, tyle restauracji, gdzie czeka pyszne jedzenie, tyle kotów do pogłaskania, zdjęć do zrobienia, ale przede wszystkim tyle piękna do wchłonięcia”. /Anna Maria Goławska, Grzegorz Lindenberg: http://www.toskania.org.pl/

Przewodnik inny niż wszystkie
Toskania to położone na wzgórzach miasteczka otoczone murami. Domy z kamienia bądź cegły, pozbawione tynku, pokryte ceramicznymi dachówkami. To otulone miękkim światłem, pofałdowane pola, winnice, gaje oliwne i kamienne farmy, do których prowadzą aleje wysadzane strzelistymi cyprysami. Umbria natomiast to mniej znana, niedoceniona siostra Toskanii. Górzyste lub pagórkowate tereny, jeziora i rozległe połacie lasów, a nade wszystko – słynna kuchnia i wyborne wina.
Toskania i Umbria to regiony, które upodobali sobie podróżnicy Anna Maria Goławska i Grzegorz Lindenberg. Od ponad dziesięciu lat z niesłabnącym entuzjazmem powracali w te miejsca, aż poznali je jak własną kieszeń. Swoją wiedzą, pasją i informacjami zaczęli dzielić się na stronie internetowej, a w roku 2006 wydali swój pierwszy „subiektywny” przewodnik turystyczny. Co jakiś czas opracowanie jest wznawiane, uzupełniane i aktualizowane. Warto wspomnieć, że poprzednia edycja została wyróżniona w 2010 roku w konkursie „Najlepsze publikacje turystyczne”, zorganizowanym przez „Magazyn Literacki KSIĄŻKI”.

Toskania i Umbria. Przewodnik subiektywny to najnowsze wydanie (premiera miała miejsce 10 czerwca br.). Co wyróżnia ten przewodnik spośród publikacji dostępnych na rynku? Otóż właśnie subiektywność autorów. Dzięki temu czytelnik, poza suchymi informacjami, otrzymuje m.in. kulinarne, ale także duchowe, często bardzo osobiste wrażenia z podróży. W tekstach Goławskiej, poetki i tłumaczki, dostrzega się emocjonalne zaangażowanie, natomiast klimatyczne i nastrojowe fotografie Lindenberga, dziennikarza i socjologa, dopełniają obrazu.

Przewodnik składa się z dwóch części. Pierwsza zawiera ogólną charakterystykę regionu i kuchni włoskiej, a także garść informacji o sposobach dojazdu, klimacie, opłatach i rzeczach, które warto zabrać w podróż.

Część druga to opis większych i mniejszych miast, a nawet najmniejszych wioseczek, jeżeli tylko zawierają zabytki, które zasługują na to, by nadłożyć drogi lub zjechać z głównych traktów. Informacje, porady, przytoczone legendy pomagają wniknąć w unikalną atmosferę i klimat każdego miejsca. Dodatkowym walorem przewodnika są fragmenty mniej oficjalne. Dzięki nim czujemy się niemal jak dobrzy znajomi autorów, którym udzielają oni ostatnich porad przed samym wyjazdem – gdzie udać się na lody, a gdzie zrezygnować z poczęstunku, gdzie można zrobić dobre zdjęcie, a gdzie obrazy lub freski po prostu rzucają na kolana…

Znajdziemy tu informacje dotyczące najbardziej popularnych miejsc (Florencja, Lukka, Piza, Perugia, Asyż, Gubbio). Jeśli jednak dla kogoś są to miejsca zbyt tłoczne, hałaśliwe, zwłaszcza skomercjalizowane, a kilkugodzinne kolejki do słynnych galerii odbierają radość życia, autorzy proponują ciekawą alternatywę. Można wybrać trasy mniej uczęszczane, mniej znane, a przecież nie mniej urokliwe, pełne słońca oraz zachwycających zabytków.

"Toskania i Umbria...” to bardzo udany mariaż przewodnika turystycznego, reportażu, a także pamiętnika z podróży. To utrzymana w lekkiej i przystępnej formie lektura w sam raz na letnie upały. Polecić można ją osobom, które poważnie planują podróż, analizują trasy i zabytki, chcą najpełniej wykorzystać swój pobyt. Natomiast ci, którym wystarcza kilka istotnych faktów, mapka, zdjęcie w formacie znaczka pocztowego oraz szybki dostęp do informacji – powinni raczej sięgnąć po przewodnik klasyczny.
         
                                                                                               ***

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu „Czytanie nie szkodzi” oraz wydawnictwa: Zysk i S-ka. Serdecznie dziękuję.

                                                                       ***

Autor: Anna Maria Goławska, Grzegorz Lindenberg
Tytuł:
 Toskania i Umbria. Przewodnik subiektywny.
Wydawca: Zysk i S-ka
Data wydania
: 10 czerwca 2013
Liczba stron
: 356
ISBN
: 978-83-7785-228-6
Kategoria
: przewodnik 


sobota, 15 czerwca 2013

Prawda was wyzwoli


„W blaknącym blasku miejskiego zmierzchu siwiejący mężczyzna tkwił nieruchomo w sfatygowanym fotelu. Drzemał, marzył lub nie żył”…

Kanada, Toronto i mieszkanie w niezbyt zamożnej dzielnicy. Można rozejrzeć się dyskretnie, ale i tak zapewne dojdziemy do wniosku, że poza pudłem z książkami nie wyróżnia tego miejsca nic szczególnego. Raczej pustawo i głucho. Kim jest śpiący mężczyzna? To polski emigrant, człowiek w średnim wieku, intelektualista, samotnik z wyboru, wrażliwy i chorobliwie drażliwy neurastenik – Henryk Harsynowicz, bohater powieści.

Dlaczego mieszka sam, skoro ma rodzinę? Dużo by o tym mówić, zdradzę tylko, że Henryk musiał się trochę postarać, zanim wszyscy go opuścili. Jego przeszłość autor odkrywa raczej zdawkowo, ale przyczyny wyjazdu z kraju oraz odejścia najbliższych przedstawił dość dokładnie. Cofnijmy się zatem w czasie…

W młodości Henryk, protegowany przez ojca, prominentnego ubeka, nawiązał współpracę z tajną policją peerelu. Był to krótki incydent, bo wkrótce (na złość ojcu?) przeszedł na „jasną stronę mocy” i zaczął działalność w Solidarności. W ‘81 roku został internowany, a swoje uwięzienie paradoksalnie uznał za przepustkę do wolności i zwolnienie z obowiązku utrzymywania rodziny. W końcu, jeżeli można liczyć na zamożnego ojca… W stosunkowo bezbolesny i łatwy sposób Henryk „zapisał się w historii”, spłynęła na niego sława bohatera walczącego o wolność, mógł więc do woli wdziewać maskę męczennika i zasłaniać się statusem ofiary. Tę sytuację potraktował i przyjął jako dar od losu. Zamierzał z niego korzystać, czerpać pełnymi garściami, wycisnąć do cna.

Nie myślał o emigracji, ale poddał się (z wyrachowania?) namowom żony. Wyjechał wbrew sobie, więc nadal mógł odgrywać żałosny spektakl, w którym obsadził się w roli ofiary. Zaczął popadać w marazm, powoli wypuszczał życie z rąk. Z żalem, lecz bezczynnie obserwował proces oddalania się ukochanej kobiety i dzieci. Wreszcie utkwił w martwym punkcie i poddał się bezwolnemu „dryfowi” przez życie. Wydawać by się mogło, że w momencie, gdy go poznajemy, nie jest zdolny do żadnego działania, że w swoim fotelu tylko „drzemie i marzy”. W zasadzie chyba nawet „nie żyje”…

Czytelnik raczej nie zdoła polubić Henryka ani się z nim zidentyfikować. Nie jest to możliwe, gdyż postać głównego bohatera to narodowy mit romantycznego wojownika ukazany w krzywym zwierciadle. Spójrzmy uważniej, wtedy w głębi lustra, tuż obok Henryka dostrzec będziemy mogli odbicie autora oraz błysk kpiny w jego oku… Próbujemy zrozumieć abnegację bohatera, chociaż wymyka się on jednoznacznej interpretacji. To przecież wrażliwy i uczuciowy człowiek, zastanawiamy się, co z nim jest nie tak... Wydaje się, że on sam nie rozumie i nie potrafi ustalić własnej tożsamości.

Skoro nic go w Kanadzie nie trzyma, może powinien wrócić do kraju? Henryk marzy o powrocie od chwili wyjazdu, ale nie potrafi wykrzesać z siebie energii, by podjąć kroki w tym kierunku. Trwałby zapewne w tym stanie nadal, gdyby nie nadarzająca się okazja, znakomity pretekst w postaci biletu na samolot wraz zaproszeniem do podjęcia spadku po ojcu… W tym momencie zaczyna się rozkręcać właściwa akcja książki.

Oto Henryk Harsynowicz, syn marnotrawny, po prawie trzydziestu latach powraca do Polski. Przyjeżdża jako obywatel Kanady, bez utraconego polskiego paszportu. Spotyka się z prawnikiem, kolejno odwiedza członków rodziny i rozpoczyna procedurę przejęcia spadku i odzyskania obywatelstwa. Powieść rozwija się na wielu płaszczyznach. Poszukując jakiegokolwiek dokumentu potwierdzającego tożsamość, Henryk wciągnięty zostaje w tryby biurokracji, której nie powstydziłby się Franz Kafka. Odwiedzając członków rodziny rozproszonych po kraju, poznaje wstrząsające dzieje swojej babki i matki (matek?). Wydeptuje ścieżki do urzędów, błądzi, trafia w ślepe zaułki, a wokół niego dzieją się rzeczy o posmaku sensacyjnym...

Czytelnik wraz z bohaterem poznaje powojenną historię Polski, szczególnie te jej wątki, o których niechętnie mówią szkolne podręczniki. Przekonujemy się, że na jej niezwykły dramatyzm wpływ miało niełatwe sąsiedztwo z Rosją, Niemcami i Ukrainą. Niepoślednie znaczenie miały także kontrowersyjne decyzje samych Polaków. Zaangażowanie w walkę o niepodległość albo bierne poddanie się obcej indoktrynacji niejednokrotnie stawiały członków rodzin po przeciwnych stronach barykady…

Krok po kroku Henryk odkrywa zagmatwane losy własnego ojca i charakter machiny, w której działalność był wplątany. Zaczyna rozumieć rozmiary terroru, jaki Józef stosował wobec rodziny i przyczyny utrzymywania w tajemnicy jego poczynań. Henryk musi intensywnie wszystko przyswoić i poukładać. Odkłamać. Rozpoczyna się proces jego wewnętrznego oczyszczenia i uzdrawiania. Czy pozwoli mu to postąpić w sposób właściwy i przyzwoity chociaż raz w życiu? Czy dowie się kim naprawdę jest? Czy będzie mógł głęboko odetchnąć i zacząć żyć pełną piersią?

Niebanalną rolę w powieści odgrywają kobiety. To znany fakt, że mężczyźni tworzą historię, ale kobiety ponoszą konsekwencje ich wyborów. Autor stworzył wspaniałą galerię postaci: Salomea, Katarzyna, Tamara, Bożena, Halina…To strażniczki domowego ogniska, powierniczki rodowych tajemnic, kontynuatorki tradycji… ale także są to osoby silne, umiejące odwrócić bieg wydarzeń. Potrafią w obronie bliskich rzucić się w objęcia śmierci, czasem z pokorą dźwigać los, a niekiedy po prostu zwyczajnie odchodzą…

„Ślady krwi” to powieść wielowątkowa i wieloznaczna. Znajdziemy w niej fascynujące opisy przyrody i wprawnie uchwycony stan ducha poszczególnych bohaterów, obraz polskiego społeczeństwa, krytykę przywar narodowych, a także ukrytą między wierszami – niezbyt wysoko ocenianą – kondycję współczesnej literatury.

Książka napisana jest piękną polszczyzną, to proza najwyższych lotów, wyróżniająca się celnością obserwacji, urzekająca precyzją i elegancją słowa. Lektura jest czasem gorzka, kontrowersyjna i niejednoznaczna. Bezpardonowo piętnuje przywary i mity narodowe, a przedstawiając trudne dzieje narodu daleka jest od standardów. Mimo to czyta się ją dobrze i nie jest ciężkostrawna. Autor debiutuje jako prozaik, a czyni to z odwagą i klasą.

Niezwykle jasne i precyzyjne jest przesłanie książki: nie możemy niestety zmienić historii, ale powinniśmy ją przyjąć z całym „dobrodziejstwem inwentarza”. Polkowski udowadnia, że prawda ma właściwości terapeutyczne. Pozwoliła Henrykowi zrozumieć kim jest i dokonać wyboru. Jeśli poznamy odkłamane losy naszych przodków, wiele będziemy musieli odrzucić, wiele potępić i jeszcze więcej wybaczyć. Będziemy mogli jednak świadomie wybrać z przeszłości to, co dla nas dobre i być może unikniemy powielania błędów naszych protoplastów.

Szczerze namawiam do lektury prozy Jana Polkowskiego. Podróż po „śladach krwi” narodu polskiego poszerza horyzonty intelektualne i daje niebywałą satysfakcję czytelniczą.

*********


Jan Polkowski –  dziennikarz, redaktor, wydawca, uznany i wielokrotnie nagradzany poeta, od niedawna także prozaik. Jego powieściowy debiut, to najgłośniejsza książka sezonu, budząca skrajne emocje i szeroko omawiana, przez jedno środowisko okrzyknięta arcydziełem, przez inne – ostrożnie akceptowana. Jedno jest pewne, od chwili opublikowania  „Ślady krwi” zapewniły sobie niepoślednie miejsce we współczesnej literaturze polskiej.

*********

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa "M". Serdecznie dziękuję.




Autor: Jan Polkowski
Tytuł: Ślady krwi
Data premiery: 23.04.2013
ilość stron: 440





wtorek, 11 czerwca 2013

Czy ktoś podejmie wyzwanie?

„Doktorzy” Erich Segala to głośna powieść z roku 1985, napisana z epickim rozmachem, ukazująca losy młodych ludzi studiujących medycynę. Przedstawia losy piątki przyjaciół, ich dzieciństwo, relacje z rodzicami, pełną poświęceń naukę w Harvardzkiej Szkole Medycznej, przyjaźnie, pierwsze miłości, zawody, rozterki związane z wyborem drogi życiowej, poświęcenie i pasję, rozczarowania i sukcesy, a przy okazji – przynosi mnóstwo terminów medycznych…

„Doktorzy” to nie tylko wnikliwy obraz systemu szkolnictwa . To także w bardzo realistyczny sposób ukazana wyboista droga, którą trzeba pokonać, zanim spełni się swoje marzenia (proces uświadamiania sobie własnych słabości i ograniczeń, niedoskonałości systemu, różnice między tym, czego oczekiwaliśmy a realiami). Wszystkie te kwestie pokazane zostały na szerokim tle, uwzględniającym autentyczne wydarzenia historyczne (lata 60. i 70. ) i najważniejsze problemy, z którymi borykało się (i nadal boryka) społeczeństwo amerykańskie.

„Doktorzy” i jej kontynuacja „Absolwenci” to powieści szeroko znane. Dotyczą konkretnej grupy zawodowej i przybliżają realia związane ze studiami i praktyką medyczną. Czy jednak powstały powieści, które w równie wyczerpujący sposób pokazują inne środowiska: prawników, architektów, może artystów z Akademii Sztuk Pięknych? Czy powstały dobre powieści obrazujące życie i problemy studentów w ogóle? Znalazłam książkę Davida Lodge’a „Zmiana. Opowieść o dwóch uniwersytetach”, która stanowi satyrę na środowiska uniwersyteckie, i bardzo podobną, ale mniej ambitną powieść Abby McDonald „Wymiana studencka”, dotyczącą wymiany studentek między uczelniami.

I… tyle. Jak się okazuje, moje poszukiwania nie przyniosły obfitych plonów.


A jak to wygląda w literaturze polskiej? Czy pośród licznych debiutów, zalewu książek, których bohaterowie zaszywają się w domkach na prowincji, by lizać swoje rany – nie znalazłoby się miejsce na literaturę ambitniejszą, która potrafiłaby zainteresować młodego człowieka, ponieważ dotykałaby bezpośrednio jego problemów?

Szanowni Twórcy! Czy polskie realia nie zasługują na to, by je OPISAĆ?

Całkiem niedawno na łamach miesięcznika „Forum Akademickie” znalazłam ciekawe wyzwanie rzucone literatom i twórcom przez Akademicką Oficynę Wydawniczą. Mam nadzieję, że trafi ono na podatny grunt i że znajdzie się niejeden polski autor, który zrozumie, jak ciekawy temat, wcale zresztą nie niszowy, mógłby się przed nim otworzyć!

Fragment wyzwania zamieszczony na stronie „Forum Akademickiego”:
"Jak to sobie wyobrażamy? Akcja powieści dzieje się w mieście akademickim i dotyczy grupy wyrazistych bohaterów, młodych ludzi, którzy studiują na różnych kierunkach. Autor pokazuje ich problemy bytowe, logistyczne, psychologiczne, interpersonalne, intelektualne, opowiada o przyjaźniach i miłościach, sukcesach i porażkach, wyborach życiowych i światopoglądowych, śledzi przejawy kultury studenckiej. Dostrzega przy tym różnice postaw wobec świata i spraw publicznych, zróżnicowanie społeczne i materialne, odmienność pomysłów na własną drogę życiową. Same studia nie są w powieści jedynie tłem, pozostają ważnym elementem świata przedstawionego, tak by powieść mogła być źródłem wiedzy o specyfice studiowania na różnych kierunkach i uczelniach, różnicach pomiędzy nimi, pokazywała dobrze i źle wybrane drogi studentów, a także możliwości kontynuowania nauki na studiach doktoranckich, gdzie z kształceniem łączy się praca na uczelni".

Oto link do pełnego tekstu:




Mało jeszcze znanej AKADEMICKIEJ OFICYNIE WYDAWNICZEJ życzę sukcesu, a po książkę o życiu polskich „Doktorów”, „Prawników” lub po prostu: „STUDENTÓW” - sięgnę bardzo chętnie!




                                                                                              

środa, 5 czerwca 2013

Życie po arabsku

W innym rytmie

Emire Khidayer jest pisarką i tłumaczką, przedstawicielką słowackiej służby dyplomatycznej, specjalizującą się w stosunkach z krajami arabskimi. Jej książki prezentujące kulturę i obyczajowość arabską pod względem etnicznym, historycznym i religijnym mają zmienić stereotypowy sposób myślenia o mieszkańcach Bliskiego Wschodu i ich mentalności. „Życie po arabsku” jest w pewnym sensie kontynuacją książki „Arabski świat”, ale nieznajomość pierwszej części nie stanowi przeszkody w lekturze.

Rok 2013 dla świata zachodniego – to 1433 rok w świecie muzułmańskim. Zdaniem autorki jest to wymowny symbol różnic między Zachodem i Wschodem, obrazujący inny rytm ich rozwoju. Pomimo, iż kultura arabska lata świetności ma już za sobą, nadal pozostaje jedną z najwspanialszych cywilizacji basenu Morza Śródziemnego, która wywarła przemożny wpływ na różne dziedziny nauki, na sztukę, filozofię i architekturę, i – fascynuje do dziś.

Książka próbuje odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań: kim jest Arab? Co definiuje to pojęcie? Czy decyduje o tym fakt zamieszkiwania krajów arabskich, wspólny język, wyznanie (wszak nie wszyscy Arabowie są muzułmanami), wspólna kuchnia, czy poczucie silnych więzów rodzinnych bądź plemiennych? Arabowie są przedstawicielami grupy ludów tak zróżnicowanej, że uznaje się ją za wspólnotę kulturową, nie za jednolity naród. Autorka z lekkim przymrużeniem oka, biorąc pod uwagę czynniki kształtujące jego tożsamość, twierdzi, że „Arab to Semita wyznania muzułmańskiego, modlący się także do żydowsko-chrześcijańskich proroków, wyposażony w fenicką żyłkę do handlu, posiadający czerkiesko-słowiańskie rysy, popijający indyjską herbatę lub etiopską kawę, siedzący po turecku na perskim dywanie”.

„Życie po arabsku” zawiera zestaw przydatnych (np. w podróży) informacji podanych w uporządkowanej formie. Dotyczą rozmaitych tematów: świąt religijnych, uroczystości rodzinnych, ubioru kobiet i mężczyzn, kuchni i gościnności arabskiej, higieny, typowego i nietypowego budownictwa, sposobu urządzenia mieszkania, stosunku do zwierząt, poruszania się różnymi środkami lokomocji, a nawet możliwości zdobycia prawa jazdy oraz gaf popełnianych przez obcokrajowców. Czy warto czytać takie książki? Typowy turysta raczej nie zostanie zaproszony do arabskiego mieszkania, nie pozna słynnej gościnności i nie podejmie konwersacji z Arabem – pod tym względem książka przynosi zatem sporą dawkę wiedzy, tchnie autentyzmem i zawiera zdecydowanie więcej wiadomości niż zwykły przewodnik.

Zdecydowaną zaletą opracowania jest kobiecy sposób ujęcia tematów. Autorka wprowadza czytelnika w egzotyczny świat różnobarwnych i tajemniczych dżallabij i hidżabów, kandur i szarszaf, wyjaśnia ich znaczenie i sposób noszenia. Tłumaczy historię kontrowersyjnego dzisiaj nakrywania głowy, które nie jest bynajmniej wymysłem islamu, a zostało przez religię zaadaptowane i stało się niemal symbolem muzułmanek. Pokazuje podrzędne miejsce kobiety w społeczeństwie, odzwierciedlone w wielu aspektach życia, np. w niesprawiedliwym prawie dziedziczenia…

Książka posiada także słabsze strony. Wadą jest megalomania autorki. W lekturze przeszkadza nieustanne kierowanie uwagi czytelnika na jej osobę. Gdyby nie ta skłonność, można byłoby uznać tę pozycję za profesjonalne kompendium wiedzy.

Islam to nie tylko religia, to styl życia, w którym sztywno, od najmłodszych lat przestrzega się zasad. Warto je poznać przed udaniem się w podróż. Życie Araba tak mocno zanurzone jest w religii, że krytyka jakiegokolwiek jego aspektu może być potraktowana jako… atak na samą religię. Warto zachować ostrożność w głoszeniu własnych poglądów. Dobrze byłoby wiedzieć, dlaczego niektóre zachowania Europejczyka mogą wywołać niesmak bądź oburzenie w krajach arabskich. Sięganie po książki dające wiedzę o kraju, który zamierzamy odwiedzić, powinno stać się normą. Może wtedy zmniejszyłaby się liczba turystów zwiedzających meczety w krótkich spodenkach, w bluzkach odsłaniających ramiona, a na plażach, w miesiącu ramadan, byłoby mniej amatorek stroju „topless”…


Autor: Emire Khidayer
Tytuł
: Życie po arabsku
Wydawca
: Prószyński i S-ka
Data wydania
:  07.02.2013
Liczba stron
: 360
ISBN
: 978-83-7839-444-0
Kategoria
:  literatura faktu


Recenzję napisałam dla: