czwartek, 29 sierpnia 2013

31.08.2013 - Wrocław - Odwiedź zaczytane miasto!

Przypominam, że już za kilka dni spotykamy się podczas wielkiego czytelniczego święta we Wrocławiu: "LiteraTura I"


Impreza ma na celu nowatorskie promowanie czytelnictwa oraz integrację czytelników i pisarzy. Jeśli jesteście ciekawi na czym to "nowatorstwo" polega, to macie niepowtarzalną okazję, możecie tego doświadczyć na sobie:)

Podczas imprezy będzie można spotkać, porozmawiać, zdobyć książki i autografy następujących pisarzy:


Adamus Szymon
„Trójka” (2011, RW2010)
Bauer Ewa
„W nadziei na lepsze jutro” (2011, Radwan),
„Kruchość jutra” (2013, Szara Godzina)
Dryjer Marek
„Droga ślepców” (2010, Radwan),
„Mroczne dusze” (2013, E-bookowo)
Georgiou Katarzyna
„Czas obietnicy. Macierzyństwo magiczne” (WFW, 2010)
Gil Agnieszka
„Herbata z jaśminem” (2012, Nasza Księgarnia)
„Dziki szczaw” (2008, Telbit)
Głuszko Krystian
„Spektrum” (2012; Dobra Literatura)
Grabowska-Grzyb Ałbena
„Julek i Maja w labiryncie” (2011, Akapit Press),
„Tam, gdzie urodził się Orfeusz” (2011, Świat Książki)
„Coraz mniej olśnień” (2012, MWK)
Grodzka-Górnik Iwona
„W niebie na agrafce” (Świat książki, 2012)
Grzebuła Marta
„Dzień, który nie miał jutra” (WFW, 2011),
„Kiedy ktoś nocą puka do drzwi” (Evanart, 2012)
Inglot Jacek
„Eri i smok” (Skrzat, 2009),
„Wypędzony” (Erica, 2012)
Jaksik Urszula
„Sobotnie popołudnie” (Polski Dom Kreacji, 2008),
„Zaułek szczęścia” (Replika, 2012)
Januszewska Krystyna
„Dolina motyli” (2004, Zysk i S-ka),
„Niebo ma kolor zielony” (2004, Zysk i S-ka)
Karolewski Stanisław
„Głodny anioł” (2010, Szarlatan),
„Pokonałem raka. 9 sposobów walki z nowotworem”(2013, Studio Astropsychologii).
Mazalik Bożena
„Baba na safari” (WFW, 2012),
„Lato moralnego niepokoju” (Ad Rem Jelenia Góra, 2013)
Pasikowska Anna
„Pałac z lusterkami” (2010, Walkowska),
„Winogrona bez pestek” (2013, MWK)
Pawłowska-Koziar Anna
„Berek” (2013, WFW)
Petrykowska Katarzyna
„Tajemnica Nefrytanii” (2012, Radwan)
Piecyk Anna
„Pustka” (2011, WFW),
„Matnia” (2013, Oficynka)
Pinkwart Sergiusz
„Tata reporter” (2012, Akapit Press),
„Klub racjonalistek” (2013, Albatros)
Pochwicki Krzysztof
„Cywilizacja traw” (Novae Res, 2012)
Pollak Paweł
„Niepełni” (Prószyński i S-ka, 2009),
„Kanalia” (Oficynka, 2013)
Romanowska Kornelia
„Puszka Pandory” (2011, Novae Res)
Rybkowska Anna
„Nell” (2009, Red Horse)
„Odszedł ode mnie” (2013, MWK)
Sowa Aleksander
„Zła miłość” (E-bookowo, 2012),
„Do widzenia” (Self Publishing, 2013)
Strzelec Anna
„Tylko nie życz mi spełnienia marzeń” (Radwan),
„Wiza do Nowego Jorku” (2012, Sonar Literacki)
Szewczyk Katarzyna
„Tost za Temidę” (2012, Pi),
„Maski” (2013, Bookrage)
Teluk-Lenkiewicz Anna
„Nie każdy jest Rain Manem” (2010; Fraszka Edukacyjna)
Wilczyńska Karolina
„Ta druga” (2011, Replika),
„Performens” (2012; Self Publishing),
„Anielski kokon” (2013; MWK),
Woźniak Magdalena
„I życzę Ci żeby…” (Mybook, 2013),
„Lato moralnego niepokoju” (Ad Rem Jelenia Góra, 2013)
Zaranek Łukasz
„Nadyia” (2011, Radwan),
„Torsje” (2013, WFW)
Zarębska Magdalena
„Kaktus na parapecie” (Skrzat),
„Życie teoretyczne” (2010, Prozami)
 
ZAPRASZAMY
BĄDŹ RAZEM Z NAMI!

wtorek, 27 sierpnia 2013

LIBERA WŚRÓD LIBERAŁÓW


Parę dni temu ukazał się pierwszy numer miesięcznika internetowego „Teologia Polityczna Co Miesiąc”, datowany na wrzesień 2013. Nie jest to całkiem nowe przedsięwzięcie. Pismo zaangażowane w popularyzację dorobku polskiego konserwatyzmu ukazywało się dotąd w tradycyjnej, papierowej formie i posiada wierne grono czytelników.

„Spór o liberalizm ma długą tradycję. W jak mało którym, mieszają się w nim pojęcia i idee. Obie prawice – liberalna i nieliberalna – zarzucają oponentom odejście od prawicowości jako takiej (o ile coś takiego istnieje) lub zarzucenie wartości konserwatywnych. I właśnie przez to spór o liberalizm jest taki ciekawy. By odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego przyjmuję lub odrzucam liberalizm, muszę wiedzieć coś o wiele ważniejszego: dlaczego jestem konserwatystą. Trudno więc o lepszą sposobność do tłumaczenia i argumentowania własnych idei, i to nie idei byle jakich, ale tych, które organizują cały nasz system odniesień.
W ten sposób liberalizm na prawicy może być afirmowany jako alternatywa dla prawicy katolickiej (Agnieszka Kołakowska) lub dowód słabości katolicyzmu (Jan Maciejewski). Za każdym razem spór o liberalizm będzie miał charakter fundamentalny” – pisze we wstępniaku Marek A. Cichocki.
W numerze zamieszczone zostały eseje i artykuły Agnieszki Kołakowskiej, Marka A. Cichockiego, Łukasza Warzechy, Grzegorza Górnego, Jana Maciejewskiego, Jakuba Dybka, Marka Rodzika i Marcina Furdyna. Wielbiciele twórczości Antoniego Libery znajdą coś dla siebie, gdyż opublikowane zostało opowiadanie utrzymane w wakacyjnym klimacie „Kompot z wisień”, o którym autor obszernie wypowiada się (TUTAJ).  
Dodatkową atrakcję pisma stanowi recenzja Jakuba Lubelskiego dotycząca najnowszej książki Antoniego Libery „Niech się panu darzy”, która sama w sobie jest kawałkiem świetnej literatury.
„Już sam tytuł zbioru i tytuł pierwszej noweli – „Niech się panu darzy” – ma w sobie coś solennego, klasycznego, coś porządnego i prostolinijnego, a zarazem jest w tym jakiś dystans, blaga, ciepły humor i ironia. Trudno nie cenić tej cechy pisarstwa Libery.
Po drugie, radość moja wynika także z kameralności nowego wydawnictwa. Nie chodzi tu o wydawcę – Bibliotekę Więzi, ale o sam charakter opublikowanych nowel. Nie ma tu terroru wielkiej narracji, nie ma musu powieściowego rozmachu, misternego plecenia wątków. Rynek czytelniczy potrzebuje nieraz cichych tonów, oszczędnych barw i środków, a jeśli dobrze wyczuwam taką potrzebę, to Libera – mimo iż ryzykuje (do tej pory publikował grube książki!) – trafia w punkt. Jest nastrój, skupienie oraz bardzo specyficzna, melancholijna, ale i dowcipna, trochę cierpka, choć i ckliwa aura”.

Polecam.

piątek, 23 sierpnia 2013

LiteraTura, Wrocław 2013

WYDARZENIE CZYTELNICZE -
BĄDŹ RAZEM Z NAMI!





Impreza tej miary organizowana jest pierwszy raz.  „LiteraTura I Wrocław 2013” odbędzie się 31 sierpnia br. we Wrocławiu. Ma na celu aktywne promowanie kultury, a zwłaszcza czytelnictwa.

Rozpoczęcie nastąpi o godzinie 14:00 w Parku Teatralnym (Park im. Mikołaja Kopernika w Wrocławiu), gdzie dojdzie do spotkania pisarzy z czytelnikami. W tym miejscu autorzy i uczestnicy spotkania nawiążą bezpośredni kontakt, będą spacerować alejkami parku, rozmawiać i dyskutować na temat literatury, a przy tym doskonale promować innowacyjną, a tym samym bardzo ciekawą formę wypoczynku. Warto zauważyć, że już sam tytuł akcji „LiteraTura I Wrocław 2013” jest przewrotny, przyciągający uwagę. Bowiem w ciekawy sposób pokazuje jak niesamowicie można bawić się językiem, słowem... Autorzy, pisarze robią to na co dzień, a czytelników i odbiorców literatury pragną tym zainteresować, zaszczepić w nich chęć obcowania z książką i słowem pisanym. Wciągnąć ich nie tylko w świat książki, ale w osobisty świat każdego z autorów. Ważnym aspektem tej części wydarzenia będzie szeroko rozumiana przestrzeń miejska Wrocławia. Pisarze będą propagować czytelnictwo w każdej grupie wiekowej. Czytelnicy posiądą możliwość nabycia książek oraz uzyskania autografów i dedykacji od ich twórców. Chętni pisarze przeczytają fragmenty swoich utworów, jednocześnie reklamując własną twórczość. W dzisiejszych czasach nie wystarczy wystawić książkę za witrynę księgarni. Proponowana forma promocji jest nowoczesna i co najważniejsze - czytelnik jest w nią zaangażowany równie mocno jak autor.

A oto pozostałe atrakcje:
- Około godz. 16:00 w księgarni Matras na ul. Świdnickiej odbędą się indywidualne prezentacje wybranych działów literatury, wykłady przeprowadzone przez pisarzy, aktywna sprzedaż egzemplarzy książkowych, konkursy z nagrodami, wywiady oraz zabawy z uczestnictwem czytelników. Odwiedzający w tym czasie księgarnię będą mieli szansę na rozmowy z autorami, którzy opowiedzą o swojej twórczości, inspiracjach, doświadczeniach podczas wydawania książek, jak również o sobie. Każdy z autorów otrzyma przydział do odpowiedniego sektora księgarni, tym samym starając się wzbudzić zainteresowanie czytelników różnymi gatunkami literackimi. Z kolei w tzw. „dark roomie” księgarni Matras, autorzy w zamkniętej grupie odbiorców dokonają prezentacji na wybrany przez siebie temat, związany nie tylko z literaturą, ale również z szeroko pojętą twórczością.
- Podczas wydarzenia przewidziano liczne konkursy i zabawy dla czytelników, w których będzie można wygrać egzemplarze książkowe.
 -Około godz. 20:00 grupa organizatorów i biorących udział w akcji pisarzy weźmie udział w „Marszu żywych autorów”, podczas którego prezentowana będzie forma aktywnej rekreacji czytelniczej oraz nakłanianie mieszkańców miasta do czynnego udziału w „Marszu…”. –
Około godz. 20:45 na Moście Zakochanych - zakochani w literaturze uczestnicy zawieszą kłódki na znak wiecznej miłości do słowa pisanego, ukazując w ten sposób swoje przywiązanie do kreatywnego tworzenia. Kłódki będzie można podpisywać wspólnie z czytelnikami.
- O 21.00 przejście Z Mostu Tumskiego do Antykwariatu „Szarlatan”, gdzie wśród dzieł literatury polskiej i światowej, umieszczą liście własnej twórczości na Drzewie Literatury, w ten symboliczny sposób podkreślając swój związek z dawnymi mistrzami oraz tymi jeszcze nienarodzonymi.
- O godz. 22:00 uczestnicy wezmą udział w pokazie ognia, wody i światła. Odbędzie się sesja fotograficzna, będąca pamiątką spotkania.
Podczas imprezy odbędzie się również „uwolnienie książek” - w ramach akcji „Cały Wrocław czyta”. Przez to hasło - rozumiane jest dzielenie się z innymi słowem pisanym, poprzez pozostawienie pozycji literackich w specjalnie na to przeznaczonym miejscu, dla czytelników.

SERDECZNIE ZAPRASZAMY!



Nie jestem autorką tekstu. To fragment kampanii promującej  wydarzenie czytelnicze, którego pomysłodawcą i głównym inspiratorem jest: Sztukater.

piątek, 16 sierpnia 2013

W PIASKOWNICY ŚWIATÓW. EPOS WROCŁAWSKI, Stanisław Karolewski

Topografia sennego Wrocławia


Czy epoka bardów minęła bezpowrotnie? Czy ktoś potrafi dzisiaj opisać wierszem zdarzenie tak, by jeszcze przez chwilę nam „echo grało”? Zadumać się pięknie prozą nad historią i urodą miejsca, by czytelnik chciał od razu poznać i porównać wrażenia? Przekonać się, czy będzie mógł dotknąć pulsu i bijącego serca miasta, czy dostrzeże urodę kamienic i posłyszy tajemnicze szepty uliczek? Odnajdzie klucz do zrozumienia tej magii?


Odstawiam na półkę książeczkę „W piaskownicy światów. Epos wrocławski”, która przeniosła mnie na chwilę do Wrocławia. Skorzystałam z niezwykłego zaproszenia. Autor poprowadził mnie ulicami i zaułkami miasta, a jednocześnie dopuścił do zakamarków swej duszy w taki sposób, że zaczynam się zastanawiać, czy Wrocław i autor to odrębne byty… Jestem pewna, że pisarz identyfikuje się nieomal ze swym miastem i nie byłby taki sam, gdyby przyszło mu żyć w innym miejscu. A Wrocław? Pewnie straciłby też nieco blasku bez swego barda…

Stanisław Karolewski, autor książki, to postać intrygująca i barwna. Historyk sztuki, fotograf, literat, bibliofil, potomek Królów Polskich i… Ryszarda Wagnera. Wrocławski antykwariusz, a właściwie główny „Szarlatan”*… Czyż jego utwory mogą być zwyczajne?

Bohater książki, a zarazem nasz „przewodnik”, to połączenie Leopolda Blooma i chłopca ze „Sklepów Cynamonowych”. Młody, oczytany i wykształcony, wrażliwy, ale też cyniczny mieszkaniec wrocławskiej kamienicy. Chylę czoła przed pomysłowością autora i jego specyficznym humorem, ponieważ kazał swej postaci wykonywać profesję „tłumacza” kultury, a jego zadanie polega na wyjaśnianiu japońskim biznesmenom znaczenia polskich filmów… Smakuję absurd sytuacji, niemal widzę „perskie oko” autora, gdy bohater podejmuje karkołomne wysiłki, by przełożyć realia „Misia” lub „Dnia świra” na język zrozumiały dla mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni… Ale to jeszcze nie koniec. Za dnia nasz bohater jest osobą do „towarzystwa”, nocą – strażnikiem woskowych figur w muzeum, z zamiłowania – koneserem kobiet, a z przekonania… wyzwolicielem krasnali ogrodowych.


Nade wszystko nasz bohater jest jednak Wrocławianinem z krwi i kości. Czytelnik bezustannie towarzyszy mu podczas wędrówek, a samo czytanie przypomina zwiedzanie nieznanego miasta. Gdy wchodzi się w ciemną uliczkę, nigdy nie wiadomo, co można spotkać za rogiem – rzęsiście oświetlony lokal, prywatne podwórko czy podejrzany zaułek, z którego lepiej czym prędzej czmychnąć. Tak samo wygląda narracja. Czasem gubi swoją chronologię, a czasem logikę. Czasem pogrążamy się zupełnie w rzeczywistości snu…

„W swych snach przemierzałem miasto. Nocami podążałem przez śniące ulice. Spotykałem ludzi i kobiety. Skrzydlate demony i leniwe niedźwiedzie, łaszące się do mnie niczym wielkie kudłate psy. Siedziałem na ławkach rozstawionych na bulwarach, w parkach i skwerach. Strzelałem do aniołów, kryjących się wśród gałęzi i ścigałem się na torze dla tramwajów wyścigowych. (…)
Podążałem ulicami śniącego Wrocławia, spotykając własne marzenia i upiory, spotykając innych śpiących – zagubionych w mieście, które na tym poziomie rzeczywistości falowało pod wpływem naszych rojeń, niemniej jednak nie przestawało istnieć. Wrocław, choć o innej strukturze w tym wymiarze, wciąż trwał”.

Zastanawiam się, czy „W piaskownicy światów. Epos wrocławski” to powieść nowatorska, czy tradycyjna? Tyle w niej odniesień i znajomych motywów literackich… Autor czerpie pełnymi garściami z kultury antycznej i europejskiej, bawi się motywami i sprawnie nimi żongluje. Wydobywa z wielkiego skarbca spuścizny literackiej to, czego najbardziej potrzebuje, używa do woli, wygładza, nadaje formę, wreszcie – naznacza swoją indywidualnością. Równie swobodnie nawiązuje do spraw bieżących i aktualnych (jakaż aluzja do pani Goździkowej – palce lizać!), nie można postawić zarzutu, że powieść nie jest współczesna. Do legend, opowieści i historii Wrocławia autor dołączył własne przeżycia i pokazał miasto przez pryzmat swoich marzeń i lęków. Jak przystoi „Szarlatanowi” – wziął szczyptę magii, realizmu, poezji, a nawet kropelkę ekstrawagancji – zmieszał w odpowiednich proporcjach i otrzymaliśmy książkę osobliwą, oniryczną, czasem surrealistyczną, ale pełną uroku. Swojską i nowatorską zarazem.

„Zaplanowałem sobie książkę totalną i wszechogarniającą. Powieść grającą z czytelnikiem i wciągającą go na niebezpieczne wody. Dzieło, które zetrze ulotne granice między kwadratem świata widzianego a niewidzialnym bezmiarem wód i oceanów wyobraźni”. Czy autorowi się udało? Czytelnik musi ocenić to sam. Jeśli podda się nastrojowi, otworzy się na Wrocław w różnych wymiarach; jeżeli tylko spojrzy na kamienice oczami autora, uwierzy, że Most Warszawski znajduje się na zbiegu i styku odmiennych rzeczywistości, a „jego przekraczanie wiąże się z ryzykiem trafienia w zupełnie inne miejsce” – wtedy może nie tylko zatonąć w tej prozie, ale z pewnością zacznie śnić ten sam sen…

Czy wspomniałam może, że „W piaskownicy światów. Epos wrocławski” to… debiut?




*aluzja do antykwariatu „Szarlatan” prowadzonego przez autora

niedziela, 11 sierpnia 2013

Wieczorem przyjdź na zócalo, Michał Głombiowski

 Tam, gdzie biją serca tubylców
Michał Głombiowski, dziennikarz, fotograf i podróżnik, zaprasza w podróż śladami kultury Majów w Ameryce Środkowej – przez Meksyk, Gwatemalę, Salwador i Honduras. Jego książka to plon ponad trzymiesięcznej wyprawy przez fascynujące, egzotyczne, niezwykle popularne i te mniej znane miejsca.
„Wieczorem przyjdź na zócalo” jest dziennikiem podróży lub powieścią drogi. Próżno tu jednak szukać spiesznej akcji, zawrotnego tempa i krajobrazów migających za oknami samochodów. Autor nie skupia się na spektakularnych aspektach podróży, więc nie poczujemy wiatru we włosach, a lektura nie podniesie nam poziomu adrenaliny. Jeśli jednak czytelnik ma we krwi wędrówkę i włóczęgę, powinien docenić tę publikację, autor ukazuje bowiem prawdziwe oblicze turystycznych atrakcji. „Poznać, pobyć, zrozumieć” – to filozofia podróżowania Michała Głombiowskiego. Sięgając po książkę zapomnijmy o pośpiechu i zagonionym życiu. Mieszkańcy tropików i ciepłych krajów mają specyficzny temperament, ich życie płynie w zupełnie innym rytmie, do którego autor harmonijnie się dostosowuje. Jego podróż nie przypomina wyścigu z czasem i nie trzyma się przewodników. Pewne trasy są zaplanowane, inne podróżnik wybiera intuicyjnie lub kieruje się radami tubylców. Narracja książki stanowi odzwierciedlenie jego sposobu zwiedzania. Jest w niej czas na kontemplację, celebrowanie widoków i zabytków, ale też refleksja nad losem człowieka i zaduma nad historią.
Autor zatrzymuje się w każdym miejscu na kilka dni. Zwiedza okolicę, rozmawia z mieszkańcami, kosztuje regionalnych potraw. Można być pewnym, że pojawi się tam, gdzie najmocniej biją tubylcze serca. Dlatego często zaglądamy na zócalo – plac w centralnym miejscu niemal każdego miasta Ameryki Środkowej, z pięknymi kamienicami w stylu kolonialnym, z kościołem i mnóstwem zieleni, gdzie odbywają się spotkania towarzyskie, tańce i występy. Gdy tylko zapada zmierzch, pojawiają się stoiska z jedzeniem, stoliki, ławki i muzyka. To niezwykle barwne i gwarne miejsca, gdzie można poczuć lokalne „smaczki”, zrobić niezwykłe zdjęcia, gdzie można dotknąć pulsu codziennego życia mieszkańców…
Dzięki zwolnionej narracji autor realistycznie przedstawia uroki wyprawy. Nie możemy przecież liczyć na same atrakcje. Jednym z aspektów podróżowania jest oczekiwanie – długie godziny spędzane na dworcach bądź w autobusach, gdyż lokalne linie nie kursują według rozkładu, a kierowca rusza dopiero wtedy, gdy pojazd zaczyna pękać w szwach. Pomimo niespiesznej relacji krajobrazy i tak zmieniają się jak w kalejdoskopie. Poznamy jedną z najsłynniejszych plaż (a raczej dwudziestokilometrowe wybrzeże z sypkim, białym piaskiem) w Cancún; zachwycimy się słynnymi ruinami w Chichén Itzá, Palenque, Copán, Tikál – zagubionymi w wilgotnej i dusznej dżungli; odwiedzimy górskie kurorty, rezerwaty zwierząt, miasto zdominowane przez artystów malarzy i rzeźbiarzy; poznamy proces suszenia kawy na plantacji i zobaczymy rozległe majątki ziemskie zamożnych hodowców bydła; wreszcie wybierzemy się na wycieczkę, podczas której będziemy mogli poczuć na twarzy temperaturę lawy wypływającej z czynnego wulkanu.
„Wieczorem przyjdź na zócalo” to dziennik napisany z pasją i wrażliwością. Jego lektura uświadomi czytelnikowi jak różnorodna i wielobarwna jest Ameryka Środkowa, z jej przebogatym folklorem, historią i wielokulturowym społeczeństwem. Jestem pewna, że uważny czytelnik odnajdzie w opowieści Głombiowskiego echa książek Cerama, Kapuścińskiego, a nawet Johna Lloyda Stephensa (ojca archeologii Majów) i Fredericka Catherwooda. Świetna lektura na lato.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Blogerskie trzy po trzy

Jak zaczynasz dzień? Wyskakujesz dziarsko z pościeli, bacząc, by wstać odpowiednią nogą, parę ćwiczeń, prysznic i energicznym krokiem udajesz się do pracy…
…a może szurając kapciami człapiesz do kuchni, biorąc azymut na ekspres do kawy i czekasz aż aromatyczny płyn zaczyna krążyć w Twoim organizmie. Po trzeciej filiżance – z trudem, ale jednak – poznajesz twarz w lustrze i przypominasz sobie najważniejsze fakty z własnego życia…
To nic, niezależnie od tego, czy zaczynasz dzień po „bożemu”, zdrowym śniadaniem, joggingiem, czy psiocząc na czym świat stoi – jeżeli pierwszą świadomą czynnością jest sprawdzenie, czy otrzymałeś „komentarz” – to znaczy, że jesteś blogerem.

                                                                   źródło zdjęcia

Kiedy Cię „wzięło”? Kiedy zacząłeś blogować? Czy można żyć bez tego?
Blogujemy na całego, prezentując radosną twórczość własną, dzieląc się zdjęciami, wydarzeniami, stosikami lektur, zainteresowaniami, a nawet tipsami. Blogujemy aż miło…
Słowo „blog” odmieniamy przez wszystkie przypadki. Dziś już brzmi swojsko, niemal jak coca-cola – ale czy wiemy skąd się wzięło? Ki diabeł ów blog?
Małe, zgrabne słówko, które zrobiło zawrotną karierę, oznacza ni mniej, ni więcej – narzędzie, które stało się dla wielu amatorów (czyli: nas), ale też najprawdziwszych zawodowców – instrumentem pracy oraz miejscem w cyberprzestrzeni, gdzie możemy znaleźć zrozumienie, inspirację, po prostu swój „kawałek podłogi”.

Zjawisko zostało w roku 1997 określone pierwotnie słowem „weblog” (zlepek słów „web” – sieć i „log” – dziennik pokładowy). Jego autorem jest John Barger, pracownik instytutu Northwestern University, znawca literatury (zwłaszcza Jamesa Joyce’a), a także badacz sztucznej inteligencji. Od tej pory dziennik sieciowy to weblog.
Weblog, weblog… Wszystko ładnie, tylko co z tym niewygodnym słówkiem począć? Jak przejść z nim do porządku dziennego? Jak je oswoić?
Dwa lata później błyskotliwy redaktor jednego z pierwszych „interaktywnych dzienników” bawiąc się anagramem tego słowa utworzył nową formę: we blog (blogujemy) i powstała wersja, którą posługujemy się obecnie. A przecież dzisiaj we blog our hearts out! Blog stał się oficjalną nazwą dziennika sieciowego, w roku 2004 amerykańskie wydawnictwo Merriam-Webster ogłosiło tę nazwę „słowem roku”. Dziś funkcjonuje w języku potocznym i nawet babcia wie, co to blog.
                                                        źródło zdjęcia

Pierwsze blogi były elitarne i kosztowały sporo wysiłku. Projektowali je sami autorzy, a ich twórcy z miejsca uzyskiwali status gwiazd. Dziś zjawisko stało się powszechne. Zasiadamy przed komputerem i do woli korzystamy z przetartych szlaków. Mamy do dyspozycji gotowe narzędzia, możemy wybrzydzać z szablonami, dobierać tło do koloru paznokci i nie zastanawiamy się ile wysiłku i pracy kosztowały one twórców. Jednak coś za coś. Mamy szeroki i łatwy dostęp do narzędzi, ale w zalewie sieciowych dzienników musimy się przebić, żeby zaistnieć. W przypadku powodzenia woda sodowa jednak nie grozi, bo status gwiazdy wynikający z samego faktu posiadania bloga – to już tylko mit.
Blogowanie jest dziś zjawiskiem masowym i w związku z tym istnieje wiele jego odmian. Każdy z nas przekonał się, że potrzeba sporo czasu, by wśród tych wszystkich „dzienników” pisanych z pasji, zawodowo, dla zarobku i z nudów dotrzeć do tych pożądanych i wartościowych.
Jaką funkcję pełnią blogi? Czy tylko hobbystyczną? Leszek Olszański w książce „Media i dziennikarstwo internetowe” zwraca uwagę na znaczenie tego nowoczesnego, a masowego zjawiska, które nazwał „dziennikarstwem społecznym”. Kim jest dziennikarz społeczny? To osoba, która ma oczy otwarte. Opisuje wydarzenia, komentuje, uczestniczy i ocenia. Pisuje recenzje. Tak, tak! Po jakiejś trzeciej kawie – dotrze do Ciebie, że to także Ty i ja… Czy się to dzisiaj komuś podoba, czy nie, jesteśmy dziennikarzami społecznymi (no dobrze, przynajmniej mamy taką możliwość), a na forum blogów jesteśmy równorzędnymi partnerami dziennikarzy zawodowych. Czemu nie? Najczęściej z tej możliwości nie korzystamy, ale jakby co – szlaki są przetarte.
Jak to się wszystko zaczęło?

                                                                              źródło zdjęcia
Jednym z bardziej znanych blogerów, którzy odmienili postrzeganie zawodu dziennikarza, był słynny Salam Pax. Salam Pax to pseudonim młodego mieszkańca Bagdadu (o ostrych poglądach politycznych i talencie literackim), który w roku 2003, podczas inwazji na Irak, w swoim dzienniku „Where is Read?” przedstawił codzienność oblężonego miasta. Media całego świata, skutecznie odcięte od informacji, zwróciły na niego uwagę i podawały wiadomości powołując się na jego doniesienia.
W pierwszych dniach po ataku terrorystycznym 11 września 2001 roku informacje publikowane przez blogerów pomogły „opanować” sytuację w pogrążonym w chaosie Nowym Jorku.
Pod koniec 2004 roku narodziło się jeszcze inne zjawisko, które obserwowano przy okazji wydarzeń nazwanych „pomarańczową rewolucją” na Ukrainie. Kiedy liderzy opozycyjni z Julią Tymoszenko i Wiktorem Juszczenko wezwali do obywatelskiego nieposłuszeństwa, przez blogi przetoczyła się prawdziwa fala oburzenia. Blogerzy zwołali się i wielotysięczny tłum protestujących zmusił władzę do powtórzenia sfałszowanych wyborów. Zdaniem publicystów to właśnie amatorskie blogi stały się wtedy nową, piątą władzą w systemie demokracji.
W Polsce jednym z pierwszych znanych blogów był prowadzony do dziś i cieszący się niesłabnącą popularnością kataryna.blox.pl, w których anonimowa komentatorka skupia się na budzących największe emocje aferach i wydarzeniach politycznych (afera Rywina, Orlenu, PZU, lustracyjna itp.). Blogują dziennikarze (m.in. Wojciech Orliński, Szymon Hołownia, Bartosz Węglarczyk) i pisarze (Mariusz Szczygieł, Jakub Ćwiek, Magdalena Witkiewicz), blogują poeci i redaktorzy…

Czujecie to? Widzicie ile politycznego lub artystycznego fermentu można zasiać po prostu blogując? Więc chociaż wszystko, co „społeczne”, od czasu komuny nieco jest podejrzane, to przyznać trzeba, że „dziennikarstwo społeczne” jednak brzmi nobilitująco. Więc zmobilizujmy się i blogujmy! Można przecież pisać o czym kto lubi – o tipsach i konfiturach albo o niebieskich migdałach, ale można też wziąć się do tego poważniej. Grunt to mieć świadomość, że blogujemy w doborowym towarzystwie.

sobota, 3 sierpnia 2013

Mózg, Michael O'Shea

Nieodkryty "kosmos" w głowie

Mózg jest organem, dzięki któremu potrafimy odczuwać, myśleć i podejmować decyzje. Obdarza nas inteligencją i sprawia, że jesteśmy indywidualni. Dzięki niemu słyszymy muzykę, zachwycamy się poezją i uśmiechamy się na widok znajomej twarzy, możemy spojrzeć przez mikroskop i polecieć w kosmos, a przede wszystkim mamy (wygórowaną) świadomość, że jesteśmy niezwykli…

Nasz „pokładowy komputer”, ważący około 1,2 kg, zbudowany jest z molekuł składających się z białek, tłuszczów, węglowodanów, pierwiastków śladowych i słonej wody. W największym uproszczeniu – mózg to: neurony, ich połączenia, historia zapisana w „karcie pamięci” komórki, towarzyszące im komórki odpowiedzialne za funkcje poboczne i niezliczona ilość chemicznych przekaźników i receptorów. Przesyłanie informacji pomiędzy poszczególnymi komórkami odbywa się w skomplikowanym systemie kodowania i przekazywania sygnałów elektrycznych i chemicznych. Tę aktywność można obserwować podczas „obrazowania rezonansem magnetycznym”. Nie widzimy bezpośrednio aktywności neuronów, tylko jej konsekwencje. Pobudzone komórki zwiększają zapotrzebowanie na dostawy tlenu i glukozy, co powoduje wpompowanie większej ilości krwi. Aktywny obszar mózgu się „rumieni”. Łącząc wykonywanie konkretnych czynności człowieka z aktywacją poszczególnych rejonów jego głowy, naukowcy uzyskali obraz „funkcjonalnej mapy mózgu”.


Oprócz „obwodów” składających się z neuronów, którymi płyną bodźce, mózg komunikuje się z organizmem także w inny sposób. Poprzez naczynia krwionośne dostarczające tlen i glukozę docierają informacje o stanie i funkcjonowaniu poszczególnych organów, poprzez hormony uwolnione przez odpowiednie gruczoły. Mózg przetwarza dane, analizuje, po czym sam z kolei może pokierować wydzielaniem hormonów i ich krążeniem w ustroju.

Mózg posiada predyspozycje do nauki, do zapamiętywania potrzebnych rzeczy (co wiąże się z powstawaniem nowych połączeń między neuronami) i zapominania zbędnych. Dzięki temu mechanizmowi możemy stale przystosowywać się do zmiennego świata. Pod wpływem doświadczeń chemia i struktura mózgu ulegają zmianom, a stabilność tych zmian (nowych połączeń) jest związana z długością utrzymywania informacji w pamięci. Nie wiadomo jednak, gdzie magazynuje się pamięć długotrwała, w jaki sposób dokonywana jest selekcja wspomnień ani jaki mechanizm umożliwia ich łatwe przywoływanie. Naukowcy próbują rozwikłać także inne fascynujące umiejętności mózgu, jak selektywne usuwanie z pola widzenia nieistotnych szczegółów, czyli manipulowanie wzrokiem (tzw. ślepota percepcyjna). Najważniejszym jednak pytaniem, na które dotąd nie ma odpowiedzi, jest sposób, w jaki ze wszystkich komponentów, komórek i informacji – generowana jest ludzka ŚWIADOMOŚĆ.

Książka Michaela O’Shea, profesora neuronauki na Uniwersytecie w Sussex, to kompendium wiedzy na temat organu, który wydaje się być najbardziej tajemniczym i intrygującym mechanizmem we wszechświecie. Autor w przystępnej formie (czasem w dowcipny sposób) przedstawia aktualny stan wiedzy. Co ciekawe i rzadko spotykane u naukowca – w tonie rozprawy wyczuwalna jest nuta pokory, autor przyznaje, że sporo spraw umyka nauce. 

To prawdziwy paradoks, że człowiek za pomocą swojego mózgu odkrywa najbardziej złożone zagadki świata, lecz ciągle nie potrafi zrozumieć funkcjonowania organu, który obdarzył go inteligencją. Wygląda na to, że mózg, choć potrafi rozwikłać skomplikowane zadania, nie może do końca „rozgryźć” samego siebie.