sobota, 18 stycznia 2014

"Trójka", Szymon Adamus - fragment



"Pierwszego dnia zastanawiał się, czy jednak nie zgłosić się do władz. Drugiego rozmyślał o konsekwencjach. Trzeciego był już pewien, co musi zrobić. Czwartego zbierał się na odwagę.Piątego ubrał strój obsługi technicznej pożyczony z firmy i wszedł pewnym krokiem do budynku.
W holu cały czas krzątało się jakieś dwadzieścia osób. Biznesmeni dogadywali ostatnie szczegóły umów, nowa ochrona sprawdzała po raz kolejny zabezpieczenia, a pierwsi klienci biur prawniczych i banków zajmowali się głównie podziwianiem nowego budynku.
- Mam zrobić ostatni przegląd systemów inteligentnego domu w apartamencie – wyjaśnił recepcjoniście bez zająknięcia.
- Nie mam takiego zlecenia.
- Bo to nie zlecenie, tylko standardowa procedura przy nanokonstrukcjach powyżej stu metrów kwadratowych. Sprawdź zapis numer trzydzieści siedem sekcji Ochrona, monitoring i opieka nad rezydentami w księdze budynku.
- Chwileczkę. Sprawdzę, czy wszystko w porządku.
Kilka ruchów ręką po interfejsie później Abdul dostał przepustkę na ostatnie piętro.
Oczywiście, że wszystko było w porządku. Znał te przepisy na wylot. Co prawda przegląd był zrobiony już wcześniej, ale tego recepcjonista nie musiał wiedzieć. Zresztą, jeden test więcej przecież nie zaszkodzi.
Winda pomknęła na ostatnie piętro z miłym pomrukiem, prosząc o hasło dostępu
uaktywnione w dniu otwarcia budynku. Abdul wpisał dwudziestoznakowy ciąg cyfr i liter, który sam zatwierdzał. Panel zmienił kolor z niebieskiego na zielony, co oznaczało, że właściciela apartamentu jeszcze w nim nie było. Pierwsza wizyta po tygodniowym okresie kwarantanny po budowie wymagała zmiany hasła i ustalenia profilu mieszkania. Pominął ten proces, używając jednych z tylnych drzwi w systemie. Takie furtki były pilnie strzeżone, ale konieczne. Służby ratunkowe musiały mieć możliwość wejścia do zabezpieczonego budynku. Zawsze był z tym problem, bo z jednej strony miało się strażaków gotowych do ratowania życia, a z drugiej
biurokratyczne wyboje chroniące prywatność klientów. Podczas akcji najczęściej i tak kończyło się na użyciu żelu rozkładającego drzwi. Żaden z architektów nie chciał brać na siebie ewentualnego procesu z rozwścieczonym mieszkańcem, który mógł przecież wywołać alarm paląc opasłego jointa i wcale nie życzyć sobie wizyty służb porządkowych. Lepiej, żeby później martwili się nim mundurowi. Tak czy inaczej, furtki były rzadko używane, ale wymagane prawnie w każdym budynku z takimi zabezpieczeniami i tak rozbudowaną sztuczną inteligencją.
Po wejściu na korytarz podłączył się do panelu kontrolnego na ścianie i, używając
połączenia ekranu soczewkowego z tabletem wyposażonym w zwijany ekran, podpiął się do systemu. Nagrał dziesięć minut swojej pracy, a następnie włamał się do systemu kamer i puścił obraz w pętli, dodając lekką modyfikację wideo w czasie rzeczywistym. Wykorzystał do tego moc obliczeniową budynku, która wydawała się nie mieć granic. Gdyby chciał, mógłby zapuścić tu w tle program tworzenia konstruktu VR na bazie całego osiedla i recepcjonista nie poczułby na swoim
terminalu nawet ułamka sekundy zwolnienia. Jako informatyk Abdul nie mógł wchodzić do apartamentu i ochrona na dole raczej by mu na to nie pozwoliła, więc modyfikacja nagrań z kamer była konieczna. Na szczęście ochrona wiedziała o obsługiwanym systemie mniej niż niewiele.
Raczej nikomu nie przyjdzie na myśl, by pojawić się tu u góry w ciągu najbliższych dwudziestu minut. Potrzebował połowy tego czasu.Starał się nie patrzeć na drzwi z nanokompozytu, w których odbijał się jak w lustrze. Włosy na karku podniosły mu się do pionu, a w nosie poczuł charakterystyczne swędzenie, gdy zrobił to po raz pierwszy. Przypomniał sobie nagranie i momentalnie odniósł wrażenie, że jego odbicie na drzwiach go obserwuje. Nie było czasu o tym myśleć. Nie było czasu myśleć w ogóle. Drzwi były połączone z siecią bioczujników, kamer i odłączoną od sieci bazą danych, zawierających profile użytkowników. Mówiąc inaczej, aby wejść do środka trzeba było być osobą skonfigurowaną w systemie albo mieć bardzo silne materiały wybuchowe. Abdul miał coś lepszego – modele czujników. Dwanaście najnowocześniejszych skanerów i dwanaście sposobów na ich oszukanie. Producenci takiego sprzętu się tym nie chwalili, firmy budowlane nie wspominały, a
klienci nie mieli bladego pojęcia, ale ich elektroniczny klucz za sto tysięcy euro można było otworzyć odpowiednim, cyfrowym wytrychem w dwadzieścia sekund. Oczywiście byle gówniarz z crackami z sieci by tego nie zrobił, ale on nie był byle gówniarzem. Pierwsze zapory pokonał w pół minuty, przekonując czujniki o awarii kamer. Jedna z podprocedur zapisanych w systemie kazała im w takim przypadku wyłączyć się, jeśli działało jeszcze minimum siedemdziesiąt procent innych
skanerów. Dalej było nieco ciężej, ale kilka obejść, trochę fałszywych danych i kilka programów deszyfrujących domowej roboty sprawiło, że po pięciu minutach na drzwiach pojawił się zielony panel kontrolny i wirtualna klamka czekająca na pociągnięcie. Abdul nabrał powietrza, zwinął tablet i uaktywnił zamek.
Światłość oblała go jak fala tsunami, prawie rzucając na kolana. Zmrużył oczy i zasłonił je ręką. Wszedł do środka na oślep, czując jak puls wraca mu powoli do normalnego tempa. W apartamencie, którego nigdy nie widział na żywo, ale znał na pamięć, było jasno. Wszystkie panele oświetleniowe były ustawione na maksimum. Poza tym nic nie odbiegało od normy. Białe ściany z miękkiego tworzywa sztucznego żarzyły się blaskiem tysiąca włókien oświetleniowych. Mahoniowa podłoga z trzema schodkami prowadzącymi do „wysepki” na samym środku dużego pomieszczenia wyszła w pełnej skali lepiej niż się spodziewał. Poczuł nieopanowane ukłucie dumy
na widok własnego dzieła. Miał ochotę podejść do śnieżnobiałych kanap wokół stolika z grubego, hartowanego szkła i odsapnąć chwilę, delektując się swoją konstrukcją. Tylko to światło. Nie pamiętał, by w ustawieniach startowych natężenie oświetlenia było ustawione na aż taki poziom.
Wydał komendę systemowi, by ten zmniejszył natężenie światła, ale nic to nie dało. Podszedł więc do ściany przy drzwiach, uaktywnił lustrzaną powierzchnię panelu kontrolnego i wydał komendę ręcznie. Nic z tego. Pomieszczenie nadal zalewało się jasnością ze wszystkich stron.
- Przyzwyczaisz się za chwilę do światła. Wejdź i rozgość się – usłyszał za sobą i aż
podskoczył w miejscu. Odwrócił się w stronę, z której dochodził głos, ale zobaczył tylko nieostrą sylwetkę na tle całej ściany rozświetlonej jaskrawą barwą OLED-ów. Nie mógł zmrużyć oczu jeszcze bardziej, bo by je zamknął. Bardzo chciał to teraz zrobić.
- Kim jesteś? - zapytał.
- Przyjacielem. Wejdź proszę. Nie stój w progu.

Drzwi apartamentu zamknęły się za Abdulem Raji Malahem, ponownie tworząc jednolitą powierzchnię, odbijającą pusty korytarz jak lustro. Ukryta kamera zainstalowana w pomieszczeniu straciła łączność i przestała nadawać."

13 komentarzy:

  1. O, proszę, jest i próbka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, oto próbka książki, która powstała w bardzo nowatorski sposób;)

      Usuń
  2. Całkiem ciekawe to brzmi. Czuję się zachęcona :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet mnie to zaciekawiło :)...może warto zainteresować się całością :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam tej książki, ale po fragmencie zapowiada się całkiem, całkiem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Techniczne słownictwo mnie zawsze przerasta. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie czasem też;D ale fajne jest to że możemy czytać fragmenty danych książek i przez to upewnić się czy lektura nam podpasuje;) dzięki Olu;))

      Usuń
  6. Czy to ten Szymon Adamus z Masy Kultury? :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń