niedziela, 2 lutego 2014

"Baba na sarafi", Bożena Mazalik - fragment






„Gerd jeździł do Tsumeb po pocztę przeważnie raz w tygodniu i prawie zawsze była to wyprawa z całą rodziną. Tsumeb zaś, górnicze miasteczko z kilkoma raptem ulicami było kontaktowym punktem dla wszystkich farmerów z okolicy. Było ostoją cywilizacji dla wszystkich afrykanerów z terenu najbliższych stu, a może i dwustu kilometrów. Oczywiście było też znaczącym ośrodkiem przemysłu górniczego. Minerałów! Coś dla mnie.Kocham kolorowe kamienie.

Sachsenowie wysadzili nas przy głównej ulicy, Gerd zrobił ręką gest, jakby dawał nam to miasto na własność i powiedział:
- Macie tu, moi państwo dwie godziny.
Ernest rozejrzał się po najbliższej okolicy, dwie ulice z rzadką zabudową, daleko kościół w niemieckim stylu i stwierdził krótko:
- Pewnie wystarczy.
Rozejrzałam się również. Samoobsługowy sklep zauważyłam już w momencie, gdy parkowaliśmy samochód. Poszliśmy tam i kiedy wypiłam kilka soczków, zniknęły mi mroczki sprzed oczu, głowa zrobiła się stabilna. Byłam zdrowa!
Nagle wszystko mi przeszło. Nabrałam wigoru i energii. Pięciolitrową butelkę wody, a może i kilka, postanowiliśmy kupić później, żeby ich nie dźwigać. Teraz mogłam na nowo zdobywać świat. Mąż przyglądał mi się z łagodnym uśmiechem.
- No, to będziesz już teraz żyć?
- Och, jest super! Zobacz tam jest park, a w nim fontanna. Chodź, idziemy. Poszukamy muzeum. Chcę do kamieni. –Zdawałam sobie sprawę z tego, że zachowuję się jak dziecko, ale nagły przypływ energii wyzwolił we mnie nowe siły. Ciągnęło mnie nagle wszędzie, byłam ciekawa tysiąca rzeczy, jakbym nagle przejrzała i zobaczyła inny świat.

Czarne Afrykanki jawiły mi się niczym kolorowe motyle. Zachłannie przyglądałam się jak z wdziękiem i dumą obnosiły swą prowokacyjną kobiecość. Pod supermarketem sześć drobnych kobiet w cienkich kolorowych sukienkach, szczebiotało i gestykulowało niczym perliczki. To były pełne radości bose Buszmenki.
Nieco dalej w osobnej grupie przystanęły Herero w rogatych kapeluszach i purpurowych sukniach z krynoliną. Unosiły głowy, uśmiechały się zalotnie, strasząc nas brakiem górnych siekaczy, wybitych dla urody. Starały się nie zauważać kobiet z niższej klasy i prześlizgiwały się po Buszmenkach niewidzącym spojrzeniem.

Uderzał nas w oczy kontrast bogactwa i biedoty. Jednak, kiedy tak przyglądałam się im, to nawet w porównaniu z biednymi, ubranymi w perkaliki Buszmenkami, już nie mówiąc o bogatych strojach Herero – złotych bransoletach, naszyjnikach ciężkich i błyszczących jak w Eldorado, ja, ubrana w spodnie i zwykłą koszulę, czułam się okropnie zubożona, że pomyślałam, iż straciliśmy gdzieś po drodze coś cennego starając się za wszelką cenę zatrzeć różnicę między kobietą a mężczyzną.”

4 komentarze:

  1. To będzie fascynująca lektura:)

    OdpowiedzUsuń
  2. To JEST fascynująca lektura :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi to bardzo ciekawie, problem w tym, że jestem przeciwniczką polowań, więc nie wiem czy to lektura dla mnie.

    OdpowiedzUsuń