piątek, 14 lutego 2014

"Niebo ma kolor zielony"- Krystyna Januszewska, fragment




***



„ – Może obejrzymy dom. – Usłyszałam w jego głosie wahanie. Zapomniał, że w domu są przecież rodzice – Proponuję najpierw pójść do ogrodu – szybko zmienił danie. – Nie uprzedziłem teściów o państwa wizycie, mogą się czuć zakłopotani.
- Nam chodzi głównie o ogród – powiedział kategorycznie mężczyzna. – Domu nie będziemy oglądać. – Uniósł wysoko brwi, a potem ruszył przed siebie. Karol, speszony, stracił nagle poczucie kierunku. Drepcząc bezradnie w miejscu rozglądał się, jakby czekał na odsiecz. Dołączyłam do nich dopiero po chwili. Niech się trochę pomęczy sam. Łowiąc najmniejszy gest, każde słowo, podsycałam w sobie nienawiść. Obcy dotykali drzew, to była profanacja.
- Moja żona – Karol przedstawił mnie, zerkając podejrzliwie. Kobieta przywitała się bez słowa, a mężczyzna mruknął niezrozumiale swoje nazwisko. – Państwo chcą obejrzeć ogród – wyjaśnił szybko, bojąc się tego, co odpowiem. 
- Ach tak? – udawałam zdziwienie. Przez chwilę trwała cisza. W powietrzu można było zawiesić siekierę.
- Piękna posiadłość – mężczyzna wydukał półgłosem.
- Piękna – odpowiedziałam krótko.
- Jest co oglądać – nadskakiwał Karol, posyłając mi zabójcze spojrzenie. – Może zacznijmy stamtąd –skazał kierunek.
- W tych strojach? – zapytałam oburzona. – Teren jest grząski, potopimy się.
- Grząski? – zapytał Karol i uniósł brwi ze zdziwienia.
- Trochę jest – szybko wyjaśniłam. – Szczególnie koło strumienia i nad stawem.
- To tutaj płynie strumień? – zapytała damulka.
- To za dużo powiedziane – wyjaśnił pospiesznie. – Tylko, gdy lato jest deszczowe.
- To cudowne – dodała – A czy wiosną nie zalewa ogrodu?
- Ależ skąd – zapewniał – to tylko wąski strumyczek.
- Dwa lata temu zalało nam piwnicę – poprawiłam.
- Wyjątkowo – Karol uśmiechnął się słodko.
Damulka wyglądała na zdziwioną. Szukała wsparcia. Jej towarzysz w skupieniu oglądał drzewa.
- Najlepiej, gdy wszystko spokojnie obejrzymy – zaproponował. A więc połknął haczyk. Ujrzałam to w jego oczach. Zawsze tak było. Gdy ktoś po raz pierwszy oglądał nasz ogród, tracił dla niego głowę. Zachwyt i zazdrość, to zobaczyłam w jego spojrzeniu. Będzie chciał kupić. Byłam pewna. (…)
Z każdym krokiem gniew coraz bardziej ze mnie opadał. Właśnie tak to na mnie działało. Musiałam być kiedyś ptakiem albo motylem. Tylko to tłumaczy metamorfozę, której ulegałam za każdym razem, gdy ten zielony świat wchłaniał mnie, przenikał i czarował.
Cudnej magii ogrodu uległam ja, stojący mocno na ziemi i zupełnie nieromantyczny Karol i nieproszeni goście. Nikt nic nie mówił. (…)
- O Boże!
Staliśmy zanurzeni w morzu kwiatów. Sięgały nam do ramion, niektóre wyżej. Nie było widać końca. Mali, jak owady w środku dorodnego trawnika, unosiliśmy ramiona wysoko, by zobaczyć jego kraniec. Karol dotykał wielkich kielichów gladioli, których ciężkie płatki łaskotały w policzki. Całe łany zielonych mieczy o kwiatach klasycznych, prostych jak krochmalona kokarda, podwójnych, potrójnych, z płatkami jak ciało meduzy lub jak postrzępiony jedwab, i kolory, czyste albo mieszane, w kropki, plamki, ciapki, i te kształty z narkotycznych wizji… Wiele lat pracowałam nad wyhodowaniem tych okazów.
Szliśmy dalej. Rosnące w głębi krzewy georginii rozmiarami i wysokością przewyższały wszystko. Ich kwiaty jak owoce dorodnej dyni, jak aksamitne piłki, uderzały po twarzach. Spadały nam na ramiona tysiące czarnych robaczków mieszkających w długich kwiatowych płatkach. 
Pachnącym szpalerom nie było końca. Jeden rodzaj kwiatów przechodził w drugi. Karol, który już dawno nie był w tej części ogrodu, szedł przed siebie z głupią miną i raz po raz spoglądał do tyłu.Damulka z otwartymi ustami, nie bacząc na zapadające się w ziemi buciki, rozgarniała żółte turki. Szła poprzez grube łodygi słoneczników, opędzając się od pszczół i bąków, prowadzona zapachem róż, które zwisały kaskadami z drewnianych podpór. Jej towarzysz, całkiem zagubiony, jak małe dziecko, co chwilę zmieniał kierunek. Zabłądził w plątaninie ścieżek.
Weszliśmy między róże. Część rosła dziko. Poplątane gałęzie tarasowały drogę. Gęste ściany różowego kwiecia nie pozwalały przejść na drugą stronę. Duszący zapach wypełniał płuca. Odmiany klasyczne, stare gatunki rosły tu od wielu lat – zbite pęki róży burbońskiej, w kolorach od bladego różu do purpury, obficie kwitnąca, bursztynowożółta róża angielska, i słodka Mousseline o jasnoróżowych omszonych płatkach.(…)
Zapachy miodowo-cynamonowe, hipnotyczne opary, obezwładniały. Czułam się u siebie, lecz oni, zagubieni w tej powodzi barw, spoglądali niepewnie w moją stronę, jakby się bali, że nie wyprowadzę ich z tej magicznej krainy. Widzieli moje bose nogi podrapane do krwi o różane kolce, rozczochrane włosy, podartą chustkę, którą trzymałam w dłoni. W ich oczach ujrzałam strach, i o to mi chodziło. Gdy zrozumiałam, że mają dość, pokazałam wyjście. 
- Pójdziemy tędy – Jak wyrocznia wyznaczyłam kierunek.
- Tam nie- usłyszałam krzyk Karola. Błagał wzrokiem, żebym przestała. – Tam nie – powtórzył ciszej.
Udawałam zdziwioną.
- Dlaczego? – Tam jest bardzo ładnie. Proszę, proszę – Poprowadziłam gości w sam środek różanego ogrodu.
Staliśmy na małym placyku wysypanym żwirem. Przystrzyżony żywopłot z bukszpanu ukrywał tajemnicę. W środku bielona kapliczka, z błękitną figurką Matki Boskiej w półkolistym zagłębieniu, a obok krzyż i nie oszlifowana kamienna płyta.
- Co to jest? – czekałam na to pytanie.
- Nic takiego – odpowiedziałam z uśmiechem. – To tylko kapliczka, a to – dotknęłam ręką kamienia – grób naszego syna. – Moje oczy drążyły w głowie Karola dziurę wielkości krateru po bombie. W jego twarzy widać było ból. Znowu byłam dla niego okrutna.”

11 komentarzy:

  1. Przyroda jest w tym fragmencie niemym bohaterem, którego nie sposób pominąć. Bardzo refleksyjnie się zapowiada... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam o tej książce, ale z powyższego fragmentu wnioskuje, że warto ją poznać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnie zdanie zaskakujące i burzy całą wcześniejszą konstrukcję. Jak to nic takiego? Grób syna to nic takiego?
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta scena jest genialnie skonstruowana, a przewodniczka po ogrodzie chce zrobić wrażenie szalonej... i udało jej się.

      Usuń
  4. Przepiękny fragment i bardzo wzruszający.

    Przy okazji zapraszam Cię do mojego wyzwania autorskiego
    http://babskieczytadla.blogspot.com/p/autorskie-wyzywanie-europa-da-sie-lubic.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  5. Liczba tych wszystkich notek związanych z LiteraTurą jest niesamowita. Naprawdę odwaliłaś kawał dobrej roboty.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szczęka w dół...
    PS okładka jest przepiękna! :)

    OdpowiedzUsuń