sobota, 22 marca 2014

"Dom nad jeziorem smutku", Marilynne Robinson



PAMIĘĆ WODY
Dobrze, gdy książka spełnia związane z nią oczekiwania. Jeszcze lepiej, gdy je przerasta. Nie ma chyba jednak większej przyjemności, gdy sięgając się po książkę niepozorną, po której nie spodziewamy się zbyt wiele, a ściślej mówiąc oczekujemy tylko niezobowiązującej przygody, nagle odkrywamy, że za jej sprawą oglądamy gwiazdy, wspinamy się na Everest przyjemności i odkrywamy nową (dosłownie) Amerykę prozy…
Właśnie wracam z takiej wyprawy. Przeczytałam powieść „Dom nad jeziorem smutku”. Ugrzęzłam w niej na kilka dni… Gdybym miała wskazać, jaka lektura dostarczyła mi podobny zestaw wrażeń, to wybrałabym „Boga rzeczy małych” Arundhati Roy. Podkreślam: chodziło o wrażenia, bo to książka o zupełnie innej tematyce. Spodziewałam się spokojnej lektury, a okazało się, że usiadłam na beczce prochu…
Akcja książki rozgrywa się w Fingeborne, niewielkiej miejscowości położonej na tle malowniczych gór i wzgórz stanu Idaho, nad rozległym jeziorem, które przecina most kolejowy. Czytelnik od razu zanurza się w specyficznym klimacie małych, sennych miejscowości, gdzie czas płynie nieśpiesznie i leniwie. Od czasu do czasu zdarzają się klęski żywiołowe i ludzkie dramaty – pożary, powodzie, wypadki, samobójstwa... Mieszkańcy przywykli do nich i podskórnie je nawet przeczuwają.
Narratorką jest Ruth, jedna z osieroconych sióstr, które wychowują się w domu na wzgórzu, nieco na uboczu, z dala od ludzi. Na długo przed przyjściem dziewczynek na świat w Fingeborne miała miejsce katastrofa kolejowa. Rozpędzony pociąg runął z mostu wprost w otchłań jeziora. Nigdy nie wydobyto wraku ani ciał ludzi, którzy zginęli. Rozległe jezioro, dominujące w krajobrazie, nie pozwala uwolnić się od wspomnień. Okolica oswoiła się z legendą lokalnego „Titanica”…
Jedną z ofiar katastrofy był dziadek Ruth i Lucille. Osierocił trzy córki: Helen, Molly i Sylvie. Ich matka nie rozmawiała z dziećmi na temat żałoby. Starała się wychować córki najlepiej jak potrafiła. Ponieważ była osobą apodyktyczną, starała się postępować tak, by nie przytłoczyć swych dzieci. Nigdy jednak też nie dała im specjalnie odczuć, że je kocha. W rezultacie wszystkie ją opuściły.
Molly poczuła powołanie i wyjechała na misję, książka więcej o niej nie wspomina. Helen i Sylvie uciekły do miasta, wyszły za mąż bez zgody matki, ale życie rodzinne im się nigdy nie ułożyło. Pewnego dnia Helen przywiozła swoje córeczki – Ruth i Lucille, zostawiła je na ganku domu swej matki, nakazała im czekać i odjechała, by rozpędzonym samochodem rzucić się w przepaść…
Babcia zajęła się dziewczynkami troskliwie, przelewając na nie uczucia, których nie potrafiła wcześniej okazać córkom. Była w podeszłym wieku, więc wkrótce niestety też je opuściła. Dzieci trafiły pod opiekę szwagierek babci – ekscentrycznych ciotek, które ulotniły się jak kamfora, gdy tylko udało im się sprowadzić do domu zaginioną córkę babci – Sylvie.
Odbudowa rodzinnego ogniska z Sylvie od początku nie rokowała dobrze i dziewczynki zdawały sobie z tego sprawę. Kobieta była wrażliwa i miła, miała w sobie coś fascynującego, była jednak społecznie nieprzystosowana i wyobcowana. Została z dziewczynkami rozumiejąc swój obowiązek, ale nigdy nie dawała nadziei na stabilizację, nawet nie próbowała wcielić się w rolę gospodyni domu. Nie rozstawała się ze swoim płaszczem, jakby chciała zaznaczyć, że wpadła tylko na chwilę. Wiecznie gdzieś znikała, niepokoiła opowiadaniem historii związanych z dworcami autobusowymi i kolejowymi. Bywała zamyślona lub nieobecna. Pociągi wywoływały w niej niezdrową fascynację. Dziewczynki, które zdążyły się już przyzwyczaić, że stale je ktoś opuszcza, odbierając niepokojące sygnały, zmuszone były nie spuszczać ciotki z oka.
Siostry Ruth i Lucille były nierozłączne, często stanowiąc dla siebie jedyną ostoję i oparcie. Jednak w pewnym momencie ich drogi się rozeszły. Płomiennowłosa i pełna temperamentu Lucille zaczęła dostrzegać, że ich życie różni się diametralnie od życia innych mieszkańców miasteczka i postanowiła przystosować siebie i siostrę do zachowania, jakiego wobec nich oczekiwano. W końcu nie wytrzymała, wyprowadziła się z domu i zerwała kontakty z siostrą i ciotką. Od tej pory Ruth i Sylvie stały się nierozłączne, dziewczyna zaczęła oglądać świat oczami swej ciotki.
Ruth i Lucille to dzieci skazane na porzucenie. Nigdy nie miały stabilnej rodzinnej sytuacji, co sprawiło, że musiały nauczyć się nie przywiązywać do niczego i nikogo. Zostały opuszczone przez rodziców, kolejne ciotki i babcię. Każda z sióstr uporała się z tym problemem na własny sposób. Podczas gdy Lucille w pewnym momencie postanowiła odciąć się od przeszłości i zacząć żyć jak inni, jej siostra pozostała w zawieszeniu. Ruth w jakimś sensie duchowo pozostała na zawsze na ganku, na którym porzuciła ją matka.
Dominującym motywem książki jest samotność, która doskwiera wszystkim bohaterkom. Powieść podkreśla kruchość relacji międzyludzkich i pokazuje jak ciężko kobiecie przystosować się, zająć miejsce wyznaczone jej tradycyjnie przez społeczeństwo, jeśli sama nigdy nie doznała miłości i poczucia stabilizacji.
Urzekła mnie ta poetycka powieść, jej niespieszna i liryczna narracja pełna biblijnych odniesień (zwłaszcza nawiązanie do Księgi Rut) i styl, który co rusz wymaga cofania się o całe ustępy i akapity. Książki nie czyta się więc, tylko brodzi w niej po kolana... Przeznaczona jest dla czytelników, którzy nie lubią prostych historii. Jest tajemnicza, wypełniona światłem i licznymi jego odblaskami. Śledząc akcję, czytelnik ogląda rozmazane smugi światła pociągów odbitych nocą w tafli jeziora, skrzące się w gałęziach drzew kryształki lodu, koronę przewróconego drzewa odbitego w lustrze wody, ciepły poblask okien majaczącego w oddali miasteczka, gdy nocą dziewczynki wracają ze ślizgawki… Życie mieszkańców miasteczka związane jest z jeziorem, więc autorka nieustannie krąży wokół motywu wody. Powódź, potop, Noe i jego arka, wrak pociągu na dnie jeziora, lód zasklepiający się nad nim… Woda raz jest elementem nastrojowego pejzażu, innym razem symbolem kary, ale i zbawienia. To pełni funkcję oczyszczającą, to znów jest symbolem śmierci. W Fingeborne, miejscowości, która zachowała jeszcze swój pierwotny charakter, jezioro jest metaforą nieujarzmionej przyrody, która włada człowiekiem i wpływa na jego sposób myślenia…

Poszukując informacji na temat pisarki, odkryłam, że ta niepozorna książka zdążyła zrobić całkiem spore zamieszanie w literackim światku. Marilynne Robinson to amerykańska pisarka, eseistka i wykładowca uniwersytecki. „Dom nad jeziorem smutku” (w oryginale „Housekeeping”) jest jej debiutem, który jednak miał miejsce już w 1980 roku. Od tego czasu książka została sfilmowana i okrzyknięta w Ameryce jedną z najważniejszych stu powieści współczesnych. Była nominowana do nagrody Pulitzera, zdobyła Nagrodę Fundacji Hemingwaya (Hemingway Foundation/ PEN Award). Wygląda na to, że autorka nie pisze często, ale to, co wydaje, odbija się szerokim echem. Ćwierć wieku po debiucie, w 2005 roku, wydała swoją drugą książkę „Gilead”, która zdobyła nagrodę Pulitzera. Robinson trzyma poziom.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:




Autor: Marilynne Robinson
Tytuł: Dom nad jeziorem smutku
Wydawnictwo: M
Ilość stron: 212
ISBN: 978-83-7595-712-9


24 komentarze:

  1. Szkoda, że polskie wydawnictwa tak długo zwlekały z wydaniem tej książki. Koniecznie będę chciała ją przeczytać. Żal mi tych dziewczynek, których matka popełniła samobójstwo...
    "Gilead" przeszedł u nas bez większego echa. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście zastanawia dlaczego taka książka długo nie została zauważona, a opinie o "Gilead" są dość sprzeczne. Trzeba przekonać się samemu:)

      Usuń
  2. Już zdanie o "Bogu rzeczy małych" mnie przekonało, pamiętam to uczucie, które zostawiła tamta książka i chętnie znowu to poczuję. A potem cała recenzja mnie przekonała. Zaraz sobie poszukam, gdzie tę książkę upolować! Miłego dnia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaję sobie sprawę, że ryzykowałam tym porównaniem i przemyślałam je dobrze. Wiem, że będziesz surowym sędzią:) Dla mnie to książka tego właśnie kalibru...

      Usuń
    2. W przypadku Roy się zgadzałyśmy. Liczę, że tym razem nasze gusta też się spotkają;)

      Usuń
  3. Do tej pory obawiałam się nieco lektury tej książki. Na całe szczęście trafiłam na Twoją recenzję. Teraz już nie mam wątpliwości co do tego, że Wydawnictwo M wydało kolejną "perełkę", którą muszę przeczytać. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam z czystym sumieniem, jeśli ktoś lubi "liryczną" prozę:)

      Usuń
  4. Okładka wygląda znajomo..

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem już po lekturze i właśnie piszę swoją recenzję na jej temat. Już teraz wiem, że to historia do której będę wracać. Wielowymiarowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem Twoich wrażeń. Cieszę się, że także Ci się podobała:)

      Usuń
  6. Miałam okazję otrzymać książkę do recenzji, a jednak nie zdecydowałam się...Myślę, że ta niespieszno liryczna narracja nie przemówiłaby do mnie...

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaczynam własnie przygodę z tą powieścią - mam nadzieję, że odbiorę ją w podobny sposób :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie spodziewałam się tak wiele po tak niepozornej książce... Nie wiem, na ile spodobałby mi się styl autorki, ale czasami mam ochotę właśnie na takie poetyckie, smutne, piękne teksty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie książka była przyjemnym zaskoczeniem. Jest jak mówisz - to smutne, poetyckie i piękne teksty:)

      Usuń
  9. Raczej nie przeczytałabym. Chyba nie moje klimaty. :)

    shelf-of-books.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałam ochotę na tą książkę, ale jakoś ostatnio mi ta ochota minęła :)

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam takie książki! Już sam tytuł mnie przyciąga i zachwyca :) Koniecznie muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest książka, której nie obawiałabym się sprezentować osobie, która sporo wymaga od książek. Byłaby idealnym prezentem:)

      Usuń
  12. Początek recenzji świetny, Ciebie urzekła książka, a mnie Twoja recenzja i na pewno pomyśle o tej książce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Starałam się oddać, co czuję po lekturze, a książka zrobiła na mnie wrażenie:)

      Usuń
  13. Przeczytałam już jedną pozytywną recenzję tej książki, obie kuszące - nie pozostaje mi nic innego jak przeczytać tę książkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Widzę, że M wydaje coraz ciekawsze książki obyczajowe.
    Musze się za nią rozglądnąć, gdyz tak ją zaprezentowałaś, że już bym ją czytała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest taka książka wydana jakoś bez szumu, tym większą sprawia niespodziankę... Polecam do delektowania się:)

      Usuń