sobota, 29 marca 2014

"Hannah Arendt i Martin Heidegger. Historia pewnej miłości", Antonia Grunenberg




Na przeciwnych słońcach
Antonia Grunenberg podejmuje temat, który wciąż wywołuje kontrowersje i budzi emocje.  Przedstawia historię związku i trudnej przyjaźni dwojga wybitnych i niepokornych, a zarazem najbardziej wpływowych myślicieli XX wieku. Poznali się w 1924 roku na uniwersytecie w Marburgu. Heidegger był charyzmatycznym wykładowcą, przyciągającym rzesze studentów. Pracował nad dziełem „Bycie i czas”, którego publikacja miała zapewnić mu tytuł najwybitniejszego filozofa XX wieku. Arendt przybyła do Marburga dla jego sławy, chciała studiować pod kierunkiem człowieka, który nauczy ją „nowego myślenia”. Heidegger szybko zwrócił na nią uwagę, stała się jego muzą, recenzentką i ściśle strzeżoną miłością. Po trzech latach Hannah przerwała romans, przenosząc się na inny uniwersytet. Nie wydaje się, by Heidegger zbyt mocno przeżył rozstanie. Znalazł się w szczytowym momencie swojej kariery. Studenci otaczali go kultem, w akademickim świecie z trudem jednak budował swoją pozycję. Wstępując do NSDAP widział szansę wywindowania swojej kariery. Z pewnością omamiły go także programowe cele nazizmu, zwłaszcza związane z reformą i „oczyszczeniem” uniwersytetów. Filozof od dawna pragnął dokonać „przewrotu”, który doprowadziłby do odrodzenia „ducha” Akademii Platońskiej – uniwersytet miał stać się placówką niemal arystokratyczną, dostępną dla wybranych studentów.
Rok 1933 był dla Arendt rokiem przełomowym. Zdawała sobie sprawę, że opinia publiczna manifestuje pogardę wobec Żydów, do czasu jednak polityczne napięcia utrzymywano w ryzach; Hannah dorastała w poczuciu, że Niemcy są jej ojczyzną. Wydarzenia, których stała się świadkiem, zaskoczyły ją i zdruzgotały. Najpierw doszły ją pogłoski o aresztowaniu i mordowaniu przyjaciół. A w końcu sama musiała przerwać karierę naukową i opuścić kraj, by uniknąć Zagłady. Nie mogła uwierzyć, że to właśnie „jej mistrz” swym geniuszem udziela wsparcia hitlerowskiemu reżimowi. Zdesperowana i zszokowana poprzysięgła na zawsze zerwać z filozofią. Nie zdawała sobie sprawy, że wydarzenia, w których uczestniczy, całkowicie zdeterminują i zdefiniują jej życie, natomiast więzy łączące ją z Heideggerem i jego myślą filozoficzną pozostaną nierozerwalne.
Po przybyciu do Ameryki, pragnąc nawiązać kontakty i odtworzyć utracone poczucie społecznej przynależności, Hannah zaangażowała się w działalność polityczną na rzecz syjonizmu. Arendt i Heidegger znaleźli się po przeciwnych stronach barykady i w zasadzie przez większość życia pozostali w stosunku do siebie w opozycji. Kiedy ona stawała się rozpoznawalną publicystką i działaczką, on wycofywał się z życia publicznego. Kiedy zdobywała rozgłos, Heidegger po długotrwałym, upokarzającym i oczyszczającym procesie zmuszony był torować sobie drogę w akademickim świecie od nowa, tym razem z dala od polityki.
Książka jest podwójną biografią. Autorka założyła, że życiorys Arendt, zwłaszcza historia krystalizowania się jej poglądów, nie byłaby pełna bez uwzględnienia wpływu jej mistrza. Grunenberg wplata w wątki biograficzne historię intelektualnego dorobku myślicielki wraz z komentarzem, który pozwala zrozumieć jej idee w historycznym kontekście, z uwzględnieniem filozoficznego ducha epoki. Książka przede wszystkim jest hołdem złożonym niepospolitej kobiecie. Poznajemy traumatyczne przeżycia i stan emocjonalnego napięcia, które stale jej towarzyszyły. Nawet u progu sławy, gdy ukazały się jej najważniejsze dzieła, okazało się, że odbiorcy nie są gotowi do przyjęcia i zaakceptowania jej myśli. Spotkało ją skrajne niezrozumienie, szykany i zajadła krytyka. Nigdy nie mogła pogodzić się z zerwanymi z powodu jej poglądów przyjaźniami. Tym bardziej wyjątkowego znaczenia nabrała dla niej odnowiona korespondencja i przyjaźń z Heideggerem. Książka Antonii Grunenberg pozwala w pełni zrozumieć dwoisty dramat Arendt, jako kobiety i myślicielki.

Recenzja opublikowana w FA nr 3/2014, na stronie: http://forumakademickie.pl/recenzje/na-przeciwnych-sloncach/


                                                                                                     

35 komentarzy:

  1. Ironia losu spleciona z absurdem historii. Książkę chciałabym przeczytać i postanowiłam ją zdobyć. Sporo czytałam o Hannah Arendt, ale były to pobieżne notatki w internecie oraz kilka aluzji do jej pism w książce "Aime i Jaguar. Historia pewnej miłości" - druga część tytułu identyczna z książką o parze filozofów. :-) Czy dobrze kojarzę? - Arendt była krytyczna wobec idei holocaustu, którą Żydzi zmitologizowali, nadając jej niemal wartość osobnej religii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „Aime i Jaguar. Historia pewnej miłości” – nie znam tej książki i bardzo Ci dziękuję za trop, bo coś mi się teraz mocno wydaje, że tytuł był bardziej przemyślany niż zdołałam to rozszyfrować…Całkiem możliwe, że był aluzją lub wręcz odpowiedzią na tę pozycję i na poglądy w niej zawarte. Osobiście pierwszy raz zetknęłam się z Arendt za sprawą znakomitej sztuki teatralnej: „Rzecz o banalności miłości”. Kapitalna. Po książkę sięgnęłam z niepokojem, gdyż autorka jest naukowcem, „specjalistką od Arendt”, bałam się, że będzie zbyt „filozoficzna”. Zupełnie niepotrzebnie. Książka napisana jest świetnie i bez naukowego szyfru. Arendt naraziła się współczesnym wielokrotnie. Wskazując w artykułach, że powstanie państwa żydowskiego na zasadach(na jakich zresztą powstało) – stanie się nowym zarzewiem konfliktu. Po publikacji książki o procesie Eichmanna była już postrzegana jako uosobienie zła. Polecam książkę, bo wszystko jest wytłumaczone – czym się naraziła, komu, a także dlaczego została źle i opacznie zrozumiana… Książka gasi mity o tej myślicielce i pozwala ją zrozumieć. Gorąco polecam.

      Usuń
  2. Bardzo chcę to przeczytać! Dzięki za tą recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Baaardzo ciekawa historia. Czytałam kiedyś troszeczkę o Arendt, ale chyba za mało, skoro nie wiedziałam o tym, o czym piszesz. To bardzo odległe skojarzenie, ale przypominają mi się Ingvar Kamprad i Otto Ullmann. To oczywiście inna sytuacja, ale podobnie nie rozumiem Kamprada i Heideggera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od Arendt do Ikei, ciekawe skojarzenie... Autorka nie wybiela Heideggera, ale go "uczłowiecza", poznajemy historię z jego strony i ... polecam Ci książkę. Przekonasz się sama. Jestem pewna, że przyniesie sporo satysfakcji wymagającemu czytelnikowi, a przy okazji omawia kawał historii w sposób porywający.

      Usuń
    2. Bardziej od Heideggera do Kamprada, ale skojarzenie równie odległe;) Książka dopisana do słynnej listy;)

      Usuń
    3. Oczywiście:) Taki tam żarcik...;)

      Usuń
  4. Ciekawa recenzja, a i książka godana zainterseowania

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawa postać. Nigdy o niej nie słyszałam.
    Twoja recenzja zachęca do poznania jej bliżej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jedna z największych myślicielek XX wieku, a zarazem bardzo źle odebrana przez współczesnych. Warto poznać tę historię, bo pozwala zrozumieć pewną epokę...W dodatku napisana jest w przystępny sposób i przywraca niepospolitej kobiecie należne jej miejsce...

      Usuń
  6. Olu, bardzo wnikliwa recenzja. Chyle przed Tobą czoła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiolu, dziękuję. Napisanie recenzji z tej książki, to była sama przyjemność:)

      Usuń
  7. Chwała blogom książkowym :) Normalnie bym pewnie nie zwróciła na nią uwagi, a tu mnie zaciekawiłaś i już na pewno bym zwróciła :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Po Heloizie i Abelardzie to drugi romans "filozoficzny", i też w ostatecznym rozrachunku kiepsko kończy się dla faceta - może dlatego tak rzadko zdarzają się takie historie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście pewne paralele można przeprowadzić. Zwłaszcza podobny jest początek romansu. Natomiast wg wszelkich znaków na niebie i ziemi - w ostatecznym rozrachunku historia Arendt i Heideggera - kończy się jednak lepiej dla mężczyzny. Co prawda poddany został oczyszczającemu (nawet ośmieszającemu) procesowi po wojnie, ale potem żył sobie spokojnie, wrócił do filozofii, do wykładania, znowu miał grupę studentów, którzy uwielbiali swojego mistrza. W zasadzie miał się nie mieszać tylko do polityki...Nie cierpiał w samotności. Był żonaty, a przez całe życie umilał sobie życie romansikami. Arendt zadbała, by był przełożony, drukowany, a nawet zrozumiany za oceanem... Natomiast życie nie było tak łaskawe dla Arendt. Ani współcześni jej ludzie... To co ją spotkało, to prawdziwa przewrotność losu...

      Usuń
    2. Ale chyba ostatecznie to Heidegger cierpiał męki zazdrości widząc jakim powodzeniem cieszy się jej "Eichmann w Jerozolimie" czy "Korzenie totalitaryzmu" podczas gdy jego nazwisko owszem ciągle się wymienia ale raczej tylko dlatego, że wypada je znać :-).

      Usuń
    3. Ano cierpiał. I słusznie... Bardziej przez "Korzenie...", bo to była dla niego gorzka pigułka. Na pięć lat się obraził i przestał pisać do Arendt. Ale to co chyba masz na myśli - ma miejsce dopiero współcześnie. Dzisiaj tak jest, że uznaje się wielkość Arendt, a Heideggera wymieniamy, bo wypada lub dlatego, że miał na nią wpływ... Nie jestem oczywiście żadną specjalistką od tematu, ale można sobie wyobrazić, że oboje żegnali się z tym światem niosąc potężny bagaż doświadczeń. Z tym, że ona odchodziła w samotności i niełasce, a on pogodzony z losem (to wiem z książki)... Miałeś rację porównując ich "romans" do historii Abelarda i Heloizy (nie tylko z okładki). Poznanie ich historii wymaga poznania całej epoki i mentalności ludzi współczesnych, którzy nie potrafili zrozumieć, ani zaakceptować ich związku...

      Usuń
  9. Też mi się skojarzyło z Heloizą i Abelardem, pewnie przez wydanie z tej samej serii, które posiadam. Książkę tę będę chciała przeczytać, bo mnie bardzo zaciekawiłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to jest tak samo wydana książka, dodam - z fotografiami. Pozycja warta uwagi. Polecam:)

      Usuń
  10. Uwielbiam dobre biografie. To coś idealnie dla mnie. Dodaję do mojej listy:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak wiesz dobrą biografia nigdy nie pogardzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będziesz zawiedziona, jestem pewna:) Pozdrawiam:)

      Usuń
  12. Zazwyczaj nie czytuje biografii, chociaż zdaje sobie sprawę z tego, że niektóre są naprawdę emocjonujące i wartościowe. Mimo to jakoś mnie nie ciekawią, ale za to moja ciocia ma do nich wielką słabość, więc jej polecę powyższą pozycje. Jestem niemal przekonana, że będzie zachwycona.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie przepadam za literaturą biograficzną, przyznam szczerze, że mnie nudzi, czego nie mogę sobie wybaczyć, bo przecież po takie książki powinno się sięgać. Twoja recenzja jest niezwykle interesująca, ale ja - jak to ja - do książki podchodzę z dystansem, bo zwyczajnie zalicza się do gatunku, za którym nie przepadam.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  14. Książka nie dla mnie, Szczególnie dlatego, że jest biografią :/

    OdpowiedzUsuń
  15. Zazwyczaj nie interesuję się tego typu historiami. Zresztą, historia nie jest moją mocną stroną, mało mnie ona ciekawi. Jednak tak interesująco napisałaś o tej biografii, że zaczynam się wahać, czy może jednak dać jej szansę. Bardzo ciekawa historia, w sumie niewiele wcześniej o tym słyszałam, więc może jednak warto. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Opowieść o losach dwóch tak wybitnych ludzi już z założenia musi być świetna. Z przyjemnością poznam książkę autorstwa pani Grunenberg. ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewuś, byłabyś idealnym czytelnikiem. Przede wszystkim lektura to kawał dobrej historii:)

      Usuń
  17. Nazwisko Heideggera nie jest mi obce, ale o Arendt nie słyszałam, kiedyś nie uczono o miłościach sławnych myślicieli, jakby nie mieli prywatnego życia. Teraz każda biografia jest dla mnie kopalnią wiedzy, więc czytam je zachłannie. Fakt, że to trochę jak podglądanie bliźnich przez dziurkę od klucza ;) Przeczytam (?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc nie można powiedzieć, że Arendt ma zasługi tylko z tego powodu, że była miłością Heideggera... Raczej w książce Heidegger jest tłem dla wielkiej myślicielki... Biografię polecam, jest rzeczywiście kopalnią wiedzy o całej epoce...

      Usuń
  18. O prawdziwej miłości, a nie książkowej, bardzo przyjemnie się czyta. Lubię takie książki oparte na biografiach.

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń