czwartek, 6 marca 2014

"Stommowisko. O mojej rodzinie i o mnie", Ludwik Stomma




Rozmowa ze starym znajomym
Ludwika Stommy przedstawiać nie trzeba. To antorpolog kultury, etnolog, profesor uniwersytecki (wykładał w Polsce, obecnie na Sorbonie), publicysta i pisarz, autor książek historycznych i felietonów. Jego pióro jest lekkie, artykuły barwne i dowcipne, poczucie humoru cięte; język na poły niewyparzony, na poły zdradzający niepospolitą erudycję; poglądy niczym nieskrępowane (lewicowe i często niepopularne), opinie kontrowersyjne, wzbudzające entuzjazm bądź konsternację… Czyż można nie sięgnąć po jego autobiograficzną książkę, która prezentuje środowisko związane z tak znaną osobistością, ujęte w charakterystyczny „stommowski”, nieco ironiczny, nieco szelmowski, ale z pewnością niebanalny sposób?
„Stommowisko” to trochę kronika rodzinna, a po części luźny zbiór anegdot i historyjek związanych z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi autora. Pochodzi on z inteligenckiej rodziny, ojciec był specjalistą w zakresie prawa karnego, politykiem i posłem na Sejm PRL. Kiedy urodził się Ludwik, Stanisław Stomma był publicystą związanym z „Tygodnikiem Powszechnym”, w którym pisywali wówczas Turowicz, Kisielewski czy Gołubiew. Ponieważ w redakcji panowały bardzo serdeczne stosunki, a jej pracownicy często się spotykali, traktując się wzajemnie niemal jak członkowie rodziny. Pierwsza część książki stanowi charakterystykę tego środowiska, pełną soczystych historyjek i anegdot. Powinna ona zainteresować zwłaszcza wielbicieli legendarnego Kisiela. Książka prezentuje kilka mniej znanych faktów i smaczków z jego biografii.
Stomma opisuje także swoje dzieciństwo, lata szkolne i studenckie, fascynację futbolem, karierę zawodową, dzieje sercowych podbojów, wreszcie historię swoich dwóch małżeństw. Z jego wspomnień wyłaniają się realia siermiężnej PRL-owskiej rzeczywistości, ale także barwne wrażenia z emigracji, odkrywanie Francji, która okazała się tak fascynująca i gościnna, że nie wypuściła autora do dziś…
Kisiel, Turowicz, Herbert, Tyrmand, Holland, Olbrychski… – ta książka to kalejdoskop znanych nazwisk, ale przede wszystkim morze anegdot. Felietonistyka jest jednym z trudniejszych dziennikarskich gatunków, do których potrzebne jest lekkie pióro, charyzmatyczna osobowość i niebanalne poczucie humoru. Takim mistrzem był Kisielewski. Stomma zaś wychowany jest na jego pisarstwie. W przenośni i dosłownie. Z powodzeniem uprawia felieton już od lat, a charakterystyczną dlań finezję i stylistyczną swobodę przeniósł do swojej biografii. „Stommowisko” napisane jest z gawędziarskim zacięciem, a magnetyzm słów sprawia, że od lektury nie sposób się oderwać. Nie można autorowi odmówić osobistego wdzięku, będącego zaskakującą mieszanką łobuzerii i akademickiego autorytetu. Z pewnymi poglądami można się zgadzać bądź nie i w niczym nie umniejsza to przyjemności płynącej z lektury. Książka napisana jest w formie swobodnej narracji, autor nie przestrzega ściśle chronologii. Jego myśl dryfuje w dowolnych kierunkach, czasem z prądem, czasem – odbita rykoszetem – biegnie w nieprzewidywalną stronę… Każda dygresja rodzi kolejny łańcuch skojarzeń. Autor nie uderza w patetyczne tony ani nie dba przesadnie o polityczną poprawność.
Lektura tej książki jest jak rozmowa ze starym, dobrym znajomym, z którym nie zawsze musimy się zgadzać, czasem trzeba wręcz uderzyć pięścią w stół i głośno się posprzeczać, ale przecież i tak wiadomo, że długo bez niego nie wytrzymamy. Bo byłoby nudno. Przede wszystkim jednak książka jest biografią napisaną przez osobę dojrzałą, narracja ma w pewnym stopniu charakter rozliczeniowy. Stomma z prostotą i szczerością przyznaje się do błędów życiowych, wie, co w życiu dla niego ważne i co komu zawdzięcza. Książka stała się dla autora doskonałą okazją, by wyrazić wdzięczność. A jeśli się komuś należało, to także wetknąć szpilkę…

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu:


8 komentarzy:

  1. Dla tych anegdot, o których piszesz z chęcią bym zajrzała do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ujęłaś mnie ostatnim akapitem pisząc, że lektura tej książki jest jak rozmowa ze starym, dobrym znajomym. Lubię, kiedy dana książka jest tak naturalna w przekazie, iż ma się wrażenie, że sama do ciebie przemawia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie bym poczytała.
    Jak zwykle świetnie zachęciłaś do książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Czasem mi się wydaje, że książka jest rozmową z dobrym znajomym... Podczas tej lektury miałam takie właśnie wrażenie:)

      Usuń
  4. Aaaaa! Uwielbiam takie książki!!! Te szpilki mnie intrygują, lubię drobne złośliwostki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co się wypierać... zawsze mile widziane są w literaturze wspomnieniowej:) Dodają rumieńców:)

      Usuń
  5. I mnie książka kusi, chyba się za nią rozejrzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. urzekła mnie Twoja recenzja! co do samej książki to pomyślę o niej!

    OdpowiedzUsuń