środa, 30 kwietnia 2014

"NIEMIECCY ARTYŚCI W KARKONOSZACH W LATACH 1880-1945" - Agata Rome-Dzida, recenzja


Artur Dressler "Malarz w plenerze", 1854

PANORAMA KARKONOSKA
Agata Rome-Dzida (historyk sztuki, doktor nauk humanistycznych, absolwentka Uniwersytetu A. Mickiewicza w Poznaniu i stypendystka Herder Insitut w Marburgu) to związana z Dolnym Śląskiem animatorka kultury, która zajmuje się szeroko rozumianą promocją i popularyzacją tego regionu. Wraz z mężem zrewitalizowała zabytkowy pałac w Staniszowie, a następnie przekształciła go w hotel i w centrum artystyczne. Jest prezesem zarządu fundacji, której celem jest krzewienie kultury Dolnego Śląska i Karkonoszy, ochrona dziedzictwa regionu oraz promocja lokalnych artystów. Do dziedzictwa kulturowego w dużej mierze zalicza się dorobek przedwojennego niemieckiego środowiska artystycznego, który został częściowo przejęty i wchłonięty przez polską kulturę; z jego korzeni bezpośrednio wyrasta współczesna twórczość na terenie Karkonoszy. Autorka w sposób szczególny zainteresowała się tym tematem. Efektem jej badań naukowych jest książka „Niemieccy artyści w Karkonoszach w latach 1880-1945”.


Głównym założeniem tej pracy jest przypomnienie dorobku przedwojennych artystów, a jednocześnie rozprawienie się z mitami, które narosły wokół „kolonii artystycznej” w Szklarskiej Porębie. Autorka zadała sobie sporo trudu, by dotrzeć do archiwów różnych instytucji, galerii i prywatnych kolekcji, wyszukując obrazy często dziś zapomniane, odczytując je na nowo i wydobywając tkwiące w nich wartości. Zaprezentowała je w odpowiednim kontekście kulturowo-politycznym, opatrzyła komentarzem, rzucając na nie obiektywne światło, a przede wszystkim uwalniając je od negatywnych konotacji (zwłaszcza znaczeń, które zostały im nadane na potrzeby ideologii nazistowskiej).


Region Karkonoszy był miejscem wypoczynku pruskich rodów arystokratycznych, a także inspiracją dla artystów i literatów. Przybywali tu z różnych części Niemiec, niektórzy osiedlali się na stałe. Zostawili po sobie spuściznę w postaci pejzaży, grafik, rzeźb, dzieł muzycznych i literackich. Na początku XX wieku okolicom Szklarskiej Poręby zaczęto przypisywać rangę „kolonii artystycznej”. Termin został przyjęty z aplauzem przez samych artystów i był skwapliwie wykorzystany w strategii mającej na celu przyciągnięcie turystów w Karkonosze.


Pionierami życia artystycznego byli bracia Hauptmann ( jeden z nich, Gerhart, był laureatem literackiej Nagrody Nobla), którzy rozsławili region, przyciągnęli literatów, filozofów, ludzi kultury i finansjery. Niebanalną rolę w kształtowaniu znaczenia regionu i w tworzeniu jego mitu odegrał malarz Hermann Hendrich, który traktował sztukę jako posłannictwo, a jego celem stało się przywrócenie do życia legend z zamierzchłych czasów. Przełożył dramaty muzyczne Ryszarda Wagnera na język obrazów. Był pomysłodawcą i inicjatorem budowy sal wystawienniczych „Sagenhalle” (Hali Baśni) oraz „Parsifaltempel” (Świątynia Parsifala), w których prezentował płótna nawiązujące do legend o Duchu Gór i Parsifalu.


Najwybitniejszymi przedstawicielami śląskiego malarstwa pejzażowego byli Alfred Dressler i Carl Ernst Morgenstern. Dressler zainicjował wyprawy malarskie w plener. Jego autoportret „Malarz w plenerze” (na okładce książki) jest anegdotą, a zarazem komentarzem odnoszącym się do sytuacji malarzy skazanych na powszechne niezrozumienie. Najbardziej cenione są jego malowane szerokimi pociągnięciami pędzla pejzaże: „Widok na Dolinę Łomniczki pod Śnieżką i Karpacz” oraz „Krajobraz okolic Trzebnicy”. Malarz nie był związany z Karkonoszami na stałe, a widoki gór były tylko jednym z jego ulubionych motywów; fascynowały go w tym samym stopniu, co nadbałtyckie wydmy. Morgenstern z kolei związał się z regionem, podarował swój dom w Wilczej Porębie artystom i poświęcił motywom karkonoskim sporo uwagi. W jego dorobku znaleźć można obrazy pełne artyzmu i głębokiej myśli („Pejzaż Karkonoszy”, w którym odwrócił kolorystykę szczytów i płaskiej przestrzeni lub uproszczony i modernistyczny „Mały Staw w Karkonoszach”), ale także pejzaże pozbawione artystycznego wyrazu, które tworzył, by hołdować gustom turystów.


Erich Fuchs został uznany za głównego przedstawiciela Heimatkunst w Karkonoszach. Heimatkunst to dość złożony nurt w sztuce niemieckiej, którego przedstawiciele swoją twórczością wyrażali „miłość do swojej małej ojczyzny”, a artyści w Karkonoszach idealnie w ten nurt się wpisywali. Fuchs stworzył ponad 7 tysięcy prac (rysunki, obrazy olejne, akwarele, grafiki), w których odzwierciedlił wszelkie przejawy życia i kultury mieszkańców. Jego sztandarowym dziełem jest seria kompozycji „Lud śląski” oraz cykl „Tkacze śląscy” (zainspirowany głośnym dramatem Gerharta Hauptmana „Tkacze”). Fuchs to artysta, który związał się z regionem całym sercem i poświęcił mu swą twórczość bezgranicznie, stał się archiwistą i kronikarzem regionu. Mieszkał w Karkonoszach do 1945 roku, kiedy to został wysiedlony.

Karkonoscy artyści prezentowali malarstwo tradycyjne, niechętnie sięgali po nowinki, raczej można było zarzucić im zachowawczość. Artur Ressel był malarzem, którego uznawano za symbol śląskości i przedstawiciela mistycyzmu, ale jednocześnie nie wahał się wkraczać w nowe trendy w sztuce. Uważa się, że ma ogromne zasługi dla III Rzeszy. Zdaniem autorki – nie jest to do końca prawda. Rzeczywiście, namalował portret niemieckiego pilota, jednak tematami jego obrazów zwykle były rodzina, chłopi i mała ojczyzna; trudno uznać to za przejaw nazistowskiej propagandy.

Na uwagę zasługują nietypowe i niezwykłe okoliczności powstawania dzieł Otto Dixa. Swego czasu uchodził za bezpardonowego komentatora stosunków społecznych i politycznych, który piętnował w obrazach zło i okrucieństwo wojny. Naziści pozbawili go profesury w Akademii Sztuk Pięknych w Dreźnie, wyklęli jego sztukę i zniszczyli obrazy. Artysta przeniósł się nad Jezioro Bodeńskie, często bywał w Karkonoszach. Do dziś trwają spory, czy obrazy z tego okresu powstały w celu poprawienia wizerunku malarza w oczach nazistów, czy w celu potępienia tych ostatnich. Namalował 150 pejzaży, w tym 12 w Karkonoszach, ale zdaniem autorki nigdy nie uległ urokowi gór. Przeciwnie – uważał, że góry go ograniczają i czuł się w związku z własnym wygnaniem „skazany na pejzaż”, a w swoich obrazach zawarł alegorię własnego losu i samotności.

C.E. Morgenstern "Mały Staw w Karkonoszach" 

Dojście nazistów do władzy przyniosło daleko idące zmiany w postrzeganiu sztuki i roli, jaką miała odgrywać. Sztuka prowincjonalna, która skupiała się dotąd na wydobyciu specyfiki regionu, przestała mieć znaczenie albo została wprzęgnięta w ogólnokrajową propagandę, która miała dostarczyć świadectwo wyższości niemieckiego narodu nad innymi. Karkonoska sztuka idealnie wpasowała się w te cele. Dopatrywano się w niej wpływów niemieckiego malarstwa romantycznego, a karkonoscy artyści nagle zaczęli być postrzegani jako następcy Caspara Davida Fridricha. W latach trzydziestych zaczął kształtować się mit tego obszaru jako miejsca artystycznie wybranego. Paradoksalnie mit ten, zdaniem autorki, poprzeć można tylko jednym przykładem – motywami obrazów Otto Dixa, malarza wyklętego przez nazistów.

Książka w dużej mierze skupia się na malarstwie, ale omawia też w sposób wyczerpujący inne dziedziny twórczości. Autorka wymienia znakomitych grafików (m.in. Friedricha Augusta Tittela, twórcę „kanonu” motywów karkonoskich), omawia działalność i funkcjonowanie pracowni oraz szkół (Szkoła Snycerki w Cieplicach), sporo miejsca poświęca organizacjom, które wspierały artystów oraz sztukę regionu (Towarzystwo Karkonoskie). Prezentuje i omawia prace malarzy Stowarzyszenia Artystów św. Łukasza, którego nazwa zaczęła funkcjonować z czasem jako synonim „kolonii artystycznej”. Wyjaśnia nieporozumienie i udowadnia, że grupa (oprócz kilku wybitnych przedstawicieli) nie zasługuje na szczególne wyróżnienie, gdyż jej jedynym założeniem było odniesienie sukcesu komercyjnego, a obrazy nie wyróżniały się poziomem artystycznym.

„Niemieccy artyści w Karkonoszach w latach 1880-1945” to efekt szeroko zakrojonych i kompleksowych badań. Czytelnicy powinni docenić zarówno estetykę wydania (praca przypomina album malarstwa), a także rzetelność informacji, książka stanowi bowiem napisaną z rozmachem panoramę epoki. Jeżeli nie wyczerpuje tematu dotyczącego Heimatkunst, to otwiera pole do dyskusji. Autorce nie tylko udało się przedstawić dokonania artystów, uchwyciła także moment, w którym ich twórczość (często wbrew intencjom autorów) została wykorzystana przez propagandę i politykę nazistów. Obok sylwetek poszczególnych malarzy poznajemy historię i przesłanki powstania „kolonii artystycznych”. Sprawą decydującą o nadaniu grupie artystycznej tego typu rangi było wypracowanie wspólnej i niezależnej od innych ośrodków postawy światopoglądowej. Tej przesłanki w Szklarskiej Porębie nigdy nie udało się spełnić, zjawisko zatem nie mieści się jednoznacznie w ramach definicji „kolonii artystycznych”. Autorka jest świadoma, iż scheda po przedwojennych artystach stanowi dziś integralny i istotny czynnik tożsamości kulturowej regionu, oddaje więc im należny hołd, jednocześnie podkreślając, że przypisując im rangę „artystycznej kolonii”, należy zachować daleko idącą ostrożność.


***
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa: Poligrafia Ad Rem. Serdecznie dziękuję:)



24 komentarze:

  1. To ci recenzja co się zowie! Wyczerpująca, fachowa, a przy tym zwyczajnie ciekawa i sprawnie napisana. Wachlarz Twoich zainteresowań jest zdumiewająco rozłożysty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję:) Książka po prostu zawiera w sobie kilka spraw, które mnie fascynują: malarstwo, historię i poznawanie zakątków Polski...:)

      Usuń
  2. W trakcie jednej z górskich wędrówek trafiliśmy z mężem do Jagniątkowa, niewielkiej miejscowości zaszytej wśród lasów i karkonoskich wzgórz. Niespodziewanie w szeregu zwykłych, wiejskich domów, stojących na dnie doliny, wśród snopków siana, beczących owieczek, spośród kwitnących przy płotach słoneczników wyłonił się jak pałac z bajki olbrzymi dom, a właściwie romantyczny zameczek z cylindryczną wieżą i secesyjną ornamentyką. Budowla na granitowej skale z widokiem na Karkonosze, monumentalna i tajemnicza zrobiła na mnie niezwykłe wrażenie. Wokół zadbana zieleń i cisza, rozległy park, miejsce z jednej strony wtopione w pejzaż, z drugiej nieprawdopodobnie inne od reszty otoczenia. W domu tym, jak się po chwili okazało, mieszkał przed laty i tworzył Gerhard Hauptmann, laureat nagrody nobla z 1912 roku. Cudowne wnętrza, pałacowe schody, bogato zdobione ściany - muzeum pisarza, zdjęcia, meble, książki i poruszająca biografia człowieka na tle czasów, w których żył, absurdów ludzkiego losu i okropieństw historii. Zahipnotyzowana miejscem i całym zdarzeniem krążyłam pomiędzy pokojami, pewna, że za chwilę spotkam w nich właściciela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne wspomnienie:) Bardzo literackie i plastyczne... Zanotowałam sobie kilka miejscowości, także Jagniątków. Nigdy nie byłam w Karkonoszach, teraz muszę je odwiedzić. Dom Hauptmanna (zameczek) oczywiście także. Gdybym jednak miała się przenieść w czasie, to po lekturze książki stwierdziłam, że wolałabym poznać jego brata. O ile Gerhart - noblista i "książę poetów" prowadził wystawne życie, organizował imprezy kulturalne i oczywiście był bardziej znany, to bliżej artystów i ludzi był Carl, jego młodszy brat...

      Usuń
  3. Dla miłośników malarstwa to na pewno wspaniała publikacja. Recenzja na szóstkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) To publikacja dla miłośników malarstwa, historii, kultury, Karkonoszy i podróżników, który lubią zwiedzać zakątki Polski, które mają swoją niebanalną przeszłość...

      Usuń
  4. Ostatnimi czasy nieśmiało zaczynam sięgać po współczesną literaturę niemiecką. Książka poświęcona niemieckiemu malarstwu z XIX i XX wieku mogłaby stanowić ciekawe uzupełnienie. Lektura jest z pewnością o tyle szczególna, że dotyczy Karkonoszy, oglądanych niejako z perspektywy niemieckiej - wspaniała lekcja historii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że lektura Cię nie zawiedzie. Autorka skupiła się na obrazach i grafikach, jako twórczości, która chyba najbardziej przemawia do wyobraźni, a poza tym - nieważne czy jesteśmy Polakami, Niemcami czy pochodzimy z innych krajów - obrazy przemawiają uniwersalnym językiem. Sporo jednak jest w książce innych wątków, także literackich. Bracia Hauptmann, od których się wszystko zaczęło...Każdy odcisnął na tym środowisku piętno, ale każdy na swój sposób... Jeden był noblistą, lubił wystawne życie, organizował koncerty i otaczał się gośćmi, ale ... nie wspierał uboższych artystów. Drugi brat, pozostający w cieniu pod względem literackim - był dobrym duchem artystów karkonoskich...

      Usuń
  5. Bardzo ciekawa recenzja. Może nawet się skuszę na lekturę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię zaciekawiła. Lekturę gorąco polecam:)

      Usuń
  6. W kontekście śmierci Różewicza, który ukochał sobie Karkonosze, tak wspaniale zaprezentowana przez Ciebie książka nabiera nowego wymiaru, jakże symbolicznego.
    Wędrowałam parę lat temu wzdłuż i wszech tych gór, ale kultura tego regionu jest mi słabo znana. Karpacz mnie zauroczył, ale chyba nie w takim stopniu jako wspomnianego poetę. Bardziej Pieniny mnie urzekły:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie kiedy kończyłam czytać książkę, dotarła do mnie wiadomość o śmierci Różewicza i miejscu, które sobie wybrał. Taki smutny zbieg okoliczności...Nie znam jeszcze Karkonoszy, a po lekturze czuję się, jakbym już się z nimi trochę związała...

      Usuń
  7. O, bardzo zaskakująca lektura wśród tych, które teraz królują w blogosferze;) Domyślam się, że dla specyficznego odbiorcy, ale recenzję przeczytałam z przyjemnością:)
    PS Obraz Ressela z jakiegoś niezrozumiałego powodu skojarzył mi się z American Gothic, chyba pora spać;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skojarzenia oczywiście płyną niezbadanymi kanałami, też tak często mam;) Jednak okoliczności powstawania obydwu dzieł są diametralnie odmienne...

      Usuń
  8. Zostało też sporo budynków i detali związanych ze przedwojennym środowiskiem artystycznym a i po wojnie, choć już nie w tej skali z Karkonoszami związali się ludzie sztuki - najwybitniejszy to chyba Vlastimil Hofman, uczeń Malczewskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już myślę o wycieczce po Szklarskiej Porębie, podczas której chętnie zobaczyłabym jego pracownię i dom... Bardzo lubię Hofmana:)

      Usuń
    2. To mały domek, niezbyt daleko od stacji kolejowej w Szklarskiej Poręby Średniej, jeśli mnie pamięć nie myli to obrazy Hofmana są też w domu Hauptmannów i chyba też w kościele w Szklarskiej Porębie Górnej.

      Usuń
    3. Chociaż to nieco zaskakujące - już czytałam, że w domu Hauptmannów są obrazy Hofmana. Widzę, że są one rozproszone po okolicy i trzeba wytropić;)

      Usuń
  9. Niesamowite obrazy. Szczególnie mnie urzekł ten Pejzaż z Karkonoszy i autoportret z Madonną.
    Twoja recenzja oczywiście również bardzo interesująca i fachowo napisana, chociaż co do samej książki raczej się nie skuszę, gdyż na co dzień wolę innego rodzaju literaturę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Masz rację, to dość specyficzna książka.

      Usuń
  10. Niestety malarstwo nieszczególnie do mnie przemawia, więc pewnie nie potrafiłabym docenić tej publikacji :) Recenzja jak zwykle fantastyczna!

    OdpowiedzUsuń
  11. "Autorka rozprawia się z mitami kolonii artystycznej". Czy za cenę zaistnienia koniecznie trzeba coś zepsuć? Nie zgadzam się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne niezgrabnie się wyraziłam. Powinnam była użyć zwrotu: "autorka przygląda się mitom kolonii artystycznej". Nie wydaje mi się, by ktoś, kto zadał sobie tyle trudu, by dotrzeć do obrazów i dokumentów - napisał swoją pracę, by "coś zepsuć". W konkluzji recenzji padło sformułowanie "oddała hołd". Przykro mi, że na podstawie jednego słowa: "rozprawić" - opacznie zrozumiana została cała recenzja.

      Usuń