wtorek, 22 kwietnia 2014

"Skojarzenia zapisane w brulionie", Anna Lutosławska-Jaworska




BRULION PISANY EMOCJAMI
Anna Lutosławska-Jaworska to aktorka, reżyser teatralny, wykładowca akademicki oraz pisarka. Zadebiutowała rolą Urszuli w filmie „Ostatni etap” z 1947 roku, wystąpiła w epizodzie w „Czterech pancernych” (jako nauczycielka, która ugościła załogę Rudego w swoim domu), grywa w serialach („Lekarze”, „Barwy szczęścia”). Przede wszystkim jednak jest aktorką dramatyczną, specjalistką od skomplikowanych psychologicznie postaci, które nie stanowią jednolitej „bryły”, a ich złożona osobowość odsłania się stopniowo podczas całego spektaklu. Do jej ważniejszych kreacji, które zapisały się już w historii polskiego teatru, należą między innymi: Księżniczka Wiśniowiecka w „Śnie srebrnym Salomei” Słowackiego, Kasandra w „Orestei” Ajschylosa, Rozalinda w „Jak wam się podoba” Szekspira oraz Idalia w „Fantazym” Słowackiego.
„Skojarzenia” to niewielka książeczka, brulion – jak bezceremonialnie i z dystansem nazwała ją sama autorka. W zasadzie jest to nietypowa autobiografia. Jej poznawanie przypomina przeglądanie rodzinnego albumu w towarzystwie autorki, która prezentując fotografie, snuje swoją intymną historię. Książka różni się od innych biografii jak obraz impresjonistyczny od realistycznego. Autorka nie cyzeluje każdego szczegółu, lecz skupia się na wrażeniach, pisze swój brulion emocjami…
Jest córką malarki i aktora, zdolności artystyczne odziedziczyła w genach. Zapewne zawsze czuła, że aktorstwo jest jej przeznaczeniem, jednak debiut przerósł jej wyobrażenia. Nic nie przygotowało jej do traumatycznego przeżycia, gdy musiała założyć autentyczny strój, należący wcześniej do więźniarki, która nie przeżyła obozu… Wtedy przekonała się, że aktorstwo nie polega na „odgrywaniu”, lecz na „mierzeniu” się z rolą.
Autorka dzieli się swoimi refleksjami na temat aktorstwa i pracy w teatrze. Poznajemy kulisy zawodu, sprawy, które dostarczały jej najwięcej satysfakcji i wzruszeń, a także sylwetki kolegów aktorów, którzy zaopiekowali się nią jak młodszą siostrą, z którymi się przyjaźniła i z którymi dobrze się pracowało. Dowiadujemy się także o samodzielnych projektach aktorki, o jej monodramach, spektaklach przygotowywanych dla emigrantów i dla dzieci w domu dziecka. Jeden z rozdziałów stanowi swego rodzaju manifest artystyczny, bowiem autorka zdradza w nim tajniki swego kunsztu. Z kolei zakończenie nie zostało „napisane”, a raczej „wyreżyserowane”. Autorka oddaje głos krytykom, dzięki czemu czytelnik może ją niemal zobaczyć w krótkich migawkach – w blasku reflektorów, na scenie, w jej największym żywiole.
Jest osobą spełnioną w życiu zawodowym i prywatnym, mimo iż poznała smak rezygnacji i wyrzeczeń. Nie wahała się przerwać kariery lub zrezygnować z atrakcyjnych ofert pracy po to, by poświęcić więcej czasu rodzinie. Dziś te wspomnienia nie stanowią problemu ani nie są podszyte żalem. Dla niej każda podobna decyzja to tylko sztuka kompromisu i wyznaczania priorytetów. Skupia się na tym, co dobre i wartościowe. Tak samo pisała swoją książkę. Nie poświęciła uwagi ludziom, z którymi wiążą się przykre wspomnienia. Szkoda dla nich miejsca i refleksji. Wspomina Jana Pawła II (także pracę przy jego sztuce), słynną reżyser spektakli teatralnych i przyjaciółkę – Krystynę Skuszankę, Tadeusza Łomnickiego, Gabrielę Kownacką, pisarkę Marię Kuncewiczową, całą plejadę osób z grona rodziny i najbliższych przyjaciół. „Brulion” napisany został w swobodnym stylu, czasem myśl podąża za tematami lub przedmiotami (chciałoby się powiedzieć: rekwizytami), które pojawiają się w życiu autorki jak refren: pamiętne sylwestry, pamiętne odprawy paszportowe, walizki, pamiątki czy kwiaty wręczane przy różnych okazjach…
Każdy rozdzialik (szkic) tej książeczki jest szczególny i w każdym odnajdujemy cząstkę duszy artystki. Jedną z refleksji płynących z lektury jest myśl, że źródeł sukcesów pani Anny w tworzeniu kreacji scenicznych, w organizowaniu artystycznych przedsięwzięć czy w życiu prywatnym należy szukać w jej ciepłym stosunku do ludzi, wrażliwości i empatii. „Skojarzenia” to skarbnica wartości, które dziś nie są zbyt często promowane. Jest w niej coś szlachetnego i kojącego. Świat, z którym zmaga się Anna Lutosławska-Jaworska nie jest idealistyczny ani idylliczny, ale został przedstawiony w sposób tak ujmujący, że chciałoby się mieć zaszczyt do niego należeć.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu:


                   

6 komentarzy:

  1. Cudna książeczka, szkoda tylko, że taka króciutka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z reguły nie lubię czytać autobiografii, ale przyznam, że chciałabym poznać czegoś więcej na temat aktorstwa i pracy w teatrze, dlatego choćby z tego względu będę mieć na uwadze powyższą publikacje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brulion z emocjami, podoba mi się takie określenie. Z chęcią bym przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Super, brzmi zachęcająco. Lubię książki ukazujące emocje. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie o tej książeczce napisałaś. Nie jestem wprawdzie jakąś szczególną fanką biografii czy autobiografii, ale w tej, dzięki Twojej recenzji, wyczuwam jakąś magię, która przyciąga.

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę sobie kiedyś przypomnieć "Czterech pancernych". :D
    A książka wydaje się ciekawa.

    OdpowiedzUsuń