czwartek, 29 maja 2014

"Mariska z węgierskiej puszty", Consilia Maria Lakotta




KU POKRZEPIENIU SERC
„Mariska”, obyczajowa powieść Consilii Marii Lakotty, przedstawia szeroką panoramę społeczną oraz fragment burzliwych dziejów Węgier obejmujący lata 1910-1953. Powieść ukazuje stosunki społeczne panujące na Węgrzech przed I wojną światową, okres wojen, okupację sowiecką i proces wprowadzania komunizmu, z którym łączył się dramatyczny rozłam Kościoła. Na tym tle ukazane zostały losy dwóch rodzin, które dotkliwie doświadczały zmian ustrojowych i pomimo zupełnie odmiennego statusu społecznego połączone zostały nierozerwalnymi więzami.
Niewątpliwym walorem książki jest język, którym posługuje się pisarka. Dzięki jej plastycznym i sugestywnym opisom przed czytelnikiem roztacza się obraz węgierskiej puszty z rozsianymi gdzieniegdzie folwarkami i majątkami ziemskimi, wiejskimi kościółkami bądź malowniczymi klasztorami. Pejzaż zdominowany jest przez Cisę, która czasem leniwie, czasem gwałtownie toczy swe wody, stając się zarówno świadkiem wydarzeń, jak i jednym z głównych motywów, niemal bohaterem książki (zupełnie jak Niemen w powieści Orzeszkowej). Autorce nie tylko udało się uchwycić pejzaż i klimat, ale także wyrazić muzyczną duszę narodu. Książka przepełniona jest muzyką i dźwiękami o zróżnicowanym charakterze… Kiedy ksiądz udziela ślubu w wiejskim kościółku, mszy towarzyszy ogłuszające crescendo organów, rzeka niesie dźwięk dzwonów z okolicznych miejscowości oraz sygnał uderzenia w lemiesz, gdy ktoś chce skorzystać z przeprawy. Wieczorami przy ognisku usłyszeć można tęskne melodie cygańskich ballad oraz czardasza. Węgrzy to naród niezwykle muzykalny. Na weselach, spotkaniach, a nawet przy ognisku ulubioną rozrywką stają się popisy muzyków. Pośród nich króluje Gabor, wirtuoz, którego skrzypce porywają do tańca bądź łkają, szarpiąc serce i skarżąc się na dolę narodu…
Polskiemu czytelnikowi historia Węgier nie jest zbyt dobrze znana, mimo to książka jest zaskakująco prosta w odbiorze. Można nawet odnieść wrażenie, że pisarka i jej proza przypominają kogoś dobrze znajomego. Powieść przypomina po trosze książki Rodziewiczówny, które co prawda oceniane były i są różnie, ale nie można zaprzeczyć, że wypełniały pewną misję – w czasie, gdy nie było nadziei na odzyskanie niepodległości, dodawały rodakom otuchy i krzepiły nadwątloną wiarę. Ich bohaterowie, którzy z poczucia obowiązku oddawali się ciężkiej pracy, a swą postawą świadczyli o patriotyzmie i niezłomnej wierze – urastali do rangi herosów. W powieści Lakotty, podobnie jak w książkach Rodziewiczówny, życie zwykłego człowieka nabiera znamion legendy i mitu. Taką postacią i symbolem staje się tytułowa Mariska – prosta, niewykształcona kobieta, która jednak posiada charyzmę i duchową moc, z której czerpią dwa pokolenia rodzin Vargasów i Czolnych.
Kwieciste metafory, które stanowią walor pierwszej części powieści, powoli zaczynają razić w części drugiej. Zmiany nastrojów narodowych raczej wymagałyby uproszczenia języka. Nie udało się też autorce do końca zachować bezstronności, od czasu do czasu popada w nieco mentorski ton. Realia przedstawione w książce wyglądają całkiem przekonująco, pamiętać jednak należy, że pisarka jest Amerykanką. To powinno skłaniać do weryfikowania historii z węgierską literaturą. Na uwagę zasługuje z całą pewnością konstrukcja psychologiczna postaci. Autorka umiejętnie wydobyła różnice w sposobach myślenia poszczególnych bohaterów, nie tylko pochodzących z różnych warstw społecznych, ale także różniących się wykształceniem i temperamentem. Tych postaci się nie zapomina.


Nie bardzo rozumiem dlaczego wydawnictwo zdecydowało się na okładkę, która oprócz powiewającej w tle węgierskiej flagi nie licuje z treścią książki. Być może jest to zabieg marketingowy, który ma zachęcić kobiety do sięgnięcia po książkę. Nie wydaje mi się jednak, że w intencji autorki było napisanie książki typowo„kobiecej”…
Jak ocenić tę powieść? Zapewne spotka ją taki sam los, jak większą część książek Marii Rodziewiczówny. Dla jednych będzie czytadłem, dla innych zaś niezapomnianą lekcją historii z ważnym przekazem oraz zestawem wartości, które dzisiaj nie są już tak chętnie promowane.


Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:




19 komentarzy:

  1. Wbrew ogólnej tendencji lubię i cenię książki Rodziewiczówny. Nie znam też kompletnie historii i tradycji Węgier co tym bardziej skłania mnie ku lekturze. Okładka rzeczywiście nietrafiona. W pierwszym momencie myślałam, że to jakiś romans:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A mnie okładka wbrew większości głosów się podoba. Z książki na pewno zapamiętam burzliwą, podobną do naszej historię Węgier.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam już jedną powieść tej autorki - "Nocną rozmowę" :)
    Porównanie do Rodziewiczówny nieco mnie zniechęca. Może po prostu nie natrafiłam na dobrą powieść Rodziewiczówny, bo w tych kilku, które przeczytałam, irytowały mnie czarno-białe charaktery bohaterów i niespecjalnie piękny język. Ale to rzecz gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobieństwa raczej dopatrzyłam się w wymowie, w wartościach promowanych w książce. Język i bohaterowie to już zupełnie co innego... Autorka potrafi zbudować nastrój, a jej bohaterowie nie przypominają postaci papierowych, kreacja postaci, to atut książki.

      Usuń
  4. Wspaniała książka, genialna! Byłam nią zachwycona. A okładka rzeczywiście nieciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Książkę mam już zapisaną na mojej liście "must have" jednakże wstrzymuję się z jej kupnem, a w bibliotece nie mogę jej dopaść. Niesamowicie intryguje mnie ta powieść, tym bardziej, że czytałam wiele o pozytywnych pinii na jej temat.

    OdpowiedzUsuń
  6. E, ja tam Rodziewiczównę czytywałam, dziewczęciem będąc i krzywda mi się nie stała, na rozsądną babeczkę wyrosłam i czasem nawet noblistów czytam;)
    A od "Mariski" mogłaby mnie ta okładka rzeczywiście odstraszyć. Wiem, wiem, nie ocenia się książki po okładce, ale mogłyby wydawnictwa rozważyć mądrzejsze dobieranie okładek, bo to szufladkuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się oczywiście naraziłam wydawnictwu, ale jestem zwolenniczką stonowanych okładek. Jeżeli okładka jest ilustracją, to powinna opowiadać historię wraz z książką, współgrać z treścią. Nie twierdzę też wcale, że Rodziewiczówna krzywdę komuś zrobiła, tylko że jest różnie oceniana. Porównałam książki, bo dzisiaj zbyt często nie pisze się o takich wartościach jak - obowiązkowa praca, wiara, patriotyzm, lojalność itp. Rodziewiczówna je podkreślała i Lakotta także.

      Usuń
    2. Żartowałam z tą Rodziewiczówną, jak najbardziej zrozumiałam Twoją myśl:) Zdaję sobie sprawę, do której szufladki Rodziewiczównę się wrzuca, ale co tam - czytało się fajnie:) Wprawdzie to było dawno i gust odrobinę mi się zmienił, ale przynajmniej mam o czym z ukochaną ciocią rozmawiać;) Miłego wieczoru:)

      Usuń
  7. Cieszę się, że dostrzegłaś coś w tej książce. Ja się nią zachwyciłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam nie tylko "coś", ale całkiem sporo wartości:)

      Usuń
  8. Fakt, okładka jest średnia. Zwiastuje babskie czytadło... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się ewidentnie to nasunęło, a książka z pewnością nie jest czytadłem. Chciałoby się na okładce zobaczyć ten bezmiar puszty, albo rzekę, albo jakiś tabor z ogniskiem, coś z ducha powieści...

      Usuń
  9. Skoro to pozycja "ku pokrzepieniu serc" to chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Swego czasu planowałam lekturę tej książki, tylko ta okładka mnie odstraszała. :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Mimo pewnych jak piszesz braków książka warta jest czytania więc trochę żałuję, że w ostatnich prezentach jakie otrzymałam się nie znalazła.

    Okładka bywa jedna trzecią sukcesu książki. Ta do mnie nie przemawia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że dla niektórych osób ta okładka jest atrakcyjna. Osobom, które jednak wolą prostotę - chciałam jakoś dowieść, że warto nie sugerować się obrazkiem, bo książka jest dobra...

      Usuń
  12. Węgry ponoć są najpiękniejszym krajem w Europie według niektórych oczywiście, bo każdy ma inne zdanie na ten temat. Natomiast tak Węgry mnie intrygują, ciekawią i dlatego ta pozycja jest dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam chęć na tę książkę odkąd tylko ujrzałam ją w zapowiedziach :)

    OdpowiedzUsuń