poniedziałek, 2 czerwca 2014

"Jimi Hendrix. Oczami brata", Leon Hendrix, Adam Mitchell - recenzja




HE WAS EXPERIENCED

„Kiedy patrzę w przeszłość, aż dech zapiera ze zdumienia, gdy widzę ile mój brat osiągnął w swoim krótkim życiu. Dla milionów fanów był (…) leworęcznym gitarowym czarodziejem, który po rozpaleniu ognia na Monterey Pop Festival w 1967 roku z hukiem zawładnął sceną, a potem wystrzelił w firmament supergwiazd. Był niespotykaną ikoną rocka, która w trzy krótkie lata przedefiniowała wszystko, co tylko się wiązało z gitarą elektryczną, oraz zmieniła na zawsze świat muzyki. Jego albumy studyjne stały się klasyką w historii fonografii, nawet dziś jego mit oraz dziedzictwo rosną z każdym pokoleniem fanów” (Leon Hendrix, s. 307).
Oszałamiająca kariera ikony rocka, Jimiego Hendrixa, przypada na lata 1966-70. W tym krótkim okresie został ogłoszony pionierem, geniuszem i gitarzystą wszech czasów. Czarował i szokował fanów hipnotyzującymi występami, nowatorskimi utworami, ale także ubiorem i sposobem życia. Zmarł w 1970 roku, w niecały rok po legendarnym występie w Woodstock. Jego utwory stały się już klasyką, a pod względem wirtuozerii gry na gitarze do dziś pozostaje niedoścignionym wzorem.
Niemal pół wieku po śmierci Jimiego, jego brat, Leon Hendrix, wydał książkę, która opisuje życie i sylwetkę artysty. Nie jest typową biografią, raczej historią przedstawiającą burzliwe życie rodziny Hendrixów. Powstała dosyć późno ze względu na osobiste problemy Leona, jego mozolną walkę z nałogami. Z drugiej strony autor miał sporo czasu, by ochłonąć, przemyśleć wydarzenia i nabrać do nich dystansu. Dzisiaj otrzymujemy relację narwanego chłopaka, którym był w latach 50. i 60., ale napisaną przez dojrzałego człowieka, który odpokutował już za swoje błędy i potrafi obiektywnie je ocenić. Autobiografia robi wrażenie szczerej do bólu, Leon nie ukrywa żadnych swoich „występków”. Życie rodziny Hendrixów opisane jest bez upiększeń i koloryzowania, z pewnością także bez znieczulenia. Leon przedstawia dzieciństwo w rozbitej rodzinie, opiekę ojca, który cały czas walczył z własnymi demonami (alkoholizm, hazard i gwałtowne usposobienie); opisuje głód, jaki im towarzyszył, wieczne unikanie spotkań z pracownikami społecznymi, oznaczające godziny spędzone w szafie bądź w ciemnym mieszkaniu; bezustanną tułaczkę między opiekunami, sąsiadkami i domami zastępczymi, rozstania i powroty... Zdarzają się także jaśniejsze momenty, kiedy rodzic zaczyna panować nad swoim życiem i wydaje się, że rodzina wychodzi na prostą… Mimo poważnych problemów, jakie miał z sobą Hendrix senior i koszmarnego dzieciństwa, jakie zgotował dzieciom, książka nie jest napisana w tonie oskarżeń przeciw niemu. Leon nie obciąża ojca za wszelkie niepowodzenia życiowe. Przeciwnie, książka jest udaną próbą ukazania pogmatwanych i trudnych relacji rodzinnych.
Dla wielbicieli Jimiego Hendrixa to lektura obowiązkowa. Nie analizuje co prawda każdego kroku artysty, przedstawia tylko te wydarzenia, w których uczestniczył Leon; a bywały lata, gdy kontakt braci był jednak bardziej sporadyczny. Mimo to książka posiada wiele walorów dla osób, które chcą poznać osobowość Jimiego, przedstawia czynniki, które ukształtowały jego osobowość i wrażliwość muzyczną. Czytelnik śledzi motywy, które pojawiały się w dziecięcych rysunkach, a które później znalazły odbicie w tekstach największych hitów artysty. Leon potrafi dzielić się swoimi wrażeniami i wspomnieniami, przedstawić mechanizm fascynacji muzyką brata. Jimi nie słyszał dźwięków tak jak zwykli ludzie. Widział dźwięk w kolorze, kojarzył jego energię, wibracje i emocje. Wizualizował muzykę, a wymienione czynniki w jego utworach musiały harmonijnie współgrać. Dzięki książce możemy w pewnym stopniu ogarnąć i zrozumieć, jakiej miary artystą był Jimi. Możemy pojąć jego fenomen, prześledzić drogę kariery, kulisy koncertów oraz poznać nastroje, jakie mu towarzyszyły – od dziecięcej pasji odkrywczej i eksperymentowania, przez młodzieńczy entuzjazm, aż do poczucia wypalenia i rozczarowania ludźmi zajmującymi się branżą muzyczną.
Jimi nie poradził sobie z gigantyczną sławą, która na niego spadła. Podpisywał kontrakty, które zmuszały go do koncertowania każdej nocy. Dopóki stał na scenie i trzymał w ręku gitarę – był bożyszczem. Korzystał pełnymi garściami z przywilejów, które dawała mu sława. Natomiast kwestie praktyczne wymknęły mu się spod kontroli, a finanse znajdowały się w kompletnym nieładzie. Nie miał głowy do interesów ani instynktu, który pozwoliłby mu uniknąć pułapek prawnych i w porę wyzwolić się spod wpływu menedżerów i prawników, którzy traktowali go jak maszynkę do robienia pieniędzy. Pod wieloma względami, pomimo gigantycznej sławy, Jimi na zawsze pozostał zwykłym chłopakiem z Seattle, który zapłacił najwyższą cenę za sukces.
Książka Leona Hendrixa jest nie tylko biografią Jimiego, zawiera drugie dno i niesie wyraźne przesłanie. W pewnym sensie ze sławą brata nie poradził sobie także Leon, a książka staje się okazją do rozliczenia własnego życia. Autor nie próbuje wmawiać czytelnikowi, że wywarł jakikolwiek wpływ na karierę Jimiego. Z rozbrajającą szczerością przyznaje, że był po prostu młodym chłopakiem, który chciał grzać się w blasku sławnego brata, co dawało przywileje, o jakich mu się dotąd nie śniło. W pewnym momencie jednak stał się w równym stopniu co Jimi niewolnikiem sławy. Książka jest świadectwem długoletniej walki z uzależnieniami, historią nabywania pokory, a także hołdem złożonym samej muzyce, która wyniosła na szczyty popularności nie tylko Jimiego Hendrixa, ale w końcu odnalazła drogę także i do młodszego z braci. Przez co z pewnością uratowała mu życie…



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu:


13 komentarzy:

  1. Od czasu do czasu lubię biografie, więc być może się skuszę i na tę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla fanów tego wokalisty to z pewnością godna polecenia książka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Well I’m a vooodoo chile
    Lord I’m a voodoo chile
    Yeah

    Well the night I was born
    Lord, I sware the moon turned a fire red
    The night I was born
    I sware the moon turned a fire red

    Well, my poor mother cryin’ out,
    „Oh Lord, the gypsy was right”
    And I seen her fell down right dead
    Have mercy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest piosenka, która mówi o matce Jimiego...

      After all the jacks are in their boxes
      and the clowns have all gone to bed
      You can hear happiness staggering on down the street
      footsteps dressed in red
      And the wind whispers Mary

      A broom is drearily sweeping
      up the broken pieces of yesterdays life
      Somewhere a queen is weeping
      Somewhere a king has no wife
      And the wind, it cries Mary

      The traffic lights, they turn, uh, blue tomorrow
      and shine their emptiness down on my bed
      The tiny island sags down stream
      'cause the life that lived is,
      is dead
      And the wind screams Mary

      ***
      A tę napisał "kolorami" : Bold as Love:

      Anger he smiles, towering in shiny metallic purple armor
      Queen jealousy, envy waits behind him
      Her fiery green gown sneers at the grassy ground
      Blue are the life giving waters taking for granted
      They quietly understand.
      Once happy Turquoise armies lay opposite ready
      But wonder why the fight is on

      But they're all bold as love
      they're all bold as love
      they're all bold as love
      Just ask the Axis

      My Red is so confident
      He flashes trophies of war and ribbons of euphoria
      Orange is young, full of daring
      But very unsteady for the first go round
      My Yellow in this case is not so mellow
      In fact I'm trying to say that it's frightened like me
      And all this emotions of mine
      Keep holding me from giving my life to a rainbow like you

      But I'm, yeah, I'm bold as love
      Well, I'm bold, bold as love
      I'm bold as love
      Just ask the Axis, he knows everything

      ***

      Dobrze się słucha tych utworów, mając książkę przed oczami...

      Usuń
  4. To moja młodość, ale chyba w tym czasie bardziej mnie interesowała inna muzyka, gdyż Hendrixa nie przypominam sobie tak jak innych wokalistów. A może przyczyna leży po innej stronie. Po prostu nie miałam dostępu do płyt. Bo tylko, gdy ktoś był za granicą lub znał kogoś kto tam bywał/ na zachodzie oczywiście/ mógł zdobyć jego płyty.
    Chętnie bym poznała jego historię na tle rodziny i nie tylko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz nieco rockową duszę, to polecam Ci gorąco. To nie jakiś naukowy elaborat - tylko książka o sławie, ale z przesłaniem i obrazem prawdziwego, niełatwego życia... Mnie książka oczarowała. A piosenek Hendrixa można posłuchać i teraz, najlepiej równocześnie z lekturą, teksty wtedy są zrozumiałe...

      Usuń
  5. Bardzo interesująca lektura, szczególnie z uwagi narratora. Egzystencja w cieniu sławnego rodzeństwa, czy rodziców to dla wielu osobników niełatwe doświadczenie. Uwaga mediów, błyski fleszów kierowane są w stronę takiej persony jedynie ze względu na więzy krwi - jej dorobek, osobowość przeważnie redukowana jest do niezbędnego minimum, najczęściej do jakieś skandalicznej otoczki. A przecież z jednej strony niemal każdy pragnie chociaż odrobiny sławy, a z drugiej mało kto ma ochotę służyć wyłącznie za tło, grać rolę statystów nawet w największym przedstawieniu.

    W przypadku SQN powoli staje się już tradycją takie zaskakiwanie niezwykłymi, oryginalnymi biografiami.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie zdziwi Cię pewnie, że to książka całkowicie w moim klimacie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię, znam mnóstwo piosenek i kiedyś na pewno przeczytam :)
    http://art-forever-in-my-mind.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Podoba mi się, że ta książka jednak zawiera jakieś przesłanie, co w przypadku biografii nie zawsze się spełnia, bo tylko piszą o sławie itd... dlatego widać, że ta publikacja jest inna i chętnie bym do niej zajrzała.

    OdpowiedzUsuń
  9. Do komentujących: ludzie! Hendrix był przede wszystkim gitarzystą, a nie wokalistą! Nie nazywajcie go tak, bo się będzie w grobie przewracał! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wiem, czy bym przeczytała (pewnie kiedyś tak), ale... bardzo chciałabym mieć na własność. Wiem, może to dziwne, ale lubię mieć w swojej biblioteczce biografie osób, których twórczość/życie jakoś na mnie wpływały, w tym przypadku, muzyka, której kiedyś słuchałam nałogowo.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie przepadam za biografiami/autobiografiami członków rodzin sławnych ludzi, bo często widać, że tylko chcą zbić kasę na nie swojej sławie, a nie mają niczego ciekawego do opowiedzenia, ale ta recenzja zachęciła mnie do sięgnięcia po książkę brata Jimiego ;)

    OdpowiedzUsuń