wtorek, 16 września 2014

"Sońka", Ignacy Karpowicz




REŻYSER I SZEPTUCHA

Artysta posiada dar. Potrafi nie tylko przekształcić swoje subiektywne emocje w dzieło (fotografię, obraz, utwór muzyczny czy sztukę teatralną), które porusza, skłania do przemyśleń, oburza bądź zachwyca swych widzów. Dzięki wrażliwości artysta dostrzega znaki i gesty, na które zwykły człowiek nie zwraca uwagi. Na spotkanego przypadkowo człowieka patrzy inaczej. Spogląda w oczy, wnika w duszę i przenika najgłębiej skrywane tajemnice. Co takiego spostrzegł Igor, znany warszawski reżyser teatralny w napotkanej na polnej drodze wiejskiej babinie? Co sprawiło, że uczynił z niej od razu potencjalną bohaterkę swojej nowej sztuki?

Spotkanie Igora i Sońki było przypadkowe, lecz znaczące.

Oczywiście, jeżeli założymy, że życiem rządzi przypadek. Być może ich spotkanie było zapisane już w gwiazdach, los zadecydował, że oboje są sobie nawzajem potrzebni…

Zepsuty samochód w szczerym polu i frustrujący brak zasięgu w komórce. Cóż ma zrobić zdenerwowany mężczyzna, jeśli nie przyjąć gościnę starowinki, która mieszka w pobliskiej wioseczce?

Dziwne jest jednak to spotkanie.
Może przypadkowe, może nie.
Być może ona go sobie po prostu „wyszeptała”…

Zatrzymują się zatem na polnej drodze: miastowy chłopiec i wiejska starowinka. Mijają się z obojętnością, oboje są przecież przybyszami z obcych światów. Tknięci intuicją przyglądają się jednak uważniej, zaglądają w oczy.  Ona dla niego staje się interesującym obiektem artystycznym. On dla niej Aniołem Śmierci, który przybył, by zdjąć ciężar z jej chorej i udręczonej duszy.

Staruszka zaprasza Igora do siebie, częstuje mlekiem i swoją historią.

Igor słucha, ale nie bezinteresownie. Sońka snuje opowieść, a on rozkłada już dekoracje na scenie, opracowuje oświetlenie i dobiera aktorów do nowej sztuki. Cóż to?… pojawia się kot i pies, więc dobrze… Do pierwszego aktu dodamy nieco mitologii i realizmu magicznego (będzie idealnie pasować do wiejskiej chaty szeptuchy). Kot, jak to kot, przeżył już swoje dziewięć żywotów; a pies, jak z psami bywa - zostanie bohaterem… Igor wkroczył do chaty (ale nie jako gość w skromne progi, lecz jak reżyser na scenę), pije mleko prosto od krowy  (nie z kubka przecież, tylko z emaliowanego rekwizytu, koniecznie z ziejącym swą czernią odpryskiem…) Sońka snuje opowieść, a Igor przetwarza ją w spektakl. Przekuwa w sukces.

Sońka opowiada historię swego życia, ale to życie uparcie kręci się wokół dat 1941-42. Tak, to przecież tylko jeden rok. Tylko tyle trwało prawdziwe życie kobiety. Rok życia, a reszta to już tylko pokuta…

Kobieta rozwija opowieść i wyłaniają się z niej dzieje zakazanej miłości.  Historia Sońki sprzęgła się z dramatycznym epizodem; miłość wydarzyła się podczas wojny i z powodu wojny, splata się z nią nierozerwalnie. Te dwa elementy stanowią kanwę opowieści, a zarazem spowiedzi. Wojna to nawałnica i pożoga, na którą Sońka ani mieszkańcy jej wsi nie mieli wpływu… Przetoczyła się, zbierając swoje żniwo, gdyż tak się zdarza… W ten sam sposób przytrafiła się wiejskiej, prostej dziewczynie miłość. Zupełnie niechciana i zupełnie nieodpowiednia. Cóż poradzić, tak też się zdarza…

Dziewczyna nie miała nigdy lekko, życie jej nie rozpieszczało. Kiedy wojna przestała być jedynie niewyraźnym widmem i wkroczyła do wioski, wydała się Sońce niewiele gorsza od normalnego życia. Zakochała się esesmanie, w jasnowłosym i wrażliwym Joachimie - na przekór swym braciom, z którymi nie miała kontaktu, prymitywnym współmieszkańcom, a zwłaszcza na przekór zwyrodniałemu ojcu…

Łatwo przewidzieć, z jaką nienawiścią przyjęto we wsi plotki o jej związku.

Mieszkańcy jej jednak nie ukamienowali,  nie zgolili włosów na znak hańby.
Kula, która była jej przeznaczona  - chybiła.
Przeżyła - i to stało się  dla niej największą karą…

Sońka opowiada. Igor zmienia światła i rozstawia rekwizyty. Dobrze wie, jak dobrać aktorów, jak ustawić światło, wydobyć emocje, by wywołać szloch na widowni… Bierze z  historii co potrzebne do spektaklu. Analizuje i przetwarza. Czy nadal jest to jedynie historia obcej kobiety? Nie na darmo Sońka jest wiejską wiedźmą, szeptuchą. Igorowi przyjdzie zapłacić za wysłuchanie tej opowieści…

…a kobieta opowiada. Ufnie składa w jego ręce swe życie wraz ze strzępem sukienki, na której widnieją plamy pochodzące z ran Joachima… Daruje mu swoją historię jak spadek. Wszak po jej śmierci, po sukcesie spektaklu – Igor w całości przejmie do niej prawa autorskie. Ale zażąda czegoś w zamian…

W pewnym momencie coś się zmieniło, w Igorze coś pękło. Być może historia bardziej go poruszyła, niż sądził. Nie zwiedzie czytelnika jego ironia, ani hałaśliwy cynizm. Odezwało się sumienie, wypłynęła historia własnych korzeni. Świat, którego się zaparł wrócił, ze zdwojoną siłą wypłynęły zapomniane kompleksy…

„Sońka” jest książką wspomnieniową, więc siłą rzeczy autor wykorzystuje retrospekcję. Relacja jest jednak szczególna, niechronologiczna, poszarpana. Wiele razy powracamy do pewnych momentów, Sońka cofa się w czasie, zaczyna opowiadać od tego samego miejsca. Niekonsekwentna chronologia oddaje nie tylko charakter monologu starszej osoby, ale też spowalnia akcję, akcentuje sceny, wprowadza czytelnika w stan oczekiwania. Kiedy emocje sięgną zenitu, kiedy liryczna opowieść kobiety chwyci za gardło, zderzymy się z cynicznym komentarzem autora. Reminiscencje teatralne wytrącają z równowagi (mają wyprowadzać). Czytelnik zastanawia się czy słucha oryginalnej opowieści Sońki, czy to już artystyczny przekaz. Oczywiście poddając się tej mieszance wybuchowej najczystszego liryzmu i  butnej ironii, dochodzi się do wniosku, że to naprawdę nie jest istotne… Historia, która przydarzyła się młodziutkiej Białorusince pozostanie przerażająca nawet, gdy odrzemy ją z liryzmu, pięknych, okrągłych słów i zwiewnych zdań. Tym bardziej porażająca, że zdarzyła się naprawdę…

Karpowicz oparł historię na prawdziwych wydarzeniach, opowiedział je jednak po swojemu. Ewidentnie nawiązuje do najważniejszego polskiego dramatu XX wieku, do „Wesela” Wyspiańskiego. „Sońka” w pewnym sensie jest tego dramatu parodią, czytelnik z pewnością wychwyci analogie. U samych źródeł powstania "Wesela" i z jego wystawieniem wiązał się posmak skandalu i sensacji towarzyskiej. Dramat odczytuje się (w dużym skrócie) jako artystyczne oskarżenie polskiego społeczeństwa o bierny patriotyzm i niezdolność do czynu. Obrazowo (nomen omen) i wyśmienicie tę wadę narodową przedstawił Malczewski, na płótnie: „Melancholia”. W zasadzie Karpowicz postąpił podobnie. Zbudował swoje dzieło na tkance prawdziwych wydarzeń, które musiały w okolicach rodzinnej miejscowości autora budzić od lat spore kontrowersje.

Karpowicz nawiązuje do „Wesela” scenami teatralnymi (wyraźnie sparafrazował wesele Sońki i Miszy). Dialogi między aktorami oczywiście nie są równie ważkie, jak w sztuce Wyspiańskiego, ale stanowią ich karykaturalne echo. Nie wydaje mi się oczywiście, by Karpowicz porywał się na stawianie diagnozy całego narodu polskiego i jego postawy podczas wojny. Przedstawił tylko wojenny epizod. Co prawda jest on znamienny i skupia jak w soczewce losy narodu polskiego, białoruskiego, niemieckiego i żydowskiego. Karpowicz znane z literatury motywy wojenne przedstawił inaczej, przenicował, pokazał od niezbyt pięknej podszewki. Obraz Polaków, którzy pod płaszczykiem wojny załatwiają swoje osobiste porachunki, nie jest chwalebny, ale nadal nie stanowi ogólnej syntezy. To raczej zwrócenie uwagi – wojna ma wiele obliczy, takie rzeczy też się zdarzały!  Nie każdy Polak w czasach próby okazywał się  szlachetny…


37 komentarzy:

  1. Się rozpisałaś wspaniale. Mnie o "Sońce" ciężko było pisać, brakowało słów, ale chętnie czytam opinie innych. Ważna i bardzo dobrze napisana powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) Za dłużyzny przepraszam;)

      Usuń
  2. Piękna i poruszająca powieść, a od "Sońki" Karpowicz stał się dla mnie mistrzem słowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wczoraj kupiłam książkę Karpowicza więc jeszcze wszystko przede mną.

      Usuń
    2. W takim razie życzę dobrej lektury:)

      Usuń
  3. Czytałam już na temat tej książki. Jak widzę, to proza niełatwa, a ja lubię takie wyzwania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma rady, tę książkę trzeba przeczytać...

      Usuń
  4. Od jakiegoś czasu przymierzam się do Karpowicza. Zachęciły mnie Twoje wrażenia z Sońki

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z komentarzem kultur-alnie - mnie też o "Sońce" bardzo ciężko było pisać, rozbiła mnie emocjonalnie, a Ty się tak pięknie rozpisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta recenzja postawiła przede mną dylemat. Po jej przeczytaniu stwierdziłam, że książka jest taką pozycją, którą zdecydowanie warto poznać. Z drugiej strony, trochę się boję, że będzie bardzo trudna i wymagająca, w związku z tym nie uchwycę jej piękna. Cóż... Muszę się porządnie nad nią zastanowić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całą pewnością uchwycisz wszystko, co jest do uchwycenia:) Sięgaj śmiało...

      Usuń
  7. A co się stało z moim komentarzem:(? Pewnie znów, gapa, coś naklikałam:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dopiero jestem ciekawa co się stało z Twoim komentarzem;)

      Usuń
    2. W chaosie pewnie coś naklikałam i uleciał w niebyt...
      A tam było o tym, że dotknęłaś istoty "Sońki", dotarłaś do trzewi. W porównaniu z Tobą, ja zatrzymałam się na naskórku.

      Usuń
  8. Książka wydaje się bardzo trudna i wymagająca. Wstyd się przyznać, ale odzwyczaiłam się od ambitnej literatury i chociaż bardzo mnie kusi to boję się, że nie podołam lekturze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie odebrałaś takiego wrażenia po mojej recenzji! To by dopiero było, gdybym zaczęła zniechęcać do książek...

      Usuń
  9. Odkąd usłyszałam o tej książce, mam na nią szaloną ochotę. Nie przeczytałam jeszcze niczego autorstwa Karpowicza, ale po "Sońkę" sięgnę na pewno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie tej książki sobie nie planowałam, ponieważ była już wszędzie... Z powodu splotu okoliczności stało się konieczne, by przeczytać. I teraz sięgnę z pewnością po pozostałe:)

      Usuń
  10. marzę o tej książce, pragnę i pożądam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie nie ma siły, już ją widzę na Twojej półce;)

      Usuń
  11. Znakomita opinia, bo i książka nieprzeciętna! Oj, chciałabym ją już mieć w swojej biblioteczce. Teraz, natychmiast! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przyjemnością wpadnę do Ciebie na recenzję:)

      Usuń
  12. Już czytałam o niej i zapałałam chęcią jej przeczytania, a Twoja recenzja utwierdziła mnie w tej chęci jeszcze bardziej.
    To niezwykle interesująca książka choćby ze względu na tło społeczno-obyczajowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest rzeczywiście ciekawa ze względu na tło, ale też zwrócisz uwagę na język, a przede wszystkim oryginalną dwubiegunową narrację.

      Usuń
  13. Przepiękna, mądra recenzja. Oczarowała mnie!
    Książka przebywa jeszcze w kategorii "do kupienia, do przeczytania", ale widzę, że tu się nie ma co ociągać, tylko iść wprost do księgarni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję. Także za wsparcie;)
      Myślałam, że kupię, przeczytam i poślę w świat. Nic z tego. Zostaje na półce:)

      Usuń
  14. Nie czytałam jeszcze nic tego autora. Postaram się to zmienić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam blog Marty, można poszperać w jej recenzjach np: http://all-you-need-is-book.blogspot.com/2014/09/a-miao-byc-tak-pieknie.html#more
      Z pewnością znajdziesz u niej tytuł, który będzie Ci najbardziej odpowiadał. Mnie teraz kusi "Niehalo".

      Usuń
  15. Olu, Twoja recenzja jest jak melancholijna opowieść... Aż chce się natychmiast sięgnąć po lekturę (na szczęście nie mam daleko - stoi na mej półce)!

    Karpowicz rzeczywiście urzeka dopracowanym w najdrobniejszym szczególe stylem oraz żywym językiem. Jako przeciwwagę dla poważnej w wymowie "Sońki" polecam prześmiewcze "Balladyny i romanse" (fenomenalna gra z mitologicznym kanonem) oraz historię pewnej nietypowej miłości, opowiedzianą w tomie, zatytułowanym "Cud". Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że udało mi się wciągnąć Cię w nastrój:)
      "Sońka" to pierwsza książka tego autora. Sama jestem ciekawa pozostałych pozycji, tym bardziej, że czytuję skrajne opinie. W takich wypadkach trzeba się przekonać samemu:)

      Usuń
  16. Wspaniała recenzja Olu! Zresztą jak każda w Twoim wykonaniu. Ogromnie mi się podoba Twoje porównanie do Malczewskiego. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Prosta, skromna okładka, a mimo to zawiera w sobie wyjątkową treść. Postaram się mieć tę książkę na uwadze, ale to dopiero za jakiś czas, jak uporam się z moimi zaległościami czytelniczymi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, książka jest wyjątkowo estetycznie wydana. Bardzo mi odpowiada taki minimalizm.

      Usuń
  18. Świetnie opisałaś powiązania z Weselem i Malczewskim - czytało się wyśmienicie! :)))

    OdpowiedzUsuń