czwartek, 11 września 2014

"Życie na wyspach", Czesław Miłosz






„Życie na wyspach” to zbiór esejów, które w latach 1989-1996 ukazywały się w prasie (m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczypospolitej”, „Kulturze” w Paryżu). Nie powstawały z myślą o konkretnym cyklu, były dość rozproszone, ale wydane w jednym zbiorze tworzą spójny i zwarty tom. Pochodzą sprzed kilkunastu lat, ale pozostają aktualne. Poza kilkoma tekstami dość osobistymi, autor nie pisze bezpośrednio o sobie, jednak czytelnik, który jest ciekawy sylwetki noblisty, powinien być usatysfakcjonowany. Z tekstów wyłania się obraz pisarza i poety, poznajemy także Miłosza w innych odsłonach, jako znawcę Dostojewskiego, wykładowcę, przyjaciela znanych literatów; wreszcie nie potrafiącego się odnaleźć emigranta i człowieka, który nieustannie i intensywnie żyje pytaniami natury filozoficznej.

Tytuł książki, zaczerpnięty z jednego z esejów, jest wieloznaczny. Wyspy to miejsca, które izolują społeczeństwo przed światem. Mieszkańcy są uwięzieni, bądź sami szukają schronienia lub ucieczki. Miłosz zastanawiając się nad rolą pisarzy i poetów, nad kształtem współczesnej „bohemy”, odkrywa przed czytelnikiem siebie. Otrzymujemy obraz „wielokrotnego” emigranta. Wielokrotnego, gdyż poeta nie tylko umknął przed systemem i ustrojem. Gdy wydawało się, że w miarę okrzepł i zakorzenił się na emigracji, zaczął szukać ucieczki przed upadkiem wartości i cywilizacją pieniądza.

Tematyka esejów jest urozmaicona. W zbiorze znalazły się teksty dotyczące samej twórczości – poezji i literatury; inne skupiają się wokół osób, które Miłosz podziwiał i jego przyjaciół, tworząc interesującą galerię postaci. Kilka znakomitych szkiców daje odpowiedź na pytanie – czego noblista poszukiwał w poezji i co w niej cenił. Zadumać się można nad refleksjami poety mistrzowsko władającego materią słowa, który rozwodzi się nad ułomnością języka i twierdzi, że  świat, który obserwujemy nie jest do końca „wyrażalny”.

Króciutki, najbardziej osobisty esej „Napis na bibułce” opisuje kawiarniany epizodzik, który musiał dotknąć Miłosza. Poeta podejmuje wyzwanie i dokonuje pewnego rodzaju rozliczenia ze swojej twórczości. Piękny esej „Pochwała filologii” powinien dać sporo do myślenia młodym ludziom, którzy myślą o poświęceniu swego życia  poezji i literaturze. Szkic „Pożegnanie Alberta Camusa” jest nie tylko hołdem dla wielkości człowieka, przybliża też historię pewnej źle ulokowanej przyjaźni. Zupełnie szczególny esej „Poeta w Lemurii”, odkrywa całkowicie dziś zapomnianego polskiego poetę – Bogumiła Andrzejewskiego, który był wybitnym językoznawcą, afrykanistą, twórcą alfabetu dla mowy somalijskiej, ale przede wszystkim autorem poematu, zaliczonego przez Miłosza w poczet największych polskich arcydzieł.

Poszczególne eseje stanowią pewnego rodzaju diagnozę czasów, w których przyszło żyć Miłoszowi. To także próba prognozowania w którą stronę podąży literatura, a także protest przeciwko jej „znijaczeniu”. To wreszcie ukłon dla twórców, którzy sprawili, że poezja polska na świecie jest rozpoznawalna, a nawet wybitnie się wyróżnia. „Życie na wyspach” to arcyciekawa pozycja dla osób, które onieśmielone nieco pomnikową wielkością naszego rodzimego noblisty, chciałyby tak zupełnie po prostu dowiedzieć się, w jaki sposób poeta przeżywał swój świat i co w duszy mu grało…


25 komentarzy:

  1. Cóż mogę powiedzieć ponad to, że Miłosza warto czytać w każdej wersji :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy Miłosza nie czytałam, a chyba trzeba zacząć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się Miłosza naczytałam na studiach i potem długo nie miałam ochoty na powtórkę z rozrywki. Później jeszcze wymęczyłam się nad biografią napisaną przez Franaszka, bo mimo że genialna, to przecież jednak wymagająca :) A teraz zaczynam patrzeć łaskawym okiem na Miłoszową prozę i ciągnie mnie w "Dolinę Issy" :) Nie pomyślałam o "Życiu na wyspach", a może nadawałyby się na pobudzenie apetytu? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytasz w moich myślach:) Potraktowałam sobie właśnie ten zbiór jako wstęp do "Doliny Issy"...

      Usuń
    2. Ooo :) Gdyby moim życiem czytelniczym nie rządził teraz słoik, czytałybyśmy niemal razem :) A tak, muszę poczekać aż wylosuję!

      Usuń
    3. To brzmi... jak z książki: "moimi życiem czytelniczym rządzi słoik"... Dobre;) Niestety nie mogę od razu przeczytać "Doliny Issy", bo wrzesień i październik to miesiące kuszące samymi nowościami. I to nie byle jakimi... ;) A czy w ogóle w Twoim słoiku znalazł się ten tytuł?

      Usuń
    4. Tak, tak, jest w słoiku! Niedawno przywiozłam sobie z rodzinnego domu trochę łupów i była wśród nich "Dolina Issy". Pomyślałam, że warto sobie przypomnieć, bo czytałam ją już dawno, dawno i pamiętam bardziej klimat niż treść :) I tak wylądowała w słoiku, ze "Spiżarnią literacką". Nomen omen? :D

      Usuń
    5. :) Wygląda na to, że prawdziwe z nas gospodynie, robiące zapasy na zimę:)
      Ja także miałam już przygodę z "Doliną Issy". Książka jest w mojej rodzinie od zawsze. Niestety wiele nie pamiętam, zapewne też niewiele zrozumiałam...

      Usuń
    6. To świetnie, obie sobie kiedyś przypomnimy :) Ja na pewno dam znać, jak w końcu wylosuję :) Miłego dnia!

      Usuń
    7. Może przy okazji uda nam się i innych namówić do powrotu do tej książki. Takie "blogerskie Doliny Issy czytanie";) W sumie zazdroszczę Ci polonistycznego przygotowania...

      Usuń
    8. Świetny pomysł, myślę, że ktoś mógłby się przyłączyć :) Nowości często są czytane przez wielu blogerów w mniej więcej tym samym czasie, może Miłosz pojawiający się na kilku blogach jednocześnie też byłby kuszący :)

      Usuń
  4. Kiedyś próbowałam zmierzyć się z "Doliną Issy". Niestety nie dokończyłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze znam to uczucie, do niektórych książek trzeba wrócić po czasie...

      Usuń
  5. Eseje to coś, po co rzadko sięgam i pojęcia nie mam dlaczego. :/ Te Miłosza chętnie bym przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę czyta się dobrze, nie napotkałam specjalnych trudności, ani nieprzystępnego języka, warto sięgnąć.

      Usuń
  6. Miłosza czytywałam w czasach szkolnych, czyli już bardzo dawno temu. Przydałoby się zatem odświeżyć twórczość tego autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Twórczość Miłosza znam bardziej ze szkoły, niż z własnych poszukiwań. Myślę, że eseje mogą pomóc mi poznać go bliżej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie poznajemy Miłosza zupełnie odwrotnie. Ja nie miałam styczności w szkole (nad czym ubolewam), odkrywam dopiero teraz...

      Usuń
  8. Raczej eseje by mi się nie spodobały. Wiem, ze Miłosza powinno się czytać, ale jednak nie dam rady.
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam słabość do Miłosza w liceum ;) oj tak! chętnie bym sięgnęła

    OdpowiedzUsuń
  10. Tym razem chyba to nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam już kilka esejów z tego zbioru, za to jakoś nie miałam okazji poznać go w całości. Chyba mam sporo do nadrobienia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealna sytuacja, wiesz czego się spodziewać:) Sporo rzeczy się dowiedziałam. Oczywiście - to jest Miłosz. Mam świadomość, że nie napisałam takiej recenzji, na jaką książka zasługuje...

      Usuń
  12. Eseje? Miłosz? Czemu nie! Jak Miłosza, to ja bardzo chętnie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. ZNAK ma talent do pokazywanie ciekawego, nieoczywistego (czyt.nie-szkolnego!) pokazywania Miłosza:)

    OdpowiedzUsuń