piątek, 3 października 2014

"Mgły nad portem w Barcelonie", Xulio Ricardo Trigo




WBITA W FOTEL WORKIEM MĄKI


Barcelona – stolica Katalonii, jedno z najstarszych, a zarazem najchętniej odwiedzanych metropolii europejskich. Miasto wielokulturowe, kosmopolityczne, kontrastowe i nieco tajemnicze. Urzekającą atmosferę tworzą magiczne zaułki, zabytki pochodzące z różnych epok, a zwłaszcza baśniowa, odrealniona architektura mistrza secesji, Antonio Gaudiego. Barcelona jest natchnieniem dla artystów, ale także wdzięcznym tematem książek o przeróżnej tematyce. „Katedra w Barcelonie”  Falconesa czy „Cień wiatru” Zafóna – to może nie arcydzieła, ale czyta się je przyjemnie i potęgują aurę tajemniczości tego miasta. Po sukcesie Zafóna turyści z całego świata (z nosami w książkach) odbywają pielgrzymki śladami miejsc, o których pisarz napomknął bodaj szeptem. Wszystko to świadczy, że chętnie sięgamy po książki tego typu i uwielbiamy znajdować się jeszcze długo pod ich wrażeniem. Ja lubię, więc nie mogłam się oprzeć zapowiedziom książki, obiecującej wyprawę do średniowiecznej Katalonii.

W czerwcu br. ukazała się powieść „Mgły nad portem w Barcelonie”, jej autorem jest Xulio Ricardo Trigo. Mmm… Książka obiecuje uchylić rąbka kolejnych tajemnic katalońskiej stolicy. Jeszcze tylko sprawdzam jeden szczególik, bo „who is Xulio”, do diaska? Oddycham z ulgą, wszelkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że to nowa nieodkryta perła, wschodząca, a raczej już błyszcząca gwiazda na hiszpańskim, a ściślej: na katalońskim niebie. To nieznany dotąd w Polsce poeta, pisarz (napisał czternaście książek, w tym trzy historyczne!), tłumacz, publicysta oraz zdobywca nagród literackich. Pełna lista osiągnięć (znalezionych w internecie) powinna dawać gwarancję, że sięgniemy po literaturę całkiem przyzwoitych lotów.

Robię kawę, rodzinę wysyłam na księżyc, siadam w ulubionym fotelu i poddaję się wielkiej przygodzie. Przenoszę się do XV wieku i zagłębiam się w problemy ówczesnych mieszkańców. Barcelona w tym czasie przeżywa poważny kryzys gospodarczy. Brak portu sprawia, że nie ma szans na dorównanie miastom basenu Morza Śródziemnego. Żaden statek z towarami nie odważy się zmierzyć z mieliznami i skałami Barcelony. Budowa portu jest sprawą priorytetową. Nie jest to jednak takie proste, bo wszelkie żywioły na niebie i ziemi (a także głęboko w morzu) uwzięły się, by to zadanie uniemożliwić.

Pomysł ogólnie jest ciekawy i miał spory potencjał, by przerodzić się w ciekawą powieść. Poznajemy nieznane fragmenty historii, a dodatkowym bonusikiem jest zwrócenie uwagi na sztukę kartografii, dziedzinę nauki, której nie poświęcono w  literaturze zbyt dużo miejsca, a która już wkrótce po opisywanych zdarzeniach (w dobie wielkich odkryć geograficznych) odegra przełomową rolę. Gdyby autor zdecydował się pozostać przy eseju historycznym, zapewne utwór byłby całkiem interesujący. Zrobił jednak błąd, postanowił wprowadzić fabułę oraz bohaterów... Rety! Jeśli po pisarzu, poecie, publicyście, tłumaczu i zdobywcy nagród literackich nie można spodziewać się polotu i precyzji słowa, to przynajmniej oczekiwać należałoby prostej konsekwencji i mniej infantylnych przygód.

Gdzie tam Falcones czy Zafón, czar pryska, magii nie ma… Z czasem tracimy nadzieję, że książka pokaże budowę portu, raczej jest dokumentacją niepowodzeń i ludzkiej nieudolności… Głównym wątkiem są raczej losy Marcela, chłopca który dorasta do spełnienia swoich marzeń. Dobrze więc, niech będzie o dzielnym chłopcu… Tyle, że bohaterowie książki wypadają blado i nieprzekonująco, postępują niespójnie i najczęściej sprawiają wrażenie, że nie wiedzą czego chcą. Przedstawieni zostali w taki sposób, że razem ze swymi krzykliwymi i przesadnymi gestami przypominają spektakl w teatrze marionetek. Postacie są skonstruowane bez znajomości ludzkiej psychiki, a co gorsza - logiki. Marcel, nasza kluczowa nieszczęsna postać, to chłopak poważnie chory na serce. Zaszkodzić mu może najmniejszy wysiłek. Z woli Bożej (jak mu wytłumaczono), odkąd sięga pamięcią, nie wolno mu wykonywać żadnych czynności, które mogłyby go zmęczyć. Nasz bohater jednak, co podkreślono kilkakrotnie, ma wygląd osiłka.  Przecieram oczy, gdyż według definicji osiłek to: „paker”, „mięśniak”, nawet „bysio”. Umięśnione ciało i rumiane lica, które dał mu autor, przy tak poważnej chorobie serca jest nieco niewiarygodne - ale widocznie także otrzymał je „z woli Nieba”… Chłopak, któremu absolutnie nie wolno się męczyć - bez problemu  nosi starca na rękach, taszczy worki z mąką i półtonowe skarby. Biega po górach, jeździ konno i potrafi się obronić, wykorzystując sztuczki godne szermierzy. Och! I scena z koniem...Ponieważ dobra książka czegoś powinna nauczyć, znajdzie się dobra rada dla podróżnych, którzy wybierają się na przejażdżkę konną w góry. Warto mieć z sobą kostkę smalcu (a najlepiej dwie), na wypadek, gdyby koń zechciał zaklinować się między skałami…

"Słowa piekarza uderzały w Marcela niczym ciężkie worki z mąką, które codziennie nosił. Odczuwał w sercu ból i po raz pierwszy od przybycia do Mnotblanc czuł, że bardzo przyspieszyło mu tętno."* 
/Marcel przeniósł tony worków z mąką, ale dla chłopca chorego na serce to bułka z masłem. Farciarzowi tętno przyspieszyło dopiero po dwóch latach./

„Co jest ważniejsze, jeździec czy wierzchowiec? Marcel zauważył podniecenie konia tą niespodziewaną podróżą. Niespokojny zdawał się nie zauważać nawet, że chłopak odwracał się raz po raz, patrząc na pozostające coraz bardziej w tyle Montblanc.”**
  
/No właśnie, jak to z tym jest. Ważniejszy jest koń czy jeździec? Koń, o którym mowa, to jednak nieudany egzemplarz… Nie zauważył, że jego pan odwraca głowę, bo przecież powinien… W głowie się nie mieści. Powinien jakoś zdyscyplinować jeźdźca, zagwizdać na palcach czy coś, może zapytać czy czegoś nie zapomniał…/

Nieścisłości i skrajne rozdarcie dotyczy również innych postaci. Oto mistrz Stassi jest zazdrosny o autorytet swego pomocnika, uczonego Esquivy. Mota więc intrygę, by się go pozbyć; po czym od razu, już po pięciu minutach zaczyna żałować, że kartograf jednak nie stoi u jego boku, by ratować go z opresji. Joseph Cots – weteran wojenny i przyjaciel Marcela - bez mrugnięcia okiem popełnia zbrodnię, po czym nie może sobie poradzić z sumieniem, gdy widzi przestępstwo dokonane przez innego człowieka… Jakże jest rozdarty… A kobiety? Powiało prawdziwą grozą, kiedy zrozumiałam jaki jest stosunek Marcela do matki, a najlepsza jest sierotka Teresa (bo musi być jakaś sierotka), która zadziera przed każdym spódnicę i sprowadza braciszków zakonnych na złą drogę…

Szkoda.

Tło historyczne książki jest ciekawe, a nawet przygody chorego na serce Indiany Jonesa mogłyby (przy odrobinie wysiłku) przedstawiać się zupełnie znośnie. Nieźle w końcu przedstawiono realia średniowiecznej Katalonii, a czytelnik poznaje też mroczne strony średniowiecznego Kościoła, który mocno przyczynił się w owym czasie do  wstrzymywania postępu, umieszczając na indeksie pisma starożytnych uczonych oraz innowierców. Powieść można ewentualnie polecić fascynatom historii Barcelony i czytelnikom, którzy lubią poznawać epokę średniowiecza. Wytrawnym czytelnikom wypada odradzić. Z krzykiem. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić czy tekst został zmaltretowany przez  tłumacza czy też ten sam biedny tłumacz tarzał się ze śmiechu przekładając niektóre fragmenty tej historii. To naprawdę niewiarygodne, by nagradzany autor czternastu książek, publicysta i poeta, mógł sadzić metafory ciężkie i niezgrabne, jak nieszczęsne wory z mąką…


*  str. 180
** str. 183

25 komentarzy:

  1. Porównanie do worków z mąką mnie po prostu rozwaliło. Ciekawe, czy tłumacz miał ciężka robotę przy tej książce.

    OdpowiedzUsuń
  2. Katalonia wydaje się wręcz obfitować w interesujących literatów, którzy ostatnimi czasy skutecznie walczą także o zainteresowanie polskiego czytelnika. Ale jak widać zawsze może przytrafić się śliwka robaczywka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się nawet wydawało, że jeśli książka ma w tytule Barcelonę, to przyciąga jak magnes. Ale przyznam się, że nie widzę na szaleństwa na blogach z tą pozycją...

      Usuń
  3. Gatunkowo to niestety nie powieść dla mnie :) Czasem niestety tłumaczenia psują wartość ksiązki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię książki historyczne, więc i ta pozycja mnie z początku zainteresowała. Jednak, po przeczytaniu Twojej recenzji stwierdzam, że sobie podaruję. Te wszystkie nieścisłości i dziwne zachowania bohaterów trochę mnie odstraszają. A jeżeli chodzi o autora, to ja także o nim jeszcze nie słyszałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pomysł rzeczywiście ciekawy, lubię od czasu do czasu książki historyczne, więc miałam zamiar przeczytać, ale po Twojej recenzji poważnie się nad tym zastanowię;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zobaczyłam tytuł, przyleciałam, a Ty mi kubeł zimnej wody na rozgrzaną emocjami łepetynę wylałaś. Ładnie to tak?

    (I tak kiedyś przeczytam). ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak myślałam, że uderzę w stół i nożyce się odezwą;) Ależ czytaj, czytaj Aniu, a potem wpadnę do Ciebie poznać wrażenia:)

      Usuń
    2. Nożyce są bardzo nieusatysfakcjonowane, ale liczą na to, że ze złości nie będą musiały przerobić książki na confetti. :D

      Usuń
  7. Szkoda, że tak mocno rozczarowałaś się tą książką. No cóż, czasami tak bywa. Ja w każdym razie nie zamierzam jej czytać, jednakże dziękuję za szczerą, rzetelną recenzje.

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że książka ma tak ważne uchybienia. Miałam nadzieję na fascynującą lekturę...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojej. Tyle mogę powiedzieć. Już chyba lepiej nosić worki z mąką, niż czytać coś takiego;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu a mnie nie jest żal, bo przynajmniej jednak książka mniej, którą chciała bym przeczytać, bo na mnie Barcelona w tytule też działa. Ale za to mam Zafona i to mnie cieszy. Bo na dodatek wygrany.

      Usuń
    2. Gratuluję wygranej i życzę miłej lektury:)

      Usuń
  11. Jako mediewistka dałabym szansę tej pozycji, choć widzę, że do miana arcydzieła jednak sporo jej brakuje. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Niestety mnogość nieścisłości ostudziła mój pierwotny apetyt na tę lekturę... :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pewnie jakby to była tylko historyczna książka bym się zainteresowała, ale nie lubię wciskania bohaterów na siłę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. A już myślałam, że to będzie wyśmienita lektura. Mój zapał jednak ostygł, gdy przeczytałam recenzję do końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo myślałam nad tą książką i stwierdziłam, że szczera opinia niestety musi być przestrogą...

      Usuń
  15. Ach szkoda, że takie wykonanie, a wyglądała obiecująco.

    OdpowiedzUsuń
  16. szkoda, bo akurat średniowiecze lubię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka ma swoje zalety i rzeczywiście nieźle opisuje sytuację Katalonii, a także epokę średniowiecza. Ale coś nie do końca poszło jak należy...

      Usuń