czwartek, 23 października 2014

"Virginia Woolf. Pokrewne dusze" - wybór listów pod red. Joanne Trautmenn Banks


„Całkiem sporo napisałam, jak zawsze pod Twoim surowym okiem odszukującym mnie poprzez świat. Chciałabym Cię tu mieć dla zachęty. Nikt naprawdę nie przejawia większego zainteresowania, bo niby z jakiej racji, moją pisaniną. Czy myślisz, że napiszę kiedyś dobrą książkę? W każdym razie radzę sobie lepiej niż wcześniej, chociaż ciągle mam okropne gołe i niepłodne okresy. Dużo też czytam (…). Pisanie jest boską sztuką i im więcej piszę i czytam, tym bardziej to kocham.” 
[Virginia Woolf doViolet Dickinson, rok 1905, str. 36]

„Ale jak sprawić, żeby ludzie mówili o wszystkim w całym życiu, tak, że włosy się jeżą, w salonie? Jak można wyważyć i wyostrzyć dialog tak, żeby każde zdanie przedzierało się jak harpun i zmagało z kamykami na dnie duszy czytelnika?” 
[Do Geralda Brenana, rok 1923, str. 220]





NA FALACH ŻYCIA


Virginia Woolf (1882-1941) publicystka, pisarka i feministka; w okresie międzywojennym znacząca postać w intelektualnych i literackich sferach Londynu, z czasem uznana za jedną z największych powieściopisarek i czołowych przedstawicielek literatury modernistycznej XX wieku. Pozostawiła po sobie spory dorobek (recenzje, eseje oraz powieści), więcej chyba jednak emocji wzbudzają jej notatki i uwagi prywatne. Jako osoba spowita aurą tajemniczości, kontrowersji i skandalu od lat fascynuje czytelników, którzy chętnie sięgają po pozycje, które pozwalają zajrzeć w jej życie od podszewki. Do tej pory w Polsce ukazał się Dziennik, teraz pojawia się pozycja, która umożliwi czytelnikom poznanie korespondencji. Zachowało się około czterech tysięcy listów wysłanych do rodziny, przyjaciół i znajomych, a także do wydawców i literatów. Pokrewne dusze stanowią ich starannie przygotowaną antologię.

Książka jest okazała, a mimo to prezentuje tylko niewielką część listów. To uświadamia, jak tytaniczną pracę wykonała autorka projektu przy selekcji. Czytelnik z pewnością to doceni, gdyż wybór listów oraz ich układ został rzetelnie przemyślany. Wszystkie są datowane, opatrzone zwięzłymi opisami i wyjaśnieniami, sprawiają wrażenie, że zostały niemal rozszyfrowane. Umieszczone w dogodnym miejscu przypisy informują kim są adresaci oraz jaki rodzaj stosunków łączył ich z pisarką. Listy pogrupowane są w rozdziały (odpowiadające poszczególnym okresom życia Virginii) i opatrzone wstępami. Całość wzbogacono niezwykle klimatycznymi fotografiami, przedstawiającymi portrety pisarki oraz jej sylwetkę w otoczeniu rodziny i przyjaciół. W ten sposób opracowana książka stała się udokumentowanym świadectwem życia Virginii Woolf, rodzajem jej epistolarnej autobiografii. Podczas lektury staje się jasne, że Joanne Trautmenn Banks (autorka projektu) kierowała się nie tylko chronologią, koniecznością zilustrowania życia pisarki, przede wszystkim chciała wychwycić (w najdrobniejszych niuansach i tonacjach) wszystkie aspekty jej niezwykle bogatej osobowości. 

Przez całe życie Virginia była albo niezwykle pobudzona, aktywna zawodowo i towarzyska, bądź walczyła z demonami, przeżywając kolejne załamania nerwowe i odsuwając się od świata. Na przemian przeżywała chwile szczęśliwe, bądź traumatyczne; okresy te pojawiały się cyklicznie, jak fale przypływu i odpływu i znalazły odbicie w korespondencji. W lepszych okresach pisała listy błyskotliwe, skrzące inteligencją i migocące dowcipem, przepełnione w dużej mierze ploteczkami (z powodu swojego zamiłowania do spontanicznego plotkarstwa często wpadała w tarapaty towarzyskie). Natkniemy się jednak także na listy świadczące o gorszej kondycji autorki, pochodzące z okresów, gdy „pisanie jest (…) jak przenoszenie cegieł przez mur”.* 

Virginia pisanie miała we krwi. Każda okazja i wydarzenie było dobrym pretekstem, by napisać list. Korespondencja była jej potrzebna jak powietrze, stanowiła ujście dla energii, oczyszczenie umysłu, porządkowanie rozedrganego świata… Czasem stawała się kołem ratunkowym, tarczą obronną przed załamaniem nerwowym, przed torturą samotności. „Listy nie są literaturą!”** pisała do swej przyjaciółki Violet Dickinson w roku 1905, lecz wbrew tej tezie jej listy są niezwykle literackie (czasem poetyckie), a także plastyczne (świadczące, że bliskie jej było malarstwo) i muzyczne (dbała o rytm słów). Poznajemy je chronologicznie, od dziecięcych, przez pełne młodzieńczego zapału, aż po te najbardziej wyrafinowane. Jej styl był zmienny, uzależniony od stopnia poufałości z adresatem, ton dowcipny („naprawdę doktor to gorzej niż mąż”***), przyjazny bądź swawolny (flirtowała po trosze ze wszystkimi), to znowu poważny i nad wyraz rzeczowy.

Pokrewne dusze nie wywołają sensacji wśród czytelników, którzy znają twórczość i Dziennik Virginii (nie  zaskoczą nowymi faktami z jej życia). Pozwalają natomiast zajrzeć w najbardziej intymne sfery życia pisarki, poznajemy „na gorąco” jej odczucia i myśli, wrażenia i motywy postępowania; zrozumiemy jak wieloma odcieniami mieni się jej osobowość. Lektura książki z pewnością przyniesie refleksję, że Virginia Woolf jest pisarką, której utworów nie da się zinterpretować i zrozumieć bez znajomości jej życia. Cały jej dorobek literacki, Dziennik i jej listy są w jakiś sposób z sobą powiązane, wzajemnie się uzupełniają. Wydaje się, że dopiero po przeczytaniu korespondencji można należycie docenić fenomen powieści Fale i sposób, w jaki życie oraz jej osobowość przeniknęły do  tego dzieła.

Warto poświęcić nieco czasu, by poznać Virginię; dla wielbicieli jej talentu to pozycja obowiązkowa. Z jej korespondencji wyłania się obraz epoki, w której żyła oraz portret elity towarzyskiej. Przede wszystkim jednak poznajemy wizerunek samej pisarki, która była postacią nietuzinkową, charyzmatyczną, obdarzoną wielką wyobraźnią, rozedrganą i utkaną z największych sprzeczności. Pewne jest, że bez Virginii Woolf świat pozbawiony by został wielu wrażeń i barw…


*     Pokrewne dusze, str. 190
**   Tamże, str. 35
*** Tamże, str. 26


Za książkę dziękuję portalowi:




recenzja ukazała się TUTAJ



38 komentarzy:

  1. Książkę mam już u siebie, nie wiem kiedy jednak się z nią zapoznam. Świetny tekst, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię sięgać po zbiory korespondencji. Listy mówią dużo o człowieku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten zbiór jest jak autobiografia i dziennik. Podziwiam redaktorkę, która wykonała naprawdę rzetelną pracę. Biografia czasem jest sucha, fakty nie zawsze pozwalają polubić daną postać, a zwłaszcza ją zrozumieć. Tu efekt jest odwrotny, nie tylko "czujemy" Virginię Woolf, ale mam wrażenie, że dzięki listom zrozumiałam jej twórczość. Z pewnością zrozumiałam dlaczego w taki sposób napisała "Fale".

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam właśnie na tę książkę. Chcę bardzo poznać Virginię Woolf.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto zacząć właśnie od tej pozycji:)

      Usuń
  5. I znowu wydawnictwo MG w roli głównej. Tą konsekwencją we wznawianiu klasyków wzbudzają u mnie pełen respekt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam ofertę wydawnictwa i rzeczywiście - oferta jest niezwykle interesująca. "Bracia Karamazow", "Pan Tadeusz" albo nowe wydanie Prousta... wszystko pięknie wydane:)

      Usuń
  6. Raczej nie dla mnie, zresztą już nie należę do pokolenia, które pisało listy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak... nasze pokolenie pisze maile i sms-y. Ewentualni biografowie nie będą mieli materiału na poetyckie i wysmakowane dzieła, jakim jest wybór listów Virginii...

      Usuń
  7. No właśnie, dla mnie pozycja obowiązkowa, tylko muszę uzbierać odpowiednią sumę. ;) Czyż te słowa : "myślisz, że napiszę kiedyś dobrą książkę?" mogą nie wzruszać? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te słowa napisała 10 lat przed wydaniem pierwszej książki. Pisała już recenzje. To może być sygnał dla pisarzy - ile lat trzeba się przygotowywać do wydania książki i ile należy mieć cierpliwości...

      Usuń
  8. Uwielbiam takie książki, ale tego pewnie zdążyłaś się już domyślić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością dostarczy Ci sporo wrażeń (także estetycznych, gdy stanie na półce) :)

      Usuń
  9. Na razie nie mam możliwości sięgnąć po listy, ale zdaje się, że widziałam dzisiaj w bibliotece "Dziennik"...;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Koniecznie muszę przeczytać tę książkę. Od początku mnie zainteresowała, gdyż niezmiernie lubię postać Virginii.

    OdpowiedzUsuń
  11. Słyszałam co nieco o Virginii Woolf, ale moja wiedza w tym temacie jest naprawdę znikoma, dlatego chętnie z czystej ciekawości poznam tę nietuzinkową, charyzmatyczną, obdarzoną wielką wyobraźnią postać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam Wioli - warto zacząć właśnie od tej książki:)

      Usuń
  12. O Virginii Woolf słyszałam oczywiście i nawet oglądałam film o jej życiu, ale jeszcze jej książek nie czytałam... ale mam w planach :)

    http://pasion-libros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Znam Wolf tylko z tego co czytam na Waszych blogach.
    I tym razem z wielką przyjemnością przeczytałam twój post.
    Jak dla mnie to zbyt skomplikowana osobowość.
    Dzisiaj jej zmienne nastroje pewno nazwano, by chorobą dwubiegunową.
    Niemniej zawsze jestem pełna podziwu dla osób, które wypowiadały się poprzez list.List to jak głęboka rozmowa z drugim człowiekiem, przed którym się otwieramy stąd ich niejednokrotnie zbawienne właściwości dla nastrojowej osoby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to słyszeć, dziękuję:)
      Mam nadzieję, że nie odebrałaś wrażenia, że Virginia była tak skomplikowaną osobą, że rozmawiając z nią nie można było zorientować się jak się zachowa. Rzeczywiście cierpiała i miewała nastroje, ale nie dopadało jej to nagle. Stopniowo nauczyła się wraz z mężem wyczuwać zmiany i symptomy, a wtedy momentalnie mąż odcinał ją od świata i zapewniał wypoczynek. Listy potrzebne jej były nie tylko dla równowagi wewnętrznej. Trzeba pamiętać, że była to epoka bez szybkiego transportu i poczty elektronicznej. Kiedy wyjeżdżało się na letnisko czy w podróż - brakowało kontaktu z bliskimi...

      Usuń
    2. Oczywiście trochę przejaskrawiłam, gdyż z tego co napisałaś odebrałam ją dobrze. Gdyby biblioteka posiadła te pozycje, o których u Ciebie przeczytałam chętnie bym je przywlokła do domu.

      Usuń
  14. Ja nie znam Wolf, wiec cieżko mi się wypowiadać, chociaż jeśli wpadnie mi w ręcej jakiś jej utwó, to spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę po sobie, że z Virginią najlepiej wejść najpierw w bliższą zażyłość przez listy bądź Dziennik. Wtedy utwory stają się zrozumiałe:)

      Usuń
  15. Nie znam twórczości Virginii Woolf, ale jak będę miała w planie przeczytanie którejś z jej powieści, to wcześniej zabiorę się za powyższą publikację, żeby łatwiej mi było interpretować jej teksty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie "Pokrewne dusze" wywarły na mnie bardzo podobne wrażenie jak wcześniej czytana biografia kontrowersyjnej osoby: "Hanna Arendt i Martin Heidegger. Historia pewnej miłości". Może dlatego, że tam też zamieszczono korespondencję. W ten sposób poznawane książki pozwalają zrozumieć twórczość i poglądy (a raczej okoliczności, które wpłynęły na te poglądy). Jeśli ktoś jest zwolennikiem tezy, że książki należy interpretować w oderwaniu od życia ich autora, to Virginia Woolf jest przypadkiem skrajnym.
      Poznanie jej życia prywatnego rzuca światło na styl jej pisania i to, co w książkach zawarła.

      Usuń
  16. Mam ogromną ochotę na tą książkę od momentu gdy ją ujrzałam w zapowiedziach wydawniczych. To klasyka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojawiła się także jej biografia (napisana przez Viviane Forrester) z łudząco podobną okładką. Zastanawiam się nad tą pozycją. Z pewnością dopełni lektury, pokaże pewne wydarzenia w bardziej obiektywny sposób...

      Usuń
  17. Dziennik Virginii mnie zachwycił, korespondowała z nią również Katherine Mansfield, której listy mnie również oczarowały. Czuję, że i na "Pokrewne dusze" się skuszę. :) Przed lekturą Dziennika miałam obawy, czy wejdę w świat Virginii, a okazało się to niezwykłą przygodą natury i intelektualnej, i emocjonalnej. Jestem niemal pewna, że ten wybór korespondencji stoi na podobnym poziomie, gdyż Twoja rekomendacja utwierdza mnie w tym przekonaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że ta przygoda się rozszerza. Można poznać (jak zrozumiałam) sylwetkę Virginii oczami jej przyjaciółki. Dziękuję za trop:)

      Usuń
    2. Katherine była raczej jej rywalką :) W listach Mansfield Virginia się przewija, ale nie jest czołową z pojawiających się postaci. Jeśli interesuje Cię ta epoka i dobra literatura, to warto zwrócić uwagę na "Listy" K. Mansfield.

      Usuń
    3. Skoro była rywalką, zapowiada się jeszcze bardziej interesująco. Oczywiście, że zwrócę uwagę na tę pozycję:)

      Usuń
  18. Myślę, że w końcu przyjdzie czas kiedy sięgnę po książkę autorki. Słyszałam już o niej kilka razy.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Tak, tak, tak... Po Dzienniku wiem, że się czytelnik nie zawiedzie:)

    OdpowiedzUsuń
  20. O jaaa, ale wspaniała lektura. Najpierw "Dama w lustrze", bo już mam ją na półce, ale potem chyba zacznę polować na ten kąsek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Cały wachlarz technik pisarskich tej znakomitej autorki, od bardziej tradycyjnych po całkowicie nowatorskie" - przyznaję, że to intrygujący opis. Ponieważ jednak znajomość biografii ułatwia zrozumienie jej twórczości (przetestowałam "Fale") jestem pewna, że lektura "Damy w lustrze", przyniesie sporo satysfakcji...

      Usuń