piątek, 7 listopada 2014

MIŁOŚĆ W ARYSTOKRATYCZNYCH KRĘGACH, CZYLI BAŚŃ O KSIĘŻNICZCE BEZ HAPPY ENDU



Radziwiłłowie – dumny litewsko-polski ród magnacki, o niewyobrażalnym bogactwie i szerokich wpływach. Jego historia w dużym stopniu sprzężona jest z dziejami państwa polskiego, a członkowie rodu w różny sposób zapisali się w jego historii: jedni bronili państwowości polskiej, inni pozwalali sobie prowadzić politykę sprzeczną z wolą władców Rzeczypospolitej. Jednym z bardziej znanych epizodów związanych z rodem, jest romans i potajemny ślub Barbary (siostry hetmana Mikołaja Radziwiłła, zwanego Rudym) z królem Zygmuntem Augustem. Ich kontrowersyjna miłość, która stała się inspiracją dla artystów i twórców, weszła już na stałe do kultury polskiej jako symbol - stanowi polską wersję historii Romea i Julii. Biorąc pod uwagę nieustającą fascynację dziejami tragicznie zakończonych, słynnych romansów, zadziwiające jest, iż współczesnym zupełnie umknął bardzo głośny epizod dotyczący miłości innej książęcej pary: Wilhelma I Hohenzollerna i Elizy Radziwiłłówny, o którym nie tyle zapomniano, co świadomie pozwolono, by popadł w zapomnienie. Ich losy jednak były nie mniej romantyczne, bardziej pogmatwane i rozegrały się w najznakomitszych kręgach XIX-wiecznej pruskiej arystokracji, w świecie pełnym majestatu i splendoru. Wiadomość o ich miłości odbiła się gromkim echem, przysparzając młodej parze wrogów lub sprzymierzeńców w całej niemal Europie…


Dlaczego dopiero teraz historia ujrzała światło dzienne? Otóż niemiecka pisarka, kulturoznawca i biograf - Dagmar von Gersdorff – szukając w archiwach materiałów na temat królewskiej pary (Luizy oraz Franciszka Wilhelma III) natknęła się na ręczne notatki ich syna – księcia Wilhelma. Owe zapiski przez szereg lat krążyły wokół Elizy Radziwiłłówny i ułożyły się w historię wielkiej i nieszczęśliwej miłości. Zaintrygowana tym motywem pisarka zaczęła zwiedzać pałace i miejsca, które były świadkami wydarzeń; dotarła do ich prywatnej korespondencji i do pamiętników księżniczki. Sięgnęła także do kronik towarzyskich, pisanych przez członków ówczesnej socjety. Oczarowana historią, a także zdumiona faktem, iż została ona tak dalece zapomniana, wyparta czy wręcz ukryta - pisarka postanowiła odkurzyć ją, wydobyć z zakamarków tajnych archiwów i przywrócić światu. We wrześniu br. miała miejsce premiera polskiego wydania książki o znaczącym tytule: „Na całym świecie tylko Ona”, który jest cytatem listu i echem wyznania księcia Wilhelma [str.77]





Poznajmy zatem bohaterów tego dramatu: oto książę Antoni Radziwiłł - polityk, stronnik i przyjaciel króla pruskiego, mąż pruskiej księżnej (bliskiej kuzynki króla), namiestnik Wielkiego Księstwa Poznańskiego; kompozytor (skomponował muzykę do "Fausta" Goethe'go), artysta, meloman, mecenas sztuki, protektor Chopina i Beethovena. Książę Radziwiłł prowadził jeden z najsłynniejszych salonów artystycznych w Berlinie, ośrodek polskiego życia kulturalnego. Jego dzieci odebrały staranne wykształcenie. Ukochana córka Eliza, która odziedziczyła po ojcu rozmaite talenty, była powszechnie uwielbiana i podziwiana. Uchodziła za niezwykle bystrą kobietę, od najmłodszych lat wprawiała w zachwyt ludzi, z którymi się zetknęła. Hrabina Bernstorff, kronikarka i baczna obserwatorka życia arystokracji w Berlinie, zastanawiając się nad powodem wielkiego powodzenia Radziwiłłówny napisała: "Eliza roztaczała taki czar, któremu nikt nie mógł się oprzeć, dzięki kontrastowi między pozornym spokojem na zewnątrz, a żarzącym się wewnętrznym płomieniem". [str. 52] Nic dziwnego, że książę Wilhelm zwrócił na nią uwagę. Szybko dostrzeżono jego afekt, a wiadomość o sympatii młodych ludzi obiegła lotem błyskawicy całą stolicę. Ponieważ król póki co nie stawiał przeszkód – przyszłość młodego księcia i księżniczki Elizy wydawała się przesądzona.




Kiedy jednak książę oficjalnie zgłosił się do ojca, by prosić o zezwolenie na ślub, spotkał się z odprawą. Dlaczego tak się stało? W postawie króla pruskiego widać sporo wahania i niekonsekwencji. Kiedy zorientował się, że wybranką syna jest polska księżniczka – zlecił sporządzenie analizy prawnej, która miała rozstrzygnąć wpływ ewentualnego mariażu na losy dynastii. Później zlecał wykonanie podobnych badań jeszcze wielokrotnie. Doprawdy żadna księżniczka nie była „zlustrowana” i prześwietlana w podobny sposób i nie była przedmiotem dochodzenia przeprowadzonego na taką skalę! Powstało około 30 wielostronicowych ekspertyz i kontr-ekspertyz. Rzesze prawników (nawet rodzeństwo księcia) wzięło pod lupę genealogię Radziwiłłów oraz pogmatwane przepisy prawne, doszło do spięć – prawnicy między sobą niemal rozpętali wojnę. Wydaje się, że królewski ojciec swoją postawą wniósł do sprawy wiele chaosu. Być może walczyły w nim uczucia i prywatne sentymenty z racją stanu i ambicją. Być może sprawę przesądził fakt, iż brat Antoniego Radziwiłła brał udział w ruchach wyzwoleńczych. Cokolwiek nim kierowało, mógł zakończyć ów romans w każdej chwili, ale nie mógł się na to zdobyć. Raz po raz wysyłał Wilhelma z misjami, które ułatwiały mu spotkanie z Radziwiłłami i przez cały czas (czasem nieświadomie) podsycał tę miłość,  pozwalając rodzić się złudnym nadziejom. Z jednej z takich wypraw Wilhelm przesłał ojcu list pełen synowskiej wdzięczności i czułości, dziękując za jego wspaniałomyślny gest. „To, że mogę z nią teraz rozmawiać, kiedy nasza przyszłość wydaje się wreszcie pewniejsza, kiedy możemy bez zahamowań dyskutować o tak wielu sprawach, napełnia mnie takim szczęściem, o jakim mi się nawet nie śniło! W ciągu tych trzech lat próby stała się bardziej dojrzała i bogatsza w doświadczenia – Nie będę w stanie dość wyrazić mojej wdzięczności za to, że zezwoliliście mi na tę podróż.” [str. 130]


Rysunek ołówkiem, Eliza Radziwiłł. 


Król nie oponuje, nie odpowiada na list, wydaje się, że sprzyja młodym, którzy w tajemnicy zaręczają się i zaczynają wymieniać korespondencję. Oficjalnie jednak ciągle pojawiają się kolejne przeszkody. Kampania, która ma pomóc je pokonać, rozkręciła się z niewiarygodnym zaangażowaniem wielkiego świata, wiele osób poszukuje rozwiązań. Rozpatrzono możliwość podniesienia księżniczki do rangi księżnej Kurlandii, a jej ojca do rangi księcia Krakowa. Brano pod uwagę ewentualną adopcję Elizy przez księcia Augusta Pruskiego, a nawet przez samego cara! Naprawdę jednak wszystkie te projekty nie mogły się na wiele przydać,  a rozwiązanie od samego początku leżało tuż obok... Istniała luka prawna, z której Fryderyk Wilhelm III mógł w każdej chwili skorzystać, gdyż jako przedstawiciel suwerennego rodu miał prawo regulować wewnętrzne przepisy. Tylko, że nikt nie pokwapił się, by powiadomić księcia Wilhelma o tej możliwości.



Sprawę ostatecznie przesądził dopiero ożenek młodszego syna. Kiedy król Prus zaczął starać się o rękę księżniczki Marii Sasko-Wiemarskiej dla księcia Karola – otrzymał ostrą odpowiedź, że rodzice księżniczki nie zamierzają „poświęcić” córki dla dalszego pretendenta do tronu, jeśli Wilhelm ma zamiar poślubić polską księżniczkę. Nie mogliby znieść afrontu, że ich córka będzie miała niższą pozycję. Król zrozumiał, że w tej sytuacji będzie musiał poświęcić szczęście jednego z synów i stało się jasne, że ważniejszy dla polityki jest związek z Weimarem. W tym czasie wiadomo już było, że kronprinc – pierwszy sukcesor tronu, nie doczeka się potomstwa, dlatego należało wykazać się większymi wymaganiami i bardziej twardą postawą wobec Wilhelma, który będzie musiał starszego brata wkrótce zastąpić.


Fragment rysunku Elizy Radziwiłł

Augusta Sasko-Weimarska, którą wyznaczono na żonę Wilhelma, dobrze wiedziała jaka czeka ją przyszłość. Swego przyszłego małżonka przywitała słowami: „Wiem, kogo mam Wam zastąpić. Niech Bóg sprawi, że będę mogła Wam ją zastąpić moimi najlepszymi staraniami” [str. 187]. Jest pewne także, iż Wilhelm – król Prus, a później cesarz Niemiec,  nigdy nie docenił starań swojej małżonki. Augusta nie czuła się dobrze na dworze berlińskim, oboje z roku na rok stawali się coraz bardziej nieszczęśliwi. Wilhelm do końca życia zachował w swym sercu uczucie do Elizy i nawet po jej śmierci (zmarła mając 31 lat na suchoty) zachował jej portret na swoim biurku. 
Jak długotrwałe wahania króla pruskiego i drążenie w przeszłości swego rodu znosili Radziwiłłowie i co przeżywała przez te lata niezwykle wrażliwa dziewczyna, jaką była Eliza? Jak zniosła rozstanie? Czy kiedykolwiek zaznała szczęścia? Dlaczego Wilhelm tak ulegle podporządkował się ojcu? Dlaczego caryca Aleksandra podarowała mu portrecik Elizy? Na wszystkie te pytania odpowiedź znajduje się w książce Dagmar von Gersdorff, której udało się nie tylko wypełnić białe plamy historii, odkryć mniej znaną kartę kroniki rodu Radziwiłłów, rzucić sporo światła na polityczną sytuację Polski podczas rozbiorów, nakreślić panoramę XIX-wiecznych arystokratycznych elit europejskich, obnażyć mechanizmy tworzenia koalicji przez monarchę pruskiego i ukazać potęgę Hohenzollernów. Przede wszystkim jednak udało się autorce w sposób barwny i gęsty od emocji, opowiedzieć historię pięknej Polki, która omal nie została królową Prus, a może nawet cesarzową Niemiec... Czytelnik z pewnością nie uniknie refleksji o tym jak mogłaby, przy odrobinie szczęścia, potoczyć się wtedy nasza historia…
                                                                               

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu:



                                   


41 komentarzy:

  1. Jaka fascynująca historia! Ależ mi narobiłaś ochoty na tą książkę! Muszę koniecznie kupić swój egzemplarz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marto, jestem pewna, że książka przyniesie Ci niejedną niespodziankę, a jej odkrywanie jest fascynujące...

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ps - odnośnik do wpisu u mnie ...pół książki doczytałam, Jednak to ta druga połowa - wrześniu przeczytałam pierwszą :)

      Usuń
  3. O! Ciekawa historia... może się skuszę ;)

    http://pasion-libros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna historia. Chętnie zapoznam się z nią osobiście.

    OdpowiedzUsuń
  5. Radziwiłłowie zawsze mnie ciekawili. Historie naszych magnackich rodów są naprawdę fascynujące. W dodatku XIX wiek to jedna z moich ulubionych epok historycznych. Muszę zapisać sobie tytuł książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie to lektura idealna dla Ciebie:)

      Usuń
  6. Muszę przyznać, że nie słyszałam o tej historii. Zapowiada się bardzo ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękna recenzja równie fascynującej książki. Książkę czytałam i z przyjemnością zapoznałam się z Twoim tekstem. Kontekst historyczny o którym piszesz, jest ogromnie ważny, decyzje ojca Wilhelma okrutne i nie do końca zrozumiałe, za to na pewno miały wpływ na losy Polski. Cała ta sytuacja pokazuje jak nas, Polaków, postrzegano i traktowano w politycznych rozgrywkach.
    Czasami myślę, że to kolejna wersja Romeo i Julii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za dobre słowo:) W tej historii jest pełno podtekstów, raz po raz zastanawiamy się nie tylko nad losami księżniczki Elizy, ale nad losami naszego kraju. Gdyby w tym czasie Polska nie była tak osłabiona (a przyczynił się do tego między innymi król Prus) - kandydatura Elizy byłaby brana bardziej poważnie. W końcu w tym czasie nie było drugiej takiej "jak Ona"...

      Usuń
    2. Dziś na spotkaniu z tłumaczką książki, panią Grażyną Prawdą dowiedziałam się, że niemieccy historycy także zastanawiają się nad tą kwestią. Przypuszczają, że nie byłoby obu wojen, przynajmniej na naszym terenie.

      Usuń
    3. Zazdroszczę ogromnie... Czekam zatem niecierpliwie na wyczerpującą relację! Bardzo jestem ciekawa jak wyglądało spotkanie i z jakimi wrażeniami dzieliła się tłumaczka...

      Usuń
  8. Nie będę ściemniać, tylko szczerze napiszę, że nie przepadam za czytaniem takich publikacji. Wolę jednak bardziej niszowe powieści o rozrywkowo-romansowym (czasami kryminalnym) zabarwieniu. Dlatego wybacz, ale tym razem nie skorzystam z Twojego polecenia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię takie zapomniane historie. Dobrze, że dzieje tego uczucia doczekały się ciekawego opracowania. Myślę też, że dobrze się stało, że to niemiecka autorka o tym napisała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opracowanie jest bardzo ciekawe i bogate, zamieszczono sporo cytatów z listów i kronik towarzyskich. Bardzo dobrze, że zajęła się tym niemiecka autorka. Z kilku względów. Dotarła do źródeł, do tajnych archiwów, do dokumentów, do których postronny nikt by nie dotarł. A poza tym jest jeszcze drugi aspekt sprawy. Gdyby opracowanie wyszło od polskiego pisarza - moglibyśmy zostać posądzeni o mitomanię... Tak jest bardziej obiektywnie...

      Usuń
    2. Historia ta (fascynująca!) została przez polskiego autora (niejednego zresztą) już opisana. Autorka najnowszego opracowania (chyba lata 80. XX w) to polski historyk Dionizja Wawrzykowska - Wierciochowa. Napisała urokliwą książkę "Kochanki pierwszych dni", gdzie opisała 3 historie miłosne na tle historycznym. Jest tam o Kościuszce, Słowackim i ... własnie historia pięknej Elizy.
      Nawiasem mówiąc była to historia już pod koniec wieku XIX bardzo znana i chętnie opisywana przez polskich i niemieckich autorów. Ilość literatury na ten temat jest niezliczona. W 1938 roku Niemcy nakręcili nawet film, zakazany po wybuch wojny.
      Myślę, że może w Niemczech ta historia trochę przyblakła stąd "odkrycie" niemieckiej pisarki. Z chęcią zapoznam się z książką i dzięki za post, bo dzięki niemu dowiedziałam się o istnieniu takiego wydania. Cenne na pewno będzie to, że autorka dotarła do niemieckich źródeł, które u nas są nieznane.

      Usuń
    3. Bardzo dziękuję za ten niezwykle istotny komentarz i sprostowanie. Bardzo chętnie sięgnę po wskazaną książkę. Tym bardziej teraz mnie jednak dziwi fakt, że pozwoliliśmy, by gdzieś umknęła ta historia, by gdzieś po drodze o niej niemal zapomniano. Dobrze, że została odświeżona. W książce znajduje się sporo fragmentów zaczerpniętych z kronik towarzyskich, pisanych przez bywalczynie salonów arystokratycznych, z korespondencji Wilhelma z jego siostrą, z matką Elizy, z samym królem. Znajduje się tam również mnóstwo informacji z kalendarium jego zajęć. To ciekawa lektura, pozwalająca nie domniemywać afektu księcia - mamy dowody na piśmie :)

      Usuń
  10. Przytoczona tragiczna historia tej dwójki wydaje mi się szczególnie interesująca z uwagi na kontekst polityczny oraz bogatą prezentacje ówczesnej epoki. To trochę przerażające, gdy uświadamiamy sobie, że o losach milionów ludzi, o ich życiu, śmierci, cierpieniu, decydują jednostki, z których każda jest przecież podatna na uczuciowe wichry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo często o losach całych narodów decyduje jedna osoba. Ale król Prus zrobił to co dla jego dynastii w tym konkretnym momencie było najlepsze. Chciałabym tylko wiedzieć jak się z tym czuł do końca swego życia...

      Usuń
  11. Jak zwykle Olu wspaniale zachęcasz. A sama historia jest niezwykła tym bardziej, że kontekst polityczny jej jest tak trudny a zarazem niezwykle intrygujący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę warto przeczytać, a także zobaczyć na swojej półce. Jest pięknie wydana, spod obwoluty wystaje złota (a jakże) oprawa:)

      Usuń
    2. Uderzyłaś Olu w we właściwą strunę. Mieć, mieć i patrzeć na nią nie tylko raz przeczytać. Tak mam.

      Usuń
    3. Znam to uczucie:) Zdarzało się, że przeczytałam książkę z biblioteki, a potem żal było zwracać i kupowałam własny egzemplarz;) To zrozumie tylko mól książkowy...

      Usuń
  12. Jak napisała Marta: fascynująca historia. Ile materiału do refleksji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodatkowo też historia uświadamia ile znaleźć można w Polsce pamiątek tej historii... Nigdy nie byłam jeszcze na przykład w Antoninie, nie miałam pojęcia - jaki to niezwykły pałac...

      Usuń
  13. Po takiej recenzji nie można przejść obok tej pozycji obojętnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, bo książka i historia w niej zawarta jest wyjątkowa:)

      Usuń
  14. Pani Olu, piękna recenzja, którą czytałam z takimi wypiekami na twarzy, jakbym czytała już samą książkę. Od zawsze pasjonowała mnie historia, więc wiem, że sięgnę po nią i postawię w swojej biblioteczce, aby, podobnie jak Natanna, nie tylko przeczytać, ale i powracać do niej za każdym razem, gdy przyjdzie taki nastrój, który skłania do ucieczki przed światem w literaturę faktu. I do tego tak romantyczną...
    Pozdrawiam serdecznie:)
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Moniko, to dla mnie prawdziwy komplement. Bardzo dziękuję:) Książce rzeczywiście warto zrobić miejsce wśród swoich zbiorów, dzięki niej człowiek przeżyje podróż wprost do świata, który już nie istnieje... A dodatkowo ludzie, których znamy z lekcji historii, z pompatycznych portretów, ukazani są w bardziej "ludzkim" wymiarze...

      Usuń
    2. Oczywiście również serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  15. Temat bardzo mnie interesuje, a po tak dobrej recenzji pozostaje mi tylko poszukać książki i czytać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i gorąco polecam:)

      Usuń
  16. kurcze to w ogóle nie moa bajka, jednak tak zajmująco piszesz o niej, że po prostu się wciągnęłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym bardziej się cieszę, że Cię zatrzymałam:)

      Usuń
  17. Ta książka do zdecydowanie coś dla mnie - historia z miłością w tle. Po prostu bajecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że lubisz historię. Tutaj znajdziesz prawdziwy rarytas:) Pozdrawiam:)

      Usuń
  18. Ale to musi być cudeńko!! I nigdzie wcześniej go nie widziałam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jeszcze zrobi się głośno o tej książce:) Miałam przyjemność przeczytać kilka pozycji wydanych przez Wydawnictwo Ad Rem - i zawsze pozostaję pod wrażeniem odkrywanej, nieznanej mi wcześniej HISTORII. Natomiast recenzja Magdy_Wu w BiblioNETce robi furorę:
      http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=907750

      Usuń