poniedziałek, 3 listopada 2014

SOFOKLES PO LIFTINGU, CZYLI GARŚĆ PLOTEK Z ANTYKU





Tłumaczenie: Antoni Libera
Wydawnictwo: Wydawnictwo Sic!
data wydania: wrzesień 2014
słowa kluczowe: dramat antyczny
kategoria: klasyka       
liczba stron: 384
ISBN: 978-83-61967-70-5




Sofokles (496 - 406 p.n.e.) to największy (obok Ajsycholosa i Eurypidesa) tragik starożytnej Grecji. Polityk, dowódca wojskowy, kapłan, aktor, kompozytor, a przede wszystkim jeden z największych mistrzów słowa. Uosobienie zawrotnej kariery i przyczyna zgryzoty dla swych wielkich rywali…Wcześnie osiągnął sukces. W wieku 28 lat zwyciężył w zawodach dionizyjskich, wygrał z samym Ajschylosem. Jakże gorzką pigułką musiała stać się dla Ajschylosa, twórcy tragedii greckiej, porażka z młodszym o 29 lat artystą! On sam przecież dostąpił tego zaszczytu dopiero w wieku 41 lat. Sofokles miał go pokonać jeszcze dwunastokrotnie…
W ciągu swego długiego życia (zmarł mając 90 lat, zadławiwszy się owocem) Sofokles napisał 123 tragedie oraz liczne dramaty satyryczne. Do dzisiaj w całości przetrwało jedynie 7 sztuk, w tym: Król Edyp, Edyp w Kolonos oraz Antygona, wchodzące w skład trylogii tebańskiej. Dramaty te nie powstawały z myślą o utworzeniu cyklu, są dziełami autonomicznymi, nawet nie były pisane chronologicznie (Antygona jest utworem wczesnym, Edyp w Kolonos powstał pod koniec życia), mimo to komponują się i tworzą całość. Król Edyp (uznany przez Arystotelesa za wzór dramatu) jest tragedią przeznaczenia. Ukazuje całkowitą bezsilność człowieka wobec wyroków boskich. Edyp w Kolonos (tragedia łaski) ukazuje schyłek życia Edypa i początek niezgody między jego synami. Antygona (tragedia władzy) przedstawia konflikt między prawami boskimi a ustanowionymi przez człowieka oraz cenę jaką za to przyjdzie zapłacić córce Edypa. We wrześniu, nakładem Wydawnictwa Sic! ukazała się książka, prezentująca cały cykl w zupełnie nowej odsłonie - w opracowaniu i przekładzie Antoniego Libery.

Polscy tłumacze z dziełami Sofoklesa zmagali się już wielokrotnie. Sposób odbierania poezji oraz wrażliwość czytelnika i widza jednak stale ewoluuje i co jakiś czas pojawia się konieczność ponownego dostosowania przekładu do mentalności odbiorców. Antoni Libera jako reżyser teatralny pracujący z tekstem, słuchający interpretacji aktorów, dostrzegł niedostatki i wady dotychczasowych wersji. Dla potrzeb teatru i dla komfortu współczesnego widza, postanowił zmierzyć się z przekładem dramatów w odmienny sposób. Jego celem stało się uproszczenie języka, uniknięcie anachronizmów, wszelkich nienaturalności i zbędnego patosu. Dramaty Sofoklesa w formie zaprezentowanej przez Liberę mają dobrze "brzmieć" ze sceny. Dzięki temu widz zapominając o dystansie dzielącym go od czasów, gdy utwór powstawał, będzie mógł bez przeszkód skupić się na przeżywaniu tego, co najistotniejsze - na mistrzowsko ukazanym, uniwersalnym dramacie człowieka.

Swoje przemyślenia i argumenty Antoni Libera zawarł w eseju dotyczącym historii i sztuki przekładu, stanowiącym wprowadzenie do książki. Ponad to, każdy z dramatów poprzedzony został odrębnym wstępem zawierającym genezę utworu oraz wyjaśnienia pozwalające osadzić utwór w kontekście historycznym i kulturowym. Dzięki temu czytelnik odświeży sobie różne warianty mitu Edypa, pozna parę interesujących szczegółów (anegdot i plotek) pozwalających lepiej zrozumieć prezentowane dramaty. Pojmie w jakie tarapaty wpadł Sofokles, tworząc tebański cykl niechronologicznie i jak mistrzowsko z tej sytuacji wybrnął. Będzie miał także okazję dowiedzieć się do jakiej bezczelności posunął się jego syn, kierowany chciwością (w tym przypadku "kompleks Edypa" nabiera prawdziwie odmiennego znaczenia). Wydaje się nawet, że po lekturze, czytelnik bez trudu będzie mógł wyobrazić sobie atmosferę, jaka towarzyszyć musiała premierowemu przedstawieniu Edypa z Kolonos, które miało miejsce już po śmierci wielkiego tragika. Biorąc pod uwagę sławę, jaką cieszył się za życia, a także uwielbienie, jakim otaczano jego dzieła - można pojąć z jakim wzruszeniem Ateńczycy przyjąć musieli ostatni dramat swego mistrza, ostatnie jego słowa - zwłaszcza, że sławiły uroki rodzinnego Kolonos (dzisiaj przedmieścia Aten), a także zawierały aluzje do zwycięskiego epizodu wojny peloponeskiej…

Do książki została dołączona płyta, na której obszerne fragmenty „Trylogii Tebańskiej”, odczytane zostały przez samego autora przekładu. Płyta jest dodatkowym atutem książki i jej dopełnieniem. Pozwala czytelnikowi od razu poznać rezultat pracy Antoniego Libery i efekt nowatorskiego, a zarazem całkowicie klasycznego przekładu. 


***
Z podziękowaniem
***


Link do rozmowy nawiązującej do wstępu Trylogii Tebańskiej:  


                                                                                            


28 komentarzy:

  1. Dla zainteresowanych dramatem antycznym taka pozycja to nie lada grata, szczególnie że tematu podjął się Libera.

    OdpowiedzUsuń
  2. Raczej to nie jest pozycja, która mnie zaciekawi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja uwielbiam starożytność i wszystko, co z nią związane! Muszę zapamiętać sobie tę pozycję, bo zdecydowanie to coś dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wziąć tę wersję i porównać ze starymi? Brzmi jak wyzwanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! To maleńki fragmencik specjalnie dla Ciebie...

      STASIMON I. CHÓR. (fragment Antygony) w przekładzie Mieczysława Brożka:
      "Wiele jest mocy natury,
      Lecz nie ma większej nad człowieka!
      On wśród burzliwej wichury,
      Wśród fal odmętu mknie daleko
      Przez szare płynące morze;
      Najwyższą z bogów - Wieczną Ziemię -
      On niestrudzenie co rok orze
      W krąg nawracając i konia i lemiesz."

      I w przekładzie Antoniego Libery:

      "Wiele na świecie mocy jest,
      Lecz człowiek to potęga.
      On nawet zimą, nawet w deszcz
      I kiedy wicher wieje,
      Nie lęka się wzburzonych fal
      I w siną dal wypływa.
      I ziemię, to najstarsze z bóstw,
      Podporządkował sobie,
      Wytrwale orząc ją co rok –
      Zmieniając ugór w pole."


      Usuń
    2. Nic z tego, ja także go przeczytałam :P

      Usuń
    3. I bardzo dobrze, bo to mały podstęp;)

      Usuń
  5. Dramat antyczny nie był nigdy tematem, który by mnie jakoś specjalnie interesował. Dla miłośników to jednak ciekaw propozycja czytelnicza.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pan Libera podjął się nie lada wyzwania i aż mnie korci, żeby sprawdzić, co z tego wszystkiego wyszło :) Bardzo ciekawi mnie także eseje poprzedzający same dramaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam oczywiście i bardzo jestem ciekawa Twoich wrażeń:)

      Usuń
  7. A ja wolę stare wersje przekładu:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba też nie potrafiłabym się przekonać do innych przekładów - parę razy już próbowałam z innymi tekstami, i nie wyszło.

      Usuń
  8. Jakże niezwykłe cacko! Piękne wydanie, klarowny przekład , wprowadzenie Antoniego Libery i płyta. Już dla samych esejów i płyty warto sięgnąć po tę książkę, a i odświeżyć klasykę przy okazji nie zawadzi.
    Ciekawi mnie sprawa przekładów, bo to temat bardzo skomplikowany. Można powiedzieć, że tłumacz tworzy w pewnym sensie dzieło i może wydobyć jego blask, lub go zgasić. Nie wiem, czy tłumacz potrafi zrobić coś z niczego, czyli ciekawy tekst z gniota, ale zepsuć na pewno potrafi, jeśli zechce. Ileż to dyskusji było nad "jedynie słusznymi" tłumaczeniami "Władcy Pierścieni" i tym podobnych.
    Jest też prawdą, że zmienia się język i teksty w dawnym tłumaczeniu mocno trącą myszką. Z drugiej strony, oryginały również trącą myszką tak, jak dla nas nasze, polskie, dawne dzieła.
    Każde tłumaczenie jest interpretacją i być może należy zapoznać się z ich jak największą ilością, skoro oryginał jest nam językowo niedostępny, aby dogłębniej poznać intencje autora. Oczywiście, w przypadku dzieł tak dawno napisanych to i należałoby zagłębić się w historię, kulturę, zwyczaje, bo wtedy dopiero w pełni zrozumiemy napisany tekst. Z drugiej strony poprzez teksty, łatwiej przychodzi nam zrozumieć zamierzchłe wydarzenia. I koło się zamyka.
    Najbardziej lubiłam oglądać dramaty Sofoklesa w Teatrze Telewizji. Tłumaczenie było jedynie wtedy obowiązujące, ale przecież teatr to interpretacja dzieła. I tłumacz, i reżyser, i aktor, dokładają cząstkę siebie, wzbogacając to, co napisał pisarz. Bywa, że zmieniają.
    Ten, kto widział "Balladynę" w reżyserii Adama Hanuszkiewicza, gdy aktorzy na scenę wjechali nie na koniach, a na motorach, chętnie sięgnie po interpretację dramatów w tłumaczeniu pana Antoniego Libery.
    Zamówiłam książkę.
    Zupełnie jakbym nie przytargała z targów takieeeeeeego stosu książek i nie miała co czytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałaś, że „zmienia się język i teksty w dawnym tłumaczeniu trącą myszką. Z drugiej strony, oryginały również trącą myszką tak, jak dla nas nasze polskie, dawne dzieła”. To prawda. W przypadku Sofoklesa – zmienił się język, upłynęło 2,5 tysiąca lat od powstania jego dzieł, zmieniła się kultura. I od tego wychodzi w swoim założeniu pan Libera (pisze o tym w swoim eseju) – zauważa, że przecież dla współczesnych ludzi dramaty Sofoklesa były klarowne i jasne. Antoni Libera obserwuje jak w naszych czasach zmienił się sposób odbierania poezji. Odchodzi się od rymowania, bo rym zaczyna w odbiorze „przeszkadzać” – nie mówiąc już o tym, że „rymowanie” w przekładzie powoduje znaczne odchodzenie od treści oryginału… Już Holoubek to rozumiał i zamówił tłumaczenie Sofoklesa prozą. Co zrobił zatem Libera? Postanowił przedstawić nam tekst jak najbliższy oryginału, by żadne frazy „trącące myszką” nie przeszkadzały w odbiorze, byśmy mogli podziwiać dramat Sofoklesa, tak jak jego współcześni.

      Usuń
    2. Dlaczego wszyscy spodziewają się w tej wersji motorów i ekstrawagancji? Muszę przeczytać swoją recenzję jeszcze raz... Nic z tych rzeczy... Przekład Antoniego Libery w nowej odsłonie pozostaje najczystszą klasyką!

      Usuń
    3. Zatem to bardzo ciekawa i wartościowa książka.
      Nie spodziewam się motorów, byłabym wręcz zawiedziona. Rozpisałem się ogólnie w sprawie "jedynie słusznych" tłumaczeń, niechęci do poznania nowych interpretacji, pozostając przy znanych. To według mnie zawęża sposób myślenia, a szkoda.
      Tłumaczenie jest zawsze interpretacją i to, które poznaliśmy jako pierwsze, nie musi być ani jedyne, ani najlepsze. Sztuka typu dramat powinna żyć, jeśli nie na deskach teatru, to choćby w nowym przekładzie. Szczególnie ciekawi mnie dbałość o dobry odbiór tekstu słuchanego, o czym wspominałaś.
      Motor był i tutaj metaforą.

      Usuń
    4. Oczywiście:) Ja po prostu po uwagach Beaty P. i Nieidentycznej, a potem po Twojej "metaforze" przestraszyłam się, że sama zasugerowałam jakieś wygibasy i ekstrawaganckie rozwiązania;) "Trylogia Tebańska" w jakimś sensie powrót do źródeł. Miałam już wcześniej przyjemność przeczytać tłumaczenie "Fedry" w tym samym duchu i poezję Hölderlina...

      Co do stosów książek, które wszyscy miłośnicy książek ciągle taszczą - to jak mawia kuzyn mojego męża - "Nikt nie powiedział, że będzie łatwo";)I dobrze, że źródło z dobrymi książkami nigdy nie wyschnie:)

      Usuń
    5. Nie, absolutnie niczego nie zasugerowałaś. To mnie się kudłate myśli lęgną w głowie :) Miałam w intencji zachęcenie do poznania szerszego kontekstu dramatów poprzez nowe tłumaczenie.

      No nie, nikt niczego takiego nie mówił. A szkoda :) Byłoby komu oberwać, a tak? Szkoda słów, trzeba taszczyć i oby źródełko biło nieustannie :)

      Usuń
  9. Szczerze mówiąc, podczas czytania utworów Sofoklesa nie zauważyłam żadnych anachronizmów i odbierałam je bardzo dobrze. Ale nic, może esej Pana Libery sprawiłby, że dostrzegłabym swój błąd postrzegania.

    OdpowiedzUsuń
  10. o nie, nie. To całkowicie nie dla mnie ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Widziałam te książkę i byłam bardzo ciekawa kiedy o niej napiszesz, znając Twoją (a teraz tez i moją, ale tyś temu winna) słabość do Libery :) Smakowity kąsek, który również chciałabym zobaczyć na swojej półce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmiało popełniaj:) Z przyjemnością całą "winę" wezmę na siebie;)

      Usuń
  12. Ojej. Aż brak mi słów. Muszę ją poznać.

    OdpowiedzUsuń
  13. bardzo lubiłam starożytną Grecję, więc z chęcią bym przeczytała - z czystej ciekawości!
    Chciałam także poinformować, iż przeniosłam się na własną domenę: okiemMK.com i dodałam Ciebie do odwiedzanych blogów, by nic mi nie umknęło.
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz czasem wrócić do klasyki najczystszej wody, to sięgnij koniecznie. I dziękuję za informację, oczywiście wpadnę! Pozdrawiam wzajemnie:)

      Usuń
  14. To już jest mistrzostwo i fundament, od tego się wszystko zaczęło - a dziś tak na marginesie :( A to wydanie - bomba wręcz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydanie jest staranne i piękne. Okładka - to odpoczynek dla oczu. To prawda, że jeśli chodzi o popularność - książka nie jest tak reklamowana, kampanie nie nie atakują oczu. Ale czy jakieś kampanie byłyby na miejscu? Klasyka powinna obronić się sama... Na szczęście sami decydujemy o tym - co jest dla nas marginesem...

      Usuń