czwartek, 29 maja 2014

"Mariska z węgierskiej puszty", Consilia Maria Lakotta




KU POKRZEPIENIU SERC
„Mariska”, obyczajowa powieść Consilii Marii Lakotty, przedstawia szeroką panoramę społeczną oraz fragment burzliwych dziejów Węgier obejmujący lata 1910-1953. Powieść ukazuje stosunki społeczne panujące na Węgrzech przed I wojną światową, okres wojen, okupację sowiecką i proces wprowadzania komunizmu, z którym łączył się dramatyczny rozłam Kościoła. Na tym tle ukazane zostały losy dwóch rodzin, które dotkliwie doświadczały zmian ustrojowych i pomimo zupełnie odmiennego statusu społecznego połączone zostały nierozerwalnymi więzami.
Niewątpliwym walorem książki jest język, którym posługuje się pisarka. Dzięki jej plastycznym i sugestywnym opisom przed czytelnikiem roztacza się obraz węgierskiej puszty z rozsianymi gdzieniegdzie folwarkami i majątkami ziemskimi, wiejskimi kościółkami bądź malowniczymi klasztorami. Pejzaż zdominowany jest przez Cisę, która czasem leniwie, czasem gwałtownie toczy swe wody, stając się zarówno świadkiem wydarzeń, jak i jednym z głównych motywów, niemal bohaterem książki (zupełnie jak Niemen w powieści Orzeszkowej). Autorce nie tylko udało się uchwycić pejzaż i klimat, ale także wyrazić muzyczną duszę narodu. Książka przepełniona jest muzyką i dźwiękami o zróżnicowanym charakterze… Kiedy ksiądz udziela ślubu w wiejskim kościółku, mszy towarzyszy ogłuszające crescendo organów, rzeka niesie dźwięk dzwonów z okolicznych miejscowości oraz sygnał uderzenia w lemiesz, gdy ktoś chce skorzystać z przeprawy. Wieczorami przy ognisku usłyszeć można tęskne melodie cygańskich ballad oraz czardasza. Węgrzy to naród niezwykle muzykalny. Na weselach, spotkaniach, a nawet przy ognisku ulubioną rozrywką stają się popisy muzyków. Pośród nich króluje Gabor, wirtuoz, którego skrzypce porywają do tańca bądź łkają, szarpiąc serce i skarżąc się na dolę narodu…
Polskiemu czytelnikowi historia Węgier nie jest zbyt dobrze znana, mimo to książka jest zaskakująco prosta w odbiorze. Można nawet odnieść wrażenie, że pisarka i jej proza przypominają kogoś dobrze znajomego. Powieść przypomina po trosze książki Rodziewiczówny, które co prawda oceniane były i są różnie, ale nie można zaprzeczyć, że wypełniały pewną misję – w czasie, gdy nie było nadziei na odzyskanie niepodległości, dodawały rodakom otuchy i krzepiły nadwątloną wiarę. Ich bohaterowie, którzy z poczucia obowiązku oddawali się ciężkiej pracy, a swą postawą świadczyli o patriotyzmie i niezłomnej wierze – urastali do rangi herosów. W powieści Lakotty, podobnie jak w książkach Rodziewiczówny, życie zwykłego człowieka nabiera znamion legendy i mitu. Taką postacią i symbolem staje się tytułowa Mariska – prosta, niewykształcona kobieta, która jednak posiada charyzmę i duchową moc, z której czerpią dwa pokolenia rodzin Vargasów i Czolnych.
Kwieciste metafory, które stanowią walor pierwszej części powieści, powoli zaczynają razić w części drugiej. Zmiany nastrojów narodowych raczej wymagałyby uproszczenia języka. Nie udało się też autorce do końca zachować bezstronności, od czasu do czasu popada w nieco mentorski ton. Realia przedstawione w książce wyglądają całkiem przekonująco, pamiętać jednak należy, że pisarka jest Amerykanką. To powinno skłaniać do weryfikowania historii z węgierską literaturą. Na uwagę zasługuje z całą pewnością konstrukcja psychologiczna postaci. Autorka umiejętnie wydobyła różnice w sposobach myślenia poszczególnych bohaterów, nie tylko pochodzących z różnych warstw społecznych, ale także różniących się wykształceniem i temperamentem. Tych postaci się nie zapomina.


Nie bardzo rozumiem dlaczego wydawnictwo zdecydowało się na okładkę, która oprócz powiewającej w tle węgierskiej flagi nie licuje z treścią książki. Być może jest to zabieg marketingowy, który ma zachęcić kobiety do sięgnięcia po książkę. Nie wydaje mi się jednak, że w intencji autorki było napisanie książki typowo„kobiecej”…
Jak ocenić tę powieść? Zapewne spotka ją taki sam los, jak większą część książek Marii Rodziewiczówny. Dla jednych będzie czytadłem, dla innych zaś niezapomnianą lekcją historii z ważnym przekazem oraz zestawem wartości, które dzisiaj nie są już tak chętnie promowane.


Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:




niedziela, 25 maja 2014

"Akwarele i lawendy" - Premiera nowej książki Anny Strzelec







Ebook już jest dostępny (na stronie: http://www.e-bookowo.pl/proza/akwarele-i-lawendy.html - warto wpaść na stronkę, pojawiła się już pierwsza recenzja). Lada dzień najnowsza książka Anny Strzelec ukaże się także w formie papierowej. To już trzecia z kolei powieść przedstawiająca losy polskiej pisarki, która wyjechała za głosem serca do Ameryki... Kto zna książki "Wiza do Nowego Jorku" oraz "Okno z widokiem na Prowansję" z pewnością czeka niecierpliwie na dalsze losy Leni, jej córki Iwony, sympatycznych, pełnych uroku i ułańskiej fantazji wnuczek oraz licznych przyjaciół. 

Za zgodą autorki pozwalam sobie w ramach zapowiedzi przedstawić projekt okładki książki, która  idealnie koresponduje z treścią książki, z pewnością zadowoli estetyczne gusta czytelniczek, a przede wszystkim uchyla rąbek tajemnicy... 

Polecam wielbicielom powieści obyczajowej:)





niedziela, 18 maja 2014

"Kurhanek Maryli", Ewa Bauer









Ewa Bauer to autorka opowiadań i powieści psychologiczno-obyczajowych, która dość szybko zdobyła serca czytelników. Zadebiutowała w 2011 roku książką „W nadziei na lepsze jutro”. W 2013 druga jej część, „Kruchość jutra”, wygrała ranking czytelniczy na portalu Granice.pl, zdobywając tytuł „Książki na lato”. „Kurhanek Maryli” ma sporą szansę zostać doceniony przez krytykę, gdyż autorka tą powieścią udowadnia, że w pełni zasługuje, by zaliczyć ją do grona najlepszych polskich pisarek.
Bohaterkami książek Ewy Bauer są zawsze kobiety zmuszone srogo płacić za własne błędy. Nie inaczej jest i tym razem. Marta to dziewczyna, której grzech młodości zaważył na całym jej przyszłym życiu. Wcześnie straciła rodziców. Wychowywała się na wsi, pod okiem babci. Była przekonana, że w rodzinnej miejscowości niczego nie osiągnie i uciekła przy pierwszej okazji. Stosunkowo szybko przekonała się, że życie w mieście pokazało jej wyłącznie swą ciemną stronę. Na powrót było już jednak za późno. Kiedy całkowicie straciła nadzieję na poprawę losu, zjawił się Piotr – cudowny, mądry i czuły, który wszystko zrozumiał i wybaczył. Zabrał ją ze znienawidzonego miejsca i obiecał rzucić świat do jej stóp. Marta była przekonana, że czeka ją niebotyczne szczęście. Jeszcze nie wiedziała, że poznała dopiero przedsionek piekła…
Życie z Piotrem, dobrze sytuowanym lekarzem, wydaje się być sielanką. Nikt nie dostrzega jednak dramatu, który rozgrywa się w ścianach luksusowego domu, nie słyszy ciągłych zarzutów wobec Marty, nie odczuwa permanentnej kontroli i szantażu psychologicznego, któremu codziennie jest poddawana, nie widzi złośliwego błysku w oku teściowej… Marta nie czuje się panią domu, nie może też poczuć się w pełni matką dla swojego dziecka. Odizolowana od świata nikomu się nie zwierza, nie może nawet pojednać się z babcią. Jak ułoży się życie dziewczyny, której mąż odebrał wszystko?
Dlaczego Piotr, dla którego tak ważne są konwenanse, wybrał na żonę dziewczynę „z przeszłością”? Mógł to być kaprys, bo mężczyzna dostawał zawsze to, czego chciał. Lubił otaczać się luksusowymi przedmiotami, a piękną dziewczynę potraktował jak jeden z nich. Ponieważ jednak w kolekcji jego klejnotów nie była diamentem bez skazy, musiała ponieść za to karę. A może wybrał Martę z premedytacją, gdyż była piękna i inteligentna, a jej przeszłość gwarantowała wybawcy posłuszeństwo?
Opis relacji „potwora” i „ofiary” bywa ryzykowny, gdyż łatwo jest przeszarżować i skręcić w stronę farsy. W tym przypadku nic takiego nie zachodzi. Autorka zbudowała intrygę umiejętnie. Czytelnik jest świadomy pozornej bierności Marty, mimo to czuje, że patowa sytuacja, w jakiej się znalazła, jest wiarygodna. Zmagania dziewczyny obserwujemy z rosnącym podziwem, współczuciem i ogromną sympatią. Nie jest to jedna z sytuacji, gdy chciałoby się potrząsnąć bohaterką, by przejrzała na oczy. Marta wie, w co się wplątała. Nie jest to też opowiastka o infantylnym dziewczątku, które odbiera od życia lekcję pokory. Przeciwnie, dawno nie czytałam książki, której bohaterka w sposób tak niezłomny walczy o siebie i o to, co kocha. Postacie są autentyczne i naturalne, a autorka udowadnia, że ich konstrukcja psychologiczna jest jej mocną stroną.
„Kurhanek Maryli” nie tyle jest powieścią, co raczej rozbudowaną nowelą z jednym wątkiem zmierzającym do punktu kulminacyjnego. Może właśnie dlatego, a także dzięki umiejętnemu stopniowaniu napięcia i sprawnie napisanym dialogom, książkę czyta się z niesłabnącą czujnością.
Warto zwrócić szczególną uwagę na motyw tytułowego „kurhanka”, który – potraktowany subtelnie i z wielkim smakiem – świadczy, iż Ewa Bauer jest w pełni ukształtowaną pisarką. Stworzyła czytelną metaforę, która podkreśla przekaz książki. A jednocześnie umocowała powieść w tradycji polskiej kultury. To dowód nie tylko sprawnego warsztatu, ale także poziomu artystycznego. 

We wstępie czytamy, że "Kurhanek Maryli" jest trzecią książką autorki, ale pierwszą, w której zawarła coś bardzo osobistego (co bynajmniej nie dotyczy doświadczeń głównej bohaterki!). To bardzo ważny krok. Tak rodzi się literatura. Jestem pewna,  że książka odbije się głośnym echem.



***
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa:



                                                                Serdecznie dziękuję:)

poniedziałek, 12 maja 2014

"Truman Capote Rozmowy" - Lawrence Grobel



MANIPULATOR, PLOTKARZ… GENIUSZ?
Lawrence Grobel to dziennikarz, który przeprowadził wiele wywiadów prasowych z artystami i znakomitościami hollywoodzkimi i zasłynął z umiejętności wydobywania zwierzeń od ekscentrycznych rozmówców. Jednym z bohaterów jego rozmów był Truman Capote, pisarz owiany specyficzną legendą, jedna z najbardziej utalentowanych, fascynujących, a zarazem znienawidzonych osób w kręgach nowojorskiej socjety. Zachwycał twórczością i szokował kontrowersyjnymi wypowiedziami. Bez zahamowań ujawniał największe plotkarskie tajemnice, nie szczędząc wrogów ani przyjaciół. Uznany najpierw za „cudowne dziecko”, później za ikonę swoich czasów, wreszcie został skazany na towarzyską banicję. Książka Grobela to zapis rozmów przeprowadzonych w latach 1982-84, w ostatnim okresie życia pisarza.
Lektura pozwala spojrzeć na twórczość i karierę literacką Capote’ego oczami jego samego. Poznajemy dzieciństwo, okres dorastania, pierwsze utwory i sukcesy (Truman uważał się za ukształtowanego pisarza w wieku 16 lat i był przekonany, że od tamtej pory nie nauczył się już niczego nowego). Poznajemy okoliczności pierwszego telewizyjnego wywiadu z udziałem Trumana i Normana Mailera, w którym Capote swoimi błyskotliwymi ripostami „ukradł” show i sprawił, że widzowie pokochali go od pierwszego wejrzenia. Grobel tak kieruje rozmową, by uchwycić paralele między życiem prywatnym a motywami jego książek. Pyta o pisarstwo, definicję geniuszu, o autorytety, stosunek do Nagrody Nobla. Pyta także o alkoholizm, narkotyki, choroby, homoseksualizm, romanse, związki pisarza i stosunek do dzieci. Docieka, dlaczego pisarz nie skupił się na pisaniu, tylko zaczął „rozmieniać talent na drobne”. Stara się dowiedzieć, czy Truman żałuje swoich życiowych decyzji i pojąć, czym kieruje się obdarzając kogoś szacunkiem, a znacznie częściej – zapiekłą nienawiścią.
W gruncie rzeczy zwykłemu czytelnikowi trudno ocenić, czy obraz, jaki pisarz przedstawia, jest prawdziwy; wiadomo przecież, że był utalentowanym manipulatorem. Może natomiast poznać wiele wydarzeń z życia Capote’ego. Wywiad nie rekonstruuje jego portretu psychologicznego, raczej przypomina litanię inwektyw pod adresem byłych przyjaciół i znanych osobistości ze świata kultury i polityki Nowego Jorku. Wyznania pisarza szokują, gdy czytelnik uzmysławia sobie, że nie liczył się on z nikim i niczym, że był całkowicie pozbawiony dyskrecji i nie przebierał w środkach, nawet gdy rozpowiadał największe sekrety swoich przyjaciół.
Książka ma jednak swoje walory, na przykład porusza wątki dotykające istoty twórczości Capote’ego. Powszechnie wiadomo, że uważał się za geniusza. Dobre słowo na temat innych pisarzy przechodziło mu przez usta niezwykle trudno, ale bezgranicznym uznaniem darzył Marcela Prousta. Uważał, że u podstaw wszystkich najlepszych dzieł leży plotka. Na plotce Proust zbudował swoje arcydzieło i Capote chciał mu dorównać.
Truman Capote zachwycił czytelników swoimi pierwszymi powieściami, opartymi na wątkach biograficznych. Szczyt jego popularności nastąpił, gdy ukazała się książka całkowicie oparta na faktach, stanowiąca rekonstrukcję okrutnej zbrodni dokonanej na rodzinie w miasteczku farmerskim. Książka ukazuje zbrodnię, przebieg procesu morderców, uwzględnia ich portrety psychologiczne i motywy. Pisarz bardzo zaangażował się w jej powstanie. Proces pisania traktował jako dalekosiężny eksperyment. Książkę „Z zimną krwią” okrzyknięto arcydziełem, a jej autora uznano za twórcę nowego gatunku literackiego, powieści faktu.
Jednak Capote myślał, że jego misją stanie się napisanie zupełnie innego dzieła, zamierzonego na proustowską skalę. Postanowił napisać książkę, w której przedstawi świat nowojorskiej elity odarty z masek. Zaczął rozpowiadać o swoim projekcie, chwalić się, drukować obszerne fragmenty w prasie i wtedy w amerykańskich kręgach zawrzało. Okazało się, że jego powieść oparta na plotce zawiera tak drastyczne i oszczercze, a do tego stosunkowo słabo zawoalowane charakterystyki członków socjety, że kolejne drzwi, dotąd przed nim otwarte, zaczęły zatrzaskiwać się z wielkim hukiem. „Konstruuję [książkę] z czterech części i bardzo przypomina to konstrukcję rewolweru. Jest rękojeść, spust, bębenek i wreszcie kula. A kiedy kula ta zostanie z tego rewolweru wystrzelona, wyleci z taką prędkością i mocą, jakiej jeszcze nigdy nie widzieliście – bach!”. I rzeczywiście kula z tego rewolweru wystrzeliła, tyle że Capote strzelił sobie w kolano…Po tej klęsce nigdy już się nie podniósł. Pozbawiony uwielbienia tłumu wpadł w depresję i alkoholizm i nie ukończył dzieła, które miało stać się jego życiowym opus magnum.
Lektura wywiadu nie ujawnia zapewne prawdziwego oblicza Trumana Capote’ego, ale z pewnością wyjaśnia jaką misję chciał wypełniać i komu dorównać. Pokazuje także dlaczego z takim talentem i z rozmysłem przysparzał sobie wrogów. Z całym uznaniem dla dorobku pisarza, można dzisiaj stwierdzić, że jeśli chodzi o stworzenie dzieła artystycznego w oparciu o plotkę, to najlepszym weryfikatorem okazał się czas. Dziś widzimy kto potrafił plotkę przekuć w arcydzieło, a kto pozostał tylko plotkarzem…


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu:





piątek, 9 maja 2014

"To ja, Malala" Malala Yousafzai, Christina Lamb




GORZKI SMAK WOLNOŚCI
Malala Yousafzai to młodziutka Pakistanka znana z uczestnictwa w kampaniach przeciwko łamaniu praw dziecięcych, a przede wszystkim z walki o prawo dziewcząt do nauki. Zrobiło się o niej głośno w 2013 roku, gdy nominowano ją do Pokojowej Nagrody Nobla, ale zadziwiła świat już wcześniej. W 2008 roku, jako 11-letnia uczennica, zaczęła prowadzić blog, w którym opisała terror, jakiego doświadcza ludność od czasu, gdy talibowie przejęli władzę w Pakistanie. Udzieliła licznych wywiadów i uczestniczyła z ojcem w zgromadzeniach pokojowych. Gdy ukończyła 15 lat, wydano na nią wyrok. Do autobusu, którym wracała ze szkoły, wszedł zamachowiec i strzelił jej w twarz. Cudem przeżyła. Została przetransportowana do wojskowego szpitala, a potem wywieziona z kraju. Przechodzi rehabilitację, mieszka i uczy się w Anglii. Jest 16-letnią emigrantką polityczną.
Działalność Malali zainteresowała Christinę Lamb, brytyjską pisarkę i korespondentkę, która od roku 1987 prowadziła relacje z Pakistanu i Afganistanu i dobrze poznała sytuację tych regionów. Spisała wspomnienia młodziutkiej „działaczki” i nadała im kształt powieści. W ten sposób powstał obraz, który oddaje nastroje panujące w Dolinie Swat i uświadamia, na czym polega reżim talibów. Na tym tle przedstawione zostały losy rodziny, która nie pozwoliła się zastraszyć i która stara się, by każdemu dziecku zapewnić prawo do nauki – osiągnięcie cywilizacyjne, które w XXI wieku powinno być już powszechne…
Poznając relację Malali, przekonujemy się, jak ważną rolę w tej historii odegrał jej ojciec, bowiem stała się bojowniczką o prawa kobiet i dzieci wyłącznie dzięki jego niezłomnej postawie. Ziauddin Yousafzai jest literatem, poetą, działaczem społecznym; do wypadku córki był dyrektorem szkoły i nauczycielem. Przede wszystkim zaś jest niestereotypowym wyznawcą islamu. Uważa, iż brak wykształcenia leży u podstaw wszystkich problemów Pakistanu. Wielokrotnie tłumaczył rodakom, że to, co się dzieje w kraju, nie ma nic wspólnego z prawdziwym islamem. Jest to przejaw fanatyzmu, a talibowie chcą wykorzystać „ciemnotę” ludu, by nim kierować. Ojciec Malali okupił swoje wykształcenie wyrzeczeniami i postanowił zrobić wszystko, by swoim dzieciom umożliwić korzystanie z tego samego dobrodziejstwa. Zwłaszcza córce, bowiem jest świadomy, że w świecie islamu kobiety są najbardziej dyskryminowane. Wbrew zwyczajom dzień, w którym Malala przyszła na świat, Ziauddin uczcił tak samo, jak narodziny syna. Nadał jej imię największej bohaterki Afganistanu i od początku wierzył, że osiągnie wszystko, czego zapragnie; przede wszystkim będzie wolna i wykształcona. Zanim dziewczynka ukończyła dziesiąty rok życia, wszystko toczyło się według jego zamysłu. Swobodnie uczęszczała do szkoły, słuchała europejskich stacji muzycznych i oglądała ulubione filmy. Kiedy wkroczyli talibowie, sytuacja się odmieniła.
Ziauddin Yousafzai był przyzwyczajony do walki o prawa swego narodu. W czasach jego młodości wielokrotnie zmieniała się sytuacja polityczna kraju, często brał udział w wiecach i zgromadzeniach pokojowych. Tym bardziej nie zamierzał poddać się tyranii talibów. Walczył o swoją córkę, o swoich uczniów i o szkołę, którą z trudem wybudował. Tymczasem talibowie wprowadzając swój reżim, stopniowo zmienili życie mieszkańców w piekło. Rządzili za pomocą chłosty, porwań, szantażu, tortur, morderstw i zamachów bombowych. Odebrano mieszkańcom wszelkie udogodnienia i zdobycze cywilizacyjne. Odcięto telewizję i zabroniono słuchać muzyki, wysadzono w powietrze elektrownie i gazociągi. W 2008 roku zburzono 400 szkół. Przede wszystkim zaś zamknięto kobiety w domach i zakazano im się uczyć.
Ojciec Malali otwarcie dyskutował w domu o sytuacji w kraju. Kiedy dziewczynka miała 11 lat i zaczynała pisać blog, zupełnie już nieźle orientowała się w sytuacji politycznej Pakistanu. Dzisiaj zna sytuację geopolityczną świata znacznie lepiej od swoich europejskich rówieśników. To, co jest najbardziej przejmujące w powieści i co udało się uchwycić pisarce, to osobowość i psychika Malali. Czytamy relację często jeszcze bardzo dziecięcą, pełną dziewczęcego szczebiotu. Z drugiej strony – to samo dziecko dokonuje analizy politycznej państwa i jest świadome niemocy, a niejednokrotnie obłudy polityków…
Rodzina Yousafzai zapłaciła wysoką cenę za swoją działalność. Zamach miał uciszyć Malalę, jej ojca i wszystkich ludzi, którzy ciągle nie poddają się reżimowi. Dzisiaj Malala przechodzi rekonwalescencję i uczy się w warunkach, o jakie walczyła, ale z dala od domu i przyjaciół. Poznała gorzki smak tej wolności: samotność. Na razie rodzice nie zgadzają się na jej powrót do Pakistanu, ale dziewczynka już wie, co chce robić w przyszłości. Już dawno postanowiła, że zostanie politykiem. Można się spodziewać, że jej misja jeszcze nie została zakończona. Z pewnością usłyszymy ciąg dalszy tej historii…

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu:


recenzja opublikowana na stronie: http://www.obliczakultury.pl/literatura/kultura/biograficzne/4397-to-ja-malala-malala-yousafzai-christina-lamb-recenzja

                                                                                                                                   
tłumaczenie: Magdalena Moltzan-Małkowska
tytuł oryginału: I am Malala
autor: Christina Lamb                                                 
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 7 stycznia 2014
ISBN: 9788378396833
kategoria:biografia, autobiografia, pamiętnik
ilość stron: 328


środa, 7 maja 2014

"W poszukiwaniu wczesnych ssaków" - Zofia Kielan-Jaworowska




LEKCJA POKORY

Paleontologia jest młodą dziedziną nauki. Skamieniałości co prawda budziły ciekawość człowieka już w starożytności, ale w sposób naukowy zajęto się nimi dopiero w XIX wieku. Początkowo badania prowadzono wyłącznie w USA i Wlk. Brytanii, dopiero gdy odkryto czaszkę późnokredowego ssaka w Mongolii, zainteresowano się tym obszarem. Dokładniejsze badania wykazały, że pustynia Gobi jest jednym z najbogatszych stanowisk mezozoicznych dinozaurów i ssaków. W roku 1962 zawarto umowę o współpracy naukowej między Polską a Mongolią, która przewidywała eksplorację pustyni. Rozpoczęły się złote czasy dla polskiej paleontologii. Ośmiokrotnie (1963-71) organizowano ekspedycje naukowe, które powróciły ze sporą kolekcją czaszek oraz szkieletów dinozaurów, ssaków i innych kręgowców. Planowaniem wypraw i ich kierownictwem zajmowała się prof. Zofia Kielan-Jaworowska, dyrektor Instytutu Paleobiologii PAN, obecnie ceniona specjalistka w zakresie badań pierwotnych ssaków.
                
Najbardziej widowiskowe i fascynujące były dotąd odkrycia dinozaurów i to one zdominowały uwagę uczonych. Wiedza na temat wczesnych ssaków była uboga, nie dysponowano bowiem odpowiednim materiałem badawczym. W końcu znaleziono ślady ssaków sprzed 225 mln lat, a ich szkielety, czaszki lub zęby odkryto na niemal wszystkich kontynentach. Udowodniono, iż wczesne ssaki odgrywały w faunie mezozoiku taką samą rolę jak dinozaury, a po ich wyginięciu (65 mln lat temu) zdominowały faunę i zasiedliły niemal wszystkie obszary na Ziemi.

Prof. Kielan-Jaworowska podczas ekspedycji skupiła uwagę na ssakach mezozoicznych. Od początku uważała, iż ewolucja pierwotnych ssaków jest priorytetowa z punktu widzenia człowieka. Łączy nas z nią więź psychiczna i wspólne cechy. Współczesne ssaki są inteligentne, komunikują się, okazują uczucia, nieobca jest im empatia. Prace naukowe prof. Kielan-Jaworowskiej dotyczące ssaków mezozoicznych należą do pionierskich i są cenione na świecie.

Książka znacznie odbiega od naukowych publikacji autorki, ma charakter popularyzatorski, a nawet… przygodowy. Jest to w atrakcyjny sposób przedstawiona historia paleontologii, kompendium wiedzy w pigułce. Zawiera kalendarium najważniejszych znalezisk wraz z nazwiskami badaczy. Autorka opisuje własną karierę zawodową, a także przedstawia przebieg polsko-mongolskich ekspedycji (z uwzględnieniem problemów logistycznych, metod pozyskiwania materiału oraz sposobu jego zabezpieczania i transportu). Odsłania kulisy zawodu paleontologa, w którego pracy rozróżnić należy etapy wykonywane w skrajnie różnych warunkach: w terenie i w laboratorium. W drugiej części książki przedstawiony został uproszczony schemat ewolucji ssaków, a także przykłady form najlepiej poznanych i zbadanych. Autorka zwraca uwagę na problemy, jakie napotykają badacze w momencie dokonania znaleziska, np. przy rozróżnianiu kości ssaków i gadów. Różnice tak subtelne, jak inna liczba kosteczek w uchu środkowym, powodują, iż badanie przypomina dochodzenie detektywistyczne. Dowiadujemy się, że niezwykle istotne jest odnajdywanie form przejściowych, bowiem stanowią dowód na ewolucję, na to, że przebiega etapami i wymaga wiele czasu.

Książka stanowi kopalnię wiedzy dla przyszłych paleontologów i hobbystów. Odsyła do fachowej literatury, jest drogowskazem dla osób, które pragną zgłębić konkretny temat. Przede wszystkim zaś badaczka zawarła w swej książce przesłanie, że paleontologia uczy pokory. Nauka zawdzięcza swe sukcesy nie indywidualnym ambicjom, lecz otwartości, życzliwości i współpracy międzynarodowej społeczności badaczy. Historia i ewolucja ssaków dostarcza zaś dowodów na to, że nie jesteśmy wyjątkowi. Ludzie są częścią świata i tym tylko różnią się od innych stworzeń, że mają nieco więcej szczęścia w procesie ewolucji.
****************
Recenzja ukazała się w numerze 4/2014 „Forum Akademickiego” oraz na stronie FA: http://forumakademickie.pl/recenzje/lekcja-pokory/