poniedziałek, 30 czerwca 2014

Marokańskie klimaty - relacja


Chcąc podzielić się wrażeniami i wybrać tylko kilka zdjęć z urlopu - musiałam użyć jakiegoś klucza. Postanowiłam pokazać Wam to co mnie najbardziej urzekło. Typowo marokańskie elementy architektury i pejzażu w kilku migawkach... 


Sztuka marokańska (stiuki). Pałac El-Bahia.



Mozaiki


Minarety (Meczet Kutubijja w Marrakeszu, największy meczet w Maroku, kolor typowy dla południa)


Meczet Hassana II w Casablance, trzeci co do wielkości obiekt sakralny na świecie


Bramy


Błękitna Brama w Fezie



Brama Bab al-Mansur w Meknes ("Najpiękniejsza brama Afryki)



Uliczki mediny


Fontanny





Bociany


Ozdobne drzwi


Ażurowe lampy, lampiony i latarenki












sobota, 28 czerwca 2014

"Tajemnica Marii Magdaleny", Paweł Lisicki



MARIA MAGDALENA - ŚWIĘTA CZY GRZESZNICA?

Paweł Lisicki to dziennikarz, krytyk literacki i pisarz, którego publikacje krążą wokół tematów teologiczno-filozoficznych dotykając kwestii wiary współczesnego człowieka. Czy dzisiaj książki tego typu są potrzebne i mogą wydawać się atrakcyjne? Powiem więcej. W czasach, gdy młodzi ludzie powoli przestają mieć w zwyczaju uczęszczanie do kościoła i na lekcje religii, za to świetnie orientują się w rewelacjach zawartych w fikcji Dana Browna pt. „Kod Leonarda da Vinci”- książki Lisickiego zaczynają spełniać swego rodzaju misję. Można było przekonać się o tym podczas czytania poprzedniej książki tego autora. „Kto zabił Jezusa. Prawda i interpretacje” (recenzja TUTAJ) jest odpowiedzią na skrzywienie i wypaczanie historii. Na pierwszy rzut oka książka wydawać się może nieco kontrowersyjna, a nawet sprzeczna z oficjalną nauką Kościoła, bowiem autor pozwala sobie wdać się  w polemikę ze słowami papieża Benedykta XVI.  Po głębszej analizie okazuje się jednak ważnym głosem, protestem przeciwko zniekształcaniu słów pochodzących z Biblii, budowaniu wokół Pisma Świętego ideologii sprzecznej z faktami historycznymi, a także wikłaniu Pisma w rozgrywki polityczne. Każdy czytelnik, który docenił znaczenie i zasadność książki „Kto zabił Jezusa” oraz zrozumiał misję, której podjął się pisarz z pewnością sięgnie również po książkę „Tajemnica Marii Magdaleny”, w której pisarz ponownie apeluje o zdroworozsądkową interpretację biblijnych faktów. Tym razem  swoje rozważania pisarz poświęcił  ulubionej uczennicy Jezusa, która oficjalnie została uznana za świętą. Ewangelie wspominają o niej kilkakrotnie, bowiem była obecna podczas niezwykle ważnych wydarzeń. Po ukazaniu się zmartwychwstałego Jezusa Maria Magdalena znika  z kart Pisma Świętego, natomiast nigdy nie znikła z wyobraźni ludzkiej. Przez ponad dwa tysiące lat trwa fascynacja jej osobą i rolą jaką odegrała. Stała się przedmiotem nie tylko dociekań, ale także bardziej lub mniej świadomej manipulacji. Do dziś rozpala  wyobraźnię zarówno chrześcijan jak ich przeciwników, przede wszystkim zaś daje szerokie pole popisu wszelkim zwolennikom spiskowej teorii świata. Obraz Marii Magdaleny przez lata ulegał wykrzywianiu, jej postać mylono, bądź świadomie łączono z innymi Mariami opisanymi w Biblii, przypisywano jej przedziwne, nawet sensacyjne znaczenia. Widziano w niej nawróconą jawnogrzesznicę, uczennicę, wybrankę, kochankę Jezusa, matkę jego dzieci, apostołkę, przeciwniczkę i drapieżną rywalkę świętego Piotra, a nawet…strażniczkę Graala. Kim w rzeczywistości była Maria Magdalena?
                                                          
Chcąc rzetelnie nakreślić sylwetkę świętej Lisicki cofa się do epoki, w której żył Jezus, stara się skoncentrować zwłaszcza na roli, jaką pełniły w tych czasach kobiety. Przedstawia obraz ich praw i obowiązków, tłumaczy dlaczego ich świadectwo nie było traktowane na równi ze słowami mężczyzn, wyjaśnia dlaczego nigdy nie zostały dopuszczone do pełnienia posług kapłańskich. Kobiety traktowane były jako istoty słabe, które nie potrafią o sobie decydować, zaliczane były obok dzieci i chorych do kategorii osób, którymi należy się opiekować. Nie były traktowane na tyle poważnie, by wierzyć w świadectwo z ich ust, ani nie przewidziano dla nich możliwości nauki. Jeśli zatem mówi się o kobietach, które słuchały nauk Jezusa, to zalicza się je raczej do „grona słuchających”. W takim świetle czytelnik zaczyna pojmować, że uwaga jaką poświęcono Marii Magdalenie w Piśmie Świętym oznacza niezwykłą rolę, jaką w rzeczywistości odegrała u boku Pana. We wszystkich Ewangeliach zajmuje pierwsze miejsce wśród kobiet otaczających Jezusa. Nie tylko należała do "grona słuchającego", dziś nie boimy się powiedzieć: do grona jego uczennic; przez to zaś, że Jezus ukazał się jej po Zmartwychwstaniu – czyni ją niezwykle cennego świadka ze względu na istotę chrześcijaństwa.

Po śmierci i Zmartwychwstaniu Jezusa Biblia rzeczywiście milczy na temat dalszych losów Marii Magdaleny. Czy dlatego, że chrześcijaństwo jest religią (jak utrzymują niektórzy), w której toczy się wewnętrzna walka między wpływami kobiet i mężczyzn? Ponieważ jest religią uparcie starającą się utrzymać patriarchalny charakter? Lisicki podkreśla, że zwolennicy tej teorii zapominają o istocie chrześcijaństwa, które w swoim założeniu miało wyrównać prawa kobiet i mężczyzn. Sam Jezus natomiast był największym rzecznikiem kobiet. Był swego rodzaju reformatorem: nauczał kobiety, odwiedzał je, pozwalał się im DOTYKAĆ (człowiek chory bądź kobieta nieczysta nie powinni dotykać kapłana lub mistrza, by nie narazić go na utratę czystości), obiecywał kobietom, że osiągną Królestwo Niebieskie przed faryzeuszami. Jezus wielokrotnie wzbudzał swoim zachowaniem niezrozumienie i wzburzenie współczesnych mu ludzi, dopuszczając do siebie jawnogrzesznice oraz ludzi chorych i opętanych przez złe moce. Traktował kobiety, dzieci, ludzi chorych oraz mężczyzn jednakowo. Powstaje pytanie: dlaczego powołał na najbliższych uczniów wyłącznie  mężczyzn? Lisicki odpowiada na ten zarzut twierdząc, że wybór nie miał nic wspólnego z płcią. Powołując apostołów odwołał się do symbolu i tradycji: „Zapewniam was, że przy odrodzeniu wszystkich rzeczy, kiedy Syn Człowieczy zasiądzie na tronie swojej chwały, zasiądziecie i wy, którzy poszliście za Mną, na dwunastu tronach, aby sądzić dwanaście pokoleń Izraela.” (Mt 19,28) s. 81/82 Liczba była więc nieprzypadkowa, a powołana dwunastka miała stać się symbolicznym zaczątkiem „nowego Izraela”, apostołowie mieli stać się nowymi dwunastoma patriarchami.

Jakie informacje o Marii Magdalenie są pewne? Pochodziła z małego galilejskiego miasteczka: Magdala, a Jezus uwolnił ją od demonów. Nie wiadomo w jaki sposób doszło do spotkania Marii Magdaleny z Jezusem. Można domniemywać, że przyszła do Niego z prośbą o uleczenie. Po tym fakcie, prawdopodobnie z wdzięczności i podziwu podążyła za swym wybawcą. Maria Magdalena jest także bohaterką przypowieści o siostrach, które odwiedził Jezus. Jedna z nich zaczęła się krzątać, by ugościć mistrza, natomiast Marta Magdalena przysiadła u Jego stóp słuchając nauk. Kiedy uczniowie Jezusa rozproszyli się i uciekli po aresztowaniu mistrza, Maria Magdalena wraz z innymi kobietami towarzyszyły Panu pod krzyżem, widziały Jego śmierć i mogły rozpoznać grób, do którego złożono Jego ciało. Wreszcie Marię Magdalenę wybrał Jezus, by się jej ukazać i za jej pośrednictwem przekonać radosną nowinę o Zmartwychwstaniu.

Informacje zawarte w Ewangeliach o Marii z Magdali są bardzo skąpe w porównaniu do roli, jaką odegrała. W zasadzie nie dziwi więc fakt, iż przez wieki próbowano w różny sposób swoją wiedzę na jej temat uzupełniać i wzbogacać. Nawet pofantazjować. Wokół jej postaci narosło wiele legend, które po części są wynikiem świadomej polityki kościelnej (proces utożsamiania Marii Magdaleny z jawnogrzesznicą i Marią z Betanii). Dziś naukowcy i egzegeci  rozróżniają trzy odrębne postaci, trzy Marie, które przez pewien czas traktowane były jako jedna osoba.

Czytając książkę Lisickiego uświadamiamy sobie na ile sposobów postać Marii Magdaleny była wykorzystywana i w jaki sposób interpretowana. W Ewangeliach jest ważnym (o ile nie najważniejszym) świadkiem Zmartwychwstania. W późniejszej tradycji chrześcijańskiej, kiedy łączyło się ją za sprawą papieża Grzegorza z postacią jawnogrzesznicy – staje się symbolem odkupienia, dowodem na to iż można odmienić swoje życie i powrócić na drogę cnoty. Później jeszcze zaczęto doszukiwać się w niej pokrzywdzonego apostoła, skonfliktowano ją ze świętym Piotrem, zaczęto upatrywać w jej kontaktach z Jezusem czegoś więcej, uczyniono z niej wybrankę, a nawet Jego żonę. W obecnych czasach Maria Magdalena traktowana jest przez pewne kręgi jako symbol ideologii feministycznej.

Pół biedy – pisze autor - gdy różnego rodzaju rewelacje ukazują się w książkach i filmach pokroju „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna. Wtedy można jeszcze liczyć na odrobinę zdrowego rozsądku widzów i czytelników. Co gorsza rewelacje wokół związku Marii Magdaleny i Jezusa ujawniane są coraz częściej przez kręgi osób, które stwarzają pseudonaukowe pozory, a nawet swoim autorytetem zaczynają je poświadczać naukowcy z renomowanych uczelni. Lisicki w swojej książce dokonuje drobiazgowej analizy tekstów, które dotyczą Marii Magdaleny i jej relacji z Jezusem. Podąża różnymi tropami, odwołuje się do pism gnostyckich oraz teorii popularnych badaczy i egzegetów. Poddaje teksty krytyce, a najważniejszą bronią w tej batalii jest żelazna logika. Autorowi udało się zwrócić uwagę na  niedorzeczności i świadome manipulacje, a także stosowanie zagmatwanych, wielopiętrowych konstrukcji myślowych współczesnych interpretatorów, które mają na celu dostosowanie sensu przekazu Pisma Świętego do ich najdziwaczniejszych teorii. Swoje rozważania kończy autor refleksją, że nie dziwi fakt iż skąpa ilość informacji na temat najważniejszej kobiety (poza matką) w życiu Jezusa skłania do spekulacji. O ile jednak początkowo kierowano się pobożną ciekawością, to współcześnie Maria Magdalena ma stać się orężem w walce z Kościołem. Szkoda, że w tym całym zamieszaniu zapomniano o tym, co najważniejsze i najpiękniejsze w obrazie Marii Magdaleny, o tym co zachwyciło samego Jezusa: o jej pokorze, bezgranicznej wierze, trosce i oddaniu…



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję: 







środa, 25 czerwca 2014

Jeszcze raz "Akwarele i lawendy"

Właśnie przyszła!






Pozwolę sobie na odrobinę prywaty, gdyż radość mnie rozpiera - trzymam bowiem w ręku namacalny dowód niezwykłej przygody… Niedawno miałam przyjemność obserwowania narodzin powieści, a teraz ukończona książka staje się ozdobą mojej kolekcji:)

Haniu, prawdziwie wzruszyłam się:) Serdecznie Ci dziękuję:)





„Akwarele i lawendy” to kontynuacja książek „Wiza do Nowego Jorku” oraz „Okno z widokiem na Prowansję”. Powieść  ukazała się w idealnym momencie – kiedy rozpoczyna się okres wakacyjno-urlopowy. To przecież idealna lektura na lato. Jest w niej wszystko, co trzeba: słońce, podróże (także duchowe), muzyka, miłość i przyjaźń, ale także rozszalałe emocje głównych bohaterów…




poniedziałek, 2 czerwca 2014

Voyage Voyage:)


Ponieważ odczuwam przegrzanie obwodów, nadeszła pora, by uciec na chwilę od cywilizacji... Pakuję lektury, przewodnik i aparat fotograficzny i jadę szukać natchnienia w świecie bez laptopa, radia i telewizora...

Dziękuję za wszystkie odwiedziny, miłe słowa i za Waszą stałą obecność w komentarzach. Obiecuję po powrocie uzupełnić wszystkie zaległości...
Mam nadzieję, że całkiem o mnie nie zapomnicie i zaglądniecie tu po moim powrocie:)

Serdecznie pozdrawiam,
Trzymajcie się ciepło,
Ola










p.s. Fotografie przedstawiają moje wspomnienia z ostatniego urlopu


"Jimi Hendrix. Oczami brata", Leon Hendrix, Adam Mitchell - recenzja




HE WAS EXPERIENCED

„Kiedy patrzę w przeszłość, aż dech zapiera ze zdumienia, gdy widzę ile mój brat osiągnął w swoim krótkim życiu. Dla milionów fanów był (…) leworęcznym gitarowym czarodziejem, który po rozpaleniu ognia na Monterey Pop Festival w 1967 roku z hukiem zawładnął sceną, a potem wystrzelił w firmament supergwiazd. Był niespotykaną ikoną rocka, która w trzy krótkie lata przedefiniowała wszystko, co tylko się wiązało z gitarą elektryczną, oraz zmieniła na zawsze świat muzyki. Jego albumy studyjne stały się klasyką w historii fonografii, nawet dziś jego mit oraz dziedzictwo rosną z każdym pokoleniem fanów” (Leon Hendrix, s. 307).
Oszałamiająca kariera ikony rocka, Jimiego Hendrixa, przypada na lata 1966-70. W tym krótkim okresie został ogłoszony pionierem, geniuszem i gitarzystą wszech czasów. Czarował i szokował fanów hipnotyzującymi występami, nowatorskimi utworami, ale także ubiorem i sposobem życia. Zmarł w 1970 roku, w niecały rok po legendarnym występie w Woodstock. Jego utwory stały się już klasyką, a pod względem wirtuozerii gry na gitarze do dziś pozostaje niedoścignionym wzorem.
Niemal pół wieku po śmierci Jimiego, jego brat, Leon Hendrix, wydał książkę, która opisuje życie i sylwetkę artysty. Nie jest typową biografią, raczej historią przedstawiającą burzliwe życie rodziny Hendrixów. Powstała dosyć późno ze względu na osobiste problemy Leona, jego mozolną walkę z nałogami. Z drugiej strony autor miał sporo czasu, by ochłonąć, przemyśleć wydarzenia i nabrać do nich dystansu. Dzisiaj otrzymujemy relację narwanego chłopaka, którym był w latach 50. i 60., ale napisaną przez dojrzałego człowieka, który odpokutował już za swoje błędy i potrafi obiektywnie je ocenić. Autobiografia robi wrażenie szczerej do bólu, Leon nie ukrywa żadnych swoich „występków”. Życie rodziny Hendrixów opisane jest bez upiększeń i koloryzowania, z pewnością także bez znieczulenia. Leon przedstawia dzieciństwo w rozbitej rodzinie, opiekę ojca, który cały czas walczył z własnymi demonami (alkoholizm, hazard i gwałtowne usposobienie); opisuje głód, jaki im towarzyszył, wieczne unikanie spotkań z pracownikami społecznymi, oznaczające godziny spędzone w szafie bądź w ciemnym mieszkaniu; bezustanną tułaczkę między opiekunami, sąsiadkami i domami zastępczymi, rozstania i powroty... Zdarzają się także jaśniejsze momenty, kiedy rodzic zaczyna panować nad swoim życiem i wydaje się, że rodzina wychodzi na prostą… Mimo poważnych problemów, jakie miał z sobą Hendrix senior i koszmarnego dzieciństwa, jakie zgotował dzieciom, książka nie jest napisana w tonie oskarżeń przeciw niemu. Leon nie obciąża ojca za wszelkie niepowodzenia życiowe. Przeciwnie, książka jest udaną próbą ukazania pogmatwanych i trudnych relacji rodzinnych.
Dla wielbicieli Jimiego Hendrixa to lektura obowiązkowa. Nie analizuje co prawda każdego kroku artysty, przedstawia tylko te wydarzenia, w których uczestniczył Leon; a bywały lata, gdy kontakt braci był jednak bardziej sporadyczny. Mimo to książka posiada wiele walorów dla osób, które chcą poznać osobowość Jimiego, przedstawia czynniki, które ukształtowały jego osobowość i wrażliwość muzyczną. Czytelnik śledzi motywy, które pojawiały się w dziecięcych rysunkach, a które później znalazły odbicie w tekstach największych hitów artysty. Leon potrafi dzielić się swoimi wrażeniami i wspomnieniami, przedstawić mechanizm fascynacji muzyką brata. Jimi nie słyszał dźwięków tak jak zwykli ludzie. Widział dźwięk w kolorze, kojarzył jego energię, wibracje i emocje. Wizualizował muzykę, a wymienione czynniki w jego utworach musiały harmonijnie współgrać. Dzięki książce możemy w pewnym stopniu ogarnąć i zrozumieć, jakiej miary artystą był Jimi. Możemy pojąć jego fenomen, prześledzić drogę kariery, kulisy koncertów oraz poznać nastroje, jakie mu towarzyszyły – od dziecięcej pasji odkrywczej i eksperymentowania, przez młodzieńczy entuzjazm, aż do poczucia wypalenia i rozczarowania ludźmi zajmującymi się branżą muzyczną.
Jimi nie poradził sobie z gigantyczną sławą, która na niego spadła. Podpisywał kontrakty, które zmuszały go do koncertowania każdej nocy. Dopóki stał na scenie i trzymał w ręku gitarę – był bożyszczem. Korzystał pełnymi garściami z przywilejów, które dawała mu sława. Natomiast kwestie praktyczne wymknęły mu się spod kontroli, a finanse znajdowały się w kompletnym nieładzie. Nie miał głowy do interesów ani instynktu, który pozwoliłby mu uniknąć pułapek prawnych i w porę wyzwolić się spod wpływu menedżerów i prawników, którzy traktowali go jak maszynkę do robienia pieniędzy. Pod wieloma względami, pomimo gigantycznej sławy, Jimi na zawsze pozostał zwykłym chłopakiem z Seattle, który zapłacił najwyższą cenę za sukces.
Książka Leona Hendrixa jest nie tylko biografią Jimiego, zawiera drugie dno i niesie wyraźne przesłanie. W pewnym sensie ze sławą brata nie poradził sobie także Leon, a książka staje się okazją do rozliczenia własnego życia. Autor nie próbuje wmawiać czytelnikowi, że wywarł jakikolwiek wpływ na karierę Jimiego. Z rozbrajającą szczerością przyznaje, że był po prostu młodym chłopakiem, który chciał grzać się w blasku sławnego brata, co dawało przywileje, o jakich mu się dotąd nie śniło. W pewnym momencie jednak stał się w równym stopniu co Jimi niewolnikiem sławy. Książka jest świadectwem długoletniej walki z uzależnieniami, historią nabywania pokory, a także hołdem złożonym samej muzyce, która wyniosła na szczyty popularności nie tylko Jimiego Hendrixa, ale w końcu odnalazła drogę także i do młodszego z braci. Przez co z pewnością uratowała mu życie…



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu: